netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

11 odpowiedzi4 190 wyświetleńzałożony przez pati_2004, 27.03.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Witam
Kochane, nie wiem co zrobić. Jestem w małżeństwie 10 lat i mamy 9-letnią córkę. Nasze życie na początku małżeństwa początkowo na pozór układało się dobrze, chociaż patrząc z perspektywy czasu nasze ciała nigdy nie powinny się spotkać. Najgorsze zaczęło się w 2008 roku, kiedy mężowi codziennie zaczęło towarzyszyć piwo. Nie upijał się lecz człowiek pod niewielką ilością alkoholu nie jest sobą, w szczególności codziennie. Na początku prosiłam, potem płakałam i błagałam aż w końcu zaczęłam wydzierać się na niego i szantażowałam odejściem. Nie widział w tym nic złego. Nawet przyznał się dwukrotnie, że mówiąc, że wypił jedno- dwa, oszukiwał mnie i wypijał więcej. Pewnego dnia znalazłam jego "kryjówkę" pustych puszek. Oczywiście sama ze łzami w oczach posprzątałam, ale obiecał ze to się więcej nie powtórzy. Zaczęłam mieć fobię na punkcie jego stanu, bo znałam go nie od dziś i wiedziałam jak wygląda po dwóch piwach, nadal miałam podejrzenia, że pije więcej. Nie myliłam się, znalazłam nową "kryjówkę". Może gdyby pił i nie byłoby z tego powodu awantur tylko poszedłby spać może nie byłoby to takie straszne. Jednak on pod wpływem robi się agresywny, potrafił mnie wyzywać i wytykać błędy, które miały miejsce nawet przed naszą znajomością. Między 2008 a 2011 dwukrotnie wyprowadzałam się z domu ale po przeprosinach po tygodniu wracałam. W 2011 roku postanowiliśmy kupić nasze własne mieszkanie. Wierzyłam, że to będzie początek czegoś nowego ,pięknego i zmieni się wszystko w naszym życiu na lepsze, będziemy mieć wspólny cel. Jeszcze przed wprowadzką i wykończeniem mieszkania wyprowadziłam się po ponownej kłótni. Nawet mięliśmy już plany, że trudno, sprzedamy mieszkanie i się rozejdziemy. Trwało to jak zwykle tydzień, wróciłam. Po dwóch latach kłótni o byle co, w naszym "nowym, wymarzonym, pięknym" mieszkaniu miałam serdecznie wszystkiego dość. W rocznicę naszego ślubu w nocy doszło do rękoczynów. Było mi wszystko obojętne. Bez przemyślenia wyciągnęłam z apteczki tabletki męża na uspokojenie i ile było tyle na jego oczach połknęłam. Chciałam już rano nie wstać. Następnego dnia z przerażeniem w oczach męża, opowiedział mi co się w nocy działo, byłam przytomna jednak nic nie pamiętam. Czuwał przy mnie całą noc i cieszył się że jeszcze z nim rozmawiam, ale naprawdę tego nie pamiętam. To był czwartek, w sobotę spakowałam rzeczy i wyprowadziłam się z córką z domu. Ktoś musiał, bo on nie miał zamiaru więc padło na mnie. Było mi to już obojętne kto, chciałam mieć tylko spokój. Niestety nie trwał wiecznie. Codziennie wydzwaniał po kilkanaście razy żeby albo płakać do słuchawki albo poniżać mnie jaka to jestem niby egoistka i świnia. Potrafił dzwonić nawet na stacjonarny o 3 w nocy, nie zważał nawet na to że mieszkam z rodzicami i że nie ma prawa ich w nocy budzić bo on akurat teraz ma chęć pogadać. Byłam znerwicowana, w pracy nieobecna. Kolega z pracy,naprawdę dobry i troskliwy nie tylko dla mnie człowiek, zaczął przeczuwać, że dzieje się coś złego. W naprawdę trudnym dla mnie czasie był osobą której mogłam się wyżalić i potrafił mnie wesprzeć. Zawsze mogłam liczyć na swoich rodziców ale wg mnie nie powinnam ich obarczać całą prawdą, nie chciałam ich w to wciągać, przecież byliśmy rodziną. A on był osobą postronną i wierzyłam że spojrzy na to chłodnym okiem i mi może pomoże się pozbierać. Czułam się w jego towarzystwie naprawdę dobrze, jednak po jakimś czasie wyznał mi, że już od kilku lat mnie kocha ale nigdy nie miał odwagi mi tego powiedzieć. Zapomniałam o swoich wszystkich problemach i zdarzyło się kiedyś że pod wpływem alkoholu zdradziłam z nim mojego męża, zresztą wcześniej zrozumiałam że i tak męża już od kilku miesięcy nie kocham. Nie żałuję tego co zrobiłam, jednak mąż nie może się dowiedzieć, ponieważ jest bardzo mściwym człowiekiem i jestem w 100% pewna