Witajcie,
Nie wiem czy to co ja przeszłam można nazwa molestowaniem, ale coś z tego na pewno miało miejsce w moim życiu....
Miało to miejsce do 3- 4 roku życia... działo się u rodziny w Łodzi do której przyjeżdżaliśmy w odwiedziny...
Dokładnie brak w mojej świadomości tego momentu ani tym bardziej nie pamiętam tego, ale wiem że musiało się to stać......
Potęga podświadomości ukazała mi chwilę kiedy on się masturbował (mając 15 - 16 lat) a mi jako małej dziewczynce kazał się na to patrzeć....i nie bać.....
W pełni świadomości pamiętam tylko to że całe dzieciństwo się go panicznie bałam.. kiedy ich odwiedzaliśmy wychodziłam za drzwi płakałam wolałam mamę ze mamy stąd iść ze ja nie chce, ze się boje.. a matka zamiast tego otwierała drzwi i pytała - "przeszło ci już ?? Nie?? to płacz dalej"....
Najgorsze jest to że ja byłam świadoma płacząc za tymi drzwiami kiedy kręcili się przy mnie razem z matką, że on dotyka genitaliów i patrzy się na mnie! pamiętałam to a jednocześnie uważałam go za głupka i debila!!! Czy to jest normalne?? i 3 - 5 letnie dziecko wie o takich rzeczach??? Wydaje mi się że nie!!!
Męczyłam się z tym ponad 20 lat, przez te wydarzenia byłam zazdrosna o niego kiedy brał ślub, byłam emocjonalnie zależna od niego i to bardzo...za cały płacz wzięłam odpowiedzialność sama i wielokrotnie go przepraszałam.......Jednocześnie uważałam że przez to co się stało zawsze będziemy razem....Szczerze nie mogłam oderwać się od niego..... jednak śmierć jego bliskich a mojej rodziny spowodował koniec ...całkowite urwanie się kontaktów.,.....Z czego jestem zadowolona
Rodzice nigdy nie dowiedzieli się prawdy.... N I G D Y !!!!! Może wiedzieli i nie chcieli mówić może nie zdawali sobie z tego sprawy....zawsze miałam być grzeczna i nie przynosić im wstydu....A nawet jeśli to zapewne i tak by mi nie uwierzyli....Wiec od zawsze byłam sama i sama musiałam sobie radzić i stworzyć swój własny świat i zasady które mną będą kierować.
Na chwile obecna nie potrafię stworzyć prawidłowych relacji z ludźmi - nikomu nie ufam nikomu nie wierze.....Z facetami jest tak że sama zdaje sobie sprawę z tego ze mam złe wzorce wpojone......
Jeśli tylko facet zacznie się na mnie gapić, to zamyka mi się klapka podobam mu się a z drugiej strony krepuje zawstydza a jednocześnie "podnieca" bo mam wrażenie że patrząc na mnie robi to co on wówczas.....i znów uzależnienie emocjonalne, które boli dokucza.....
Mam przyjaciela a z drugiej strony byłego faceta który wie o tym wszystkim ufam mu bezgranicznie. I potrafię stworzyć z nim prawidłowe relacje - nie kojarzy mi się z dawnymi wydarzeniami. I nie potrafię tak zwyczajnie "po zerwaniu przez niego" odejść i zerwać z nim relacji mimo ze jest taki jaki jest. rozeszliśmy się z powodu mojej oziębłości braku wiary w siebie, niechęci do ślubu i dzieci, tego ze wiecznie mi wszystko przeszkadzało i że było za mało seksu....on chciał prawie na każdym spotkaniu bez względu czy u mnie w domu czy u niego i czy był ktoś w domu czy nie było( jak to kiedyś powiedział przy twojej potrzebie na seks to nie dochowam Ci wierności)
Ale ja nie potrafię inaczej.... potrzebuje kogoś kto wesprze przytuli zrozumie przede wszystkim będzie Z A W S Z E i wysłucha będzie akceptował a nie będzie niczego wymuszał....Pytałam mimo tego ze nie chce wrócić mogę w każdej chwili napisać pogadać i się wygadać z tego co czuje.....(Kiedyś jeszcze w związku powiedział że nigdy mnie nie zostawi - nigdy!)
Wiem jedno wieczne opinie znajomych ze na pewno znajdę kogoś, ze tego kwiatu to pól światu są nie na miejscu.... Ja nie mam siły ani motywacji zabawy w podchody ani w budowanie kolejny raz zaufania z kimś kogo nie znam!.....ani tym bardziej niszczenia siebie od środka i życia w wiecznych nerwach....Najgorzej jest w czasie tzw nazwanych przeze mnie ataków kiedy to wszystko powraca.... potrzebuje kogoś na kogo mogę zawsze liczyć i kto nie uzna tego że jak same wiecie "jestem napalona" ... To by było na tyle..... Bardzo proszę o pomoc! Czy zawsze tak jest wśród molestowanych ze szuka się tylko jednej osoby której można bezgranicznie ufać.....i nie chodzi tu o związek.... to jest normalne w tej "mojej patologi"???