Utracona prawdziwa miłość, co dalej? - Netkobiety.pl

Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 15 ]

Temat: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Piszę bo czuję jakbym stąpała po lodzie, który już zaraz ma pęknąć, czuję że muszę coś zrobić żeby nie zatonąć w lodowatej wodzie.
Postaram się jak najkrócej:

Mam 27 lat, 7 lat temu poznałam 2 lata starszego ode mnie przystojnego bruneta, który zawładnął moim sercem i umysłem, byłam w nim tak zakochana, tak wpatrzona, nie dostrzegałam żadnych wad.  Nim zdarzyłam się obejrzeć, minęło 6 lat – P. był dla mnie tak cudowny, wspaniały, chwilami – że przyćmiewały one wszystkie złe słowa, i chwile których mi systematycznie dostarczał. Nie zważałam na to „ że jestem jedna z tłumu na którą by nie spojrzał „ że „wpakowałam się z butami do jego życia”,” że mnie nie kocha „. Jeden uśmiech, uścisk, pocałunek – i zapominałam o wszystkim.
Spałam przez wiele lat, obudziłam się pół roku przed ślubem kiedy dowiedziałam się że mój kościelny wspaniały P. był w klubie „Gogo” z nagą kobietą na kolanach, kiedy dowiedziałam się że ciągle jest zakochany w platonicznej miłości z drugiego końca Polski, która specjalnie przyjechała do naszego miasta żeby z nim porozmawiać, oddać mu pierścionek ślubny zrobione przez niego z trawy, kiedy miał 17 lat. Obudziłam się kiedy wyczytałam w mailach o „ patrzeniu w dal, o miłości bezwarunkowej, o tym że na jej jedno słowo rzucił by wszystko, bo bez niej wszystko inne wydaje się marne”.  Obudziłam się kiedy widziałam, jego roztrzęsienie, smutek, żal– obudzona, przebaczyłam mu, i twardo trzymałam się daty ślubu, mając nadzieje że nie odnowi kontaktu ze swoją „przyjaciółką” z którą regularnie się widywał „jeżdżąc na szkolenia” przez wiele lat”
Obudzona, dałam mu się namówić, żeby za swoje roczne oszczędności zmienić sobie piersi i nos, wydałam to co miałam i zmieniłam kilka detali w swoim wyglądzie. Następnego dnia, zaklinałam siebie co ja zrobiłam, jak mogłam tam bardzo nie kochać siebie, żeby dla kogoś pozwolić się pociąć. Byłam załamana i dochodziła do mnie prawda, że w tym związku miłości nie ma i nie będzie.

Modliłam się o cud, o miłość - po operacji – zaczęłam rozmawiać z wyjątkową osobą, która uzmysłowiła mnie, że prawdziwe zmiany muszą zachodzić w środku – dzięki której znowu uwierzyłam w życie, w miłość. Zakochałam się w dwa lata młodszym chłopaku mieszkającym w innym mieście. Spotkaliśmy się, zostały 2 miesiące do ślubu. Zakochałam się po uszy w K. wszystko mu powiedziałam. Czułam, że moje serce wzlatuje, czułam przeogromne szczęście, w jego oczach dostrzegałam wszystko. Pierwszy raz w życiu czułam się tak wyjątkowa, kochana, doceniania – pierwszy raz w życiu ktoś dzięki mnie „kwitł”, otworzyłam swoje serce tak bardzo jak tylko mogłam.