że zniszczyłby życie mojemu koledze, który ma żonę i dzieci. Nie jest w nim szczęśliwy ale już z długim stażem i jakoś się z tym pogodził i wiem że od rodziny nie odejdzie, chociaż mówił mi żeby chciał. Nie wymagam od niego tego ponieważ dużo by stracił a ja nie jestem pewna co do swoich uczuć do niego. Nie ukrywam ciągnie mnie do tej "znajomości" ale wydaje mi się że dlatego że brakuje mi miłości, przytulenia i świadomości że komuś m\na mnie zależy. Jest mi ciężko o nim nie myśleć ponieważ pracujemy razem i codziennie się widzimy. Nie rozmawiamy ze sobą na ten temat bo ja go o to prosiłam, żeby nikt się nie dowiedział. Czasami mam ochotę się tam mocno przytulić do niego  sad ale muszą mi wystarczyć tylko miłe spojrzenia i uśmiechy. Problemu by nie było tylko z mężem mamy córkę, która źle przeżywa nasze rozstanie, mieszkamy 5 min drogi od siebie i praktycznie codziennie widzi mnie i swojego ojca. Jednak rozdarta jest w tym wszystkim,zaczęła być złośliwa, leniwa i zaczęły się problemy w szkole, np z skupieniem się na lekcjach.
Nie chcę być żoną mojego jeszcze męża, nawet jeśli miałabym być w życiu sama, z nim nawet boję się przebywać w jednym pomieszczeniu, a minął już prawie rok odkąd nie jesteśmy razem. On oczywiście nadal chce żebyśmy ratowali małżeństwo i rodzinę, dzwoni codziennie i prosi albo ma okresy kiedy każe mi złożyć papiery rozwodowe. No właśnie, on mi każe złożyć bo on nie złoży. Już raz złożył ale miesiąc przed rozprawą je wycofał. Wierzyłam, że zrobił to żeby mnie nastraszyć, mówił że to nie prawda, jednak kiedyś się zwierzył mojej bratowej i mówił, że tak ,złożył aby mnie nastraszyć. Jednak mu się nie udało. Naprawdę mam serdecznie dosyć tego człowieka, chciałby mną rządzić i mieć kontrolę nad tym co robię. Potrafi nawet wciągnąć w to wszystko naszą córkę, aby mnie szpiegowała. TZN umówiłam się kiedyś z koleżanką, ta podsłuchała gdzie i kiedy to mu zaraz napisała smsa. Oczywiście pojechał tam, jednak córka źle usłyszała miejsce więc mnie nie spotkał. Mam ogromny żal i niechęć do tego człowieka ale wiem że robię krzywdę dziecku. Nie wiem co zrobić. Przelatują mi myśli żeby wrócić do wspólnego mieszkania dla dziecka aby nie musiało krążyć między dwoma domami ale nie do niego. Boję się że znowu będzie przemoc psychiczna a ja nawet nie myślę już naprawiać związku, albo złożyć papiery rozwodowe. jednak przy rozwodzie wchodzi tylko bez orzekania o winie. A takie rozwiązanie nie pozwoli mi zamieszkać w moim mieszkaniu. Jestem w stanie sama spłacać kredyt i się utrzymać w nim i nawet spłacić męża ale on się z niego nie wyprowadzi, nie bo nie jak to mówi. "Wykurzenie" go z mieszkania dałby mi rozwód za jego winą. Ale nie mam twardych dowodów na jego winę, jedynie coś moi rodzice mogą zeznawać ale nie chce w to ich wciągać, zresztą boję się że wciągnie w to mojego kolegę a to by już było nie ciekawie. Zdradziłam nie mieszkając z mężem ale i tak to była zdrada. Nie mam pojęcia co zrobić. Dla mnie najlepszy byłby rozwód i niech się dzieje co chce ale bez niego ale kosztem dziecka, albo pokornie wprowadzić się do mieszkania, jednak nie wierzę ani jemu ani sobie że nie będziemy sobie wchodzić w drogę. Nie mieszkamy już razem około roku i ciężko by mi było teraz razem z nim. Nawet w osobnych pokojach.
Rozmawiałam z adwokatem ale niestety nie powiedział mi co mam robić, wiem, decyzja należy do mnie. Ale jaka ma być ?! Kochane doradźcie coś !! Wiem że można książkę napisać o moim życiu ale boję się sytuacji jaka zaszła w tamtym roku z tabletkami, ja też psychikę mam już zjechaną i nie panuję czasami nad emocjami, nie mam na myśli złości tylko rozpacz !!! Chęć ucieczki nawet na koniec świata, nawet bez córki, żeby mnie już nie gnębił i dał mi zapomnieć co złe !!! Tak strasznie pragnę miłości, spokoju i przytulenia !!! Ale na pewno nie od jeszcze mojego męża, do niego czuję straaaaszny awers i na samą myśl ciary i wstręt i rozpacz mnie ogarnia. Proszę, pomóżcie, albo przynajmniej doradźcie sad sad sad  PLEASE !!!

