To nie jest kwestia uczuć posiadanych względem małżonka, o ile w ogóle jeszcze coś do niego czujesz, a szacunku względem niego, jako drugiego człowieka - nic więcej.
atata napisał/a:To nie jest tak ze jestem znudzoną mężatką której zachciało się romansu . Napisałam że moje małżeństwo rozpada się z powodu nałogu męża . Nie jest to mój wymysł na usprawiedliwienie siebie , natomiast kilka piw wypijanych wieczorami przed TV jest nałogiem . I właśnie przez to straciliśmy tą bliskość która między nami była ....
Straszne. I zamiast przeprowadzić poważną rozmowę, popracować nad związkiem lub udać się do specjalisty, to lepiej szukać kochasia wśród znajomych męża, by w razie czego nie tylko był rogaczem, ale i pośmiewiskiem w środowisku - genialny pomysł! Jestem pewien, że przyniesie to oczekiwane rezultaty.
atata napisał/a:Dlatego teraz kiedy poznałam kogoś kto ma w sobie to ciepło , opiekuńczość której mi brakowało najnormalniej w świecie zakochałam się ... Nie planowałam tego , nie szukałam .
Skoro by tak było, to zakończyłabyś to już dawno temu, gdy pierwszy raz uświadomiłaś sobie, że zaczynasz czuć coś do tego faceta, ale tego nie zrobiłaś.
atata napisał/a:Sama doskonale wiem że źle postępuję ... dlatego nie mogę tego kontynuować ... Szukałam tutaj jedynie wsparcie w trudnej chwili ... kiedy wiem że jest ktoś komu na mnie zależy , kto kocha tak jak ja ... i kto też wie ze to jest miłość niemożliwa .
Nie wiem, ale osobiście odniosłem wrażenie, że bynajmniej nie szukałaś zrozumienia, a aprobaty swoich uczuć, i zachowania, a także tego, do czego to zmierza, czyli do zdrady fizycznej...
atata napisał/a:Gdyby chodziło o cielesność byłoby mi pewnie łatwiej .. zresztą nie wiem ... ale tu chodzi o ducha .. o to co czuje ...
I dlatego jest mi tak ciężko .
Zatem musisz się zdecydować na czym bardziej ci zależny; na rodzinie, czy też na tej miłości, która nie wiadomo czy przetrwa próbę czasu, co jest wielce wątpliwe, ale kto wie - twoja decyzja. Ale nie można mieć ciastka i zjeść ciastka.
BTW: Zdrada emocjonalna jest znacznie gorsza od tej fizycznej, z tym, że trudniej ją udowodnić.
Cylka napisał/a:Droga Atato doskonale cie rozmumiem, wiem czym jest trwanie w zwiazku z czlowiekiem ktory pije jak dzien po dniu walki o niego rodzine i wreszcie siebie stwierdzasz ze wszystko na nic i twoja walka nie ma efektu a jedynie ciagnie cie na dno .Marzenia milosc plany jakie robiliscie sa nic nie warte psu na bude.
Nie lepiej odejść, zamiast pozwalać się ciągnąc się na dno? I nie mów nic o dzieciach, bo skoro to taki alkoholik, to wątpliwym jest, by był dobrym wzorem dla dziecka, i by był w stanie zapewnić bezpieczeństwo...
Cylka napisał/a:Nie potepiam cie ,masz prawo walczyc o siebie masz prawo do szacunku i uczuc a to ze zakochalas sie podczas trwania chorego zwiazku nie jest niczym karygodnym na uczucia nie mamy wplywu zwlaszcza w momencie gdy nasza dusza siega dna niewiadomo kiedy lapie sie wszelakich uczuc jak glodny chleba .Pozdrawiam cieplutko
Interesujące. Ale skoro to taki chory związek, to dlaczego w nim tkwi? Teraz zdała sobie z tego sprawę? Bo znalazła nowego faceta, ale nadal nie chce odejść od męża, i bynajmniej nie z szacunku do instytucji małżeństwa, a dlatego że musiałaby to zrobić w ciemno, dlatego też szuka aprobaty dla ciągnięcia relacji w czasie małżeństwa, by w razie, gdyby nic z tego nie wyszło, by nie wylądowała na przysłowiowym lodzie. I to jest chore...