netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Opiekuńczość?

36 odpowiedzi6 834 wyświetleniazałożony przez ego82, 10.04.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 37 ]

1

Temat: Opiekuńczość?

Witam netkobietki,

Mam do was takie pytanie, bo ostatnio zacząłem mieć sporo wątpliwości, i mam nadzieję, że mi pomożecie zrozumieć pewien fenomen. Mianowicie, zastanawia mnie ostatnio, czy kobiety pożądają opiekuńczych facetów? Czy to daje wam poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, gdy facet stara się wami "opiekować"? Co to w ogóle dla was znaczy "opiekuńczość"?  Bardzo proszę o szczere i prawdziwe odpowiedzi. I z góry dziękuję za pomoc w tym temacie.

2

Odp: Opiekuńczość?

Zależy co rozumiesz pod pojęciem 'pożądanie", bo jeśli chodzi o to czy chcą się na takiego rzucić i zerwać z niego ubranie to rzeczywiście nie wink
Ale dla mnie opiekuńczość jako dbanie o mnie i moje potrzeby, jako drobne małe gesty świadczące o trosce, interesowanie się moimi sprawami i samopoczuciem jest podstawą udanego związku

3

Odp: Opiekuńczość?

Wprost szaleję za opiekuńczymi facetami. Ale podchodzę do tego z dystansem, bo wiem, że to u mnie przejaw tzw. "problemów z tatusiem" tongue

4

Odp: Opiekuńczość?
PodPseudonimem napisał/a:

Zależy co rozumiesz pod pojęciem 'pożądanie", bo jeśli chodzi o to czy chcą się na takiego rzucić i zerwać z niego ubranie to rzeczywiście nie wink

Chodziło mi raczej o atrakcyjność takiego mężczyzny, no i właśnie wspomnianą ramę "tatusia", która pewna kobieta ostatnio mi zarzuciła. Na przykład, mówię jej, co jest zdrowe, a co nie, bo jak widzę w jaki sposób się odzywia, to mnie trochę przeraża.

5

Odp: Opiekuńczość?

Opiekuńczy facet?
Na wszelki wypadek sprawdziłam: nogi mam sprawne, ręce też, głowę - również. Opieki potrzebuję, gdy jestem chora. Gdy jestem zdrowa (a taką jestem najczęściej) chcę, by przy mym boku stał partner - dorosły i dojrzały mężczyzna.

6

Odp: Opiekuńczość?

uwielbiam opiekuńczość w moim mężczyźnie. Oczywiście go pożądam i czuję się przy nim bezpiecznie.

7

Odp: Opiekuńczość?

to jest ciekawy temat, bo ja chyba w każdej relacji jestem ojcem big_smile

8

Odp: Opiekuńczość?

Opiekuńczość- tak. Nadopiekuńczość- nie.

A mówienie dziewczynie co powinna jeść, a czego nie, to wg. mnie nadopiekuńczość i matkowanie (ew. tatusiowanie). Takiego faceta bym nie chciała, bo chcę być kobietą mojego faceta, a nie jego córcią.

9

Odp: Opiekuńczość?
Wielokropek napisał/a:

Opiekuńczy facet?
Na wszelki wypadek sprawdziłam: nogi mam sprawne, ręce też, głowę - również. Opieki potrzebuję, gdy jestem chora. Gdy jestem zdrowa (a taką jestem najczęściej) chcę, by przy mym boku stał partner - dorosły i dojrzały mężczyzna.

Opiekuńczość w sensie robienia kobiecie dobrze, sprawianie jej przyjemności, pilnowanie by nie stało się jej nic złego, stawianie się w jej imieniu, obronie, w razie potrzeby wspieranie, takie dbanie o jej dobro i bezpieczeństwo. W pewnym sensie nawet takie adorowanie. Nie wiem, ale mi się wydawało, że faceci tak już są genetycznie zaprogramowani ? takie ich pierwotne zadanie, chronić ? przynajmniej jak tak to widzę.


missF napisał/a:

Opiekuńczość- tak. Nadopiekuńczość- nie.

A mówienie dziewczynie co powinna jeść, a czego nie, to wg. mnie nadopiekuńczość i matkowanie (ew. tatusiowanie). Takiego faceta bym nie chciała, bo chcę być kobietą mojego faceta, a nie jego córcią.

Mówienie dziewczynie, co jest niezdrowe, i czym to grozi. Jeść może, co chce, byle zdrowo. Oczywiście, od czasu do czasu, można zjeść coś mniej zdrowego, a dobrego, ale jak dla mnie stałe niezdrowe odżywianie świadczy o zaniedbaniu i niewiedzy. Kobieta musi odżywiać się zdrowo, by była zdrowa. ?Jesteś tym, co jesz?. W przeciwnym razie, na dłuższą metę nie mógłbym związać się z kimś, kto się tak odżywia. Siedziałoby mi ciągle w głowie, że za kilka lat dostanie zawału, albo raka, a wtedy nawet opieka lekarska jej nie pomoże. Jak dla mnie, to dbanie o jej przyszłe dobro i zdrowie. Jeżeli jej ?tatuś? odpowiednio nie wychował/wykształcił, to co?

10

Odp: Opiekuńczość?

Dla mnie opiekuńczość to wielka zaleta. Ale rzadko występuje. Częściej są wady: nadopiekuńczość i chęć kontrolowania. Opiekuńczość to coś, co ciężko zdefiniować. Może na przykładzie: ostatnio skądś wracałam jak padało. Chłopak zadzwonił, kiedy będę, a jak wysiadałam z tramwaju zobaczyłam go na przystanku z parasolką smile. To właśnie taki rodzaj troski o drugą osobę.
Dla mnie granica między opiekuńczością wobec dorosłej osoby a nadopiekuńczością w tym przykładzie polega na tym, że mogę sama zdecydować czy użyć tej parasolki i nie jestem przymuszana do czegoś w imię mojego dobra

11

Odp: Opiekuńczość?

Ego, tego co opisałeś nie nazwałabym opiekuńczością. Ja to nazywam przemądrzałością. Jeśli ktoś wie lepiej co jest dla mnie dobre, jak powinnam postępować, co jeść, jak się ubrać - nie cierpię takiego podejścia.

Moje odczucia w tej kwestii najlepiej ujęła A-xamit. Dla mnie ta pożądana opiekuńczość to niespodziewana parasolka na przystanku, telefon czy dotarłam nocą do domu, pytanie czy nie zrobić za mnie czegoś, czego nie lubię lub co dla mnie jest trudne. To takie trochę odgadywanie myśli drugiej osoby, ale bez żadnego narzucania jej własnych myśli smile
Podobne sytuacje stają się dla mnie nie do zaakceptowania gdy ktoś się upiera, że mam zabrać parasol, upiera się, że po mnie wyjdzie kiedy ja mówię, że nie chcę, zabrania mi chodzić samej wieczorem "bo coś mi się może stać", nadmiernie wyręcza mnie i usiłuje pomagać tam, gdzie wcale tej pomocy nie oczekuję.

Lubię czuć, że mogę na kogoś liczyć, ale nie znoszę kiedy ta osoba traktuje mnie jak niepełnosprytną...

12

Odp: Opiekuńczość?
ego82 napisał/a:

Mówienie dziewczynie, co jest niezdrowe, i czym to grozi. Jeść może, co chce, byle zdrowo. Oczywiście, od czasu do czasu, można zjeść coś mniej zdrowego, a dobrego, ale jak dla mnie stałe niezdrowe odżywianie świadczy o zaniedbaniu i niewiedzy. Kobieta musi odżywiać się zdrowo, by była zdrowa. ?Jesteś tym, co jesz?. W przeciwnym razie, na dłuższą metę nie mógłbym związać się z kimś, kto się tak odżywia. Siedziałoby mi ciągle w głowie, że za kilka lat dostanie zawału, albo raka, a wtedy nawet opieka lekarska jej nie pomoże. Jak dla mnie, to dbanie o jej przyszłe dobro i zdrowie. Jeżeli jej ?tatuś? odpowiednio nie wychował/wykształcił, to co?