2

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Wrócić dla dziecka?
A co dobrego dla niego wyniknie z Twego powrotu? Jaki pogląd na związek, na relacje między mężczyzną a kobietą wyrobi sobie żyjąc z pijakiem i brutalem? Czego nauczy się żyjąc w domu, w którym zamiast miłości panuje nienawiść?

3

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Wiem, zdaję sobie z tego sprawę
w tamtym roku jak jeszcze mieszkaliśmy razem córka zawsze jak się kłóciliśmy lub popychaliśmy zamykała się w pokoju trzaskając drzwiami i płakała, nawet przytulania nie pomagały, ani moje ani jego. Kiedyś nie wytrzymała i powiedziała, że byśmy się już rozwiedli tylko przestali kłócić.Oona ma świetny kontakt z ojcem, ale nie dziwne bo to prawie jego oczko w głowie, na wszystko pozwala i nie trzyma żadnej dyscypliny. Do tej pory słyszę "ale ona chce" . Steruje już nami "bo pójdę do mamy", "bo pójdę do taty". Strasznie to boli. Nie jest już małym dzieckiem ale jeszcze jest za mała aby sobie z tym poradzić. Zastanawiałam się nad psychologiem dla niej. Dla siebie też, ale boję się że w razie jak dojdzie do rozwodu to on będzie chciał to wykorzystać aby zabrać mi opiekę nad dzieckiem sad

4

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Proponowałabym, byś poszukała psychologa i dla córki, i dla siebie. Obie znalazłyście się w trudnej sytuacji, obie nie radzicie sobie z nią, obie potrzebujecie pomocy. Skorzystanie z pomocy psychologa miałoby być wykorzystane przez sąd przeciwko Tobie? Żartujesz.

5

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Tylko, że chcę wrócić do własnego mieszkania. Mieszkam teraz z córką u rodziców jednym pokoju a mój jeszcze mąż sam na trzech. Płacę połowę kredytu i nie stać mnie na wynajem czegoś, alimentów mi nie płaci bo po szkole często idzie do ojca więc też daje jej np. obiad. Ja pracuję o godzinę dłużej niż on. Nie mam siły ani ochoty na chandryczenie się z nim. Zaczynam znowu wpadać w depresje, tylko żeby z niej wyjść to same leki nie pomogą. Tylko czy wrócę do niego czy się rozwiodę obawiam się, że i tak będzie mnie gnoił i zatruwał mi życie, np każe mi się dziś zając córką chociaż wiedział wcześniej że mam inne plany, no ale cóż, córka jest najważniejsza dla mnie. W Weekendy też bez wcześniejszych ustaleń jak mu się podoba to mi ją zabiera albo "odstawia". I tak jak dawniej, nadal tańczę jak mi zagra sad Moim marzeniem jest teraz aby sobie kogoś znalazł, i  może wtedy swoją uwagę skupi na kimś innym i da mi wreszcie spokój.

6

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

pati
posłuchaj, nie ma sytuacji bez wyjścia.

Po pierwsze psycholog, terapia, np. niebieska linia, tam Ci pomogą z przemocowcem. Potem podział majątku, alimenty. A o kochasiu zapomnij, rzucasz się w wir miłostki zamiast ustabilizować swoje życie. Ja nie kupuję tego, ze facet kocha od wielu lat, ale od żony nie odejdzie to żadna miłość.

Ogarnij się, pokaż córce, ze jesteś silną kobietą bo w tym momencie działasz na oślep.

7

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Po pierwsze, odpowiadajac na tytul watku: NIE i jeszcze raz NIE.

Alkoholizm to powazna choroba. Z czasem zdrowie i zycie Twojej córki (i Twoje oczywiscie) bedzie zagrozone, jezeli juz mialas próbke agresji. Z TA CHOROBA SIE NIE NEGOCJUJE!