Spotkałam miłość życia – i zabrakło mi wiary w siebie, wzięłam ślub z P. Goście, rodzina, wszystko opłacone, strach.
Teraz chyba najgorsza część opowieści – nie zerwałam znajomości z K. Nie rozwiodłam się z P. Tkwiłam w tej relacji 3 miesiące – aż w końcu K. zerwał znajomość – zupełnie rozumiem. Pojechałam z moim mężem na wczasy i nie byłam w stanie K. powiedzieć prawdy, okłamałam go że jestem sama we Włoszech-  w końcu sam się dowiedział, i wtedy zrozumiałam już naprawdę (wiem że w mojej historii kilkakrotnie coś zaczynam rozumieć po czym robie swoje głupoty, ale tym razem naprawdę zrozumiałam, że nie ważne gdzie będziesz, nie oszukasz siebie, ważne jest to z kim jesteś, i żadne pieniądze, żadne pozorne poczucie bezpieczeństwa nie jest w stanie wypełnić pustki kiedy nie ma miłości). Zrozumiałam, że byłam uzależniona emocjonalnie od P. i zabrakło mi odwagi żeby to skończyć. Bałam się że sobie nie poradzę, nie udźwignę przeprowadzki do innego miasta, bałam się co powie rodzina itd. Zrozumiałam że spotkałam bratnią duszę dzieki której stawałam się lepszym człowiekiem, i która naprowadzała mnie na dobrą drogę. Zrozumiałam, że K. mógł materialnie nic nie mieć, ale że nie to było mi potrzebne – to nie rzeczy sprawiają że jesteśmy szczęśliwi, to ludzie, miłość, wszystkie te pozytywne emocje i pozytywna energia. Tak więc, zrozumiałam – wróciłam, chciałam jechać porozmawiać, wziąć rozwód, zostawić to, z wiarą zacząć działać ale K. zerwał ze mną znajomość. Próbowałam, ale nie mogłam zmienić jego decyzji.

Minęło 10 miesięcy. Ma dziewczynę, pracę, wydaję się szczęśliwy.  Nie napisałam ani razu przez te 10 miesięcy, tęsknie, pluje sobie w brodę, zastanawiam się co by było gdybym się odważyła, zaryzykowała. Poszła za głosem serca. Ja ciągle jestem z P. W zasadzie jestem obok, P. Obok słów „kocham” są zachowania, które tak naprawdę się nie zmieniły: każdego dnia, wyładowuje się na mnie, traktuje raz jak żonę, raz jak nieznajomą, upokarza, po czym wychwala ponad niebiosa, mówi o odkrywaniu siebie, o tym że nie jestem mu do niczego potrzebna, że do wkurzam samą sobą, tym, że jestem – istna choroba, jeszcze nie wiem tylko jaka.

Więc tak siedzę i myślę, podczas niebytności mojego męża o 1 w nocy w domu – i myślę że to już czas, czas na to żeby zacząć działać – rozwód? Nie mamy dzieci, nie wiąże nas żaden kredyt. Jedynie prowadzimy razem firmę dobrze prosperującą, a no i P. włożył trochę pieniędzy w remont mojego mieszkania; rozmawiałam z nim o tym, że nie dzieję się dobrze – reakcja natychmiastowa – jeśli się rozwiedziemy „rozwali i mnie i mieszkanie, zostawi gruz”.
  Co z K. ? Mimo tego, że przez 10 miesięcy, oprócz oglądania swoich dni na fb, nie było żadnego kontaktu, nie zapomniałam. Czy warto cokolwiek robić w tej sprawie? Pewnie powiecie ,że jestem naiwna, ale w oczach tego człowieka, ujrzałam całe jego życie i moje, jakbyśmy już siebie znali, jakby tak właśnie miało być, przy nim czułam ten sens życia, chęć odkrywania siebie, czułam że wzrastam.

Ok, życzliwie, szczerze, co robić?

Reklama
Zobacz podobne tematy :

2 Ostatnio edytowany przez troll (2018-03-13 07:15:07)

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Wszystkie kobiety które znam mają tak jak ty. To chyba ogólna cechą związana z płcią. "Siedzę wprawdzie w g... po uszy, ale jak coś zmienię, to kto wie czy nie na gorsze?"
Pierwsze co musisz zrobić, to zmienić "myślę" na działam, powinnam na zrobię, marzę na planuje. Brzmi prosto, ale to jest ciężka praca i proces który trwa. Nie kochasz męża, jest ci z nim zle- rozwiedz się. Wprawdzie to nie ideal, ale jakoś obleci- zostań z nim. Mógłby być lepszy, ale jest więcej plusów niż minusow- trzymaj się go jak pijany płotu. Wyzywa cię, grozi ci- zainstaluj dyktafon w telefonie i parę razy go nagraj. Idź z tym na policję, powiedz że się go boisz. Nikt za ciebie twojego życia nie przeżyje, nikt za ciebie nie dokona wyborów życiowych, nikt nie poniesie ich konsekwencji. Ale masz siebie tylko jedną i tylko jedno podejście do życia. Drugiej próby nie będzie. Jeśli to życie przeżyjesz byle jak, to spaprałaś wszystko co miałaś.

