netkobietyWszystkie działy
Miłość, związki, partnerstwo

Pogubilam sie...co dalej

9 odpowiedzi3 397 wyświetleńzałożony przez aicha, 16.02.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pogubilam sie...co dalej

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 10 ]

1

Temat: Pogubilam sie...co dalej

Pisze bo sie pogubilam i nie wiem co mam robic .Jestem w zwiazku malzenskim 11 lat, 12 lat znamy sie z mezem i choc dba o nas, nasza rodzine w sensie materialnym,wszystkie dotyczace naszej rodziny sprawy ustalamy razem(tak mi sie wydawalo), to nie raz czulam i czuje sie bardzo samotna bo np imprezy itegracyjne w pracy byly b.wazne (zostalam z niespelna rocznym dzieckiem w domu) bo wyjazd do mamusi jest najwazniejszy(oczywiscie wtedy gdy mi nie do konca pasuje, a pozniej twierdzi ze to ja nie chcialam jechac). Dzwoni do swojej mamy, rodzenstwa prawie codziennie i z nimi rozmawia po kilkanascie i kilkadziesiat minut a ze mna nie moze bo albo w pracy nawal zajec albo prowadzi samochod i nie chce zaplacic mandatu (a 5 minut pozniej dalej prowadzac auto dzwoni do mamusi i rozmawia 25-35min).
w 7 roku malzenstwa zaczelo sie "psuc?"chociaz on uwaza ze on jest bez winy i wszystko jest ok. Na weselu u kuzyna tak po prostu poszedl sie bawic z mamusia ja zostalam sama z dziecmi na zewnatrz przed sala(nawet mi nie powiedzial wyparowali z nia jak kamfora) jak weszlam na ta sale i zobaczylam ich jak tancza to poczulam sie jak bym w twarz dostala i poczulam straszny zal myslalam ze jestem wazna dla niego a poczulam sie w tamtej chwili zupelnie niepotrzebna (niania do dzieci zeby mogl sie wreszcie nacieszyc swoja rodzina).Gdy wreszcie mu wykrzyczalam co o tym mysle(ze jak ma zone to wypadaloby sie z nia pobawic tym bardziej ze nie chodzimy wogole na zadne imprezy od poczatku malzenstwa to wesele bylo 1 wieksza impreza na jaka poszlismy i bardzo sie na nie cieszylam) powiedzial ze jestem chora i powinnam isc do psychiatry. Nastepne wesele-jego siostry- wymyslili ze moj maz bedzie u niej swiadkiem (tzw. starszym)-prosilam zeby nie byl ze znowu bede sama z dziecmi- NIE- to byla decyzja mojego meza byl swiadkiem. Sama z dziecmi do kosciola, sama pojechalam na sale weselna (siedzielismy niby razem kolo siebie) do 21:30 nie zainteresowal sie wogole co sie dzieje z dziecmi ze mna- piastowal swoje obowiazki. Doszedl do nas bo zobaczyl ze wsiadam z dziecmi do samochodu do odjazdu (byly kompletnie przemoczone wczesniej padal deszcz a kolo domu weselnego byl maly placyk zabaw z trampolina hustawkami-wystalam sie tam ze 3 godz pilnowalam dzieci bo sie bawily)-ani razu przez te 3 godz nie zainteresowal sie co sie z nami dzieje.
Mamy 2 chlopakow, jak mlodszy mial roczek zjechali sie chrzestni, brat, ojciec meza, kuzyn byli nasi znajomi z corka.Pech chcial dostalam kolki nerkowej, zwijalam sie z bolu az w koncu przyjechalo pogotowie spacyfikowali mnie przeciw bolowo i zasnelam, lekarka zostawila skierowanie do szpitala w razie gdyby... Po 3-4 godz znow bol nie do wytrzymania- prosze meza zeby mnie zawiozl do szpitala a on mowi do mnie "ale jak ja zostawie ich wszystkich samych- moze twoj ojciec cie zawiezie" wygonilam go wtedy z pokoju kazalam mu wyjsc, swiatkiem tego wszystkiego byla ta nasza znajoma to ona mu powiedziala ze moze ja chce zeby to on(moj maz) mnie zawiozl a nie ojciec (moja mama gotowala im wszystkim obiad) jak sie mam teraz czuc po tamtych wydarzeniach jak po paru latach jego mama dostala zawalu to z dnia na dzien wzial w pracy urlop na zadanie i pojechal do niej do szpitala (tesciowie mieszkaja ok 250 km od nas) podobnie bylo z tesciem. Jak Wy czulibyscie sie na moim miejscu? co o tym wszystkim myslec,jak sobie z tym poradzic? Powiedzialam mu to wszystko spokojnie bez nerwow emocji- powiedzial ze "wychodzi" ze mnie moje jedynactwo (jestem jedynaczka) ze sa w zyciu takie sprawy ze trzeba sie poswiecic ale to oczywiscie nie ja. Bo nie ja bylam na swieczniku i o to jestem zla. Ale czy ja chcialam zle chcialam sie zabawic z mezem troche poszalec odreagowac zapomniec o szarej codziennosci.
Jego brat bawil sie z zona cala noc do 6 rano bo wtedy wrocili a mieli roczne dziecko ktore zostawili z jej siostra. Nasze mialy 5 i 7 lat wiec spokojnie moglismy sie bawic- ale....
Przepraszam ze tak zanudzilam ale moze ktos to przeczyta i poradzi mi jak mam sobie sama z tym poradzic, co ja mam robic bo ciazko mi z tym wszystkim. Staram sie nie rozpamietywac ale siedzac sama z dziecmi ciezko otym nie myslec przeciez to nasze zycie, a zarazem jakby nie nasze wspolne (maz obecnie pracuje 120 km do m-sca zamieszkania widzimy sie sporadycznie, i on i ja pracujemy na zmiany wiec w sobote i niedziele tez. Nie mamy zadnych przyjaciol a nawe gdyby to kiedy sie z nimi spotykac, urlopy tez z tym coraz gorzej w pracy nie mozna podskoczyc bo wiadomo a szef nie zawsze laskawie da urlop tak jak zaplanuje. Wszystko sie wali a najgorsza jest ta bezsilnosc. Moze ktos szepnie madre slowko. Pozdrawiam Wszystkich forumowiczow.

