Już drugi raz była sytuacja, w której córka przestała oddychać. Raz ewidentnie była to wina zakrztuszenia się.
Córka ulała i próbując połknąć mleko, zakrztusiła się, chwilowo przestała oddychać. Złapałam ją za nogi, do góry, klepy między łopatki. Udało się.
Zastanawia mnie drugi raz. Po spacerze córka siedziała w wózku. Zdjęłam kurtkę, aby móc ją rozebrać, podeszłam do wózka, a ona jak ryba wyjęta z wody.
Próbowała łapać powietrze i wydusić z siebie dźwięk, ale nie mogła. Nie oddychała. Zainterweniował mąż. Znów głową do dołu i klepanie...Raz, drugi, trzeci i nic.
Po około 40 sekundach złapała oddech i zaczęła płakać.
Siedzę i nie mogę przestać o tym myśleć. Boję się o nią.
Co to może być? Czy powinnam pójść z nią do lekarza? Ten pierwszy raz to wina ulania, a ten drugi?