3

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Męża- zostaw. Po co Ci się dłużej męczyć oi wysłuchiwać ,,poematów" na swój temat.
K ma dziewczynę, więc nie ma co się pchać w jego życie. Poza tym- on nie tego nie chce.

Reklama

4

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Czas zająć się sobą. Odnaleźć siebie. Bez nich obu. Wziąć życie w swoje ręce i nim suwerennie pokierować. Masz teraz taka szansę. Nie bój się. Wszystko dzieje się po coś.

5 Ostatnio edytowany przez balin (2018-03-13 19:15:26)

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Że tez te zdradzające żoneczki nigdy się nie pomylą i nie pobiegną za tym biedniejszym. Status materialny ponad wszystko. I żeby przynajmniej bolcownik chciał na boku czas od czas pobolcować. Oczywiście ubierając to w zmysłowy płaszczyk. A tu klapa, wybrał inną jest z nią szczęśliwy. Chamidło jedne.
Pytasz co zrobić. No przecież wiadomo. Od męża nie odejdziesz, może się jaki inny bolcownik trafi. Szukajcie a znajdziecie.

Nie czynię dobra którego chce, ale czynię to zło, którego nie chcę.
Reklama

6

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
balin napisał/a:

Że tez te zdradzające żoneczki nigdy się nie pomylą i nie pobiegną za tym biedniejszym. Status materialny ponad wszystko. I żeby przynajmniej bolcownik chciał na boku czas od czas pobolcować. Oczywiście ubierając to w zmysłowy płaszczyk. A tu klapa, wybrał inną jest z nią szczęśliwy. Chamidło jedne.
Pytasz co zrobić. No przecież wiadomo. Od męża nie odejdziesz, może się jaki inny bolcownik trafi. Szukajcie a znajdziecie.


Nie nie wiadomo, gdyby sprawa była dla mnie oczywista, nie fatygowałabym się żeby pisać na forum.

Oceniasz tak łatwo, jakby sprawa była prosta - nie wiem czy zauważyłeś, ale napisałam że prowadzimy razem biznes - razem zakładaliśmy to wszystko, pracowaliśmy nad tym, pracuję trzy razy więcej niż mój mąż - on obecnie odkrywa swoje wnętrze, więc nawet obierki po ogórkach zostawia dla mnie na zlewie, bo szkoda mu czasu na takie przyziemne sprawy, ja przecież jestem kobietą zresztą, więc kwestia sprzątania mieszkania jest po mojej stronie.

Nie wiem czy czytałeś dokładnie - ale mój mąż zdradzał mnie emocjonalnie przez okres całego związku. Na prawdę dziwisz się, że chciałam poczuć się kochana, doceniana i ważna - paradoksalnie w końcu poczułam się czymś więcej niż "ciałem" właśnie wtedy z innym mężczyzną niż mój mąż.

Jest mi bardzo ciężko, bo gdzieś zastanawiam się, jak on się poczuje, kiedy to skończę, myśle czy może on jednak nie podejmie próby zmiany, czy może jednak nie obudzi się w nim jakaś cząstka która jednak będzie mnie kochać - ale myśleć i marzyć mogę w nieskończoność - fakty są takie, że mój mąż traktuje mnie jak sprzątaczkę, "żonę do łóżka" i ewentualnie maskotkę - przytulasz kiedy chcesz, a kiedy nie chcesz wychodzisz, zostawiasz, i wracasz kiedy znowu najdzie Ciebie ochota żeby ją zobaczyć.

Sytuacja, sprzed godziny - proszę czy mogę pożyczyć jego samochód - coś go zdenerwowało, chyba to że zwróciłam uwagę na obierki na zlewie, nagle zmiana zdania, "nie możesz jezdzić moim autem", "wychodzę" "nie możesz nim jezdzić, bo tak powiedziałem, kup sobie własne za swoje pieniądze" - zostaje sama w domu, nie wiem czy on w ogole wróci, gdzie jedzie, itd.

Zanim pochopnie ocenisz - zastanów się.

7

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Najciężej jest zdecydować, że wszystkie szanse możliwe już były, że na prawdę nic z tego nie będzie, najciężej jest przekonać samego siebie, że to już czas i trzeba się przeprawić na drugą stronę rzeki, bo wiecie, taka decyzja to też po części przyznanie się do porażki.