2

Odp: Pogubilam sie...co dalej

Witaj, kochana bardzo mi Cie szkoda, Twój mąż nie dba o Ciebie, ani o dzieci.. To nie wróży Wam dobrej przyszłości, moze terapia dla par?

3

Odp: Pogubilam sie...co dalej

Sprawa jest złożona, ale też prosta smile Wymaga od Ciebie samozapracia, ale tez nie patrzenia ciągle na męża.

Pierwsza kwestia jest taka, że mąż maminsynkiem nie stał się nagle po 7 latach tylko zawsze nim był, a że Ty tego wcześniej nie zauważyłaś, to możesz jedynie mieć do siebie pretensje.

Druga sprawa, to to, że faktycznie wychodzi z Twojego tekstu, że jesteś jedną z tych osób, którymi trzeba się ciągle zajmować (wesele, wyjazdy).

Z tego co widać, to nie pracujesz, tak?

Dzieci duże, więc czemu nie są w szkole i przedszkolu?

Czym się ogólnie zajmujesz na codzień i jak wygląda Twój dzień?

4

Odp: Pogubilam sie...co dalej

Może jakiegoś dnia zostaw dzieci z nim wieczorem i wyjdź nie wiem do kosmetyczki, spa, czy na kawę z koleżanką, zrób coś dla siebie.
Pokaż mu,że tez masz swoje potrzeby.

Niestety z tego co napisałaś  wynika,że prawdopodobnie wyręczasz go w większości domowych obowiązków.

On zwyczajnie nie ma świadomości  tego,że tobie jest źle. Dlatego ja  cyklicznie wychodziłabym z domu wieczorami na kilka godzin tylko po to , by się odprężyć, a jemu zostawiłabym opiekowanie się dziećmi;)

5

Odp: Pogubilam sie...co dalej
Teo napisał/a:

Sprawa jest złożona, ale też prosta smile Wymaga od Ciebie samozapracia, ale tez nie patrzenia ciągle na męża.

