Witam, Mam pewien problem. Mam nadzieję, że ktoś mi poradzi. Tylko proszę tutaj nie wypisywać jakichś przykrych rzeczy na mój temat, bo naprawdę jestem świadoma wszystkich swoich błędów i ich żałuję.
Byłam z chłopakiem przez 2 lata i siedem miesięcy. Tydzień temu się rozstaliśmy. W naszym związku kłóciliśmy się i byliśmy szczęśliwi. Przez dłuższy czas, kiedy się kłóciliśmy nie potrafiłam zapanować nad emocjami. Obrażałam swojego chłopaka, wyzywałam go i mówiłam mu niemiłe rzeczy, w ogóle zachowywałam się okropnie, aż wstyd przyznać się do czego byłam zdolna. Bolało go to, ale nie potrafił mi zwrócić uwagi i mi o tym powiedzieć, bo czuł się stłamszony, nie potrafił się odnaleźć w takiej sytuacji. Aż w końcu powiedział dość i że chce się rozstać. Przestraszyłam się, bo naprawdę go kochałam i nie chciałam go stracić. Może to dla was jest dziwne, kochać i poniżać, ale ja po prostu miałam straszne problemy z własną osobą. Na jakiś czas był spokój. W miarę się nie kłóciliśmy. Później niestety A. zaczął kłamać. Nie były to poważne kłamstwa, ale zaczął kręcić, ukrywać prawdę, mówi jedno, a później mi wmawiać, że było inaczej. Strasznie się przez to denerwowałam, znów obudziły się złe emocje, znów zaczęliśmy się kłócić (głównie o te kłamstewka), praktycznie przy każdej kłótni płakałam. Nie chciałam go stracić, ale nie mogłam pogodzić się z tym, ze nie jest szczery. A. w końcu też zaczął się denerwować, zaczął na mnie pokrzykiwać i pozwalać na więcej. Kiedy np pokłóciliśmy się o coś, on mi mówił, że to moja wina (mimo że nie była), obrażał się na mnie, nie chciał się do mnie odzywać. Ja wtedy zamiast poczekać na to, żeby on zadzwonił i przeprosił, dzwoniłam i chciałam rozmowy. Nieświadomie pozwalałam mu na takie zachowania. Wtedy oboje byliśmy pełni złych emocji, nerwów, postanowiliśmy się rozstać, a raczej ja postanowiłam. Miałam dość tych kłamstw, jego zachowania. Spotkaliśmy się, bo mieliśmy to rozwiązać ugodowo. Zaczęlismy się kłócić. Chciał wyjść. Zbierał się do wyjścia, ja ciągle coś do niego mówiłam. Aż w końcu na mnie krzyknął i wyszedł. Wściekłam się. Wybiegłam za nim, złapałam go i go uderzyłam w twarz. Wiem, że wściekłośc mnie nie tłumaczy, ale ja po prostu byłam tak zła, chciałam zakonczyc to ugodowo, a on tak sie zachował. Jeszcze w trakcie spotkania chciał mi pokazać kto tutaj dominuje. Zaczęłam płakać jak głupia i przepraszać. Najpierw nie pozwolił mi soe do niego zbliżyć, ale później zaczeliśmy rozmawiać, ale czy w takiej sytuacji mozna to nazwać rozmową? Daliśmy sobie czas i postanowliśmy za jakiś czas się spotkac. Spotkaliśmy sie po dwóch dniach zeby po prostu sobie wyjasnić. A. czuł dystans, ale powiedział, ze nie chce tego kończyć. Ja też nie chciałam tego konczyć. Nadal cos do niego czułam. Postanowiłam wtedy, ze nigdy więcej chamstwa, obrazania, bicia z mojej strony, jemu powiedziałam że nie chce krzyku i opryskliwości z jego strony, ma panowac miedzy nami szacunek. Dotrzymałam słowa. Było tak jak sobie postanowiłam, bo bardzo tego chciałam. Zależało mi na nim. Za to on zaczął mną pomiatać, czepiać się, krzyczeć, pokazywać dominację, był opryskliwy, miał gdzieś moje łzy. Chciałam dobrze, a on tak się zachowywał. Plakałam bo miałam juz dosc tego wszystkiego oraz tego ze tak sie zawiodłam. mielismy oboje sie szanowac To trwało tak z dwa tygodnie. Powiedziałam temu dość. Ja się starałam, dawałam mu szacunek, a on tak mnie zaczął traktować. Rozstaliśmy sie na dobre. Spotkalismy się, rozwiązalismy to ugodowo. Powiedziałam mu co mysle na temat jego chamstwa. Przyjął to. Zaprosiłam go jeszcze do domu, po prostu nie mogłam się z nim rozstać. Był w moim zyciu praktycznie przez cały czas, robilismy wszytsko, był moim kompanem i po prostu nie wyobraazałam sobie zycia, nawet po tym wszystkim bez niego. Chcial iść. nie chciałam go wypuscic bo byłam zwyczajnie przerazona. powiedział, ze zadzwoni na drugi dzień i ze mna porozmawia, bo on nie chce tego zaprzepaścic, on ciagle cos do mnie