vinnga napisał/a:Z moich obserwacji wynika, że żaden mężczyzna, który nie jest ginekologiem ani położnikiem, nie ma bladego pojęcia o kobiecym cyklu menstruacyjnym. Mało tego - zwykle panowie traktują "te sprawy" jako coś niezmiernie tajemniczego, wprost mistycznego 
Kiedy jestem zmęczona lub źle się czuję - nie spotykam żadnego zrozumienia u swojego mężczyzny. Twierdzi, ze się obijam
Ale jeśli te same objawy okraszę stwierdzeniem, że mam okres - mogę bezkarnie leżeć cały dzień i jeszcze się dopytuje czy się lepiej czuję
I nieważne, że moje miesiączki są praktycznie bezobjawowe - mężczyzna się nasłuchał, że kobiety ciężko okres znoszą, więc, nawet jeśli czuje się rewelacyjnie - bywam traktowana wtedy jak niepełnosprawna...
To samo z naturalną antykoncepcją. Mój mężczyzna, generalnie niegłupi i rozgarnięty, w tej kwestii sprawia wrażenie, jakby wszelka wiedza była wyłącznie w języku chińskim dostępna. Sam chciał, żeby mu wytłumaczyć te "czasy płodne i niepłodne". Wytłumaczyłam. Nic nie pojął
Generalnie wydaje mi się, że mężczyźni tego nie ogarniają. Mam wrażenie, ze przeciętny mężczyzna nawet by się nie zdziwił gdyby kobieta mu komunikowała co tydzień, że ma okres.
Co wasi mężczyźni wiedzą o "kobiecych sprawach"? 
Cała prawda, niewielu spotkałam mężczyzn, którzy wiedzieli więcej o kobiecym cyklu. Już więcej tych, co coś o nim wiedzą spotykam na tym forum niż wśród facetów, jakich znam. Większość właśnie chyba tylko wie i powtarza jak mantrę, że to trudny i bolesny czas dla kobiety, że jest bardziej drażliwa, więc pewnie jak kobieta ma zły humor, to myślą, że ma okres
Tak że faktycznie wiedza wielu panów na te tematy jest nikła, można się pośmiać czasem z tego
Jednak, na szczęście jak się źle czuje czy coś, to i bez okresu mój facet to zazwyczaj rozumie. Jest coś mimo wszystko w tym, że jak mówię, że mam okres, to jeszcze bardziej jakby daje "fory" i wtedy tym bardziej każe mi odpoczywać
No i w 1 dzień okresu (właśnie dzisiaj niestety mam) sporo czasu leżę, ale ja mogę sobie na to pozwolić, bo nie mam jeszcze stałej pracy, nie mam dziecka, to mogę poleniuchować i cały dzień wtedy
A dla mnie to potrzebne, bo pierwszego dnia mam bardzo duży ból, ale jest to moja natura podobno, bo lekarz mnie badał i stąd wiem.
Mój facet wie tyle, że mam nieregularne miesiączki, więc wie, że miałam takie cykle, że np okresu nie miałam 3 miesiące. Wie też, że mam zespół policystycznych jajników. Nie wie szczegółów o tym, nawet jak mu tłumaczyłam, to chyba nie załapał, ale wie tyle, że mogę mieć przez to problem z ciążą, dlatego tak do 2 lat około raczej postaramy się o dziecko. Rozumie to i oczywiście też mówi, że raczej nie dłużej niż za 2 lata, że będzie robił wszystko w tym kierunku, ponieważ nie chcę, byśmy zwlekali,. bo też wie, że potem mogłoby być ciężko. A również chce być ojcem
Czasem mu się jednak mylą takie rzeczy i chyba nie wie ile ma okres albo zwyczajnie mu się z roztargnienia myli, bo np miałam okres, a on po 2 tygodniach chyba prawie pyta czy nadal mam, jakby nie wiedział, że jak mam to góra do tygodnia- włączając to ostatnie dni "brudów". Co do dni płodnych i niepłodnych, to oj, tutaj mój facet wie malutko, musiałam mu tłumaczyć, dla niego to był kosmos
Tak że tutaj powinien się wstydzić, że tak mało wie
Haha.
Jak brałam tabletki antykoncepcyjne, to też się obawiał, nie wiedział, że one są bardzo skuteczne i właściwie ryzyko jest praktycznie tylko wtedy, gdy źle się bierze. On chyba obawiał się, że ryzyko jest dużo większe. Uwierzył mi dopiero jak mu pokazałam potwierdzenie tego, że są skuteczne na różnych stronach internetowych 