Pierwsza kwestia jest taka, że mąż maminsynkiem nie stał się nagle po 7 latach tylko zawsze nim był, a że Ty tego wcześniej nie zauważyłaś, to możesz jedynie mieć do siebie pretensje.

Druga sprawa, to to, że faktycznie wychodzi z Twojego tekstu, że jesteś jedną z tych osób, którymi trzeba się ciągle zajmować (wesele, wyjazdy).

Z tego co widać, to nie pracujesz, tak?

Dzieci duże, więc czemu nie są w szkole i przedszkolu?

Czym się ogólnie zajmujesz na codzień i jak wygląda Twój dzień?

Teo nie przeczytalas uwaznie

po 1 wyszlam za niego bo bylam dla niego najwazniejsza (czulam ze jestem kochana)  a widzac jak odnosi sie do wlasnej matki nie musialam sie obawiac ze ja bede zle traktowana

po 2 nie jestem osoba ktora trzeba sie zajmowac a o to ze skoro mamy tak malo czasu dla siebie z mezem to mozna go bylo wykorzystac wlasnie min. np. na tych weselach nacieszyc sie soba tak po prostu (a Ty nie lubisz byc adorowana malzenstwo to ciezka praca ciagle dbanie zabieganie o siebie nawzajem)

po 3 pracuje i to na zmiany tak jak moj maz i to dlatego mamy jeszcze mniej czasu dla siebie

po 4 dzieci_tak, jak  w szkole to chyba wiesz co robi potencjalna matka polka, pranie, sprzatanie, gotowanie itp (ja jeszcze odsypiam noce bo pracuje na zmiany)

Moge jeszcze dodac ze  we wczesnej mlodosci (mojej)  przeprowadzilismy sie z jednego konca Polski na drugi ja tesknilam za kolezankami znajomymi. On (maz) tez zmienil miejsce zamieszkania wprowadzajac sie do mnie (ponad 200km) kazdy na poczatku teskni za domem rodzicami rodzenstwem ale on zachowuje sie po11 latach tak jakby tam dalej byl jego dom a tu... niewiadomo jak to nazwac

ale dziekuje ze wogole przeczytalas

6

Odp: Pogubilam sie...co dalej
Basia38 napisał/a:

Może jakiegoś dnia zostaw dzieci z nim wieczorem i wyjdź nie wiem do kosmetyczki, spa, czy na kawę z koleżanką, zrób coś dla siebie.
Pokaż mu,że tez masz swoje potrzeby.

Niestety z tego co napisałaś  wynika,że prawdopodobnie wyręczasz go w większości domowych obowiązków.

On zwyczajnie nie ma świadomości  tego,że tobie jest źle. Dlatego ja  cyklicznie wychodziłabym z domu wieczorami na kilka godzin tylko po to , by się odprężyć, a jemu zostawiłabym opiekowanie się dziećmi;)

dziekuje Basiu38
Wszystkie rady sa dobre,tylko no wlasnie. Jesli on jest w domu pare wieczorow w miesiacu  i jesli uda nam sie pobyc razem (chyba ze ja w tym czasie jestem w pracy) to nie mam ochoty wychodzic bo po prostu chce z nim pobyc.
O moich potrzebach to on wie i nawet nie ma nic przeciwko ( wiec znowu sama?) nie zabrania mi wyjscia na impreze z pracy itp tylko gdzie w tym wszystkim My jako maz i zona?
Teraz tez pojechal na ferie z chlopakami do mamusi powiedzialam mu ze nie chce jechac i dlaczego wszystko mu powiedzialam co czuje mysle  (dodatkowo obecnie ucze sie do egzaminu na kurs wiec mam chwile ciszy (jedyna zaleta)) nie wiem czy przemyslal to co mu powiedzialam ale dalej priorytetem jest jego rodzina. On nawet nie widzi jak to wyglada ale jak tam ma jechac to az promienieje a jaki jest wtedy przymilny i jak on to mnie kocha a ja wpadam w czarna rozpacz ze wogole mu na mnie nie zalezy, ciekawe czy jak wraca to tez taki hepy?
Teraz wyczulam ze spadl mu kamien z serca  sie ze ja nie jade, w wakacje tez jak jechal sam z  chlopakami to byl caly w skowronkach (staral sie tego nie pokazywac) ale to widac. Czuje sie jak tredowata i czasami mysle dlaczego on sie ze mna ozenil. Czasami mam ochte umowic sie z kims tak po prostu tylko po co? do czego to doprowadzi?