Właśnie przeciw tak rozumianej opiekuńczości protestowałam i protestuję. To przejmowanie odpowiedzialności, ubezwłasnowolnianie i traktowanie drugiej osoby przedmiotowo. Z troską, wsparciem opisane wyżej zachowania nie mają nic wspólnego. Z wywyższaniem się, brakiem szacunku i pogardą - wiele.

13

Odp: Opiekuńczość?
ego82 napisał/a:

Witam netkobietki,

Mam do was takie pytanie, bo ostatnio zacząłem mieć sporo wątpliwości, i mam nadzieję, że mi pomożecie zrozumieć pewien fenomen. Mianowicie, zastanawia mnie ostatnio, czy kobiety pożądają opiekuńczych facetów? Czy to daje wam poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, gdy facet stara się wami "opiekować"? Co to w ogóle dla was znaczy "opiekuńczość"?  Bardzo proszę o szczere i prawdziwe odpowiedzi. I z góry dziękuję za pomoc w tym temacie.

W związku to według mnie bardzo ważne, no przynajmniej dla mnie. Tę opiekuńczość to ja już chociaż widziałam po tym jak odnosił się do rodziców, do zwierząt. Jak widziałam, że ich nie zlewa itp, to że raczej i wobec mnie będzie w porządku. A w związku jest to dla mnie ważne, że partner będzie się troszczył, a nie np oleje i bym sobie radziła sama. Wiadomo, nie chodzi, by chodzić za kimś, chuchać, dmuchać, ale żebym mogła niego liczyć, na to, że gdy źle się poczuję, to zrobi mi herbatę, pogłaszczę, zaopiekuje się w tym sensie. No i mój facet  taki jak najbardziej jest smile

Co do tego co napisałeś, to dla mnie to jest ok, ale w pewnych granicach. Ja mówię czasem chłopakowi, że np uważam, że teraz odżywia się niezdrowo, że martwię się albo on mi i wtedy faktycznie czasem takie powiedzenie coś uświadamia i sami zaczynamy to zmieniać. Jednak nie jest to chodzenie za kimś i np mówienie "Ej, nie jedz tego, bo niezdrowe" i kontrolowanie kto co jadł, bo to np dla mnie przesada. Można powiedzieć, ale zmuszać to też nie, takie jest moje zdanie. No, ale to, że partner się martwi i mówi, że uważa, że np odżywiam się niezdrowo jest dla mnie ok, faktycznie jest to dla mnie lepsze niż olewanie i "rób co chcesz", ale jak mówię bez zmuszania.

Mój jak najbardziej wyjdzie po mnie, by nic mi się nie chciało i te inne co wymieniłeś, obroni gdy trzeba, ale też nie robi na siłę- to moim zdaniem klucz. No bo jakby na siłę np jak dziewczyny pisały wręczał mi parasolkę, to też przesada. Proponować itp tak, ale nie zmuszać.

14 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-04-11 01:53:11)

Odp: Opiekuńczość?
vinnga napisał/a:

Lubię czuć, że mogę na kogoś liczyć, ale nie znoszę kiedy ta osoba traktuje mnie jak niepełnosprytną...

Dzięki za ciekawe, konkretne spostrzeżenia.


Wielokropek napisał/a:
ego82 napisał/a:

Mówienie dziewczynie, co jest niezdrowe, i czym to grozi. Jeść może, co chce, byle zdrowo. Oczywiście, od czasu do czasu, można zjeść coś mniej zdrowego, a dobrego, ale jak dla mnie stałe niezdrowe odżywianie świadczy o zaniedbaniu i niewiedzy. Kobieta musi odżywiać się zdrowo, by była zdrowa. ?Jesteś tym, co jesz?. W przeciwnym razie, na dłuższą metę nie mógłbym związać się z kimś, kto się tak odżywia. Siedziałoby mi ciągle w głowie, że za kilka lat dostanie zawału, albo raka, a wtedy nawet opieka lekarska jej nie pomoże. Jak dla mnie, to dbanie o jej przyszłe dobro i zdrowie. Jeżeli jej ?tatuś? odpowiednio nie wychował/wykształcił, to co?

Właśnie przeciw tak rozumianej opiekuńczości protestowałam i protestuję. To przejmowanie odpowiedzialności, ubezwłasnowolnianie i traktowanie drugiej osoby przedmiotowo. Z troską, wsparciem opisane wyżej zachowania nie mają nic wspólnego. Z wywyższaniem się, brakiem szacunku i pogardą - wiele.

Dzięki, ale z tym do końca nie mogę się zgodzić. Pewnie to tylko taka nieumyślna nadinterpretacja moich słów, a może tylko różnica zdań, poglądów itp. Pokrótce wyjaśnię dlaczego:

Nie uważam bynajmniej, że zwracanie komuś uwagi, dzielenie się wiedzą (nie każdy interesuje się tym samym), czy informowanie kogoś o zagrożeniach w sytuacji, gdy ten ktoś robi sobie krzywdę jest kontrolowaniem, okazywaniem braku szacunku lub pogardy, a tym bardziej ubezwłasnowolnianiem czy braniem odpowiedzialności. Wręcz przeciwnie, jest to pewnego rodzaju zrzucanie z siebie odpowiedzialności za to, co może stać się z tą osobą, bo czy informacja na etykietach, że palenie powoduje raka czy alkohol szkodzi zdrowiu, to branie czy zrzucanie odpowiedzialności? Nie byłbym sobą, gdybym siedział cicho, gdy ktoś nieświadomie robi sobie krzywdę, na przykład, spożywa rakotwórczy produkt. Nie każdy jest świadomy, ale jeśli wiem, to muszę tej osobie zwrócić uwagę, choćby po to, by mieć czyste sumienie. Moim zdaniem jest to troska o tę osobę, bo gdy za 10 lat zachoruje na raka, będę miał świadomość, że przynajmniej próbowałem temu w jakiś sposób zapobiec. Często też taka osoba dzięki temu może się ogarnąć i po prostu sama temu zapobiec...

Nie muszę akceptować takiego zachowania, tylko dlatego, że dana osoba odczyta to w ten sposób. I to się tyczy każdego. Wolę być postrzegany jako przemądrzały i mieć czyste sumienie, niż siedzieć cicho i udawać, że wszystko jest w porządku. Mam swoje kryteria. Jak każdy i tyle. Moim kryterium to zdrowa kobieta, a zdrowa kobieta równa się (między innymi) zdrowa żywność. Na przykład, nie znoszę papierosów ? i nie ? wątpię, bym je kiedykolwiek zaczął znosić. Ale czy to znaczy, że nie szanuję lub gardzę osobami, które palą? Też nie. Bo co byś zrobiła, gdyby facet był alkoholikiem, przez to staczał się coraz bardziej, i jednocześnie uważał (zwracając mu uwagę), że go kontrolujesz? Próbowałabyś wspólnie walczyć z tym, coś zrobić, pomóc mu jakoś, bo ci na nim wciąż zależy, czy od razu olała byś go, tylko po to, by facet się stoczył jeszcze bardziej? 

Przykład z parasolką jest fajny. Podoba mi się, tyle że jest to zupełnie inna sytuacja. Przecie wiadomo, że jak będzie padać, to kobieta sama skorzysta ze tej parasolki. Groteskowe byłoby w tej sytuacji nieskorzystanie z niej, albo zmuszanie kogoś do tego ? to zupełne oderwanie od rzeczywistości. Nie mniej jednak ciekawe spostrzeżenie i dobry przykład. 

