Hej,
opowiedzcie jak Wam się poukładało życie po rozwodzie?
Czy są tu osoby, które po rozwodzie, zdradzie zostały z niczym, a raczej może wszystkim (brak pracy, dzieci, wydatki, a Pan poszedł w siną dal). Jak się ułożyło Wasze życie? A jak się ułożyło życie osoby, która odeszła?
Mam nadzieje, że są też pocieszające historie ![]()
Podobne tematy
2 2014-04-14 09:06:11 Ostatnio edytowany przez beatka87 (2014-04-14 09:11:27)
Ja się wypowiem choć ja rozwodu nie brałam i nie mam takiego zamiaru ale Mój tata odżył niesamowicie, ja przestałam się jąkać, stresować. Już nie żyliśmy z dnia wystarczało na więcej. Moja mama choć dalej piła ułożyła sobie życie z kimś innym. Mieli brać ślub ale nie dożyła.
P.S Tata już nie chciał innej kobiety. Wolał skupić się na nas No i teraz na swoim wnuku ;P
3 2014-04-14 10:53:25 Ostatnio edytowany przez MamaNalijki (2014-04-14 10:55:17)
Bardzo mi przykro:( a Wy macie dzieci? Moi rodzice się rozwiedli.Co prawda byliśmy z bratem już prawie dorośli ale przesłanki ku temu bylo widać już na dłuuugo przed.Nie dogadywali się, bardzo się róznili.Mało co ich łączylo.Na początku był żal ale z czasem wyszło to rozstanie wszystkim na dobre! Mozna powiedziec,ze dopiero po rozwodzie odkrylam co to znaczy więź z ojcem i jest lepiej niż jak mialam naście lat a rodzice byli razem.Dopiero po rozwodzie kazdy docenił relacje rodzic-dziecko.Z obojgiem rodzicow mam bardzo dobry kontakt a moj ojciec sie zmienil na lepsze.Matka z ojcem teraz są na stopie przyjazni, nie ma dla nich problemu czasem spedzic razem Święta czy pobyc kilka dni..normalnie rozmawiają.Mama ulozyla sobie zycie z jakimś Panem.Sama widzisz, ze zle nie jest:-) Przyczyną rozstania nie byly zdrady, nałogi...po prostu zycie i brak porozumienia.Mam nadzieje, ze troche pocieszylam:)
Droga Sol,
Życie po rozwodzie jest jak najbardziej możliwe, i powiem więcej - może być lepsze niż przed ![]()
Przyczyną mojego rozwodu była zdrada mojego męża z ... moja najlepszą przyjaciółką
tak wiem - brzmi jak telenowela ...
Żeby nie było - otarło do mnie po czasie, że ja sama miałam duży wkład w ten rozwód.
Bo ona taka biedna była, rozumiesz
Jej mąż, nadużywający i agresor - znalazł sobie inną kobietę i zostawił ją samą, z trzyletnim synem, bez pracy z nędznymi alimentami na małego, w 12 m2 mieszkaniu z jej Mamą.
Pomagałam jak umiałam i jak mogłam. Jadąc do niej z wizytą nie kupowałam słodyczy do kawy, tylko artykuły pierwszej potrzeby. Pożyczałam, wspierałam, rozmawiałam.
I zaczęłam w to pomaganie wciągać mojego męża.
- No zawieź Magdę z dzieckiem do lekarza - komenderowałam - przecież nie ma jej kto pomóc.
- No napraw jej ten telewizor-
- No wbij jej ten gwóźdź w ścianę-
Aż wreszcie wpadłam na genialny pomysł.
Mój mąż prowadził własną firmę, dużo w związku z tym wyjeżdżał, wiązało się to z zamówieniami które dostarczał osobiście w tzw. terenie. Podczas jego nieobecności biuro stało puste, a ewentualni interesanci którzy pojawiali się w tym czasie całowali klamkę.
Olśniło mnie, że przecież może zatrudnić Magdę !
Ona za niewielkie pieniądze zajmie się byznesem kiedy go nie będzie, kawę klientom poda, telefon odbierze, a nawet może i czasami posprząta ![]()
I tak się stało.
Magda zaczęła pracę w styczniu, a my w marcu już nie byliśmy razem.
Ot co.
Po wielu latach szarpaniny, włoskich awantur, wyrzucania rzeczy przez balkon, tłuczenia naczyń, przeprowadzek, rozstań i zdrad - czyli po wielu latach niszczącego tornada - wzięli ślub i dziś męczą się nadal na takich samych zasadach górskiej kolejki, góra dół, miód gówno.
Powiem tak - dostali to, czego chcieli i należało im się.
I niech teraz żyją razem aż do śmierci.
Teraz z perspektywy czasu oceniam sytuację inaczej niż wtedy.
Koniec małżeństwa i zdrada mojego męża były katastrofą dla mnie.
Ale nie mniej bolesny był fakt - że nie miałam już przyjaciółki i nie miałam się komu wypłakać i pożalić z powodu tego co mnie spotkało.
Były oczywiście zrywy z jego strony, że bardzo kocha mnie, że dzieci nie mniej.
Że przeprasza, że postanawia, no wiesz, takie typowe BLA BLA BLA.
Ale w obliczu tego, że nawet gdyby zerwał romans - oni pozostają ze sobą w stałym kontakcie - zrezygnowałam.
Po prostu nie mogłam tego znieść, że oni razem pracują, kontaktują się. Przyznałam szczerze sama przed sobą, że to jest dla mnie nieakceptowalne.
I odeszłam.
