Opowiem Wam pokrótce moją historię. Mam teraz 54 lata.
Kiedy miałam 17 lat, zakochałam się bardzo we wspaniałym chłopaku. Byliśmy ze sobą krótko - niecałe 2 lata.On myślał o mnie bardzo poważnie, ja byłam jeszcze w sumie dzieckiem, bardzo krótko trzymanym w domu. Skończyło się wszystko nagle i boleśnie. Ojciec wymógł na mnie zerwanie, ja poddałam, bo w mojej rodzinie bunt był niemożliwy. Chłopak nie rozumiał powodow, a ja wstydziłam się powiedzieć prawdę. Wkrótce potem wyjechał z całą rodziną do innego miasta, gdzie podjął studia. Dostałam od niego list bez adresu zwrotnego, w którym " dziękował, za wszystko". Płakalam nocami jak głupia.
W dwa lata później poznałam młodego mężczyznę, który oczywiście znowu nie podobał się bardzo mojemu ojcu, ale tu się zbuntowalam i wyszłam za mąż. Ślub cywilny, zerwanie z rodziną, a w w sercu ciągle ten pierwszy.. Idiotyzm - prawda? Mój mąż bił mnie i prześladował zazdrością. Po urodzeniu córki było jeszcze gorzej. Bił, okłamywał, sprowadzał koleżków i ... Przerwałam studia. Mąż zaczął mnie zdradzać z z nasza wspólną znajomą.
Uciekłam do domu z dzieckiem. Tu znowu ojciec nie pozwalał mi zapomnieć o tym, jakim nieudacznikiem jestem. Według niego nie zasłużyłam na to, żeby być matką. Awantury i rękoczyny. Tak - ojciec też mnie bił, a przezwiska... Chciałam wychowywać dziecko sama, nie iwdziec na oczy ani męża ani ojca. Wyjechałam do sąsiedniego miasta, bez dziecka. Chciałam znaleźć pracę, wynająć pokój i zabrać dziecko. Zaczęłam pracowac w szpitalu, jako salowa. Tu znalazł mnie ojciec. Okazało się, że podał mnie do sądu rodzinnego o odebranie praw rodzicielskich. Wróciłam do domu. Sprawa się odbyła. Ograniczono mi prawa do dziecka. W międzyczasie rozwód. Podjęłam pracę jako sekretarka medyczna. Życie pod pełną kontrolą - ojciec sprawdzał mnie na każdym kroku, wypytywał moich przełożonych o moje prowadzenie się, szantażował odebraniem dziecka. Znowu awantury i szykany.
Prawie codziennie chodziłam na spacery z córeczką i mijałam dom, w którym mieszkał mój ukochany. Myślałam co się z nim dzieje, gdzie jest, czy zapomniał.
W 1980 roku dowiedziałam się, że jest żonaty.
W dwa lata pózniej podjęłam studia zaoczne... Jeżeli kogoś zaciekawi moja historia, napiszę dalej. teraz nie mam siły, płakac mi się chce cały czas. Moje zycie zatoczyło koło.
Podobne tematy
pisz kochana, mam nadzieję że chociaż trochę napiszesz o tym że byłaś szczęśliwa
Hej! Ja też chcę usłyszeć dalszy ciąg. Już z tego co piszesz Zgredka9 widać, że bardzo dużo przeszłaś. Mam nadzieję, że znalazł się ten jedyny, który wrócił Ci wiarę w dobro i szczęście. Czekam na kolejne posty. pozdrawiam
Ja również czekam na ciąg dalszy. Pozdrawiam
Zgredko, pisz dalej! Ja również chcę poznać dalszy ciąg Twojej historii.
koniecznie pisz dalej:) może będzie to dla ciebie wsparciem i jak napiszesz swoją historię, to zobaczysz w niej coś dobrego dla sibie:) i że to twoje życie wcale nie jest w rozsypce
Ja również chciałabym przeczytać dalszą część twojej historii.Mam nadzieję,że jednak w końcu szczęście usmiechnęło się do ciebie.
chętnie posłucham twojej historii i w sercu czuje że jej zakończenie będzie szczęśliwe
z wielką ochotę usłyszę dalszą część opowieści Twojego życia.. Liczę, że doznałaś jednak miłych chwil:)
Ja równiez chciałabym bliżej Cię poznac
ja rowniez - pisz prosze - wyplacz sie bedzie ci latwiej
CZEKAMY ![]()
Też czekam z niecierpliwością:)
ja również
Jestem tu chwile na tym forum ![]()
Teraz ja opowiem moja historię ...
Mam dużo czasu gdyż pracuje w internet cafe,,
W moim Zyciu zawiodlo mnie wszystko mama, tata (ktorego niemialam), rodzenstwo
Tata i brat poddali sie wybierając śmierć...
Mama całe życie pretensje obelgi itp.
