ego82 napisał/a:no cóż, zachowanie bardziej mamusi niż tatusia. Dorosła kobieta wie co jest zdrowe a co nie więc uczyć jej tego nie trzeba.
Skoro tak, to czemu zawał serca zabija na świecie najwięcej kobiet spośród wszystkich chorób? Zawał, choroba cywilizacyjna, choroba nabyta na własne życzenie, między innymi z powodu złego odzywiania (drugi powód to papierosy). Jak widać, nie każda "dorosła" kobieta jest tak świadoma jak Ty - z resztą mój przykład dotyczył amerykanki pochodzenia indiańskiego, gdzie często odrzywianie nie należy do zdrowych, a otyłość jest powszechna.
Natomiast odżywianie się to jest każdego indywidualna sprawa. Czesto zdarza mi sie skusić na jakieś pokarmowe grzeszki, choc ćwiczę. W życiu jest tyle zakazków i nakazów, ze jedzenie jest dla mnie przyjemnością. Jeśli mój meżczyzna mówiłby mi co WEDŁUG NIEGO MAM JEŚĆ to nie byłaby z nim. Mozesz ostrzegać kogoś jeśli bierze narkotyki, pali, pije LUB MA SPORĄ NADWAGĘ. Ty zwyczajnie sie narzucasz i to w bardzo niefajny sposób. Badź nachalny i drażliwy to Twoja kobieta szybko się z Tobą rozstanie. To wewnątrz siebie trzeba poczuć że chce sie zmienić nawyki żywnościowe!
p.s Szalenie Kocham mojego mężczyznę za jego opiekuńczość 
Czym się narzucam? Rozmową na temat tego, co zdrowe i korzystne, a co szkodliwe, co zawiera rakotwórczą chemię? Jeśli już, to NIE według mnie czy Twojego mężczyzny, tylko według lekarzy, dietetyków itp. Po prostu interesuję się zdrową żywnością, mam spore pociągi wegetariańskie, choć dalej sporzywam mięso (w małych ilościach), i się trochę orientuję w temacie. No właśnie, jeśli wspomnę, że coś wysusza skórę, powoduję zmarszczki, zawał itd., to wierzę, że kobieta wezmie to do siebie, i to sama zmieni, ograniczy. Poprzez wspólną rozmowę doprowadzam do tego, że rozsądna, mądra kobieta sama. z własnej woli, rozsądku, ogranicza, lub zmienia swe nawyki, bo przecie każdy normalny człowiek chce dla siebie jak najlepiej. A tryb rozmowy jest neutralny, pytający, a nie rozkazujący.
Z Truskaweczką rozumiemy się najlepiej. Też dzięki za miłe słowa
Tyle w temacie 
Ja myślę, że wiele osób w wątku myśli, że Ty chcesz na siłę ją zmuszać, nie wiem, ganiać z marchewką, żeby ją jadła, a nie np coś niezdrowego
A jak Tobie chodzi o to, bo raczej dobrze cały czas rozumiem, że powiesz, że coś jest niezdrowe, jak będzie przesadzać, to też nie widzę nic w tym złego. Mój chłopak przesadzał z piciem Coli, pił praktycznie codziennie, zazwyczaj co najmniej 0,5 l czy litr dziennie... Ja mu mówiłam co o tym myślę. Oczywiście bez zmuszania, ale powiedziałam, że to nie jest ok. W końcu i tak pił, wiadomo, dorosły człowiek, ale odbiło się na jego zdrowiu, a teraz już sam mocno ogranicza i pewnie niedługo prawie w ogóle nie będzie pił. Wiadomo, druga osoba sama musi zrozumieć, ale nie widzę nic złego w powiedzeniu co i jak. Nikt nie mówi o zmuszaniu, ale powiedzieć coś to chyba normalne, a nie udawać, że "ok, to bardzo zdrowe".