czuje. I nie zadzwonił. Ja dzwoniłam jak głupia bo nie wiedziałam co zrobić, był i nagle go juz nie ma, chciałam mu o tym powiedziec. Napisał mi sms ze ma sie z nim nie kontaktować, ma tego dosc, bo nie chciałam go wypuscic. Płakałam jak głupia, bo mimo wszystko nie chciałam zeby zniknął z mojego zycia, chciałam zebysmy nadal utrzymywali kontakt. Nie odzywał sie do mnie przez dwa dni. Ja w tym czasie pisałam do niego i pytalam czemu tak sie zachowuje. Zadzwonił na trzeci dnień. Chciał mnie poniżyc, pokazać ze ja sie nie zmieniłam, ze jestem ta gorsza, bo on jest pokrzywdzony, a ja widze tylko siebie. Drwił ze mnie i pokazał swoje chamstwo. Powiedział jeszcze ze te jego zachowanie to była zemsta. I nadal sie msci. Nie chciał odbierac moich telefonow. Nie odpisywał. Przedwczoraj napisałam do niego list. Napisałam w nim co mysle o tej całej sprawie. Chcialam po prostu zebysmy jak ludzie porozmawiali o tym normalnie, o tym co nas boli i rozwiązali to ugodowo. Od tej pory nie ma kontaktu. Na przemian mam mysli ze to że sie msic to jest uzasadnione, bo go kiedys krzywdziłam, ale z drugiej strony ja zmienilam diametralnie swoje zachowanie, a on jak sie zaczął zachowywać. nie wiem czy jechac do niego do pracy i przeprosic go za to wszystko co zrobiłam, a załuje tego teraz czy zostawić tak tą sprawę, bo w koncu on tez ma duzo za uszami, pokazał jakim jest zimnym człowiekiem. Co o tym sądzicie?
Podobne tematy
1. Przestań latać, skakać, itd. Do żadnej pracy jego nie jedź, bo tylko go wkurzysz, szczególnie przy kolegach z pracy.
2. Jeżeli aż tak wyglądają wasze kłótnie, jest ich tak wiele to wyjścia są dwa:
a) dajcie sobie czasu, odpocznijcie od siebie, wrócie bez żalu, na spokojnie z uśmiechem
b) zakończcie to
3. Nic na siłę, musisz dać mi troche swobody, trzymając go w domu, nie wypuszczając, itd tylko go dodatkowo osaczasz, co jest złe, bardzo złe, bo będzie tym bardziej chciał się uwolnić od tego
4. Związek, gdzie lecą wulgaryzmy, wyzwiska, gdzie jest drwina, chamstwo, itp. jak dla mnie jest chooooryy!!!!!
5. Dałbym sobie na waszym miejscu trochę czasu, chociaż tydzień, dwa tygodnie, spotkał się i na spokojnie, a do tego czasu 0 KONTAKTU, NIC, DAJ TEZ I JEMU NIECH SOBIE WSZYSTKO PRZEMYSLI, wiem że to ciężkie 0 kontaktu, szczegolnie, jak tak bardzo jesteś za nim, ale to dla Twojego dobra, weź to pod uwagę. Poza tym może przemyślisz sytuacje i Ty, jakieś wnioski wyciągniesz z tego.
chyba masz to, na co zasłużyłaś. lepiej już nie walczyć o kontakt z nim. a ja mam takie pytanie: co kieruje osobami, które jednocześnie twierdzą, że kochają a z drugiej strony poniżają? (tak jak ty na początku, co sobie wtedy myślałaś?)
Niedojrzałość. Oboje potrzebujecie czasu.
No cóż, z jednej strony można powiedzieć, że sama sobie zasłużyłaś na takowe traktowanie - w imię zasady; jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie. Ale z drugiej strony takowe zachowanie nie uchodzi, jaki jest sens zniżania się do poziomu drugiej strony? Osobiście wolałbym być tym lepszym, i zakończyć związek pokojowy, bo planowanie i przeprowadzanie zemsty jest zwyczajnie słabe... W każdym razie zapomniałbym o nim, bo musiałaś doprowadzić go do granicy wytrzymałości, że zdecydował się na coś takiego, i wydaje mi się, że raczej nic z tego nie będzie...
Bardzo chciałabym jeszcze raz się z nim zobaczyć i pogadać o tym wszystkim. Strasznie za nim tęsknie... Były też między nami dobre chwile. Pomagałam mu w wielu sprawach, wspierałam go. Był najbliższą mi osobą. Nadal coś do niego czuję. Czy sadzicie, że to będzie dobry pomysł jeśli poczekam tydzień i znów się z nim skontaktuję?
normalnie jak bym czytała o swoim facecie...skąd jestes? hehe bo zaczynam podejrzewac mojego faceta ![]()
Jestem z Gliwic. Ale to raczej nie jest Twój facet ![]()
Jestem z Gliwic. Ale to raczej nie jest Twój facet
żąartowałam
u mnie to samo identyko w !00 % tyle ze my mieszkamy razem i jest coraz to gorzej..wejdz we mnie i poczytaj..ja dalam sobie na wstrzymanie