A propos kontrolowania i ubierania., przypomniała mi się sytuacja, gdy pewna młoda kobieta KAZAŁA (głos i intonacja dosłownie jak w wojsku) w sklepie przymierzyć swemu facetowi koszulę. To był rozkaz ?masz przymierzyć? tę, a nie tamtą. Oczywiście, niepewnym głosem, trochę zmieszany zgodził się, i poszedł przymierzyć koszulę, którą ona chciała. To się nazywa kontrola, ubezwłasnowolnienie, do którego, a i owszem, czuję lekką pogardę.

Nie można ograniczać opiekuńczości jedynie do podanego przeze mnie przykładu, bo moja powyższa definicja troszkę od niego odbiega.  Dla mnie opiekuńczość, to przede wszystkim dbanie, by kobiecie ze mną było jak najlepiej. Kobiecie, w której widzę mądrość.

Truskaweczka19 świetnie to ujęła. Nic dodać, nic ująć. Jej wypowiedzi zawsze miło się czyta, od razu widać, że to fajna kobieta smile

15

Odp: Opiekuńczość?

Ego82, bardzo dziękuję za komplement smile Miło mi, że tak uważasz smile Ja też lubię czytać Twoje posty, też uważam, że są rozsądne, uważam, że jesteś jak najbardziej w porządku smile

Myślę, że być może inne osoby zrozumiały, że Ty chcesz na siłę wybierać co ma jeść i takie tam. To co innego niż wspomnienie, że np to niezdrowe i że się o nią martwisz- to jest po prostu miłe moim zdaniem i dla mnie normalne, że partnerzy się o siebie troszczą, nie kontrolują. No, ale troszczą, bo jak wiadomo złoty środek trzeba zachować i także tutaj nie przeginać smile

16

Odp: Opiekuńczość?
ego82 napisał/a:
PodPseudonimem napisał/a:

Zależy co rozumiesz pod pojęciem 'pożądanie", bo jeśli chodzi o to czy chcą się na takiego rzucić i zerwać z niego ubranie to rzeczywiście nie wink

Chodziło mi raczej o atrakcyjność takiego mężczyzny, no i właśnie wspomnianą ramę "tatusia", która pewna kobieta ostatnio mi zarzuciła. Na przykład, mówię jej, co jest zdrowe, a co nie, bo jak widzę w jaki sposób się odzywia, to mnie trochę przeraża.

no cóż, zachowanie bardziej mamusi niż tatusia. Dorosła kobieta wie co jest zdrowe a co nie więc uczyć jej tego nie trzeba.

17 Ostatnio edytowany przez Chanell_11 (2014-04-11 10:33:24)

Odp: Opiekuńczość?
missF napisał/a:

Opiekuńczość- tak. Nadopiekuńczość- nie.

A mówienie dziewczynie co powinna jeść, a czego nie, to wg. mnie nadopiekuńczość i matkowanie (ew. tatusiowanie). Takiego faceta bym nie chciała, bo chcę być kobietą mojego faceta, a nie jego córcią.

zgadzam się w 100% z wypowiedzią.

Natomiast odżywianie się to jest każdego indywidualna sprawa. Czesto zdarza mi sie skusić na jakieś pokarmowe grzeszki, choc ćwiczę. W życiu jest tyle zakazków i nakazów, ze jedzenie jest dla mnie przyjemnością. Jeśli mój meżczyzna mówiłby mi co WEDŁUG NIEGO MAM JEŚĆ to nie byłaby z nim. Mozesz ostrzegać kogoś jeśli bierze narkotyki, pali, pije LUB MA SPORĄ NADWAGĘ. Ty zwyczajnie sie narzucasz i to w bardzo niefajny sposób. Badź nachalny i drażliwy to Twoja kobieta szybko się z Tobą rozstanie. To wewnątrz siebie trzeba poczuć że chce sie zmienić nawyki żywnościowe!

p.s Szalenie Kocham mojego mężczyznę za jego opiekuńczość smile

18 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-04-12 02:56:26)

Odp: Opiekuńczość?

no cóż, zachowanie bardziej mamusi niż tatusia. Dorosła kobieta wie co jest zdrowe a co nie więc uczyć jej tego nie trzeba.

Skoro tak, to czemu zawał serca zabija na świecie najwięcej kobiet spośród wszystkich chorób? Zawał, choroba cywilizacyjna, choroba nabyta na własne życzenie, między innymi z powodu złego odzywiania (drugi powód to papierosy). Jak widać, nie każda "dorosła" kobieta jest tak świadoma jak Ty -  z resztą mój przykład dotyczył amerykanki pochodzenia indiańskiego, gdzie często odrzywianie nie należy do zdrowych, a otyłość jest powszechna.

Natomiast odżywianie się to jest każdego indywidualna sprawa. Czesto zdarza mi sie skusić na jakieś pokarmowe grzeszki, choc ćwiczę. W życiu jest tyle zakazków i nakazów, ze jedzenie jest dla mnie przyjemnością. Jeśli mój meżczyzna mówiłby mi co WEDŁUG NIEGO MAM JEŚĆ to nie byłaby z nim. Mozesz ostrzegać kogoś jeśli bierze narkotyki, pali, pije LUB MA SPORĄ NADWAGĘ. Ty zwyczajnie sie narzucasz i to w bardzo niefajny sposób. Badź nachalny i drażliwy to Twoja kobieta szybko się z Tobą rozstanie. To wewnątrz siebie trzeba poczuć że chce sie zmienić nawyki żywnościowe!

p.s Szalenie Kocham mojego mężczyznę za jego opiekuńczość smile

Czym się narzucam? Rozmową na temat tego, co zdrowe i korzystne, a co szkodliwe, co zawiera rakotwórczą chemię?  Jeśli już, to NIE według mnie czy Twojego mężczyzny, tylko według lekarzy, dietetyków itp. Po prostu interesuję się zdrową żywnością, mam spore pociągi wegetariańskie, choć dalej sporzywam mięso (w małych ilościach), i się trochę orientuję w temacie.   No właśnie, jeśli wspomnę, że coś wysusza skórę, powoduję zmarszczki, zawał itd., to wierzę, że kobieta wezmie to do siebie, i to sama zmieni, ograniczy. Poprzez wspólną rozmowę doprowadzam do tego, że rozsądna, mądra kobieta sama. z własnej woli, rozsądku, ogranicza, lub zmienia swe nawyki, bo przecie każdy normalny człowiek chce dla siebie jak najlepiej. A tryb rozmowy jest neutralny, pytający, a nie rozkazujący.

Z Truskaweczką rozumiemy się najlepiej.  Też dzięki za miłe słowa smile Tyle w temacie smile

19

Odp: Opiekuńczość?
ego82 napisał/a:

Skoro tak, to czemu zawał serca zabija na świecie najwięcej kobiet spośród wszystkich chorób? Zawał, choroba cywilizacyjna, choroba nabyta na własne życzenie, między innymi z powodu złego odzywiania (drugi powód to papierosy). Jak widać, nie każda "dorosła" kobieta jest tak świadoma jak Ty -  z resztą mój przykład dotyczył amerykanki pochodzenia indiańskiego, gdzie często odrzywianie nie należy do zdrowych, a otyłość jest powszechna.

