Teo napisał/a:onazona napisał/a:po pierwsze- wierz mi - komunikacja u nas jest bardzo rozbudowana i zawsze było- może nawet za, z mojej strony, a tego faceci przecież nie znoszą
No to nie jest komunikacja, tylko jednostronne ględzenie. Rozumiem, że to Ty komunikujesz wszystko, wszędzie i nagminnie, a on tylko potakuje, kiwa głową, coś powie, albo wyjdzie?
nie Teo- to nie tak- trudno to opisywac na forum i chyba przestanę 
ja jestem troszkę na innym etapie- nie wiem- moze mam problemy z komunikacją, skoro nie umiem Wam tego przekazać;)
ale
już mnie to nie martwi
to forum mi troszkę pomogło - zrozumieć pewne rzeczy
Teo napisał/a:Może tu jest problem? Może za bardzo się starasz? Może zamiast nim, czas się zająć sobą? Myślisz, że jak się przestaniesz starać i zajmować mężem to on odejdzie, ale paradoksalnie im bardziej Ty się starasz, tym bardziej on się odsuwa.
Wiem jedno, facet to facet i jak będzie chciał, to odejdzie. Jak jeszcze tego nie zrobił, to znaczy, że nie chce. Może czas wrzucić na luz i ogarnąć siebie?
z tym ,że powinnam wrzucić na luz - miałaś rację:) - zrobiłam to w końcu - efekt jak na razie zaskakuje nas oboje - baaaardzo pozytywnie:)
jesli miałabym coś doradzić kobietom w takiej sytuacji jak moja- to własnie nie przestajcie się starać, jeśli faktycznie jesteście pewne, że zależy Wam na związku
ja tak właśnie zrobiłam, bo miałam już tego dość - gdzieś podświadomi wymyśliłam sobie, ze jak się zaniedbam i przestanę dbać o siebie to on odejdzie - bo ja nie potrafiłam podjąć takiej decyzji, choć wydawała mi się ona na pewnych etapach życia najlepsza...
a on nie odchodził- i zaczęłam zastanawiać się dlaczego...nie wiem dlaczego, ale cieszę się, że się nie rozstaliśmy, bo wiem, że przed nami jeszce mnóstwo wyjątkowych chwil, które omijaliśmy z jakiegoś niezrozumiałego powodu przez te wszystkie lata...dziwne to -wiem- trudno opisac tak w kilku postach, więc Ci co chcą niech nawet nie próbują zrozumieć,
a Ci co chcą rady - mówię o tych, którzy tylko podejrzewają zdradę
zastanówcie się, czego naprawdę chcecie i zróbcie wszystko by partner też odpowiedział na to puyanie- a jeśli zgodnie stwierdzicie, że chcecie być razem szczęśliwi
przestańcie mówić, ze chcecie być szczęśliwi i po prostu - bądźcie szczęśliwi
...gdybym wiedziała wcześniej, że to takie banalne - już dawno bym to zrobiła...
nowalijka napisała jaka była - ja tez taka bywałam - tak bywałam- bo ja bywam raz lepsza raz gorsza i tak bywa też z moim mężem - takie dwa niepokorne typy i chyba to w nim kocham i dlatego chcę z nim być
stwierdziłam ostatnio- skoro już wiemy, że jak jest lepiej, to potem z jakiś dziwnych względów(hmmm..no właśnie jakich?) spada nam nastrój- i bywa gorzej- to po co drążyć to gorzej - musimy nuczyć się eliminowac ten etap- i wiecie co-on też już chce - więcej - to robi:)
mogłabym duzo opisać- w zasadzi dac nadzieję wielu z poczuciem takiej zdrady jak ja - ale byłoby za dużo- i potem ktoś to odbiera przez pryzmat swojego związku i trudniej zrozumieć
powiem Wam tylko tak
zaczęłam męża traktować tak jakbym potraktowała kochanka 
nie wiem co z tego wyjdzie, ale chcę, by było dobrze
z drugiej strony należę do tych, co uważają, że:
jeśli w życiu coś Ci nie wychodzi, dzieje się nie po TWojej myśli, mimo, że mocno się starasz i bardzo Ci zależy, to pomyśl, że może dzieje się tak, bo to wcale nie jest dla Ciebie dobre...
i postanowiłam tak działać w życiu- już nie tylko na płaszczyźnie małżeństwa
uważam, że nawet jak w życiu dzieje się bardzo źle, to wcale nie oznacza, że musi tak być- bo życie to jeden wielki zbieg okoliczności- wystarczy mieć oczy i uszy szeroko otwarte i może okazać się, że nawet największe nieszczęście stanie się początkiem czegoś najpiękniejszego w naszym życiu..
Benita72 - jak więc widzisz na szczęście nasz problem widzimy oboje - oboje doszliśmy do wnisoku, ze nie byliśmy idealni wobec siebie i oboje zadajemy sobie pytanie- dlaczego byliśmy tak głupi...oboje też zdecydowaliśmy dac sobie szansę i zmienić się dla siebie, bo łaczy nas zbyt wiele, by to dzielić...