Więc postanowiłam walczyc o szczęście...
1,5 roku temu poznalam faceta który zaimponował mi pod względem kultury osobistej i całą swoją osobą...mialam wtedy 18lat...więc chciałam sprobować...
Nie minął miesiąc jak zaczęłam pomieszkiwać u niego ...
To jest to-to jest ta wielka miłość to jak się mną opiekuje, poświęca...
Wiedzialam ze mnie kocha a ja jego....
Pomimo tego pojawiały sie problemy brakowalo sił...
WALCZYŁAM DALEJ!!!
Rok temu przenieśliśmy sie 300km od domu od znajomych od wszystkiego
Duze ryzyko obce miasto inni ludzie szukanie pracy i szkoly, mieszkania.....
Poradzilismy sobie jednak co chwile pojawialy sie nowe komplikacje....
Od wczoraj jestem sama:( spakowalam sie i wyniosłam do kolezanki...(chwilowo)
Zaczęlypojawiac sie problemy finansowe w sumie od zawsze ale teraz dodatkowe kłotnie
Najwiekszy problem jest w tym iż osoba która kocham jest niezrównoważona emocjonalnie byle rzecz potrafi doprowadzic do do furii wtedy nie patrzy na mnie na to co nieszczy na nic .....
Aż do wczoraj ...Już niewytrzymalam...
Pakowalam sie wiele razy jednak zawsze ubłagał bym wróciła...
Wczoraj w nocy przyszedł i błagał na kolanach pozniej siedzial na klatce pozniej spał w samochodzie twierdząc ze musi byc blisko mnie i beze mnie sie nieruszy nigdzie....
Co mam dalej robic?mam tylko jedną kolezanke ktora ma ciezkie zycie...
mam tutaj szkole i prace(bylejaka ale zawsze jest)
Bardzo go kocham, ale boje sie znów wrócić......
Nawet jego mama powiedziala ze jesli zdecydowalam sie odejsc to mam juz niewracac bo on sie niezmieni....JA niedam rady żyć bez niego a on beze mnie........ i mamy żyć dalej w tej chorej miłości?
i mam dalej czekac az zmądrzeje ?Moze sie stac ze przypadkiem zrobi mi wieksza krzywde i co wtedy ?
ale cielesna jest prostsza do pokonania niz duchowa czy sercowa...
Co robić!!!!! wiem ze dzis pewnie bedzie pod moja pracą.....i co dalej? niemam gdzie mieszkac nie mam jak wrocic i niemam gdzie wrocic:(:(:( W życiu przezylam wiele wiele porażek ale tej juz niezniose...
Dlaczego to wlasnie ja n ajmłodsza i najglupsza z rodziny mam sobie radzic w zyciu ?a inni sie poddali??
Można dużo pisać ale to na poczatek wystarczy...
A najlepsze jest to ze ide teraz na psychologie:(:(
Bardzo, bardzo Wam dziekuję za miłe słowa.
Piszę dalej.
Studiowałam biologię. Każdy wyjazd był dla mnie jak haust świeżego powietrza, ale bałam się powrotów - znowu podejrzenia, docinki, szykany.
W pociągu poznałam miłego chłopaka, który po studiach był w wojsku i został skierowany do jednostki w mojej okolicy. Stan wojenny - pamiętacie?
Zakochał się we mnie, a ja byłam mu wdzięczna za zainteresowanie. No i przede wszystkim chciałam mieć swoją rodzinę, uciec z domu. Nareszcie był ktoś, kto mnie akceptował i chciał być ze mną.
Jego rodzina była przeciwna, przecież rozwódka z małym dzieckiem...
Moja mama wiedziała najlepiej - powiedziała mi przed ślubem, żebym za niego nie wychodziła, bo go nie kocham.
Ale jakie ja miałam wyjście? Coś musiałam ze swoim życiem zrobić i to szybko. Mój ukochany był już dla mnie nieosiągalny. należał do innej kobiety.
W dwa lata po jego ślubie i ja wyszłam za mąż. Wyjechaliśmy na drugi koniec Polski do rodziny męża.
I tu zaczęły się schodki.
Rodzina mojego męża nie bardzo mnie akceptowała. Niby w oczy normalnie, ale w domyśle ...
Zaczęłam pracować w szkole. Miałam świetny kontakt z młodzieżą, czułam, że robię to, co powinnam robić.
Jednak ojciec nie dał mi spokoju. Chodziło o córkę. On uważał, że ja, wychodząc za mąż, wyrządziłam córce krzywdę. Przyjeżdżał i zabierał małą z wielką awanturą a ja ( idiotka ) nie miałam siły mu się sprzeciwić. Po dwóch tygodniach jechałam po małą i kołowrót zaczynał się od nowa.
