Witam, jestem już ponad miesiąc po rozstaniu ale dalej nie mogę pozbyć się myśli i wiary na powrót.
Opiszę swoją historię chociaż jest ona trochę skomplikowana i bardzo długa aczkolwiek dość ciekawa ![]()
Wszystko zaczeło się w sylwestra 2011/2012 poznaliśmy się i w sumie odrazu miedzy nami zaiskrzyło, to był czas, że zbliżała się moja studniówka także dobrze dla mnie się składało, zaprosiłem ją wszystko było świetnie jeszcze nie byliśmy razem ale jakieś pocałunki czy dotyk się pojawiał. Od razu dodam ze byłem wtedy dość wyrahowany, aczkolwiek z czasem się to zmieniło, otóż tuż po miesiącu usłyszałem od niej Kocham Cie co nie powiem mnie zszokowało ale przyjąłem to i zaczołem się starać, mimo braku pieniędzy, potrafiłem sprawić jej ogromną radość małymi drobiazgami, często do niej przyjeżdżałem, jej matka bez granicznie mi zaufała a jej ojczyn się ze mną zaprzyjaźnił, nawet jej babcia która jakby wszystkim rządziła też mnie polubiła. Ona wtedy okazywała mi wielką miłość i poczucie że jestem wyjątkowy, także zorganizowałem nam półtora miesiąca wakacji, które były świetne, nigdy ich nie zapomnę i myślę, że ona też.
Po 9 miesiącach związku bez kłutni sporów czy jakichkolwiek problemów, wyjechałem na studia, zostały nam tylko weekendy.
I wtedy się zaczeły problemy, spory i nie zadowolenie ale jakoś dawaliśmy rade obydwoje się staraliśmy, przyszedł czas na rocznicę, walentynki, dzień kobiet - nie dokońca się postarałem na wszystkie z nich ale mogła być zadowolona. Dodam tylko że już miałem wiecej pieniędzy i stać mnie było na wiecej tylko ona wymagała abym spełniał każdą zachciankę gdyż ona zawsze od mamusi dostawała pieniądze a ja sam na wszystko musiałem zapracować. Tu zaczeły się pierwsze sprzeczki kiedy ja nie chciałem jechać do kina, na impreze, czy cokolwiek co kosztowało, ponieważ nie było mnie na to wszystko tak zwyczajnie stać. Straciłem rónież swoje dawne towrzystwo, w którym wszystko przychodziło nam z niebiańską łatwością, teraz byłem sam a ona miała tylko przyjaciółki, które zresztą nie przepadały za mną bo "nie miała czasu dla nich, tylko dla mnie". Mimo kłutni i sporów kochaliśmy się i dawaliśmy radę, jednak przyszedł dzień moich urodzin, na pierwsze postarała się niesamowicie na drugie... no cóż znając moje zamiłowanie do zegarków i akcesoriów kupiła mi zegarek strasznie tandetny, nie powiem uderzyło mnie to, bo ja jak jej kupiłem to od 4 miesięcy oszczędzałem na prezent a ona uznała ze nie ma kasy i tyle. Nie wspominając o tym ze na koncerty z koleżankami wydawała 2 razy tyle... No cóż po pewnym czasie wróciło do normy, przyszły wakacje niestety już nie tak szalone jak te poprzednie ale wciąz dało się je zaliczyć do w maire udanych ale niestety musialismy tydzien spedzic z moją rodziną - co nie będę ukrywał i dla mnie było niezłym wyzwaniem ponieważ nie mam zbyt normalniej i bezproblemowej rodziny. Wybuchło ona nie dała rady, nigdy z takimi problemami się nie spotkała i przerosło ją to. Po powrocie odrazu mieliśmy planowany wyjazd ze znajomymi w góry, oczywiscie torche moich troche jej znajomych. Przeprowadziłem rozmowe, powiedziała ze bedziemy walczyć o nasz związek, zgodziłem się. Na wakacjach po za jednym wydarzeniem było naprawdę dobrze, ponieważ moja dziewcyzna była strasznie zazdrosna o to ze mam koleżanki, postanowiła się popisywać i zrobiła pewną głupotę za którą ją potępiłem, uniesiona honorem (gdyż było to przy jej koleżankach) nie odzywała się do mnie do końca dnia. Wieczorkiem troche alkocholu i oczywiście sprzeczka na koniec. Rano ponowna rozmowa po 3 godzinach wiele wyjaśnione. Spokojny powrót do domu, zostało mi dwa miesiące wakacji, bez pieniędzy - gdyż postanowiłem ze to będą pierwsze wakacje od 4 lat kiedy nie pójdę do pracy. Ale wciąz były wyjazdy nad wode, czy jakieś inne wypady, widziałem, że zaczeła się jakby trochę starać. Przyszedł wrzesień zeszłego roku, ogromny kryzys we mnie.