Nie dlatego, że ludzie są nieświadomi, a dlatego, że mają to po prostu w nosie. Robisz ze swojej dziewczyny trochę kalekę "Jesteś tępa i nie wiesz co jest dla ciebie dobre, ja wiem. Rób co mówię, albo umrzesz na zawał". Uwierz, że ludzie którzy jedzą kilogramy żarcia z McDonalda są w 100% świadomi tego, że to niezdrowe, powoduje otyłość itd. Ale jedzą, bo im smakuje i jeść będą, choćbyś nie wiadomo jak ich nastraszył. To tak jakbyś tłumaczył palaczowi, że papierosy są szkodliwe, albo narkomanowi musiał mówić, że ćpanie kończy się śmiercią- przecież oni doskonale o tym wiedzą, nie trzeba im tłumaczyć. Nie rób ze swojej panny ćwierćinteligenta, jest dorosła, może jeść co chce i zapewniam cię, że doskonale wie jaki wpływ ma śmieciowe żarcie na organizm. Jak na moje to się wymądrzasz i ostrzegę cię, że twoja kobieta może nie chcieć drugiego tatusia, a normalnego partnera. Jeśli nie znajdzie go w tobie, to znajdzie u innego- który nie będzie jej traktował jak upośledzone dziecko.

20 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-04-12 03:10:52)

Odp: Opiekuńczość?
missF napisał/a:
ego82 napisał/a:

Skoro tak, to czemu zawał serca zabija na świecie najwięcej kobiet spośród wszystkich chorób? Zawał, choroba cywilizacyjna, choroba nabyta na własne życzenie, między innymi z powodu złego odzywiania (drugi powód to papierosy). Jak widać, nie każda "dorosła" kobieta jest tak świadoma jak Ty -  z resztą mój przykład dotyczył amerykanki pochodzenia indiańskiego, gdzie często odrzywianie nie należy do zdrowych, a otyłość jest powszechna.

Nie dlatego, że ludzie są nieświadomi, a dlatego, że mają to po prostu w nosie. Robisz ze swojej dziewczyny trochę kalekę "Jesteś tępa i nie wiesz co jest dla ciebie dobre, ja wiem. Rób co mówię, albo umrzesz na zawał". Uwierz, że ludzie którzy jedzą kilogramy żarcia z McDonalda są w 100% świadomi tego, że to niezdrowe, powoduje otyłość itd. Ale jedzą, bo im smakuje i jeść będą, choćbyś nie wiadomo jak ich nastraszył. To tak jakbyś tłumaczył palaczowi, że papierosy są szkodliwe, albo narkomanowi musiał mówić, że ćpanie kończy się śmiercią- przecież oni doskonale o tym wiedzą, nie trzeba im tłumaczyć. Nie rób ze swojej panny ćwierćinteligenta, jest dorosła, może jeść co chce i zapewniam cię, że doskonale wie jaki wpływ ma śmieciowe żarcie na organizm. Jak na moje to się wymądrzasz i ostrzegę cię, że twoja kobieta może nie chcieć drugiego tatusia, a normalnego partnera. Jeśli nie znajdzie go w tobie, to znajdzie u innego- który nie będzie jej traktował jak upośledzone dziecko.

Spoko, dlatego z takimi ludzmi nie nawiązuję bliższych relacji. Nie traktuję tego jak wymądrzanie, tylko dbanie o czyjeś dobro - na przykład kogoś mi bliskiego. A to co ta osoba z tym zrobi, to już jej decyzja. Decyzje mają swoje konsekwencje, wiem, no cóż, trudno się mówi. Dlatego omijam z daleka narkomanów. bo czy to ja robię z nich upośledzonych, czy oni sami? Czy taki narkoman ma coś w ogóle oleju w głowie?

21 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-04-12 03:16:53)

Odp: Opiekuńczość?

Definicji nie podam, bo to jak pupę, każdy ma własną. Niektóre babki będą zachwycone, że facet im mówi "załóż dziś płaszcz, a nie kurtkę, bo na kurtkę jest za zimno", dla innych to będzie gruba przesada i tylko je zezłości.

czy kobiety pożądają opiekuńczych facetów? Czy to daje wam poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, gdy facet stara się wami "opiekować"?

Nie, niespecjalnie.
Chcę partnera wspierającego, czyli takiego, który, kiedy przyjdę do niego po pomoc czy radę, nie oleje tego sikiem prostym (bo np. dla niego mój problem to nie problem), tylko doradzi albo wesprze. Natomiast nie potrzebuję i nawet nie chcę, żeby sam z siebie jakoś starał mi się wygładzić wszystkie przeszkody.

Ogólnie mam zawsze wrażenie, że taka opiekuńczość, niekoniecznie świadomie, może podświadomie, ma trochę za zadanie "kupić" partnera. Potem, jak partner zgłosi jakieś pretensje o coś można się oburzyć, że jak to - ja się o ciebie tak troszczę, a tobie się jeszcze nie podoba?! Poza tym może wzbudzać uczucie zobowiązania, przez co kobieta może uważać, że już nie ma prawa narzekac na coś, skoro on się tak stara.

Ego2 napisał/a:

No właśnie, jeśli wspomnę, że coś wysusza skórę, powoduję zmarszczki, zawał itd., to wierzę, że kobieta wezmie to do siebie, i to sama zmieni, ograniczy. Poprzez wspólną rozmowę doprowadzam do tego, że rozsądna, mądra kobieta sama. z własnej woli, rozsądku, ogranicza, lub zmienia swe nawyki, bo przecie każdy normalny człowiek chce dla siebie jak najlepiej.

Osobiście nie za bardzo podoba mi się takie podejście.
Abstrahując od kwestii żywienia, które zmieniają się jak w kalejdoskopie zależnie od mody, nurtu itd. nie podoba mi się, że ktoś swoje osobiste poglądy uważa za jedynie rozsądne i robi założenie, że każdy rozsądny się z nimi zgodzi, a jak się nie zgodzi, to jest nierozsądny. To bardzo egocentryczne moim zdaniem.

Ja bardzo dużo czytam, to moja pasja, co więcej uważam, że czytanie rozwija, nie tylko horyzonty myślowe, ale i zasób słów, intelekt, etc etc. Mogę zaproponować swojemu partnerowi, żeby więcej czytał, przedstawić argumenty za, ale jeśli je odrzuci, to jest wyłącznie jego sprawa. Wolno mu. I nie wyobrażam sobie, że szukam innego faceta, bo ten za mało czyta. Albo co innego je. Albo ubiera się inaczej niż JA uważam za rozsądne. Dla mnie osobiście to kosmos jest.

22

Odp: Opiekuńczość?

Nie wiem, to troche wygląda na 100% akceptacji z góry na dół, a tak chyba nigdy nie ma. Podkreślam chyba. Zawsze sie cos chce zmienic, radzic. Oczywiscie wymuszanie i narzucanie jest irytujące, ale jesli dwie osoby w związku chcą normalnie zyc, a jedna np ćpa i nie chce nic z tym zrobic to co? Od razu sie rozstac najlepiej. Fajnie, tylko jednak ludzie w duzo gorszych sytuacjach boją się odejść.

Przeciez od pewnych rzeczy się umiera, szczegolnie jak jest sie genetycznie słabym. Ktos niszczy sobie zdrowie i widac, ze nie radzi sobie z tym za bardzo (tutaj też inne nałogi, a niezdrowa zywnosc cos dalej), to co w takiej sytuacji? Popierac, czy jednak tlumaczyc i liczyc ze wreszcie dojdzie do rozumu ta osoba?

Nie wiem jak swiadomie mozna pozwalac komus sobie krzywde robic.

23 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-04-12 03:32:01)

Odp: Opiekuńczość?
Vian napisał/a:

Definicji nie podam, bo to jak pupę, każdy ma własną. Niektóre babki będą zachwycone, że facet im mówi "załóż dziś płaszcz, a nie kurtkę, bo na kurtkę jest za zimno", dla innych to będzie gruba przesada i tylko je zezłości.

czy kobiety pożądają opiekuńczych facetów? Czy to daje wam poczucie jakiegoś bezpieczeństwa, gdy facet stara się wami "opiekować"?