8 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-03-14 21:04:14)

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
j.cytrynaaa napisał/a:

Najciężej jest zdecydować, że wszystkie szanse możliwe już były, że na prawdę nic z tego nie będzie, najciężej jest przekonać samego siebie, że to już czas i trzeba się przeprawić na drugą stronę rzeki, bo wiecie, taka decyzja to też po części przyznanie się do porażki.

Porażki? Raczej problemów interpersonalnych, bo wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że z Niego będzie taki "typ", a ślub nic nie zmieni. Po prostu dobrze Ci z kimś na kogo możesz zwalić nieszczęśliwe życie i się poużalać.

9

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
Leśny_owoc napisał/a:
j.cytrynaaa napisał/a:

Najciężej jest zdecydować, że wszystkie szanse możliwe już były, że na prawdę nic z tego nie będzie, najciężej jest przekonać samego siebie, że to już czas i trzeba się przeprawić na drugą stronę rzeki, bo wiecie, taka decyzja to też po części przyznanie się do porażki.

Porażki? Raczej problemów interpersonalnych, bo wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że z Niego będzie taki "typ", a ślub nic nie zmieni. Po prostu dobrze Ci z kimś na kogo możesz zwalić nieszczęśliwe życie i się poużalać.


hm... problemów interpersonalnych? Poważnie?

A potrafisz spojrzeć jakoś głębiej na to? Wystarczająco dużo powiedziałam, żebyś mogła stwierdzić, że to jednak nie chęć mojego poużalania się i szukam jakiegoś rozwiązania sytuacji, w której jestem.

10

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Ciezki temat.Chleb powszedni w tych czasach.Nie wiem co bym zrobil na twoim miejscu.Napewno nad tym czy to co masz teraz nie warto juz skonczyc skoro Cie koles nie szanuje a z tamtym napisac mozesz,najwyzej nie odpisze to pobedziesz sama ze swoba i kogos w koncu trafisz.

11

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Ehh smutno gdy przeczytałam Twój post bo wspomnienia trochę odżyły.
Trudna decyzja przed Tobą , przywiązanie, co pomyślą inni itd. ale pamiętaj nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Po co być z kimś dla kogo nie jesteś najważniejsza ? Ty nie masz dzieci, ja miałam odchodząc od męża.
To była najlepsza decyzja. I jestem szczęśliwa bo jestem z kimś z kim kto mnie SŁUCHA kiedy z nim rozmawiam, wspiera i rozumie. Zranieni faceci nadużywają na tym forum słowa „bolec” myśląc, ze seks jest dla nas najważniejszy, taka słaba forma dyskredytacji Twoich uczuc. Dla kobiet od wspomnianego bolca ważniejsza jest uwaga i szacunek drodzy Panowie.
Ps. Nic nie szkodzi napisać to tego o którym myślisz ale tylko wtedy kiedy będziesz sama.
Powodzenia

12

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
loulouw napisał/a:

Ehh smutno gdy przeczytałam Twój post bo wspomnienia trochę odżyły.
Trudna decyzja przed Tobą , przywiązanie, co pomyślą inni itd. ale pamiętaj nikt za Ciebie życia nie przeżyje. Po co być z kimś dla kogo nie jesteś najważniejsza ? Ty nie masz dzieci, ja miałam odchodząc od męża.
To była najlepsza decyzja. I jestem szczęśliwa bo jestem z kimś z kim kto mnie SŁUCHA kiedy z nim rozmawiam, wspiera i rozumie. Zranieni faceci nadużywają na tym forum słowa „bolec” myśląc, ze seks jest dla nas najważniejszy, taka słaba forma dyskredytacji Twoich uczuc. Dla kobiet od wspomnianego bolca ważniejsza jest uwaga i szacunek drodzy Panowie.
Ps. Nic nie szkodzi napisać to tego o którym myślisz ale tylko wtedy kiedy będziesz sama.
Powodzenia


postanowiłam szczerze porozmawiać z mężem, który kolejną noc nocował u babci smile - wyciągnęłam go na spacer, i zimnymi oczyma stwierdził, że nigdy mnie nie kochał, że nie kocha, że czegoś zawsze mu brakowało - że dlatego właśnie nie interesuje go moje życie, moje słowa, moje zdanie, bo po prostu nie kocha. Zapytałam więc o ślub - dlaczego za niecały miesiąc mielibyśmy pierwszą rocznicę ślubu - stwierdził, że to pomyłka i jego ego.