Poza tym ma to do siebie, ze w specyficzny sposób zaraza bliskie osoby. Juz masz objawy wspóluzaleznienia!

RATUJ SIE kobieto i ratuj dziecko! Mieszkanie w tym wszystkim jest najmniej wazne, kompletnie niewazne jest czy on kogos znajdzie czy nie -- to nie rozwiaze ani 1% Twojego problemu, a wrecz przeciwnie -- zyskasz kolejnego wroga.

Staraj sie zbierac dowody jego alkoholizmu, niebieska karta itp i znajdz przytomnego adwokata. I skladaj pozew o rozwód z jego winy.

8

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Nie wracaj do niego - po co?
Zadbaj o pomoc psychologiczną dla siebie - żeby sytuacja z pigułkami nie powtórzyła się. Jesteś matką, masz dla kogo wziąć się w garść.

9

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Dzięki Kobiety :-) Wiem że mieszkanie to drugorzędna sprawa a z tym "kochasiem" to sprawa nie zamknięta ale zdaję sobie z tym sprawę. Tylko pracujemy ze sobą i dlatego to takie trudne. Po prostu przez brak uczucia i silnej potrzeby bycia kochana i akceptowana widzę ze łatwo jest mi się wciągnąć w takie zwiaski. Nie liczę na nic poważnego już od nikogo, nawet nie chce, żeby przypadkiem nie wpaść z deszczu pod rynne. Baaardzo potrzebuje się do kogoś przytulić choćby raz na jakiś czas. Duszę się bez tego i przychodzą mi dziwne myśli beznadziejności. Z córka też nie układa mi się, nie potrafię przelać na na swojej czułości. Ona też ma ciężki charakter i strasznie to boli. Wstyd powiedzieć ale rozwód jest mi bardziej potrzebny nie do bezkarnego uprawiania sexu bo to nie jest tak istotne ale żeby poznawać ludzi i nie być posadzana zaraz o " rozkladanie nóg" a wychodząc do restauracji z przyjaciolkami już zostałam o to posadzona :-(

10

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

A co do jego picia to nie wiem jak to teraz wygląda bo nie widzę, a on raczej się nie upijal tylko chodził podchmielony. Jeśli jednak nie pije to widzę ze bez alkoholu też jest złośliwy i potrafi "uderzyć" aby zabolalo. Za długo i za dobrze mnie zna aby nie wiedział

11

Odp: nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?
pati_2004 napisał/a:

Dzięki Kobiety :-) Wiem że mieszkanie to drugorzędna sprawa a z tym "kochasiem" to sprawa nie zamknięta ale zdaję sobie z tym sprawę. Tylko pracujemy ze sobą i dlatego to takie trudne. Po prostu przez brak uczucia i silnej potrzeby bycia kochana i akceptowana widzę ze łatwo jest mi się wciągnąć w takie zwiaski. Nie liczę na nic poważnego już od nikogo, nawet nie chce, żeby przypadkiem nie wpaść z deszczu pod rynne. Baaardzo potrzebuje się do kogoś przytulić choćby raz na jakiś czas. Duszę się bez tego i przychodzą mi dziwne myśli beznadziejności. Z córka też nie układa mi się, nie potrafię przelać na na swojej czułości. Ona też ma ciężki charakter i strasznie to boli. Wstyd powiedzieć ale rozwód jest mi bardziej potrzebny nie do bezkarnego uprawiania sexu bo to nie jest tak istotne ale żeby poznawać ludzi i nie być posadzana zaraz o " rozkladanie nóg" a wychodząc do restauracji z przyjaciolkami już zostałam o to posadzona :-(

Co do potrzeby przytulania... weź sobie na razie załóż, że do przytulenia masz córkę. Przynajmniej przez najbliższy rok czy dwa. Dopóki nie poczujesz, że sensem Twojego życia nie jest facet. Bo w takiej "desperacji" masz szanse wpaść w ramiona podobnego do swojego męża.
Potrzebujesz pewności siebie i bezpieczeństwa, ale wypływającego z samej siebie, nie z drugiej osoby.
Skupiłabym się nad relacją z córką. Ona ma dopiero, ale i już dziewięć lat. Na razie jest dzieckiem, które jest zagubione pomiędzy dwoma dorosłymi. Na razie wyraża swój bunt słowami i krzykiem. Ale okres dojrzewania puka do drzwi... może być tak, że zacznie pokazywać swoją niezgodę na sytuację w gorszy sposób.
Naprawdę poszukaj pomocy psychologa.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » nie kocham męża, czy wrócić dla dziecka ?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026