Nie, niespecjalnie.
Chcę partnera wspierającego, czyli takiego, który, kiedy przyjdę do niego po pomoc czy radę, nie oleje tego sikiem prostym (bo np. dla niego mój problem to nie problem), tylko doradzi albo wesprze. Natomiast nie potrzebuję i nawet nie chcę, żeby sam z siebie jakoś starał mi się wygładzić wszystkie przeszkody.

Ogólnie mam zawsze wrażenie, że taka opiekuńczość, niekoniecznie świadomie, może podświadomie, ma trochę za zadanie "kupić" partnera. Potem, jak partner zgłosi jakieś pretensje o coś można się oburzyć, że jak to - ja się o ciebie tak troszczę, a tobie się jeszcze nie podoba?! Poza tym może wzbudzać uczucie zobowiązania, przez co kobieta może uważać, że już nie ma prawa narzekac na coś, skoro on się tak stara.

W trakcie neutralnych rozmów widzę jakie kobieta ma podejście do pewnych spraw. Nie musi się stosować do tej wiedzy, jeśli nie chce, tak samo jak ja nie muszę się z taką kobietą wiązać i coś więcej planować. Po prostu widzę, czy się zgadzamy pod tym, czy innymi względami... by uniknąć takich sytuacji.

Opiekuńczość wynika z genów, według mnie, oraz uczuć do drugiej osoby tj. robienie partnerowi dobrze z własnej chęci i woli, pragnienia, uczucia itd. (Mi akurat sprawia to przyjemność wobec osoby, którą kocham, pożądam itd.)   Ot tak, po prostu. Albo kobieta to odwzajemnia, i cieszy się tym albo nie. Mnie akurat nie interesuje czyste zobowiązanie, robienie czegoś z takiego właśnie poczucia, raczej z odwzajemnienia, własnego pragnienia. Jeśli daję, owszem oczekuję, ale nie zobowiązuję. Bo to chyba jednak nie do końca to, czego druga osoba by chciała. Nigdy nic na siłę.

24 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-04-12 03:39:32)

Odp: Opiekuńczość?

Thepass, wybierając partnera kierujemy się jakimiś priorytetami - są rzeczy kluczowe, są takie, które są dla nas ważne, ale przełkniemy, jak ich nie będzie i są takie, które de facto są nam obojętne, chociaż sami mamy inaczej.

Jeśli dla kogoś kluczowa jest dieta, nie wyobraża sobie, żeby jego partnerka nie odżywała się zdrowo czy tam nie była wegetarianką, to powinien właśnie takiej szukać, a nie wybierać inną a potem próbować zmienić, bo jego wersja jest słuszna. Dla mnie to jest kluczowe, żeby mój partner nałogowo nie pił ani nie ćpał i dlatego takich niestety z marszu odrzucam.

Natomiast jak dla kogoś kluczowe jest WSZYSTKO bądź PRAWIE WSZYSTKO - cóż, wolno mu, ale musi sobie zdawać sprawę, że znalezienie odpowiedniej osoby będzie ekstremalnie trudne.

Tak czy siak niezaleznie od wszystkiego uważam, że takie przekonywanie na siłę, "bo ja mam rację", ma zerowy sens na dłuższą metę i mnie osobiście bardzo zniechęca do ludzi. Jak się z kimś wiążę, to nie po to, żeby go dostosowywać do swojej zdroworozsądkowej wizji partnera idealnego, ale dlatego, że go akceptuję razem z jego wadami. A jak go nie akceptuję, to się nie wiążę. Mogę najwyżej jasno stawiać sprawę. Przykładowo jak zacznie za dużo i za często pić, powiedzieć "słuchaj, nie podoba mi się to, nie będę z Tobą jeśli się będziesz co weekend upijał", mogę wyjaśnić, dlaczego nie powinien tego robić, ale jeśli on to mimo wszystko odrzuci, to nie mam prawa go na chama zmieniać, mam tylko prawo to zaakceptować, albo nie.

Jeśli daję, owszem oczekuję, ale nie zobowiązuję.

Nie rozumiem tego wyrażenia.
Czym się różni oczekiwanie, że dostaniesz rewanż od zobowiązania do rewanżu?

25

Odp: Opiekuńczość?
ego82 napisał/a:

no cóż, zachowanie bardziej mamusi niż tatusia. Dorosła kobieta wie co jest zdrowe a co nie więc uczyć jej tego nie trzeba.

Skoro tak, to czemu zawał serca zabija na świecie najwięcej kobiet spośród wszystkich chorób? Zawał, choroba cywilizacyjna, choroba nabyta na własne życzenie, między innymi z powodu złego odzywiania (drugi powód to papierosy). Jak widać, nie każda "dorosła" kobieta jest tak świadoma jak Ty -  z resztą mój przykład dotyczył amerykanki pochodzenia indiańskiego, gdzie często odrzywianie nie należy do zdrowych, a otyłość jest powszechna.

Natomiast odżywianie się to jest każdego indywidualna sprawa. Czesto zdarza mi sie skusić na jakieś pokarmowe grzeszki, choc ćwiczę. W życiu jest tyle zakazków i nakazów, ze jedzenie jest dla mnie przyjemnością. Jeśli mój meżczyzna mówiłby mi co WEDŁUG NIEGO MAM JEŚĆ to nie byłaby z nim. Mozesz ostrzegać kogoś jeśli bierze narkotyki, pali, pije LUB MA SPORĄ NADWAGĘ. Ty zwyczajnie sie narzucasz i to w bardzo niefajny sposób. Badź nachalny i drażliwy to Twoja kobieta szybko się z Tobą rozstanie. To wewnątrz siebie trzeba poczuć że chce sie zmienić nawyki żywnościowe!

p.s Szalenie Kocham mojego mężczyznę za jego opiekuńczość smile

Czym się narzucam? Rozmową na temat tego, co zdrowe i korzystne, a co szkodliwe, co zawiera rakotwórczą chemię?  Jeśli już, to NIE według mnie czy Twojego mężczyzny, tylko według lekarzy, dietetyków itp. Po prostu interesuję się zdrową żywnością, mam spore pociągi wegetariańskie, choć dalej sporzywam mięso (w małych ilościach), i się trochę orientuję w temacie.   No właśnie, jeśli wspomnę, że coś wysusza skórę, powoduję zmarszczki, zawał itd., to wierzę, że kobieta wezmie to do siebie, i to sama zmieni, ograniczy. Poprzez wspólną rozmowę doprowadzam do tego, że rozsądna, mądra kobieta sama. z własnej woli, rozsądku, ogranicza, lub zmienia swe nawyki, bo przecie każdy normalny człowiek chce dla siebie jak najlepiej. A tryb rozmowy jest neutralny, pytający, a nie rozkazujący.

Z Truskaweczką rozumiemy się najlepiej.  Też dzięki za miłe słowa smile Tyle w temacie smile

Ja myślę, że wiele osób w wątku myśli, że Ty chcesz na siłę ją zmuszać, nie wiem, ganiać z marchewką, żeby ją jadła, a nie np coś niezdrowego big_smile A jak Tobie chodzi o to, bo raczej dobrze cały czas rozumiem, że powiesz, że coś jest niezdrowe, jak będzie przesadzać, to też nie widzę nic w tym złego. Mój chłopak przesadzał z piciem Coli, pił praktycznie codziennie, zazwyczaj co najmniej 0,5 l czy litr dziennie... Ja mu mówiłam co o tym myślę. Oczywiście bez zmuszania, ale powiedziałam, że to nie jest ok. W końcu i tak pił, wiadomo, dorosły człowiek, ale odbiło się na jego zdrowiu, a teraz już sam mocno ogranicza i pewnie niedługo prawie w ogóle nie będzie pił. Wiadomo, druga osoba sama musi zrozumieć, ale nie widzę nic złego w powiedzeniu co i jak. Nikt nie mówi o zmuszaniu, ale powiedzieć coś to chyba normalne, a nie udawać, że "ok, to bardzo zdrowe".