Za 3 miesiące miała mieć 18nastke, a ja widziałem to wszystko co się działo przez ostani rok, dwa tygodnie walki z myślami czy kochać czy odpuścić - i tak zrobiłem to uznałem, że kocham i pokażę jak bardzo. Zmieniłem w sobie wiele rzeczy, na dużo zaczołem pozwalać, nie chciałem się kłucić, praktycznie 4 miesiące bez żadnej sprzeczki czy problemów z mojej strony, wszystko zlałem, nawet nie zwacałem uwagi na jej uszczypliwości. Przyszedł dzień 18nastki no cóż - wydałem kupe kasy, dwa miesiące planowania i udało się - najszczęśliwsza dziewczyna na ziemi
Warto wtrącić, że we wrześniu podjołem decyzję iż na kolejny semestr wyjeżdzam na erasmusa, rozmawiałem z nią na ten temat, przekonywałem, że dobrze nam to zrobi, że sprawdziwmy jak silna jest nasza więź.
Przyszły święta i na święta pierwsza sprzeczka, potem na sylwestra i jakoś strasznie nie było. Aczkolwiek był to jeden z najtrudniejszych okresów mojego życia, prawdopodobnie najgorsza sesja jaka mogła mi się zdażyć w dodatku do zalcizenia w pierwszych temrinach , gdyż wyjazd naglił. Organizowanie wyjazdu, stres co tam będzie, jak będzie, zostawiam rodzinę i ją na ponad 4 miesiące, wszystko dało się we znaki. Ale poradziłem sobie tylko kosztem tego, że zaniedbałem moje uczucie, gdyżbyłem już przepracowany, prawie pod konieć sesji, przed ostatnim egzaminem moja dziewczyna postanowiła jechać w góry, ok zgodziłem się i praktycznie ja zaaranożowałem wyjazd z jej samymi znajomymi, no i wtedy stało się, za dużo wypiłem powiedziałem kilka niechcianych słow np. "kiedyś cię kochałem" , przepraszałem nastepne dwa dni myślałem, że jej przeszło wszystko na to wskazywało, we wtorek po weekendzie pojechałem na ostatni egzamin, ona w tym czasie spotkała się z jedna koleżanką w środę z drugą, nic dziwnego się nie działo, przyszedł czwartek musiałem jechac 350 km do warszawy po wizę, pojechałem autem żeby było szybciej, tego samego dnia wróciłem po 9h ciągłej jazdy, przyjechałem do niej aby odpocząć, przytulić. Wtedy co usłyszałem? Już nie pasujemy do siebie, nie kocham cię i wiele inncyh przykrych słów których praktycznie nie pamiętam - było to 10 dni przed moim wyjazdem. Chciała to zakonczyć w chwilę w jednym momencie. Najpierw na to pozwoliłem, ale gdy się rano obudziłem już wiedziałem, że tak nie będzie. Z 10 dni, 8 dni się z nią spotkałem, znów uruchomiłem moją dawną wyobraźnię, zrobiłem wszystko co w mojej mocy aby pokazać jej jak bardzo mi na niej zależy i jak bardzo ją kocham, że jest moim słoneczkiem. Pokazałem naprawdę to pokazałem, a ona? Puki nie dostała sms od koleżanki była radosna i szczęśliwa i w chwilę te czary pryskały, niczym bańki mydlane, poprosiłem aby dała nam czas do mojego powrotu, że znów zacznę o siebie dbać, że wiele z ostatnich wydarzeń się zmieni... niby się zgodziła.
