Witam wszystkich!
Od bardzo dawna śledzę te forum. Przeczytałam mnóstwo historii. Dobrych i złych. W końcu sama postanowiłam coś napisać.
Mam 24 lata i dwuletni związek za sobą. Związek na ogół szczęśliwy. Mnóstwo wspaniałych wspomnień, chwil, czułości, namiętności. Była tez ta druga strona. Mnóstwo nieporozumień i chorej, obsesyjnej zazdrości...co doprowadziło do naszego rozstania. Każdemu z nas było ciężko zacząć żyć osobno, co sprawiło, że przez jakiś czas utrzymywaliśmy jeszcze kontakt ( głównie przez facebooka i telefon ). Jedyny raz zdarzyło nam się rozmawiać o powrocie do siebie ( z jego inicjatywy ), lecz chyba brakowało nam odwago by to zrobić, a może wiedzieliśmy, że się nie uda. Kontakt urwał się na dwa lata.
Po roku dopiero zaczęłam, żyć. Częściej wychodzić, spotykać się ze znajomymi. Przyzwyczaiłam się do jego nieobecności, lecz nie zapomniałam. Spotykanie się z innymi facetami sprawiało mi wielka trudność i zawsze kończyły się na relacjach przyjacielskich. Nikt nie potrafił mi go zastąpić.
Miesiąc temu były nawiązał ze mną kontakt. Wyszedł z propozycją spotkania się. Nie zgodziłam się od razu. Miałam wiele wątpliwości czy, aby na pewno chce żeby "coś" wróciło...Nie chodzi tu o uczucia bo one zawsze były. Nic się nie zmieniło, ale pewnie wiecie jak to jest z nadzieją...
Spotkaliśmy się. Przed spotkaniem byłam bardzo zdenerwowana. Lecz chyba nie miałam powodu bo było...tak jak kiedyś. On ten sam. Te same zachowanie. Po spotkaniu zadałam mu pytanie. Jaki był cel tego spotkania. Rozczarowanie bo nie spodziewałam się takiej odpowiedzi. Nie chce związku. Wycofałam się. Lecz nadal pisał i...przyjechał. Próbowałam trzymać dystans. Lecz on był znów ten sam.
Chciałam dodać, że nie chodzi tutaj o sex. Bo miedzy nami nic takiego się nie wydarzyło.
Mieliście kiedyś podobną sytuacje? Jak się ona skończyła?