Witaaaajcie
Podczas gorącej debaty z gronem znajomych na temat "inteligentna osoba nie ma dziecka", naszły mnie myśli w nieco inną stronę - w stronę rozpadu związku i małżeństwa. Kieruję do Was pytanie kreśląc przy tym sytuację:
Oto mamy kochające się dwie osoby w długoletnim związku. Brak dziecka. Przychodzi kryzys, rozstanie, ale biorąc pod uwagę, powiedzmy, ingerencję osoby trzeciej (zdrada, teściowa), a nie kryzys gospodarczy i franki szwajcarskie. Kobieta nie dopuszczała do siebie przetrzymania partnera "na dziecko". W takiej sytuacji moje pytania brzmią:
1) Czy zawarcie związku małżeńskiego w czasach miłości w jakimkolwiek stopniu zmniejsza ryzyko rozpadu związku?
2) Czy zawarcie tego związku jest tylko problemem, gdyż rozstanie jest dłuższe, bardziej bolesne i formalne?
Powiedzmy, że bałabym się, że mój związek się rozpadnie, więc z nieprzymuszonej woli zaciągam partnera do urzędu stanu cywilnego. Czy to coś da? Czy ten papierek będzie nakazywał się partnerowi opamiętać w czasie nadchodzącej zdrady? Pytam czysto teoretycznie, ponieważ nie mam, na szczęście, takiego zmartwienia.
Oczywiście przypadki powinniśmy rozpatrywać indywidualnie, więc zdaję sobie sprawę, że odpowiedzi to mogą być domysły i gdybania, jeśli ktoś w takiej sytuacji nie był.