Zrobiło mu się zimno na dworze, więc popędził mnie żebym się streszczała z tym co mam do powiedzenia... smile stwierdził że zostałby ze mną gdybym go kochała (wtedy może kiedyś ciężką pracą sprawiłabym żeby mnie pokochał) bo wtedy może coś by z tego było, ale skoro on mnie nie kocha, a na dodatek ja, to nie ma o czym mówić.

wróciliśmy do jego babci, byłam roztrzęsiona - 29 latek włączył gre na telefonie i zaczął udawać że mnie nie ma, co jakiś czas tylko pytając kiedy wyjdę, i dodając że nie interesuje go nic co chcę mu powiedzieć. Kiedy płakałam usłyszałam - nie udawaj, życie jest brutalne, po prostu Ciebie nie kocham.

potem, mimo że jechał w tym samym kierunku, kazał mi iść na pieszo - z przykrością stwierdzam, że ta sytuacja nie była mi obojętna, miałam mimo wszystko nadzieję - ale nie mam o co walczyć, nie dotrwamy do pierwszej rocznicy.

13

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
loulouw napisał/a:

Zranieni faceci nadużywają na tym forum słowa „bolec” myśląc, ze seks jest dla nas najważniejszy, taka słaba forma dyskredytacji Twoich uczuc.

No przecież wiadomo. smile

Nie czynię dobra którego chce, ale czynię to zło, którego nie chcę.

14 Ostatnio edytowany przez Leśny_owoc (2018-03-16 00:58:45)

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
j.cytrynaaa napisał/a:
Leśny_owoc napisał/a:
j.cytrynaaa napisał/a:

Najciężej jest zdecydować, że wszystkie szanse możliwe już były, że na prawdę nic z tego nie będzie, najciężej jest przekonać samego siebie, że to już czas i trzeba się przeprawić na drugą stronę rzeki, bo wiecie, taka decyzja to też po części przyznanie się do porażki.

Porażki? Raczej problemów interpersonalnych, bo wszystkie znaki na ziemi i niebie wskazywały, że z Niego będzie taki "typ", a ślub nic nie zmieni. Po prostu dobrze Ci z kimś na kogo możesz zwalić nieszczęśliwe życie i się poużalać.


hm... problemów interpersonalnych? Poważnie?

A potrafisz spojrzeć jakoś głębiej na to? Wystarczająco dużo powiedziałam, żebyś mogła stwierdzić, że to jednak nie chęć mojego poużalania się i szukam jakiegoś rozwiązania sytuacji, w której jestem.

Czyli przepraszam jak? Kobieta, która przy wyborze dwóch mężczyzn za decydującą cechę bierze pieniądze... Ty tak na poważnie? Dla mnie to było bardzo płytkie. Wybrałaś pieniądze za stabilizację, a niby jesteś współwłaścicielką firmy (tylko nie pisz, że tylko na papierze). Jak kobieta, która jest współwłaścicielem firmy może tak się brać gróźb o "zniszczenie"? Niepojęte. Zapewne zrobiłaś z Siebie pacynkę, aby wiadomo co dostać smile.

Moja droga naprawdę przykro mi to pisać, ale nie znajdziesz "lepszego" rozwiązania z zaistniałej sytuacji, bo przez dotychczasowe życie wyrobiłaś w sobie toksyczne myślenie. Dokładnie takiej "ofiary" pomimo, iż od początku do końca byłaś świadoma wszystkiego co robisz. Ty dobra, kochająca itp. kobieta, Twój mąż ten zły no i kochanek - niby fajny, ale biedak. Za grosz obiektywnego myślenia o Sobie. Poszłaś za pieniądzem to czemu się dziwisz?

15

Odp: Utracona prawdziwa miłość, co dalej?
balin napisał/a:
loulouw napisał/a:

Zranieni faceci nadużywają na tym forum słowa „bolec” myśląc, ze seks jest dla nas najważniejszy, taka słaba forma dyskredytacji Twoich uczuc.

No przecież wiadomo. smile

Ale co wiadomo?
I dlaczego skrociłes cytat loulouw do jednego zdania?

Seks tylko w głowach męzczyzn jest najważniejszy, dla kobiet ważniejszy jest szacunek, uczucie.

Posty [ 15 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » TRUDNA MIŁOŚĆ, ZAZDROŚĆ, NAŁOGI » Utracona prawdziwa miłość, co dalej?

Zobacz popularne tematy :

Mapa strony - Archiwum | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2018