. Wszyscy mnie prawie opuścili. Olewałam ich. chciałam, żeby mi dali spokój.
Teraz nie czuję wsparcia nikogo.
Stać mnie tylko na pomoc mamie w utrzymaniu domu. Prymitywne prace, zjeść coś, położyć
się i przeglądac Internet . Ja nie żyję, nic nie czuje.
Czasami czuje porywy, ale to i tak na nic, bo mam zbyt wiele ograniczeń w sobie i dużo do
nadrobienia. Nie boję się pracy, ale brak motywacji i celu, boli.
Ja nie wiem co się ze mną stało. Kim się stałam. Przez lęki i nieobycie żyję w cholernej
stagnacji.
Chcę zacząć biegać, wychodzić do ludzi, załatwić jakąś zaoczna szkołę, zapisać się na
psychoterapie, ale... nie potrafię tego zamienić w teorię.
kiedyś byłam inna, towarzyską, zabawną, dobrze się uczącą i tak dalej.
Kierwa.......
Podobne tematy
. Wszyscy mnie prawie opuścili. Olewałam ich. chciałam, żeby mi dali spokój.
Teraz nie czuję wsparcia nikogo.
Stać mnie tylko na pomoc mamie w utrzymaniu domu. Prymitywne prace, zjeść coś, położyć
się i przeglądac Internet . Ja nie żyję, nic nie czuje.
Czasami czuje porywy, ale to i tak na nic, bo mam zbyt wiele ograniczeń w sobie i dużo do
nadrobienia. Nie boję się pracy, ale brak motywacji i celu, boli.
Ja nie wiem co się ze mną stało. Kim się stałam. Przez lęki i nieobycie żyję w cholernej
stagnacji.
Chcę zacząć biegać, wychodzić do ludzi, załatwić jakąś zaoczna szkołę, zapisać się na
psychoterapie, ale... nie potrafię tego zamienić w teorię.
kiedyś byłam inna, towarzyską, zabawną, dobrze się uczącą i tak dalej.
Kierwa.......
Ty nie zamieniaj swoich planow w teorie tylko w praktyke je wdroz! Co sie stalo, ze nic Ci sie nie chce? Nie myslalas, ze to moze byc depresja?
Może napisz o tym jak to się zaczęło. Dlaczego ich olewałaś? Zacznij od małych kroków: wyjdź na spacer, zadzwoń do kogoś, zadbaj o wygląd...
4 2014-04-01 23:28:04 Ostatnio edytowany przez Stellina99 (2014-04-01 23:29:51)
Mam podobnie... Rozumiem Cię i mogę ci pomóc... Ja to właśnie przechodziłam i teraz jest nawet ok...mogę ci powiedzieć o mnie też jak to zrobiłam... Ale najpierw powiedz mi czemu się to wszystko wydarzyło?!
Dziewczyno - po pierwsze nastaw się psychicznie i wmawiaj sobie że jesteś (i powymieniaj swoje plusy) a minusy wypisz na kartce i stopniowo zacznij je naprawiać,np włosy -idz do fryzjera, np ciuchy idz nawet do ciucholandu-tam można kupić za malutkie pieniądze coś fajnego i jak trochę jesteś zręczna i pomysłowa to można przeprwić to i owo. Zaproś do siebie kogoś z kim czujesz się swobodnie,koleżanka czy kolega -pogadajcie, idzcie na dyskotekę. TROCHĘ WIARY I CHĘCI. jak będziesz siedzieć w domu to wpadniesz w depresję, to coś strasznego. Młoda jesteś -a twoja mama co nie widzi co się z tobą dzieje?
Co bardziej jakieś zaburzenie..
Zaczęło się od zasypiania na pierwsze lekcje, poźniej całe dnie opuszczalam. Szwedałam się po mieście.
Czułam się bardzo zmęczona tym wszystkim. Ludzmi oraz też udawaniem. Nie kochalam nikogo, choć miałam kilku świetnych chłopaków. Nie potrafię się otworzyć. Wolę kłamać niż przyznać się koleżance w jakim jestem stanie. Więc stopniowo malała ilość telefonów i smsow. A ze mieszkam w małej miejscowości to jeszcze nawet specjalnie nie chciałam ich widywac.
Nie mam motywacji.
Celu, który by mnie porwał.
Nie potrafię podjąć żadnej decyzji.
Miewam napady lęku w mieście i w nocy.
Jeśli ktoś chciałby porozmawiać to niech zostawi swój email. Stellina99
Nie zostawię Ci maila, bo z zasady nie piszę go publicznie na forach, ale jeśli chcesz napisać mail do mnie albo kogokolwiek z forumowiczów, użyj po prostu funkcji "Email" pod nickiem, rejestracją i ilością postów.
