Witam was.
Mam spory problem, z którym nie wiem jak sobie poradzić. Jakieś 1,5 tygodnia temu zerwała ze mną dziewczyna po 4 letnim związku na odległość, tak wiem wiem związek na odległość lecz tutaj było inaczej. Ja czułem że ona mnie kocha, okazywała to całym sercem i ja też. Spotykaliśmy się kiedy tylko sie dało, było dłuższe wolne albo ja mogłem na weekend pojechać do Warszawy. Lecz niestety coś sie zaczęło dziać kilka miesięcy przed zerwaniem, ona zaczęła imprezować, znalazła sobie kilka nowych przyjaciół, nigdy nie miała dla mnie czasu tylko wieczorem. Wiem że mnie nie zdradzała bo za każdym razem była ze znajomymi które zazwyczaj mi dawała do telefonu, nie sprawdzałem jej. Ogólnie związek nam się układał, ja nie dawałem jej powodów do zazdrości i ona mi, gdy sie spotykała z kolegami nic nie mówiłem, cieszyłem sie że wychodzi z domu. Gdy przyjeżdżała do mnie do Wrocławia, to czasem mi sie zdarzyło że pograłem chwile na komputerze ale potem wychodziliśmy na spacery itd. Miała wszystko, co mogłem to jej dawałem, kupowałem. Niestety jednak chwile przed zerwaniem ona mi zaczęła mówić przez telefon jak rozmawialiśmy bo taki zazwyczaj był nasz kontakt, że ja sie nie staram od 1,5 roku o nasz związek, że jej nie szanuje i mi nie zależy. Oczywiście zrobiło mi sie przykro bo to jest nie prawda, nawet sie nie spotykałem z koleżankami, nie oglądałem sie za kobietami na ulicy, po prostu nic, wszystko żeby była szczęśliwa. Mówiła też że często chodze smutny, wydawało mi sie że powinna to rozumieć, dziewczyna 350km ode mnie, codziennie szkoła od 8 do 16, i po szkole od razu na treningi 5 razy w tygodniu do 20, z czego do domu wracałem dopiero o 22 bo tak mam słaby dojazd do klubu. Chodziłem zmęczony czasem cały tydzień, nie miałem humoru bo mnie ogrom rzeczy które musiałem robić do szkoły itd. przerastał. Jej sie zaczęły sypać oceny w szkole w tym roku, na półrocze ma kilka jedynek które poprawia ale kilku już się nie da. No i któregoś dnia zadzwoniła i stwierdziła że ze mną zrywa (podałem powody) i że musi sie zastanowić nad tym wszystkim, 3 dni myślała wróciliśmy do siebie na tydzień, po czym ona zaczęła mi mówić że jak ze mną zerwie to polece do jej koleżanki która kiedyś mnie podrywała, a ja na to nie reagowałem, traktowałem ją jak koleżanke. Spytałem sie czy uważa że dobrze zrobiliśmy wracając tak szybko do siebie, stwierdziła że nie jesteśmy już razem, znów powiedziała że musi przemyśleć to wszystko tylko trochę dłużej, no to zrozumiałem to i powiedziałem że okej, nie obyło sie bez mojego płaczu bo mi było bardzo smutno. No więc po kilku dniach zablokowała mnie na fb, moich znajomych. Po prostu z dnia na dzień wywaliła mnie jakbym był śmieciem, gdy do niej zadzwoniłem stwierdziła że to niema sensu, że mogę być jej przyjacielem bo chce wiedzieć co sie u mnie dzieje i zawsze moge do niej po pomoc przyjść. Odpowiedziałem że nie potrafię po 4 latach być jej przyjacielem. Była to rozmowa zaraz przed treningiem. Powiedziała też że robi to dla mojego dobra, i bardziej dla swojego. Że do siebie nie pasujemy, ja jestem za spokojny, a ona szalona, rozpłakałem się przed klubem i spytałem czy niema żadnych szans na powrót, nie odpowiedziała i powiedziała żebym jej po prostu jak obiecywałem kiedyś dał odejść. Pożegnałem się z nią, ona ze mną też. Potem po treningu zadzwoniłem o 21 do niej, to siedziała z kolegami i koleżankami u niej roześmiana, spytała chamsko "Po co dzwonisz" To odpowiedziałem "Fajnie sie odzywasz do mnie, ale chciałem Ci wytłumaczyć czemu nie moge być Twoim przyjacielem" No i powiedziałem tam że moje uczucia są zbyt silne, że nie potrafie jej traktować jak koleżanki, że jak znajdzie chłopaka to będę po prostu zazdrosny i smutno mi będzie. Po czym spytała czy to koniec, odpowiedziałem że chyba tak i lepiej żeby było tak że ja jej nie znam i ona mnie skoro to i tak ma być koniec.
Twierdziła że mnie dalej kocha i jestem najwspanialszą rzeczą jaka ją spotkała w życiu ale ja nie potrafie być z nią. O wszystko mnie po prostu obwiniła przy zerwaniu, nie kłóciłem sie o to.
Moja mama i siostra stwierdziły że sie zachowała troche jak "gówniara" bo zablokowała mnie na fb jak jakiś małolat i wyrzuciła mnie z życia w ciągu tygodnia.
Od tamtej pory cisza, co mam zrobić z tym? Zostawić i czekać na nią, a może już darować sobie kompletnie wszystko co z nią związane i zacząć na nowo? Pojechać do niej nie informując jej o tym? Myślicie że w ogóle jest jeszcze co ratować?