Wyrazić swoje zdanie warto, ja po prostu mówiłam o tej Coli np, bo się martwię. Mój jak przesadziłam i długi czas jadłam niezdrowo, to też mi powiedział. Zwłaszcza, że np z tego względu byłam otyła- 1 stopień otyłości, do czego na pewno nie wrócę, bo wiem, że to było złe. Aaa, tylko może nie mów o tych zmarszczkach, wiadomo, złe jedzenie na to też ma wpływ, przyśpiesza często starzenie skóry, ale jednak z zmarszczkami lepiej nie wyskakiwać, bo to trochę tak jak kupić krem przeciwzmarszczkowy- można urazić tongue Lepiej mówić o zdrowiu, to tutaj jest najważniejsze moim zdaniem.

missF, moim zdaniem nie do końca masz rację. Mój chłopak np wie, że to jest niezdrowe, ja też wiedziałam, że niezdrowo się odżywiam. Jednak jak mi to powiedział, to jednak motywacja. Jak ja mu powiedziałam, to też jakaś motywacja. Owszem, najbardziej ogarnął się, bo ma problemy zdrowotne, ale wcześniej jak mu powiedziałam, to też już czasem mniej pił, starał się. Owszem, jakby nie starał się, to ja już nic nie uczynię, ze smutkiem, ale skapitulowałabym, bo wiadomo, nie mogę go zmuszać i patrzeć czy pił Colę czy nie. No, ale powiedzieć mogłam co myślę, że się martwię. Dla mnie to też sporo daje, bo sami wiemy, że to niezdrowe, ale my potrzebowaliśmy jeszcze takiego kopniaczka, takiej motywacji. Dla mnie to akurat jest opiekuńczość, bo jak piszę nie chodzi mi o zmuszanie, tylko wyrażenie swojego zdania, wyrażenie, że "Jesteś mi bliski, martwię się o Ciebie" smile

No i wiadomo, to nie jest to, że jest jedna słuszna prawda. Jednak jeśli partner ma fatalne nawyki żywieniowe, to moim zdaniem nie ma nic złego, by powiedzieć. Mój partner nie jest jakimś zapalonym w fitness czy takich tam, ja też nie, ale troszczymy się o siebie. Tylko o to chodzi. Nie zrezygnowałam z bycia z nim, bo pije dużo Coli big_smile Ma wspaniałe cechy, więc no proszę Was smile Jednak wiem jakie to niezdrowe zwłaszcza, że pił tak codziennie, często litrami. Dlatego wyraziłam swoje zdanie. Wiedziałam jednak, że co z tym zrobi to jego sprawa i że wiadomo, nie mogę zmusić. Oczywiście teraz cieszę się, że to ograniczył, każdy z nas czasem sobie pozwala na coś niezdrowego, nie jesteśmy zafiksowani, ale jednak wlewać w siebie codziennie lub prawie codziennie litry Coli to bardzo niezdrowe i naprawdę w szybkim tempie doprowadziłoby do wielu chorób.

Tego raczej nie wytrzymałby żaden organizm, sami wiecie, że Cola to jeden z najbardziej niezdrowych napojów, jest bezwzględnie niezdrowa. Dlatego się o niego martwiłam, co uważam za normalne. Inna sprawa, że sama nie rozumiałam jak można pić tyle Coli, sama jestem wyjątkiem chyba, nie przepadam za nią tongue No, ale to też kwestia nawyków, bo jak byłam mała u nas praktycznie Coli rodzice nie kupowali, więc siłą rzeczy nie ciągnie mnie do niej, u niego było odwrotnie, co jak dla mnie jest błędem, dlatego raczej tak często sięgał po Colę. Wiele jest takich przykładów, rodzice często uczą złych nawyków. No, ale ok nie o tym temat, bo już odbiegam smile

Tak że widzicie, nie chodzi o jakieś ślepe wzięcie partnera, by robił tak jak chcę, tylko wyrażenie troski, tego, że to niezdrowe. Często słowa od bliskiej osoby motywują, mogłabym nic nie mówić, ale jaki wtedy byłby związek, skoro ja bym się wstydziła mu powiedzieć, że to niezdrowe i martwię się o niego? To normalne w związku moim zdaniem, że się o siebie martwimy i wtedy to wyrażamy- oczywiście nie co chwilę i nie nad opiekuńczo, ale po prostu wyrażamy, potrafimy to sobie otwarcie powiedzieć.  Nie chcę go zmieniać, powiedziałam tylko, że się martwię, bo to niezdrowe, a pije tak dużo codziennie Coli, to serio źle Waszym zdaniem? wink Moim zdaniem to nic złego smile

Dzięki smile Szczera prawda, miło mi się Ciebie czyta.

26 Ostatnio edytowany przez Vian (2014-04-12 05:53:09)

Odp: Opiekuńczość?

Ja np. myślę, że na siłę. Z tym, że przez "na siłę" mam na myśli nie tylko siłę fizyczną ;-) Wywieranie presji psychicznej przez demonstrowanie oburzenia, złego humoru czy nawet za KAŻDYM razem powtarzanie, że coś jest niezdrowe i nie powinna bo będzie gruba czy tam raka dostanie też jest moim zdaniem na siłę.

Ja ponad 10 lat paliłam papierosy, miałam niepalących partnerów, szczególnie jednego, któremu to przeszkadzało,  wysłuchałam jego zdania na ten temat, powiedziałam, że kiedyś może rzucę, ale na razie nie chcę i wydawało mi isę, że to zamknęło temat. Jak sie okazało że nie i przy co drugim papierosie słyszałam "mogłabyś mniej palić", "mogłabyś rzucić", "to niezdrowe", to dość szybko straciłam cierpliwość i usłyszał, że jak będę gotowa rzucić to rzucę, ale to musi być moja decyzja, a jego uwagi tylko działają na nerwy i że albo mnie na chwilę obecną akceptuje, albo nie.

I tak w sumie z każdym tematem - można wyrazić swoje zdanie, również negatywne, przedstawić argumenty, ale naciskanie jest nie na miejscu.

No, ale to też kwestia nawyków, bo jak byłam mała u nas praktycznie Coli rodzice nie kupowali, więc siłą rzeczy nie ciągnie mnie do niej, u niego było odwrotnie, co jak dla mnie jest błędem, dlatego raczej tak często sięgał po Colę.

U mnie dokładnie odwrotnie - jak byłam małym dzieckiem mialam bana na colę, a teraz to mój ulubiony napój bezalkoholowy zaraz po herbacie. big_smile
Koniecznie zero, zwykła mi nie smakuje. ^^

27

Odp: Opiekuńczość?

Uważam, że taka wszechogarniająca troska (ciepło się ubierz, jedz zdrowo, nie chodź sama w ciemnej ulicy etc.) wynika z ukrytej potrzeby kontrolowania drugiej osoby. Ktoś nazywa to opiekuńczością, ale nieświadomie chce decydować o tym, co będzie robić druga osoba. Gasi przez to swoje lęki.
Jak byłam nastolatką, to związałam się z taką osobą. Ten chłopak chciał, żebym informowała go, jeśli gdzieś idę, bo on się martwi i jakby mi się coś stało, to on musi wiedzieć, gdzie jestem. Później było, że jak z kimś się spotykam, to najlepiej, żeby on był też przy tym, żeby mnie obronić, jakby mi ktoś coś złego powiedział. Jak szłam do lekarza, to on się pchał do gabinetu ze mną. Jedzenia nie kontrolował, bo sam lubił pojeść niezdrowo, ale ubieranie się już tak.
Wszystko było argumentowane martwieniem się i mnie  faktycznie sprawiało wrażenie opiekuńczości. A w praktyce ograniczało mnie okropnie i rozstaliśmy się.
Nie mówię, że każdy opiekuńczy człowiek tak ma, ale zawsze warto pomyśleć, czy ta opiekuńczość nie ma drugiego dna.

