Hej,
myślałam, że mam przyjaciela od 5 lat.
Poznaliśmy się na uczelni - od razu złapaliśmy wspólny 'flow'. Ludzie mieli nas na brata i siostrę. Teraz minęło 5 lat. Każde z nas poprzednio było w jakiś związkach krótkich czy dłuższych- mówiliśmy sobie o nich, wspieraliśmy się ( na ile się dawało). Rozumieliśmy się świetnie itp. Ale ja nie znałam jego znajomych z paczki ani on moich wcześniejszych ( nie wiem czy to ma jakieś znaczenie)..
Ja jestem singlem od 2 lat, mój przyjaciel był singlem rok -jakoś do grudnia 2013.Jeszcze w całym zeszłym roku i w wakacje rozumieliśmy się świetnie, rozmawialiśmy codziennie - skype, facebook itp, na uczelni też świetnie. W pewnym momencie odniosłam wrażenie , że on odbiera mnie jako kobietę a nie koleżankę, jednak nic z tego nie wyszło.Okazało się że kręcił na boku z inną dziewczyną ( z która teraz jest). Poczułam się trochę głupio, wykorzystana, jak zabawka, byłam fajna na chwilę, atrakcyjna przyjaciółka.
Nawet nie powiedział mi o swojej nowej dziewczynie- nie zaprosił mnie na swoje urodziny, gdzie świętował 'pierwszy dzień oficjalnego związku'. Tak postępują przyjaciele???
Później zaczłął mnie obrażać, niby w żartach ,ale dla mnie było to przykre. On się tez mylił w swoich ocenach- obrażał mnie na uczelni, później przepraszał i się łasił.Niby wszystko znowu było okej, ale ja czułam jakiś dystans. On to wyczuwał i pisał co się dzieje, chciał poprawiać mi humor. Później znowu dziwne gadki na uczelni - chamskie gadki i tłumaczenie , ze dobrze sie czuje w moim towarzystwie dlatego taki jest. Swoje zachowanie zmieniał codziennie. Raz mnie obrażał może w żartach ale ja już nie wiedziałam czy to są żarty czy nie, a drugiego dnia mówił, że mnie uwielbia, jestem najważniejszą osoba w jego życiu, rozumiemy się bez slow itp ( posiadając dziewczynę).
Teraz są ferie i sesja, nie spotykamy się tak często. On czasem napisze, czasem ja. Ale jakoś widać, ze ten kontakt jest inny. Nie winie go za to, ze ma dziewczynę, ale czuje, ze on się ode mnie oddala.. czy ja przesadzam?
Albo przykład z wczoraj- dostałam prace ( w tym samym zawodzie co on- te same studia ), znajomi gratulowali. Szczęśliwa napisałam do niego, a on zamiast mi pogratulować zaczął wypytywać i jakoś dziwnie zakonczył rozmowę, jakims fochem. nie rozumiem tego... Może dlatego, że sam nie znalazł jeszcze swojej a szuka od dłuższego czasu... Ja go wspieram myślałam, że będzie też mnie wspierać...
Ostatnio był z dziewczyną na wycieczce,w tym samym momencie ja byłam z innymi znajomymi gdzieś indziej. On wrócił jakiś inny. Mówił, ze urlop się udał itp; ja mu życzyłam szczęścia i powodzenia- on nie odpowiedział. Był dziwny.
Czasem się zastanawiam co jest między nami- czy to tylko zwykłe koleżeństwo czy naprawdę przyjaźń. Kiedy jesteśmy sami atmosfera może być i świetna i beznadziejnie pospinana. Zwykle świetnie jest wtedy kiedy się od dawna nie widzimy i musimy sobie wszystko powiedzieć, beznadziejna atmosfera występuje kiedy widzimy się po 8-9 godzin dziennie i człowiek jest zmęczony + inni ludzie, towarzystwo. Jego zapewnienia o jakiejś dziwnej relacji naprawdę mnie czasem zaskakują... Nie wiem co mam o tym myśleć, niby mówi, że mi ufa bezgranicznie, jestem mu naprawdę bliska, a o dziewczynie nie chciał mi powiedzieć. Tak jakby coś ukrywał. Kiedy ja mu mówię, że nie wiem kiedy żartuje a kiedy mówi prawdę on uważa, że ja przesadzam, bo wiem jaki on jest.
Czasem czuję się wykorzystana w taki sposób jako przyjaciółka tylko do zmartwień i studiów ,a nie do normalnego spędzania czasu, życia- bo teraz ma dziewczynę i jest maczo to pewnie bryluje w towarzystwie kumpli ( sam mi kiedyś mówił, że beznadziejnie się czuje kiedy wszyscy mają pary a on jest singlem). Już nie jest. A ja nadal jestem sama i jeszcze mam jakąś gorycz tego, że były między nami podchody a on zamienił mnie na inną. Może przesadzam. Może tak powinno być.
Ludzie mówią mi, że mam gościa olać, że mam nie pisać itp. Że teraz on ma inne życie i lata za dziewczyną. Ktoś mi powiedział, że pewnie kiedy ona powie mu 'do widzenia' on znowu do mnie wróci...
Z drugiej strony rodzina uważa, że on jest w porządku i mam go nie skreślać, bo to, że jest z inną dziewczyną nie znaczy że mnie nie lubi, i że nie chce ze mną spędzać czasu. Tylko teraz ma inne priorytety. Nie wiem już komu mam wierzyć, czasem mam takie myśli, że lepiej by było gdybym w ogóle go nie spotkała na mojej drodze.
Może ja od niego za dużo wymagam? Może sobie coś wymyśliłam co nie ma odbicia w rzeczywistości? Proszę o komentarze.
A może ja po prostu za bardzo jestem natarczywa? Rozmawiamy prawie codziennie... Nawet teraz... Może to za dużo. Może powinnam odciąć kontakt na czas kiedy on ma dziewczynę, albo bardzo rzadko pojawiać się w jego życiu?