Hej. Zakladam nowy watek. Mam nadzieje, ze dobrze go umiejscawiam, bo wydaje mi sie, ze wielka role w problemie, ktory opisze odgrywa psychika.
Znam pewna pare. Ona lat 23, on 26. Cztery lata po slubie. On najpierw przebywal za granica, ona pojechala do niego na dwa tygodnie na wakacje. Wrocila juz w ciazy. On zostal. Pozniej ona wyjechala z powrotem do niego, by ukladac sobie zycie w Londynie. Wrocili po tygodniu, bo, jak twierdzili, nie mogli znalezc mieszkania. Wrocili i zamieszkali u jej rodzicow. Rodzice wyprawili wesele. On poszedl do pracy do chlodni, ona nigdy nie pracowala. Nie zaproponowali, ze beda sie dokladac do zycia ani rachunkow. Siedzieli rodzicom na glowach 4 lata, remontujac poddasze u tesciowej (matki Jego). Do wszystkich prac najmowali ekipy (ktore troche kosztuja), bo On twierdzil, ze tego nie potrafi, tamtego nie potrafi (a przeciez za granica pracowal niby przy remontach domow). Poza tym byla jeszcze jedna kwestia- wprowdzajac sie do rodzicow pozbawili pokoju 20-letniego (wtedy 16-letniego) brata Jej, ktory musial na ten czas przeniesc sie do rodzicow. Potem ow brat wpadl w narkotyki, przez to ze czul sie odtracony przez rodzicow, ktorzy wszystkie pieniadze ladowali w corke i jej rodzine. Oni opiekowali sie wnuczkiem, kupowali mu ciuchy, zabawki, a Oni mieli za zadanie tylko wyremontowac poddasze. Nie ponosili zadnych kosztow utrzymania. Od Jej ojca dostali samochod, gdy sobie zmienial na inny. Ojciec polozyl im takze panele, plytki, moj maz je zafugowal (tak, tak, Ci delikwenci to nasza rodzina- moja bratanica, ktora jest w moim wieku). I nagle trach! Jej brat trafia na detoks do szpitala. Rodzice pluja sobie w brode, ze zaniedbali syna, ze nie mial wlasnego kata przez wlasna siostre. Ale nie mowia corce, by sie wyprowadzila. Tylko czekaja az sama sie domysli. Pomiedzy wykanczaniem poddasza ziecia i corki, jezdza do syna do szpitala, ktory spedzil tam prawie 2 miesiace. Gdy wrocil, poddasze bylo prawie wykonczone. Brakowalo tylko mebli, wiec rodzice caly pokoj dla wnuczka umeblowali. Teraz maja kupic corce kuchenke. Meble do kuchni kupuje im babcia, na zamowienie, tysiac zl za metr, bo takie sobie wymarzyli. Babcia kupila tez lodowke i pralke. Teraz matka Jej kupila suszarke na pranie, sztucce, ma dokupic zestaw talerzy. Rodzice kupili "oddetoksowanemu" synowi meble do pokoju, wiec corka chcac nie chcac musiala sie wyprowadzic. Jeszcze wszystkich mebli nie maja, wiec nie bardzo im sie chcialo. Zreszta przestraszyli sie zycia- od teraz rodzice nie beda oplacac rachunkow, zywic, beda musieli zadbac o opal na zime. Ogolnie- zyc. No chyba ze utrzymyac ich bedzie Jego matka, u ktorej teraz beda mieszkac, tyle ze na poddaszu, w co watpie, bo ona sama ma meza chorego na stwardnienie rozsiane, ktory lezy juz 25 lat przykuty do lozka.
Nie pisze tego wszystkiego z zazdrosci, ze Im wszystko latwo przychodzi, a my z mezem od poczatku musielismy sobie rade dawac sami. Tylko zastanawiam sie, gdzie jest granica pomocy rodzicielskiej? I czy to faktycznie pomoc czy raczej wyreczanie? Jak sie popatrzylam na ta cala sytuacje z boku, to doszlam do wniosku, ze pomimo tego, iz rodzice chcieli dobrze, to narobili tylko klopotow, utrzymujac dorosla corke i ziecia. Ucierpial na tym przede wszystkim ich wlasny syn, ktory sie staczal, a oni byli zbyt zajeci zyciem doroslej corki. Mysle tez nad tym, czy to jest z jej strony niedomyslnosc, wyrachowanie, a moze lenistwo? Co Wy sadzicie i jak postapilibyscie na miejscu rodzicow, a jak na miejscu corki? Zapraszam do dyskusji.
1 2014-02-18 10:26:20 Ostatnio edytowany przez Ewika99 (2014-02-18 10:56:59)
Podobne tematy
Nie ma chetnych do podyskutowania do tego, od kiedy zaczyna sie dojrzalosc, a gdzie sa granice pomocy rodzicielskiej? I jak ma sie do tego wszystkiego wyrachowanie albo zwykle lenistwo?