28

Odp: Opiekuńczość?

Temat niby o opiekuńczości, a wszyscy piszą o natrętnym truciu dupy i zmienianiu czyichś nawyków na siłę, tudzież marnie zakamuflowanej inwigilacji.
   Do sedna: czy opiekuńczość faceta wzbudza w kobietach pożądanie-nie wiem.Wiem natomiast, że przyciąga kobiety i w pewnym sensie uzależnia emocjonalnie, ale w zdrowych granicach.No tylko czym jest opiekuńczość...
Jak dla mnie marudzenie o szkodliwości palenia albo bajania o diecie nie za bardzo pod to podpadają.
Ogólnie opiekuńczość obywa się bez słów raczej.
Jak idziemy nocą poboczem którego prawie nie ma, to ja idę od strony jezdni.
Jak młoda leży chora, to przynoszę gripexy i pomarańcze bo witaminę C mają.Nie chce, niech nie żre, ale ma.
Jak jej babka kipnie, podrzucam karmę dla psów, pewnie nie ma głowy do tego.
Jak przyjdzie zryczana, rzucam wszystko i przytulam.
  Tak mi się wydaje.Może się mylę.

29

Odp: Opiekuńczość?

Lubię opiekuńczych facetów,wtedy widzę, że mu zależy. Nie znam kobiety, która tego nie oczekuję od swojego faceta. Wtedy wiem, że mam na kim polegać, kto mi pomoże i mogę czuć się bezpiecznie. Taki facet rośnie w moich oczach. Natomiast wszystko z umiarem, nie lubię być "wyręczana", chce mieć swoje życie, czasem sama poradzić sobie z problemem, sama pobyć, pomyśleć. Nie lubię jak ktoś "wisi" na mnie.

30

Odp: Opiekuńczość?

Ja na przykład potrzebuję równorzędnego partnera, a nie niańki.
Lubię za to jak facet potrafi naprawić coś, czego ja nie umiem. Pomoże kiedy ta pomoc rzeczywiście jest mi potrzebna, wesprze jeżeli jakiegoś rodzaju wsparcie jest potrzebne.
Natomiast próby niańczenia mnie mogą skończyć się przegryzioną tętnicą szyjną. Próby zakazywania mi czegoś i chronienia mnie na siłę też tongue
Mam silny, podły i twardy charakter, więc akcje typu "ubierz się ciepło", albo "nie rób tego, to niebezpieczne" z góry są skazane na niepowodzenie.

31

Odp: Opiekuńczość?

Ja mówię "nie rób tego, bo to niebezpieczne". Jednak. Co więcej uważam, że w pewnych okolicznościach nawet aktywne przeszkodzenie w czymś ma sens o ile to jest wyjątkowo durne i ryzykowne. Gdzieś już dawałam przykład, że gdyby mi przyszło do głowy skakać na balustradzie mostu, to nie powinnam się dziwić, że mnie ktoś stamtąd ściągnie, zanim zlecę i skręcę kark, co więcej zrobi to bez cackania się. Natomiast w sytuacjach, gdzie nie ma bezpośredniego zagrożenia życia... cóż, też reaguję.

Mam przyjaciółkę z pewnym w miarę opanowanym, ale dość upierdliwym zaburzeniem osobowości, ona co jakiś czas wpada na takie pomysły w rodzaju "pójdę na spacer o 3 w nocy po najbardziej niebezpiecznej okolicy w Warszawie, na pewno będzie super". Albo "zostanę prostytutką, bo to ekstra fucha". I w tej danej chwili jej się to serio wydaje ekstra, tylko, że za 2 dni już jej się tak przestanie wydawać. Jakby jej ktoś w takich chwilach trochę nie wyhamował, to już z 10 razy by ją ktoś zabił.

Więc tu jak dla mnie trzeba po prostu oceniać konkretną sytuację i konkretnego człowieka. Nie da się generalizować na wszystkich.

32 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-04-13 04:04:45)

Odp: Opiekuńczość?
Vian napisał/a:

Niektóre babki będą zachwycone, że facet im mówi "załóż dziś płaszcz, a nie kurtkę, bo na kurtkę jest za zimno", dla innych to będzie gruba przesada i tylko je zezłości.

Jeśli chodzi o mnie, nie mówię jak kto ma się ubierać. Gdy ktoś o to mnie zapyta czy ładnie wygląda itp. powiem, co o tym myślę i tyle. To że, na przykład, lubię zwyczajne JEANSY, i koszulę, nie oznacza, że nie lubię czegoś innego itp. Tak w ogóle, unikam (choć oczywiście zależy od sytuacji) trybu rozkazującego, bo wiadomo, jakie będą tego skutki. Sam nie lubię, jak się mówi, co mam robić, a czego nie, dlatego mój przekaz raczej polega na ekspozycji osoby mi bliskiej na informacje, które mogłyby wpłynąć na jego/jej decyzję. Skoro interesuję się zdrowym odzywianiem, osoba mi bliska, wcześniej czy później sama się dowie, co dobre, a co złe.... czytając artykuł na ten temat, oglądając program etc. Wpływać na ludzi należy delikatnie, czasem nawet podstępnie. Moim celem jest przekroczyć stówkę, więc o siebie muszę dbać, ale jaki będzie miało to sens, gdy moich bliskich już nie będzie?

Vian napisał/a:

Ogólnie mam zawsze wrażenie, że taka opiekuńczość, niekoniecznie świadomie, może podświadomie, ma trochę za zadanie "kupić" partnera.

Jest to tylko taka możliwość. Wiesz, nie ma co uogólniać. Jeśli ludzie kochają się,  raczej wynika to z własnych potrzeb i wzajemnego zaspokajania tych potrzeb. Troska o bliskich jest jedną z potrzeb, która jest częścią instynktu przetrwania.

Vian napisał/a:

Potem, jak partner zgłosi jakieś pretensje o coś można się oburzyć, że jak to - ja się o ciebie tak troszczę, a tobie się jeszcze nie podoba?!

Jeśli ktoś się stara, zawsze ma w tym jakiś cel i ma święte prawo oczekiwać wzajemności, bo taki jest sens jego/jej starań.

Vian napisał/a:

Abstrahując od kwestii żywienia, które zmieniają się jak w kalejdoskopie zależnie od mody, nurtu itd.

Jak dla mnie, zdrowa żywność zawsze jest i będzie taka sama niezależnie od mody. Mięso czy marchewka ma i zawsze będzie miało taki sam wpływ i właściwości na organizm. Owszem, możnaby również  pod tym względem oszukiwać ludzi, by sprzedać produkt, ale jakoś w to nigdy nie uwierzę. Obecny trend, to raczej uświadamianie ludzi, że coś jest zabójcze, więc...


Vian napisał/a:

Mogę zaproponować swojemu partnerowi, żeby więcej czytał, przedstawić argumenty za, ale jeśli je odrzuci, to jest wyłącznie jego sprawa.

Czytaniem, lub nieczytaniem książek człowiek krzywdy (zdrowotnej) sobie nie zrobi. Jest raczej kwestia oczekiwań wobec partnera.

Nie rozumiem tego wyrażenia.
Czym się różni oczekiwanie, że dostaniesz rewanż od zobowiązania do rewanżu?

