Witam wszystkich. Jakieś półtora miesiąca temu zacząłem interesować się koleżanką z klasy. Pisaliśmy do siebie, wszystko fajnie i pewnego dnia wyszło, że mamy się spotkać pobiegać, bo dziewczyna mi mówiła, że zaczęła i fajnie by było z kimś(wie, że lubię, bo od 4 lat ćwiczę lekkoatletykę). Dzień przed spotkaniem pisze do mnie, że moglibyśmy pójść na "dłuuuuuugi spacer". Zgodziłem się, bo jednak myślałem o czymś więcej niż tylko koleżeństwie.
Na spotkaniu świetnie, dowiedziałem się, że jej się podobam i tak dalej. Drugie spotkanie miało już trochę inna formę. Zaczęliśmy rozmawiać o uczuciach, złapałem ją za rękę, powiedziałem co czuję. Dziewczyna była trochę zdziwiona, ale usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Ona mi mówi, że na razie chyba nie może, bo nie chce się angażować, że chyba nie czuje tego czegoś i kilka innych rzeczy. Już miałem iść, ale złapała mnie za rękę, przytuliła się do mnie i mówi, żebym został, że jednak chce spróbować. Oczywiście tu się pytałem czy na pewno, czy nie robi tego na przymus. Odpowiedziała, że nie, że prawdopodobnie coś czuje. Po tej rozmowie poszliśmy dalej do parku(trzymaliśmy się za ręce jeśli to ważne i coś znaczy) i w pewnym momencie stanęliśmy i zaczęliśmy się całować.
Następnego dnia w szkole, trochę dziwnie się zachowywała, jak gdyby coś ukrywała. Pod wieczór pisze do mnie, że musimy się spotkać. Spotykamy się następnego dnia i mówi mi, że dla niej to trochę za szybko, że potrzebuje czasu itd. Tutaj miałem być może miałem złą reakcję, bo nie wspierałem jej czy coś(ale wyrzutów jej nie robiłem, nie krzyczałem, nie miałem pretensji, nie obraziłem się). Chciała żebyśmy na razie pozostali w koleżeńskiej relacji i za jakiś czas mi powie. Zgodziłem się, bo mi zależało. Tu rozmawialiśmy oczywiście więcej na przerwach, co tydzień w piątek pisaliśmy do późna w nocy, ale ani razu się nie spotkaliśmy jeśli to ważne.
Potem(jakieś dwa tyg. temu) zaczęliśmy rozmawiać o nas i czy chce spróbować i tak dalej. Odpowiedziała, że nie, że raczej nie widzi NAS. Powiedziała, że traktuje mnie jak przyjaciela i w takiej relacji chce pozostać i żebym nie zrywał kontaktu, bo tego nie chce. Powiedziała, że jestem świetnym facetem i, że to nie moja wina, że to ona jest niepewna. Dodała też, że od początku traktowała mnie jak przyjaciela, ale tutaj właśnie miałem przemyślenia. Mówiła mi, że jej się podobam i że jestem facetem jakiego zawsze chciała mieć...
Teraz jesteśmy w czysto koleżeńskiej relacji, czasem rozmawiamy itd. i nawet mamy iść na lodowisko za tydzień z jej koleżanką. Z tych najważniejszych ostatnich rzeczy, które mi mówiła to to, że:
-na razie nie czuje potrzeby bycia w związku i nie chce się w to angażować
-traktuje mnie jak przyjaciela i ciężko jej się przestawić, żeby traktować mnie jak chłopaka
I tu nasuwa się moje pytanie. Czy da się coś zrobić żeby wyjść z takiej relacji, by zaczęła myśleć o mnie bardziej jak o kandydacie na chłopaka? Da się to zmienić czy dać sobie z tym spokój? Bo po prostu czuję coś do niej i ciężko tak odpuścić. Jeśli chodzi o męczenie jej to nic takiego nie robiłem. W momencie gdy potrzebowała czasu to o takich rzeczach w ogóle nie rozmawialiśmy i teraz też jej nie zawracam głowy w ogóle. Jak coś to mamy po 17 lat i chodzimy do jednej klasy.