Mąż nie wspierał mnie w tym wszystkim. Uważał, że to moja sprawa. W trzy lata po ślubie zaszłam w ciążę, z czego mąż był średnio zadowolony, a ojciec w ogóle. Ja się uparłam. Ciągnęłam jakoś studia, po porodzie wzięłam urlop dziekański.
Wiecie, tak łatwo pomylić uczucie wdzięczności z miłością....
Więcej w następnym poscie. Pozdrawiam Was
calkieminna idziesz na psychologie ok!1 fajny kiesunek, ale mysle ,że powinnas w pierwszej kolejności pójśc na wizyte do psychologa... myslę że w twoim obecnym życiu odbija sie dzieciństwo i to, że chcesz iść na psychologie tez jest gdzieś wyciągniete z tego co sie działo u ciebie w domu w przeszłości...
z chłopakiem tez pójdźcie do jakieś poradni ... psychologa.. może daj mu taki warunek, że wrócisz jak będziecie tam chodzić... albo zacznijcie tam chodzić, a jak zoaczysz, że on idzie chętnie wtedy podejmiecie decyzje co dalej...
i nie pisz że jestes najmłodsza najgłupsz!!!! moim zdaniem jesteś bardzo mądrą kobietą!!! nieuciekasz przed życie a to wymaga od każdej takiej osoby odwagi... idziesz na studia psychologiczne... czy to oznacza głupote?
nie zgadzam sie z tym...
piszesz, że masz trudną sytuacje finansową... sa poradnie gdzie sie nie płaci.. sama z takiej kozystam od kilku miesięcy... mieszczą sie prawie w każdym mieście...
trzymam kciuki i myse że niedługo napiszesz jak było na pierwszej wizycie u psychologa...
zgredka przezyłas nie mało w swoim zyciu, ale czekamy co dalej, czy będzie szczęsliwe zakończenie??? jestem pełna nadzieji!!!
Zgredko,napisz co było/jest/dalej czekam z niecierpliwosci ,a tak namarginesie ,nie mslals nigdy aby napisac ksiazke
19 2009-09-20 10:26:11 Ostatnio edytowany przez zgredka9 (2009-09-20 10:27:17)
Jestem znowu, witajcie!
Żyłam w dziwnym świecie - z jednej strony byłam szczęśliwa - miałam spokój, maleńką córeczkę, mieszkałam w pięknym miejscu, otaczali mnie życzliwi ludzie ( uczniowie, sąsiedzi ). Z drugiej strony tęskniłam za straszą córcią. Jechałam po nią, zabierałam, za parę tygodni ojciec zabierał ją i widziałam, że tracę kontakt. Moja wina. Magdusia była dziwna - mówiła do siebie, śpiewała, lubiła przebywać w świecie swojej wyobraźni. Ale jednocześnie wszędzie jej było pełno - wieś dla niej stanowiła wszystko. Dzieci z sąsiedztwa ją bardzo lubiły.
Tęskniła za dziadkami będąc ze mną, tęskniła za mną będąc z dziadkami. Nigdzie nie chciała być naprawdę i do końca.
Wiecie, trudno to opisać...
Po trzech latach wróciłam do rodzinnej miejscowości, z mężem i malutką Basią. Nareszcie mogłam mieć Magdusię przy sobie, razem moje dwie córeczki. Wróciłam, chociaż bardzo nie chciałam tego powrotu - chodziło o mieszkanie, które ojciec załatwił dla nas. Tam , na wsi nie mieliśmy takiej perspektywy.
Teraz wiem, że ojcu chodziło o to, żeby mieć nad moim zyciem pełną kontrolę.
Wtedy czułam, że wszystko się zmieni - oczywiście na gorsze, ale kwestia mieszkania przeważyła.
Dostałam pracę w szkole, mąż też zaczął pracować i w krótkim czasie stał się totalnym pracoholikiem.
Dziewczyny rosły, ojciec wtrącał się do wszystkiego, mama milczała.
Ojciec wciąż miał pretensję, że urodziłam Basię, bo tym samym nie mogę skupić się tylko na Magdusi, jego ukochanej, biednej i pokrzywdzonej przez zycie ( jego zdaniem ) wnuczce.
Dziewczyny uczyły się w tej samej szkole, Często jechały razem do domu, ale Młodsza bardzo tego nie lubiła i strasznie płakała. Wówczas uważałam, że to takie dziecinne grymasy, teraz wiem, że Starsza biła i molestowała ją w okropny sposób. Dowiedziałam się o tym po latach, gdy Młodsza była już dorosła i kiedy zachorowała na bulimię. A wydawało mi się, że ze swoimi córkami mam taki wspaniały kontakt ....
Dalej w następnym poscie. Serdecznie pozdrawiam wszystkic
Oj, jaka wciągająca historia. Mam nadzieję, że ostatecznie się wszystko jakoś ułożyło. Pisz kochana... ![]()