7

Odp: Pogubilam sie...co dalej

A dlaczego nie pojechalas z nimi na wakacje? Rozumiem,ze miałaś swoje poważne powody. Ale ok  nie cofajmy się.. Może ustal z nim,ze kolejne wolne spędzacie razem. Zaproponuj może wspólny weekend w przytulnym hoteliku np. w górach -a dzieci niech w tym czasie spędzą czas z dziadkami..Nie no nie umawiaj się z nikmi , bo to najgłupsze co możesz sobie zafundować. Może zaskocz go  czymś- nową fryzura, piękną bielizną, czy kolacją z dobrym winem. Zresztą sama wiesz co Twój mąż lubi i znasz go najlepiej.  Czasami spokojem, okazaniem miłości  i zrozumienia więcej zyskamy niz  kłótnią, pretensjami i wiecznymi żalami;)

8

Odp: Pogubilam sie...co dalej

aicha
Skoro na początku było inaczej, to porozmawiaj z nim o tym, ale bez krzyku i pretensji. Rozmawiajcie o problemie bez atakowania siebie nawzajem. Mów o tym jak się czujesz. Zapytaj Jego dlaczego się zmienił. Zaproponuj, że zrobicie coś razem dla siebie.
Wymiana myśli to umiejętność, którą trzeba rozwijać. To nie tylko mówienie ale i słuchanie.
A czy on ma jakieś pretensje do Ciebie? Czy coś Ci zarzuca? Lepiej, żeby miał bo to by wskazywało, że zależy mu na związku.
Jeśli nie...
Może też być inna przyczyna oddalenia się męża od Ciebie - może z kimś się związał emocjonalnie?

9

Odp: Pogubilam sie...co dalej
aicha napisał/a:

po 1 wyszlam za niego bo bylam dla niego najwazniejsza (czulam ze jestem kochana)  a widzac jak odnosi sie do wlasnej matki nie musialam sie obawiac ze ja bede zle traktowana

Czyli byłaś młoda i zakochana i nie odkryłaś, że jego stosunek do matki to bycie maminsynkiem. Wierz mi, co byś nie mówiła, to ja nie uwierzę, że on się NAGLE taki stał. To musiało być już na początku, może nie w takiej skali, ale musiało być.

Przecież on Cię źle nie traktuje. Więc o to pretensji mieć nie możesz.

aicha napisał/a:

po 2 nie jestem osoba ktora trzeba sie zajmowac a o to ze skoro mamy tak malo czasu dla siebie z mezem to mozna go bylo wykorzystac wlasnie min. np. na tych weselach nacieszyc sie soba tak po prostu (a Ty nie lubisz byc adorowana malzenstwo to ciezka praca ciagle dbanie zabieganie o siebie nawzajem)

Czy ja wiem, czy wesele jest dobrym miejscem na nacieszenie się sobą?! Zlot rodzinny, pełno kuzynów dawno niewidziany, wujek z "usa", czasem starzy znajomi z podwórka. Wesele nie jest miejscem na intymne, romantyczne spotkania we dwoje. To "biba" rodzinna i tak się każdy zajmuje każdym.
Poszłaś dzieci pilnować, ok. Ale czy jakbyś je zostawiła na chwile same to by sobie coś zrobiły? Czy one były jedynymi dziećmi tam? Czy zauważyłaś, żeby inne matki tak wiernie opiekowały się na weselu swoim potomstwem?
Na następny raz będziesz wiedziała, że dzieci są jeszcze za małe by brać je na takie imprezy.