Jasne, może być zaburzenie i setka różnych powodów, które "ogólnie wyglądają depresyjnie", ale zasadnicza większość z nich (o ile nie wszystkie) kwalifikuje się do terapii przy wsparciu farmakologią, więc pojawia się pytanie, czy jesteś pełnoletnia, a jeśli nie, czy możesz porozmawiać na ten temat z chociaż jednym ze swoich rodziców bądź opiekunów. Możemy z Tobą porozmawiać na forum albo poza forum, ale skoro jest jak opisujesz, to raczej drastycznie nie zmieni Twojego stanu.
Mnie też wszyscy zostawili (może nie dosłownie wszyscy ale koleżanki już mają dosyć słuchania o moich problemach i beznadzieji ).Kiedyś miałam plany,marzenia.Nic z tego nie wyszło,nic mi już nie zostało... Po prostu klęska ![]()
hłaskowa napisał/a:. Wszyscy mnie prawie opuścili. Olewałam ich. chciałam, żeby mi dali spokój.
Teraz nie czuję wsparcia nikogo.
Stać mnie tylko na pomoc mamie w utrzymaniu domu. Prymitywne prace, zjeść coś, położyć
się i przeglądac Internet . Ja nie żyję, nic nie czuje.
Czasami czuje porywy, ale to i tak na nic, bo mam zbyt wiele ograniczeń w sobie i dużo do
nadrobienia. Nie boję się pracy, ale brak motywacji i celu, boli.
Ja nie wiem co się ze mną stało. Kim się stałam. Przez lęki i nieobycie żyję w cholernej
stagnacji.
Chcę zacząć biegać, wychodzić do ludzi, załatwić jakąś zaoczna szkołę, zapisać się na
psychoterapie, ale... nie potrafię tego zamienić w teorię.
kiedyś byłam inna, towarzyską, zabawną, dobrze się uczącą i tak dalej.
Kierwa.......Ty nie zamieniaj swoich planow w teorie tylko w praktyke je wdroz! Co sie stalo, ze nic Ci sie nie chce? Nie myslalas, ze to moze byc depresja?
Oczywiście chodziło o praktykę.
Jeśli chodzi o pocztę to owa prośba dotyczyła w szczególności Stellina99.
Jestem dorosła, mam dziewiętnaście lat. Jeśli chodzi o rodziców to są w zaawansowanym wieku i nic za mnie nie zrobią. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie zagadnienia w sferze psychicznej są zamiatane pod dywan. Dość powiedzieć, że jeszcze tutejsi ludzie pamiętają jak to się kogoś przestawało na prawą rękę, bo "leworęczność to coś dziwacznego".
Mam pomysł na siebie, ale nie wiem dlaczego to tylko siedzi w mojej głowie, a nie chce z niej wyjść.
Zmiana fryzury czy zjedzenie czekolady nie pomoże. Ciężko zrozumieć osobę zaburzoną.....
hłaskowa jak masz ochotę to pisz, pozdrawiam
11 2014-04-04 14:22:47 Ostatnio edytowany przez szczęście111 (2014-04-04 14:23:38)
zacznij od terapii i pójścia do dobrego specjalisty psychologa/psychiatry.
Masz zaburzenia depresyjne. (lęki, niechęć do życia, do spotykania się z ludźmi, ciągłe zmęczenie)
Leki i terapia na pewno ci w tym pomogą.
Głowa do góry i życzę powodzenia.
Jestem dorosła, mam dziewiętnaście lat. Jeśli chodzi o rodziców to są w zaawansowanym wieku i nic za mnie nie zrobią. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie zagadnienia w sferze psychicznej są zamiatane pod dywan. Dość powiedzieć, że jeszcze tutejsi ludzie pamiętają jak to się kogoś przestawało na prawą rękę, bo "leworęczność to coś dziwacznego".
W ogóle nikt za Ciebie nic nie zrobi, pytanie o rodziców było po to, że gdybyś miała poniże 18 lat, potrzebowałabyś ich zgody na podjęcie leczenia.
Czemu nie pojedziesz gdzieś poza swoją małą miejscowość? Zwykle relatywnie blisko małych miejscowości są większe. Po wizycie nie będziesz przecież miała napisane na czole "LECZĘ SIĘ U PSYCHOLOGA", jak tego nikomu nie powiesz, to nikt nie musi wiedzieć. Znam osoby, które potrafiły skutecznie ukryć nawet kilkumiesięczny pobyt w szpitalu i to przed wszystkimi, a co dopiero małą terapię.
hłaskowa napisał/a:Jestem dorosła, mam dziewiętnaście lat. Jeśli chodzi o rodziców to są w zaawansowanym wieku i nic za mnie nie zrobią. Mieszkam w małej miejscowości, gdzie zagadnienia w sferze psychicznej są zamiatane pod dywan. Dość powiedzieć, że jeszcze tutejsi ludzie pamiętają jak to się kogoś przestawało na prawą rękę, bo "leworęczność to coś dziwacznego".
