Hej, jestem z chłopakiem od prawie półtora roku, i nie wiem, mam wrażenie że już nie ma tego "czegoś". Jak jest dobrze, to jest naprawdę miło i słodko, ale jak sie o coś pokłócimy (jakąś głupotę) to on strasznie sie robi nieprzyjemny. Ja pewnie też nie jestem miła, ale pracuję nad sobą, bo kiedyś raczej ja sobie pozwalałam na więcej w kłótni a on starał się mnie udobruchać i mu się udawało. Wtedy widać było w nim tą miłośc, widać że mu zalezy żebyśmy byli razem. Ja to rozumiałam, i rozmawiałam z nim o tym że chcę się zmienić, byc lepsza, milsza, mniej prowokowac kłótnie itp. i pracuję nad tym, i widzę poprawę. Ale za to on zaczyna zachowywac się coraz gorzej. Przy każdej kłótni uważa że to ja jestem jej winna i oczekuje ciągle przeprosin. Ja staram się podchodzić do tego dojrzale i jesli przyczyna była głupota, to nawet chcę juz nie wracać do tego i zapomnieć, bo nie warto, a on nie może zapomniec i czeka aż go przeproszę.
Dziś sie o to porządnie pokłóciliśmy, bo wczoraj była jedna z tych błahych kłótni: rozmawialiśmy przez telefon, opowiadałam mu coś i uzyłam słowa "Słuchaj" - a on uważa że mówiąc to słowo nie okazuję mu szacunku - nie wiem juz, może ja jestem jakos źłe wychowana, ale u mnie używa sie tego słowa normalnie i nie jest to dla nikogo obraźliwe. Więc kiedy wczoraj po raz kolejny sie wkurzył że powiedizałam to zakazane słowo, to wyszłą kłótnia. Potem zadzwoniłam wieczorem i myślałam że juz jest ok, że nam przeszło, i umówiliśmy się na dzisiaj. Gdy dziś do mnie przyszedł pierwsze co powiedizał to: czy nie mam mu czegoś do powiedzenia. Okazało się że czeka na przeprosiny. Mnie zamurowało że mam go za coś przepraszać! I wyszła kłótnia. On tłumaczy że źłe go traktuję, nie okazuję mu należytego szacunku mówiąc "No" albo "słucham". Ja mu tłumacze że to nie ejst brak szacunku i żeby nie przesadzał. I nie wiem, takie są głupie kłótnie. Mam troche wrażenie że on jest zaborczy, i że ma w ogóle dziwny model związku. Często zwraca mi uwagę, żebym nie mówiła tak, nie nosiła spódniczek, nie malowała paznokci... czuję jakby miał się za mojego pana i władcę. I o to często są kłótnie. On sie wkurza o to że "nie może mi zwrócić uwagi" bo ja się od razu denerwuję. Ale wg mnie jego uwagi są bezsensowne i nie potrafię reagowac tak jak on chce tzn. powiedziec o przepraszam, już nie będę.
Doradźcie mi co robić, bo zastanawiam się czy z nim być. Jak sie nie kłócimy to jest cudownie i myslę sobie wtedy że pasujemy do siebie i chce z nim spędzić resztę życia. Ale jak dochodzi do jakiś kłótni to robi się strasznie nieprzyjemny (kiedyś taki nie był, widac było że mu zalezy na związku, teraz jakby bardziej na tym żebym go szanowała i słuchała) - i wtedy zastanawiam się czy chcę się pchać w ten związek, skoro juz po ponad roku jest tak, to co będize potem?
Dodał, że bardzo się boi że będę nim manipulować. Nie wiem skąd ma takie lęki, ja jestem osoba naprawdę szczera i otwartą, i o wszsytkim mówię mu szczerze, może nawet za szczerze i z tego wynikają czasem problemy. A on i tak nie docenia tego że oddałam mu całe serce i zaufałam, mysli tylko o tym że podobno nie okazuję mu szacunku...
Nie wiem, napiszcie co uważacie, może widzicie to inaczej niż ja, bardziej obiektywnie. Mam nadzieje że w miare obiektywnie to przedstawiłam.