Witajcie
Podpowiedzcie mi czy to naprawdę moja wina?
Ogólnie dziewczyna ta jest humorzasta, ale do rzeczy.
Ok. 2 tygodnie temu rozmawiając z koleżanką spytałam się jej czy uczyła się z jakiegoś tam przedmiotu. Nagle, przy części osób z klasy naskoczyła na mnie, wrzeszcząc, że twierdzę, że się nie uczy. Od tamtej pory inna z dziewczyn będąca przy tym "wrzasku" nie odzywa się do mnie. Przemilczałam to, nie powiem, że się tym nie przejęłam, ale jestem z tych, co raczej ukrywają uczucia i wszystko biorą do siebie. Potem twierdziła, że to dlatego, że miała gorszy dzień. Kilka dni później znowu podczas jakiejś rozmowy (ona uważała, że sytuacja miała się inaczej niż ja opowiadałam i że ja kłamię) na mnie naskoczyła, teraz już nie w obecności innych. Znowu nic nie powiedziałam, ale w domu się wkurzyłam i napisałam jej, że nie tylko ona może mieć gorszy dzień, ja również i mnie też mogło zaboleć to, co ona mówiła przy innych i jej zachowanie. Później, jak już ochłonęłam napisałam, żeby wybaczyła to co napisałam, ale zawsze tłamszę wszystko w sobie no i raz zdarzyło si,ę że wybuchłam. Napisałam, że powinna mnie zrozumieć, bo ona jak ma jakiś problem to wybucha i ja się nie obrażam. Nic nie odpisywała.
W poniedziałek w szkole trzymała się jak najdalej mnie, unikała, więc się nie narzucałam. Dziś stwierdziłam, że z nią pogadam. Spytałam, o co się tak naprawdę obraziła. Bo jeśli o to, co napisałam, to ja już wielokrotnie powinnam być na nią obrażona. Stwierdziła, że nie będzie rozmawiać z kimś kto ma do niej jakieś pretensje. Powiedziałam, że to ona non stop ma jakieś, ale ja się nie obrażam. No i teraz "foch" totalny.
Co mam teraz zrobić? Czy to naprawdę ja zawiniłam? Czy da się z nią jakoś pogodzić? Nie ukrywam, że sytuacja ta jest dla mnie dość uciążliwa, nie lubię być pokłócona z ludźmi, rzadko mi się to zdarza.