Zawsze też mogłaś przytaszczyć dzieci do tatusia i powiedzieć, że teraz Ty sie bawisz i nie czekając na reakcje pójść w tany z jakimś wujkiem smile Twój mąż zapewne szybko zaangażowałby jakąś babcie do chwilowego popilnowania i takim sposobem oboje mielibyście odrobinę wolnego dla siebie.

aicha napisał/a:

po 3 pracuje i to na zmiany tak jak moj maz i to dlatego mamy jeszcze mniej czasu dla siebie

W takim razie zamiast oczekiwać, że on się domyśli, chyba pora wziąć sprawy we własne ręce i zorganizować coś razem? Tylko we dwoje?

aicha napisał/a:

po 4 dzieci_tak, jak  w szkole to chyba wiesz co robi potencjalna matka polka, pranie, sprzatanie, gotowanie itp (ja jeszcze odsypiam noce bo pracuje na zmiany)

No i tak zawsze? Pranie? Sprzątanie? Gotowanie? A stałoby się coś jakby było tylko pranie? Albo tylko sprzątanie? Albo tylko gotowanie? Albo nic?


aicha napisał/a:

Moge jeszcze dodac ze  we wczesnej mlodosci (mojej)  przeprowadzilismy sie z jednego konca Polski na drugi ja tesknilam za kolezankami znajomymi. On (maz) tez zmienil miejsce zamieszkania wprowadzajac sie do mnie (ponad 200km) kazdy na poczatku teskni za domem rodzicami rodzenstwem ale on zachowuje sie po11 latach tak jakby tam dalej byl jego dom a tu... niewiadomo jak to nazwac

ale dziekuje ze wogole przeczytalas

Tęskni i tam dalej jest jego dom - rodzinny. Widać woli pogadać z rodziną niż spędzać czas z marudzącą żoną, która ciągle ma jakieś pretensje. Oczywiście nie usprawiedliwiam go, bo on też ma mózg i mógłby go czasem użyć, ale jednak to jest facet i jak sie mu konkretnie nie powie, to on się konkretnie nie domyśli.

Zorganizuj coś, jakiś weekend we dwoje - może być w domu. Wyślij dzieci do babci, czy gdzieś. Spędźcie czas tylko we dwoje i zobacz co się stanie.

