Chyba mi odbiło i to dosłownie ![]()
Tak łatwo jest komuś "doradzić" a tak trudno jest dostrzec co się dzieje wokół własnej d...
Niedawno wróciłam z randki i pierwsze co zrobiłam po wejściu do mieszkania - zaczęłam płakać. Dlaczego? no właśnie dlaczego...
Wszystko super, jesteśmy zaręczeni już dość długi czas, na pieniądze narzekać nie mogę ponieważ mamy ich pod dostatkiem. Na rozrywki/wyjścia/zabawy również nie, ponieważ często coś zwiedzamy, gdzieś jeździmy coś robimy.
Dostaję prezenty z wyższej półki, są to drogie ubrania, perfumy czy gadżety takie jak nowy telefon, laptop. Zawsze musi to być coś co będzie mnie wywyższało od innych czy też wzbudzi zazdrość w otoczeniu jakim przebywamy.
Dzisiaj usłyszałam, że w kwietniu sobie skoczymy gdzieś dupki wygrzać na słoneczku zagranicę, w końcu nam się należy...
Uważasz, że mam zajebiste życie? to nie czytaj dalej...
Znamy się już dobrych 6 lat a od 4 jesteśmy razem od 3 zaręczeni. Na początku byliśmy identyczni, spontaniczni i bez większych zmartwień życiowych. Każda randka byłą rewelacyjna, nie było nas stać na drogie wakacje i super knajpy ale było wręcz magicznie. Wspólne pasje i marzenia, które realizowaliśmy WSPÓLNIE. Zakochałam się w człowieku, który potrafił zwykłym sms-em wywołać u mnie uśmiech czy łzy radości z tego jak mocno czuje się szczęśliwa.
On ogromnie ambitny osiągnął dość wysoko postawiony cel, który owocuje teraz każdego dnia.(mam tutaj na myśli pracę)
I wszystko się posypało... praca, praca,praca,praca i jeszcze raz praca nr.1 ja na ostatnim miejscu. Czasami się zastnawiam czy jakbym nie zaproponowała spotkania czy w ogóle by o mnie pamiętał...
Ja broń Boże nie mam pretensji o to, że pracuje no w życiu. Ale ile można? Nie widujemy się w tygodniu ponieważ praca na to nie pozwala (nie pozwala w sensie, że on woli pracować) przychodzi weekend i mam mieszane uczucia, czy aby przypadkiem nie wyciągam go siłą na spotkanie ze swoją narzeczoną... W ramach rekompensaty dostaję te gadżety itp. Mówię mu, że nie na tym związek polega nie na dawaniu prezentów i "zamiataniu brudów pod dywan".
Chciałabym zamieszkać razem, to przez chwilę temat jest obecny ale kilka dni później cisza... lub dostaję odpowiedź, że nie mamy pieniędzy i nie stać nas na wspólne mieszkanie. NO LUDZIE !!
Staram się nie przyjmować takich prezentów, reagować w sposób delikatny. Pokazuję mu na czym mi tak naprawdę zależy, że kocham go mimo wszystko. Robię dla niego wszytsko dosłownie wszystko. Staram się robić tak jak on by sobie tego życzył, nie wybrzydzam ani nie stawiam jakiś warunków. Ale czuję się jak Barbie, którą może pochwalić się w rodzinie czy znajomym.
Gdy np. nie mam makijażu, to ma do mnie pretensje, że jak to na randce jestem bez makijażu, że się nie staram. ALbo co gorsza, że nie dbam o siebie.
Idziemy ulicą czy oglądamy tv wystarczy, że pojawi się kobieta lekko puszysta to słyszę, że powinny się za siebie zabrać jak to tak można wyglądać, że kobieta to ma być kobieta a nie świnia. (sam nie jest modelem Calvina Kleina, i mogę powiedzieć śmiało, że ma nadwagę nie dużą ale jednak)
Chodzę na fitness, ćwiczę w domu, stosuję dietę i umieram dosłownie... ostatnio sobie zdałam z tego sprawę. Mam prawie 170 i obecnie ważę 51 kg. Nie wyglądam strasznie chudo ale sama zauważyłam już, że zmizerniałam, że nie mogę tak...
W tym wszystkim sama się zatraciłam. Nie mam znajomych z którymi mogłabym się spotkać (tylko w jego towarzystwiue się obracamy) Nigdzie sama poza fitnessem, pracą nie chodzę. Jakbym mogła to bym spała całymi dniami, nic mi się nie chce. Płaczę bardzo często, ponieważ kocham go ogromnie na myśl, że moglibyśmy się rozstać dostaję ataku paniki i płaczu.
Chciałabym być kochana, czuć to. Niczego tak bardzo nie pragnę jak tego. Chciałabym być dla niego numerem 1 zawsze i wszędzie, chciałabym móc wiedzieć, że zawsze mogę na niego liczyć w obojętnie jakiej sytuacji. Chciałabym wspólnie robić kolację, usiąść z całą rodziną wspólnie do zwykłego obiadu, chciałabym obudzić się rano obok niego wiedząc, że mam wszystko. - Bo na chwilę obecną nie mam chyba nic...