Wyrazić swoje zdanie warto, ja po prostu mówiłam o tej Coli np, bo się martwię. Mój jak przesadziłam i długi czas jadłam niezdrowo, to też mi powiedział. Zwłaszcza, że np z tego względu byłam otyła- 1 stopień otyłości, do czego na pewno nie wrócę, bo wiem, że to było złe. Aaa, tylko może nie mów o tych zmarszczkach, wiadomo, złe jedzenie na to też ma wpływ, przyśpiesza często starzenie skóry, ale jednak z zmarszczkami lepiej nie wyskakiwać, bo to trochę tak jak kupić krem przeciwzmarszczkowy- można urazić
Lepiej mówić o zdrowiu, to tutaj jest najważniejsze moim zdaniem.
missF, moim zdaniem nie do końca masz rację. Mój chłopak np wie, że to jest niezdrowe, ja też wiedziałam, że niezdrowo się odżywiam. Jednak jak mi to powiedział, to jednak motywacja. Jak ja mu powiedziałam, to też jakaś motywacja. Owszem, najbardziej ogarnął się, bo ma problemy zdrowotne, ale wcześniej jak mu powiedziałam, to też już czasem mniej pił, starał się. Owszem, jakby nie starał się, to ja już nic nie uczynię, ze smutkiem, ale skapitulowałabym, bo wiadomo, nie mogę go zmuszać i patrzeć czy pił Colę czy nie. No, ale powiedzieć mogłam co myślę, że się martwię. Dla mnie to też sporo daje, bo sami wiemy, że to niezdrowe, ale my potrzebowaliśmy jeszcze takiego kopniaczka, takiej motywacji. Dla mnie to akurat jest opiekuńczość, bo jak piszę nie chodzi mi o zmuszanie, tylko wyrażenie swojego zdania, wyrażenie, że "Jesteś mi bliski, martwię się o Ciebie"
No i wiadomo, to nie jest to, że jest jedna słuszna prawda. Jednak jeśli partner ma fatalne nawyki żywieniowe, to moim zdaniem nie ma nic złego, by powiedzieć. Mój partner nie jest jakimś zapalonym w fitness czy takich tam, ja też nie, ale troszczymy się o siebie. Tylko o to chodzi. Nie zrezygnowałam z bycia z nim, bo pije dużo Coli
Ma wspaniałe cechy, więc no proszę Was
Jednak wiem jakie to niezdrowe zwłaszcza, że pił tak codziennie, często litrami. Dlatego wyraziłam swoje zdanie. Wiedziałam jednak, że co z tym zrobi to jego sprawa i że wiadomo, nie mogę zmusić. Oczywiście teraz cieszę się, że to ograniczył, każdy z nas czasem sobie pozwala na coś niezdrowego, nie jesteśmy zafiksowani, ale jednak wlewać w siebie codziennie lub prawie codziennie litry Coli to bardzo niezdrowe i naprawdę w szybkim tempie doprowadziłoby do wielu chorób.
Tego raczej nie wytrzymałby żaden organizm, sami wiecie, że Cola to jeden z najbardziej niezdrowych napojów, jest bezwzględnie niezdrowa. Dlatego się o niego martwiłam, co uważam za normalne. Inna sprawa, że sama nie rozumiałam jak można pić tyle Coli, sama jestem wyjątkiem chyba, nie przepadam za nią
No, ale to też kwestia nawyków, bo jak byłam mała u nas praktycznie Coli rodzice nie kupowali, więc siłą rzeczy nie ciągnie mnie do niej, u niego było odwrotnie, co jak dla mnie jest błędem, dlatego raczej tak często sięgał po Colę. Wiele jest takich przykładów, rodzice często uczą złych nawyków. No, ale ok nie o tym temat, bo już odbiegam
Tak że widzicie, nie chodzi o jakieś ślepe wzięcie partnera, by robił tak jak chcę, tylko wyrażenie troski, tego, że to niezdrowe. Często słowa od bliskiej osoby motywują, mogłabym nic nie mówić, ale jaki wtedy byłby związek, skoro ja bym się wstydziła mu powiedzieć, że to niezdrowe i martwię się o niego? To normalne w związku moim zdaniem, że się o siebie martwimy i wtedy to wyrażamy- oczywiście nie co chwilę i nie nad opiekuńczo, ale po prostu wyrażamy, potrafimy to sobie otwarcie powiedzieć. Nie chcę go zmieniać, powiedziałam tylko, że się martwię, bo to niezdrowe, a pije tak dużo codziennie Coli, to serio źle Waszym zdaniem?
Moim zdaniem to nic złego
Dzięki
Szczera prawda, miło mi się Ciebie czyta.