Dodam tylko tyle, że w tym roku ma matury, ja głupi pierwszy lot jaki kupiłem to powrót na jej matury aby być przy niej i ją wspierać. Co się teraz okazuje wyrzuciłem 800 zl w błoto.
Kolejny aspekt miała studniówkę, ja tydzień przed jak na nieszczęscie skreciłem kostkę, ale nie należę do ludzi strasznie obchodzących się z bólem, przed studniówką ściągnołem łuskę, co prawda ona była bliska zerwania bo nie będę mógł tańczyć
pokazałem, że jest inaczej nie dojść ze byłem jedną z nie wielu osób które umiały tanczyć dobrze to jeszcze cały czas praktycznie dawałem radę - co kosztowało mnie 4 dni wyjęte z życia bo nie mogłem po tej nocy stanąć na nogę, ale czego się nie robi dla dziewczyny ![]()
Warto dodać, że owszem nie byłem idealny miałem swoje za skórą, nawet kilka wpadek których jest mi niezmiernie wstyd, ale zawsze byłem wierny i oddany, nie uległy na zaloty innych kobiet a zdarzały się... Oraz od liceum praktycznie sam musiałem o siebie dbać, aktualnie sam wykonuję każde obowiązki jakie w domu się tylko znajdują... jestem tego nauczony jak i cięzkiej pracy. Jestem zdolny i mimo przeciwności losu potrafię myśleć zdrowym rozsądkiem, czasem nawet zbyt często. Czuję, że sam gdzieś zagubiłem siebie osobę w której ona się zakochała, ale po to potrzebowałem wyjazdu aby tą osobę odnaleźć i aktualnie to robię.
Dodam jeszcze, że często się denerwowałem gdyż ona w domu nie miała praktycznie zadnych obowiązków poza spaniem do której chce i ile chce, nigdy nie pracowała i nie wie co to znaczy zarobić pieniądze. Ma wiele wad, ale Kocham ją z całego serca.
Od juz prawie 4 tygodni znajduję się 2500 km od niej na początku troche do mnie pisała interesowała się, ale byle błachostka z mojej strony i już ją denerwowałem, aktualnie po tym jak zauwayzłem, że tak jakby "została mnie jako awaryjne wyjście" zerwałem całkowicie kontakt. Mimo iż daję sobie rade, ćwiczę, uczę się, zwiedzam, dużo czytam aby udoskonalić siebie, organizuję na nowo moje cele i plany na życie, TO nie mogę do kurwy wypedzić jej z mojej głowy, od kąd mnie rzuciła spię po 2-5 godzin w nocy, dużo mniej jem, nawet wykańczające treningi nic nie pomogły po za tym ze padałem jak kłoda na łóżko, i tak w nocy się budziłem śniąc o niej, rozmyślając o przyszłości co będzie, jak będzie. Tydzień temu napisałem jej list w którym zwarłem to co robiłem i ile dla mnie znaczyła, to jak mnie potraktowała i że wybaczam, zakończyłem swoje męki poprostu. Tak mi się wydawało, ale teraz nie wiem czy dobrze zrobiłem, nie mogę przestać się bić z myślami, mimo że jestem silnym psychicznie facetem, bo troche już na tym świecie przeżyłem to to uczucie czuję, że mnie powoli wykańcza.
Na koniec dodam, że największym zdziwniem dla mnie było to, że poprostu przed wyjazdem w góry na fejsbuku pogadała z jakimś facetem, co pożniej się dowiedziałem zdązyła o tym powiedzieć sowim koleżanką i jak nim jest bardzo zafascynowana, napisała do niego jeszcze raz poflirotwała, ale on się nie odzywał, powiedziałem jej, że o tym wiem.
Nie chcę pytać czy są szanse, że wróci, że nam się ułoży ale czy jest ktoś w stanie powiedzieć co do cholery jasnej chodzi jej po głowie?
Bo jest to dla mnie mega zagadką... potrzebuję wsparcia, wiem że nie jestem jedyny w takiej sytuacji ale naprawdę poświeciłem dla niej dużo wiecej niż ona może sobie zdawać z tego sprawe. Co o tym sądzicie?