Tak jak stałam, dobrze że miałam dwie ręce - w każdą łapkę po dziecku i poszłam w swoją stronę.
Niesamowicie dużo dawała mi praca zawodowa. Dzięki niej czułam się pewnie finansowo, i mogłam liczyć na drobną pomoc koleżanek i kolegów.
Z domu zabrałam swoje osobiste rzeczy, dzieci, kota oraz meble dziewczynek.
Przeprowadziłam się do wynajętego mieszkania, które niestety nie było umeblowane ![]()
Tak więc początkowy okres był trudny, ale satysfakcja duża.
Okazało się, że posiłek można również zjeść przy desce do prasowania niekoniecznie od razu przy stole.
Że fajnie się śpi na dmuchanym materacu i że to dobre łóżko na dłuższy okres czasu.
Że każda, nawet najdrobniejsza rzecz zrobiona czy kupiona - bardzo cieszy.
Gorycz i żal towarzyszyła mi bardzo długo, ale w końcu te uczucia odeszły.
Dziś, wiele lat po tym moim małym dramacie, który wydawał się być końcem świata - żyję, mam się dobrze.
Wyprowadziłam się z miasta w którym mieszkaliśmy razem.
Poznałam kogoś, kto był wart żeby mu zaufać.
Różnie się działo. Nie było łatwo.
Ale mogę szczerze powiedzieć.
Jestem szczęśliwa.
Sol - rozwód to przykre i bolesne doświadczenie. Dla mnie może sam rozwód nie był tak tragiczny, jak samo rozstanie z mężem, samotność, miłość do niego, płacz i ból, gdzie serce pękało na najmniejsze kawałki. Najgorsze było to, że wychodziły kłamstwa, zawodziłam się coraz bardziej na facecie, z którym chciałam się zestarzeć i za którego rękę dałabym sobie uciąć.....
Da się żyć Sol. Ja zostałam z dzieckiem. Pracuję, utrzymuję siebie i dziecko, wychowuję je praktycznie sama (były mąż raz na tydzień do niej zadzwoni i na tym koniec od około 2 miesięcy), zajmuję się domem, koszę trawę, czasem nawet małe usterki w aucie daje radę zrobić
i żyję. Od dłuższego czasu spotykam się z kimś i malutkimi kroczkami jest już to o czym zawsze marzyłam
Ciężko mi czasem przełknąć to co stało się z moim małżeństwem i to, że mąż mimo, że wciąż powtarzał, że kocha-nie potrafił walczyć "o nas", nie potrafił zrezygnować z własnych uciech, nie zrezygnował z kłamstw itd. Jedno jest pewne-mimo tego, że jeszcze czasem nie jest mi lekko, nigdy w życiu nie chciałabym żyć już tak jak przez ostatni rok gdy byliśmy razem. W takim kłamstwie, bez rozmów, kłótniach, kobietach na boku,w takim życiu -on pan, ja uległa-nie dałabym dłużej rady wytrzymać. Ta samotność w związku była gorsza od tej samotności po rozstaniu.
Tak więc Sol- da się, można, ....:)
Witam, pisze pierwszy raz bo nie wiem co mam zrobić. Jestem wlaśnie w trakcie rozwodu, mąż wyrzucil mnie z 3 letnim synem z domu, od tyg pomieszkuje u koleżanki. Nie mam żadnych pieniędzy... Szukam pracy, ale po 6 latach siedzenia w domu i bycia kurą domową jest to trudne. Znalazłam mieszkanie na wynajem ale muszę wpłacić 2000zł ( czynsz + kaucja) dopiero wtedy dostanę klucze. Nie mam żadnych dochodów więc pożyczki nigdzie nie dostanę, MOPS w takich sprawach nic nie może... Jestem załamana, a w piątek muszę się wyprowadzić... Nie wiem dlaczego tutaj o tym piszę, ale jestem zdesperowana i chwytam się wszystkiego. Proszę pomóżcie... Dodam, że mąż uprzykrza mi nadal życie, nachodzi, straszy... Wszyscy mówia trywialnie, że pieniądze szczęścia nie dają, ale ich brak to dopiero tragedia...
Ewelino, strasznie drogie to mieszkanie ... może uda Ci się znaleźć coś tańszego ?
Może Najemca rozłoży Ci kaucję na raty ?
Czy możesz liczyć na pomoc finansową, albo lokalową kogoś z Rodziny ?
8 2014-04-15 22:39:56 Ostatnio edytowany przez takasobiemamuśka (2014-04-15 22:50:50)
Ewelina, a byłaś w ogóle w MOPS ie?
Ja na Twoim miejscu poszłabym tam razem z dzieckiem, przedstawiła sytuację i poprosiła o pomoc... możesz się zdziwić...czasem z serca pomogą.... , pocieszą, naprowadzą na jakiś kierunek.... spróbuj...co Ci szkodzi ?
A w temacie....jestem już prawie 3 lata po rozwodzie, cieszę się, że tak się stało, mam trójkę dzieci, w związku z tym moc zajęć i radości... ![]()
On po kilku kobietach ma teraz stałą... pasują do siebie ![]()
Ja pomimo przeciwności też staram się życie układać.
Marzę jeszcze, że uda się sprzedać ten wspólny dom lub jakoś byłego męża spłacę...wtedy dopiero odetchnę
Mam też nadzieję, że gorycz z czasem zejdzie...na razie wspólne mieszkanie w jednym domu jeszcze na to nie pozwala, ale jestem dobrej myśli... ![]()
W moim przypadku rozwód był dobrą decyzją. Pozdrawiam ![]()