Ano różni się tym, że ten kto bierze, czuje się zobowiązany, a ten kto daje, oczekuje. Oczekiwanie poprzez dawanie, to jeszcze nie branie, z własnej woli, oczywiście. W ogóle brak takiego procesu równałby się z nieistnieniem.

Vian napisał/a:

Wywieranie presji psychicznej przez demonstrowanie oburzenia, złego humoru czy nawet za KAŻDYM razem powtarzanie, że coś jest niezdrowe i nie powinna bo będzie gruba czy tam raka dostanie też jest moim zdaniem na siłę.

To tzw. fochy, ale facetom akurat kiepsko to wychodzi. No raczej, rzadziej manipulują w ten sposób. Mi wystarczy zakomunikować raz czy dwa. Nie oszukujmy się, że inteligentna, zdrowa osoba nie weżmie sobie tego do serca.

Vian napisał/a:

U mnie dokładnie odwrotnie - jak byłam małym dzieckiem mialam bana na colę, a teraz to mój ulubiony napój bezalkoholowy zaraz po herbacie. big_smile
Koniecznie zero, zwykła mi nie smakuje. ^^

Odezwało się ego. Gdyby nie ban, to cola nie miałaby teraz dla Ciebie takiego znaczenia jednocześnie zdając sobie sprawę jak bardzo jest niezdrowa itp.

A-xamit napisał/a:

Uważam, że taka wszechogarniająca troska (ciepło się ubierz, jedz zdrowo, nie chodź sama w ciemnej ulicy etc.) wynika z ukrytej potrzeby kontrolowania drugiej osoby.

Troszkę generalizujesz, i patrzysz na to przez pryzmat swoich własnych doświadczeń. Wszystko zależy od kontekstu... jeśli jest poważne zagrożenie ( w dzielnicy grasuje złodziej, morderca itd.), to ktoś może miec podstawy, by obawiać się o Twoje bezpieczeństwo w ciemnej ulicy, o czym możesz nie być świadoma. Ale gdy ktoś ci o tym wspomnie, odezwie się ego, tak z automatu? "Jedz zdrowo"? Trochę upraszczasz, bo ja szczerze wątpię, by świadomy człowiek sporzywał rakotwórcze produkty. To raczej nienormalne. Jeśli chodzi  o ubiór, no kurczę, jak kobieta zapomni rękawiczek, to można po prostu zapytać czy nie jest jej zimno, czy nie potrzebuje tych rękawiczek. Zwykły gest. A to co opisujesz, to rzeczywiście kontrolowanie, aniżeli troska. Jeśli już, to troska o swoje interesy.

pitagoras napisał/a:

Nie chce, niech nie żre, ale ma.

Nie no, w razie choroby postępujemy inaczej. Narkoman też nię będzie chiał przestać ćpac, alkoholik pić. Chce się wykończyć, to niech się wykończy? Raczej nie tędy droga... dlatego wszytko zależy od konteksu, sytuacji, i osoby.

Co do reszty, zgadzam się z Truskaweczką smile i Linką007.

33

Odp: Opiekuńczość?
pitagoras napisał/a:

Temat niby o opiekuńczości, a wszyscy piszą o natrętnym truciu dupy i zmienianiu czyichś nawyków na siłę, tudzież marnie zakamuflowanej inwigilacji.
   Do sedna: czy opiekuńczość faceta wzbudza w kobietach pożądanie-nie wiem.Wiem natomiast, że przyciąga kobiety i w pewnym sensie uzależnia emocjonalnie, ale w zdrowych granicach.No tylko czym jest opiekuńczość...
Jak dla mnie marudzenie o szkodliwości palenia albo bajania o diecie nie za bardzo pod to podpadają.
Ogólnie opiekuńczość obywa się bez słów raczej.
Jak idziemy nocą poboczem którego prawie nie ma, to ja idę od strony jezdni.
Jak młoda leży chora, to przynoszę gripexy i pomarańcze bo witaminę C mają.Nie chce, niech nie żre, ale ma.
Jak jej babka kipnie, podrzucam karmę dla psów, pewnie nie ma głowy do tego.
Jak przyjdzie zryczana, rzucam wszystko i przytulam.
  Tak mi się wydaje.Może się mylę.

O! i taka opiekuńczość to jest ta cecha pożądana właśnie;)

nadopiekuńczość to już rzecz bardzo irytująca, jako przykład podam:
byłam w pracy i zapowiadali na wieczór deszcz, facet pisze czy po mnie nie przyjechać, odpowiedziałam, że nie ma potrzeby, stwierdził, że zapowiadają deszcz i już się zbierają chmury więc żebym dała znać gdybym zmieniła zdanie, ok,  po kilku godzinach dostaje kolejnego sms "może zmieniłaś zdanie?" napisałam, że sobie poradze, z godzina ciszy i "kochanie pada deszcz i jest zimno przyjade po Ciebie"  mówię "NIE" dzwoni... masakra

ogólnie jeśli chodzi o zmienianie niezdrowych nawyków, to chyba jest to zły pomysł, można coś czasem wspomnieć ale.. naprawdę czasem! przede wszystkim trzeba akceptować partnera takim jakim jest.

34

Odp: Opiekuńczość?

Vian - wiesz, skakanie konno przez drewniane, stałe przeszkody terenowe jest poniekąd czynnością zagrażającą życiu w mniejszym bądź większym stopniu, ale niech mnie ktoś spróbuje przed tym powstrzymać tongue W ogóle lubię robić w życiu czasem jakieś ekstremalne rzeczy, ale skakać po balustradzie mostu nie przyszło mi jeszcze do głowy.

Wiadomo, że jak ktoś ma jakieś wyjątkowo porąbane pomysły, to trzeba go czasem chronić przed samym sobą, ale mnie się raczej nie zdarza szukać ryzyka na siłę. Poza tym jestem zdania, że jak ktoś się chce koniecznie wykluczyć z puli genowej, to nie należy mu w tym przeszkadzać. Ja sama nie mam za bardzo instynktu opiekuńczego wobec innych ludzi, więc i od partnera tego specjalnie nie wymagam.

35

Odp: Opiekuńczość?

Właściwie nie mam co dodać, bo zgadzam się całkiem z ego82. Wiadomo, opiekuńczość to też czyny, coś co odbywa się bez słów i zgadzam się pitagoras, że to też ważne. Jednak nie widzę nadal nic złego w tym, że raz czy dwa powiedziałam chłopakowi, że niezdrowo, że tyle tej Coli pije albo on mi, że niezdrowo się odżywiam. Nie było to ciągłe trucie. A jakby palił np to na pewno bym się z nim nie związała, bo akurat tego zdzierżyć bym nie mogła, tego mnie już za bardzo odrzuca.

36 Ostatnio edytowany przez ego82 (2014-04-14 13:02:34)

Odp: Opiekuńczość?
MagdaK25 napisał/a:

nadopiekuńczość to już rzecz bardzo irytująca, jako przykład podam:
byłam w pracy i zapowiadali na wieczór deszcz, facet pisze czy po mnie nie przyjechać, odpowiedziałam, że nie ma potrzeby, stwierdził, że zapowiadają deszcz i już się zbierają chmury więc żebym dała znać gdybym zmieniła zdanie, ok,  po kilku godzinach dostaje kolejnego sms "może zmieniłaś zdanie?" napisałam, że sobie poradze, z godzina ciszy i "kochanie pada deszcz i jest zimno przyjade po Ciebie"  mówię "NIE" dzwoni... masakra

To akurat wygląda raczej na pilnowanie, tak jakby się bał, że mu gdzieś uciekniesz. Lekka przesada. Jeśli już, to mógł zapytać raz i na tym koniec. Sam nie przepadam za takim narzucaniem się w sumie...

Posty [ 37 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026