10

Odp: Pogubilam sie...co dalej

Witam wszystkich i dziękuję za porady i słowa otuchy.
Doszły nowe „okoliczności”po kolejnej podjętej  przeze mnie rozmowie z moim mężem.
Było dobrze parę dni ale nic nie było wyjaśnione, dalej tkwiłam w próżni nie wiedziałam co tak naprawdę jest grane co się stało.
Wczoraj wybuchłam wykrzyczałam mu że jest bydlakiem, zwykłym bydlakiem bez jakichkolwiek wyrzutów sumienia bez wartości. Zdziwiony spytał o co mi chodzi ?-gdy mu powiedziałam że o nią o te wszystkie sms-y i o całokształt.  Miał  przestraszoną twarz i gonitwę myśli. Strach na twarzy próbował znowu powiedzieć że to nie było nic takiego że o głupotach te sms-y były.
Siedzieliśmy chyba ze 4 godz i rozmawialiśmy.
Mówił że miał czasami dość że działam na niego destrukcyjnie. Moje wieczne złe humory doprowadzały go do szału ale nic nie mówił. Że był optymistycznie nastawiony do świata ludzi ale coraz trudniej mu ten optymizm przychodzi.
Spytałam dlaczego nigdy nie usiadł i poważnie ze mną o tym nie porozmawiał? Że wolał uciec w  pracę  po raz kolejny i przez tyla lat małżeństwa.
Mówiłam znowu chyba już 100y raz że też nie jest bez winy że nigdy mnie nie zabrał ze sobą  tak sam z własnej inicjatywy na imprezę. Ja się go nie wstydziłam przed moimi znajomymi czy to z pracy czy w ogóle. Stwierdził że bał się mojej zaborczej zazdrości i nie był pewny co mogłabym odstawić za awanturę gdyby np. poszedł tańczyć albo milej odezwałby się do którejś z koleżanek.
Roześmiałam mu się w twarz mówiąc że tu już przegina zwykły wykręt- po prostu nie chciał tak mu było wygodnie.
I tak latami zaniedbywaliśmy razem nasze wspólne życie  a po okresie fascynacji dołączyło do tego i łóżko. Później to już nawet nie miałam ochoty nigdzie z nim iść nawet na spacer. Tym bardziej jak pisałam wcześniej to on twierdził że to ze mną jest coś nie tak, bo robię sztuczny problem z jakichś pierdół ( np. na weselu jak był starszym i ja sama zajmowałam się dziećmi po raz kolejny bo pan się bawił), więc zamykałam się w sobie coraz bardziej. On nie może zrozumieć mojej zaborczości osaczam go nią. Proponował że może powinniśmy iść na jakąś terapię małżeńską bo  każde z nas ma swoje „widzi mi się” i żadnemu z nas nie łatwo przyjdzie z niej zrezygnować bo mamy inne poglądy na pewne tematy
Bo dla mnie ten temat jest oczywisty że chciałam z nim spędzić ten czas. Może nie cały ale jakąś jego część-”budować” coś razem poświęcać sobie więcej uwagi- nie wiem co jeszcze. Tylko kiedy jak go wiecznie nie ma?
W końcu spytałam go o nią, o co w tym wszystkim chodzi co ich łączy?. Powiedział że nic że to były tylko sms-y (aż tyle?)
Spytałam go wprost „ a może Ty się zakochałeś w niej, może coś między wami zaiskrzyło, przecież takie rzeczy się zdarzają, że ja nie chcę być jego wrogiem że chcę mu pomóc,po co mamy cierpieć wszyscy ja, on-rozdarty nie wiadomo gdzie tu w domu czy tam z nią myślami, że ona tam .Że taka szarpanina nic nam nie da bo będzie musiał w końcu  oszukiwać mnie. Że trzeba to jakoś rozwiązać tak żeby jak najmniej osób cierpiało.
Przyznał się że tak : zakochał się w niej, zadurzył, zauroczył-że ona nic o tym nie wie, Że nie powiedział jej o swoich uczuciach Że była dla niego tylko odskocznią że dobrze im się rozmawiało że mieli wspólne tematy i tyle ...i tylko tyle stąd te sms-y.
Nie pamiętam tylko czy mówił że to już się „skończyło”.
Powiedziałam mu że miałam zamiar do  niej zadzwonić i spytać wprost-chociaż nie liczyłam na szczerą odpowiedź z jej strony.
Prosił mnie żebym mu tego nie robiła że ona nie wie, a ja dzwoniąc zrobię mu kocioł w pracy (bagno) i co będzie dalej jak będzie w tej pracy? A wiadomo jak dzisiaj z pracą. Nie wiem czy mówił szczerze(??????) czy tylko bronił swojego tyłka [ trochę go znam flirciarz-(taki typ erotomana gawędziarza) to jest ale jest też wstydliwy, jest też facetem niestety- to wszystko miesza mi się w głowie ]
I wychodzi na to że choć wiem to nie wiem co jest w tym wszystkim prawdą a co nie.
Przy tym wszystkim zachowywał się normalnie. Powiedział że on nie ma ochoty na jakiekolwiek zmiany życiowe. Nie ma ochoty i siły żeby znowu się starać zdobywać kogoś zaczynać coś od nowa. Że dobrze mu tak jak jest teraz że chce być z nami. [ Nasuwa mi się pytanie to jak naprawdę jest ze on tu z nami bawimy się w dom a tam miła odskocznia nie wiadomo w jakim kontekście i jaki to naprawdę ma charakter ]
Była też mowa o rozwodzie nie protestował jak będzie się musiał wynieść ( tylko gdzie?)
Wtedy padła z jego strony propozycja tej poradni i terapii.
Nie wiem opisałam wszystko chyba w miarę po kolei. Teraz głos oddaję Wam czytelniczki, jak wy to widzicie i czujecie bo moje zdanie może być bardzo subiektywne.
Sprawę komplikuje mi komunia syna w czerwcu 2017 do tego czasu ręce mam raczej związane chyba że coś do mnie jeszcze dotrze albo w ogóle nic się nie zmieni.

Posty [ 10 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » MIŁOŚĆ , ZWIĄZKI , PARTNERSTWO » Pogubilam sie...co dalej

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026