W ogóle nikt za Ciebie nic nie zrobi, pytanie o rodziców było po to, że gdybyś miała poniże 18 lat, potrzebowałabyś ich zgody na podjęcie leczenia.
Czemu nie pojedziesz gdzieś poza swoją małą miejscowość? Zwykle relatywnie blisko małych miejscowości są większe. Po wizycie nie będziesz przecież miała napisane na czole "LECZĘ SIĘ U PSYCHOLOGA", jak tego nikomu nie powiesz, to nikt nie musi wiedzieć. Znam osoby, które potrafiły skutecznie ukryć nawet kilkumiesięczny pobyt w szpitalu i to przed wszystkimi, a co dopiero małą terapię.
Sęk w tym, że nie mam zaufania do tych miejscowych gabinetów. 10-15 minut i wypisują lek i "następny". Z drugiej strony w takim Rzeszowie nie potrafię się odnaleźć. Mój brak zdecydowania jest gwoździem do trumny. Tak mija czas...
Jak czytam fora tematyczne to mnóstwo osób choruje przez bardzo, bardzo długi czas. Po x latach następuje odpowiednie dobranie leku. Pozniej nie można się uzależnić i tak w kółko. To chore....
Hłaskowa, dużo zależy od problemu, od choroby i trochę od szczęścia. Aktualny poziom wiedzy medycznej nie pozwala stwierdzić ze 100% pewnością, jak lek zadziała na pacjenta, zostaje ryzyko błędu, bo jedni są bardziej wrażliwi na jakiś skutek uboczny danego preparatu, inni mniej. Dużo też zależy od pacjentów, którzy niestety często gęsto samowolnie zmieniają sobie dawkę leku, biorą go nieregularnie albo zniechęcają się zanim lek na dobre zacznie działać (a antydepresanty rozkręcają się po powiedzmy miesiącu, może 2 tygodniach). A potem pretensja do lekarza, że nie działa.
Do tego niestety, ale choroby i zaburzenia psychiczne to nie katar, nie przechodzą w 7 dni. No ale jeśli nawet nie chcesz podjąć próby pomocy sobie, bo gubisz się w Rzeszowie, bo leki niefajne, bo nie ufasz lekarzom, to ciężko widzę konkretną zmianę Twojej sytuacji na lepsze. Niestety, jak chcesz mieć dobre życie, dobrze się czuć i być w przyszłości szczęśliwa, to teraz musisz o to walczyć i to na poważnie. Nikt tej walki za Ciebie nie stoczy.
Hłaskowa, dużo zależy od problemu, od choroby i trochę od szczęścia. Aktualny poziom wiedzy medycznej nie pozwala stwierdzić ze 100% pewnością, jak lek zadziała na pacjenta, zostaje ryzyko błędu, bo jedni są bardziej wrażliwi na jakiś skutek uboczny danego preparatu, inni mniej. Dużo też zależy od pacjentów, którzy niestety często gęsto samowolnie zmieniają sobie dawkę leku, biorą go nieregularnie albo zniechęcają się zanim lek na dobre zacznie działać (a antydepresanty rozkręcają się po powiedzmy miesiącu, może 2 tygodniach). A potem pretensja do lekarza, że nie działa.
Do tego niestety, ale choroby i zaburzenia psychiczne to nie katar, nie przechodzą w 7 dni. No ale jeśli nawet nie chcesz podjąć próby pomocy sobie, bo gubisz się w Rzeszowie, bo leki niefajne, bo nie ufasz lekarzom, to ciężko widzę konkretną zmianę Twojej sytuacji na lepsze. Niestety, jak chcesz mieć dobre życie, dobrze się czuć i być w przyszłości szczęśliwa, to teraz musisz o to walczyć i to na poważnie. Nikt tej walki za Ciebie nie stoczy.
Cóż, nic nowego, ja to wszystko wiem. Tyle, że nie sposób do cholery podjąć się czegoś i to realizować. Pojawiają się i wątpliwości i lęki. Koniec końców mam wrażenie, że na coś usilnie czekam. Wybawienie? Bez pracy ni centymetr się do Nieba nie zbliżę.
Zachowuję się jak typowa osoba w zimie życia. Nawet nie wiem czego się spodziewałam pisząc te posty....