Witam, sama nie wiem czemu tu jestem i to pisze -moze dlatego ze jestem a jednak mnie nie ma...ze mnie nie znacie...jestescie bezineresowne...moze w koncu cos sie we mnie zmieni???
Jestem mezatka od dawna( przeszlo 26lat), wydawalo mi sie ze szczesliwa, naprawde bylo wspaniale...mamy dwie dorosle, udane corki, wielu fajnych znajomych, finansowo idzie nam dobrze, zadnych wiekszych problemow-po postu zwykle codzienne, blache broblemy, wspolne urlopy, wyjazdy, rozmowy, smiechy, mile wieczory i nietylko...i ogrom zaufania...az tu nagle(przed 7 miesiacami) dowiaduje sie ze maz ma romans z inna...szok, po prostu koniec mego swiata...To jakas jego znajoma ze szkolnych lat, jej maz byl chory w szpitalu a ona szukala sobie "pocieszyciela"- dwa tygodnie po ich pierwszym spotkaniu jej maz zmarl- a ona biedna wdowka(czytalam jej wpisy na facebook-odszedl moj najukochanszy maz ...ze teskni za nim...itp) ciagla dalej i kula zelazo poki garace) Trwalo to jeszcze niecale 4 miesiace ale widzieli sie(byli ze soba) dwa razy a tak to tylko przez internet i telefon... Nie umiem zrozumiec jak mozna byc czlowiekiem i cos takiego zrobic,? Przeciez to jest nieludzkie!!!!
Po naszych wielu dlugich rozmowach( bez krzyku i podnoszenia tonu bo nie mialam na to sily)i przeprosinach i obietnicach oraz zapewnieniach meza ze ona nic nie znaczy, ze nie ma na ten incydent zadnego wyjasnienia, ze to jego wielka zyciowa pomylka...ze nie wie dlaczego mi to zrobil.......i prosi o szanse do powrotu do normalnego naszego zycia. Zgodzilam sie, przeciaz ja go kocham(on mnie zapewnia ze tez), mamy za soba tyle, tyle udanych lat...Powiedzialam ze wybaczam- myslalam ze to takie latwe...Maz sie naprawde stara, corkom tez wyjawilismy nasza smutna "tajemnice" i one nas tez wspieraja, mam tez jedna przyjacilke ktorej powierzylam nasz problem-ona nam tez pomaga z calego serca- ale ja nie umiem zapomniec...Jestem wrakiem samej siebie, ciagle mysli na ten temat i miliony pytan dlaczego?(oczywiscie bez odpowiedzi) Nieprzespane i przeplakane noce i dni. Szukanie porad u psychologow, lekarzy, ksiezy...Maz stara sie urozmaicic nasze zycie wyjazdami, spacerami ... jest fajnie , milo ale ja nie umiem "zastartowac"-nie mam sily, radosci, motyacji ani checi na cokolwiek-najlepiej chcialabym zasnac i sie nie obudzic- wiem ze tak nie powinno byc ale nie umiemm poradzic sobie sama ze soba! Jak sie znow wszystkim cieszyc, jak planowac przyszlosc, jak miec checi jak chciec zyc??? Jak zapomiec i w ten sposob tak NAPRAWDE wybaczyc?!?! Czy jest szansa na normalne zycie? Na szczesliwe zycie? Bede jeszcze kiedys taka jaka bylam? Bede umiala kiedykolwiek jeszcze zaufac?
Wiem ze zaden nie jst jasnowidzem i wszystko zalezy odemnie ale z pewnoscia nie jstem sama z takim problemem?
Wszystkim ktorym swiat i zycie wywinelo tez taki "zart" zycze wszystkiego dobrego!!!
Podobne tematy
Oh... tego nie zapomnisz, ale z czasem będziesz myślała o tym mniej i mniej. Mąż się stara, ale może Ty powinnaś sobie gdzieś wyjechać sama, odpocząć, dowartościować. Nie obwiniaj się o nic, masz prawo też by tego nie wybaczyć, bo jesteś człowiekiem.
Trzymam kciuki.
Niuniamysza wiem co czujesz...ja nie dałam rady...ciężko jest zapomnieć o bólu jaki nam zadała najbliższa nam osoba...ale może Tobie się uda...może jesteś silniejsza...ale czy będziesz potrafiła jeszcze zaufać...z zaufaniem jest jak z lustrem: pęknięte da się posklejać, ale rysy pozostaną...nie cofniesz czasu i nie wymażesz tego z pamięci...musisz nauczyć się z tym żyć ![]()
Dokladnie niuniamysza, musisz sobie uswiadomic ze od teraz juz zawsze bedziesz z tym zyc.
Jedynie z czasem moze bedzie bolalo mniej. Pisze moze, bo ja czekam na ten moment od 1,5 roku...
Powiedzialas - wybaczam, ale wiesz to tak nie dziala.
Bo co z tego ze to powiedzialas, skoro w srodku niszcza Cie te wszystkie zgnile emocje.
To "wybaczam" dla Ciebie na dzis oznacza zapewne tylko - nie odeszlam od ciebie, zostalam, jestem, sprobuje dac szanse, zmierzyc sie z tym...
to "wybaczam" nie oznacza - juz nie boli mnie to, zapomnialam, twoja zdrada nie ma dla mnie znaczenia...
to "wybaczam" to proces, dlugi i bolesny, ktory nie jest potrzebny Twojemu mezowi, lecz Tobie niunia.
Bo tak naprawde w tym calym syfie chodzi tylko o jedno - zeby przestalo bolec...
i chyba to wybaczenie wlasnie daje nam poczucie ze juz nie boli.
Ale na pewno nigdy nie bedzie oznaczalo - nie pamietam...
Niunia - współczuję. Wiem, co czujesz i jak przezywasz. To teraz normalne. Poczytaj wątki innych zdradzonych kobiet. Są etapy przeżywania i oswajania. Jak je poznasz może będzie Ci trochę łatwiej. Nie zapomnisz, nie łudź się. Wybaczenie nie polega na zapomnieniu. Nie licz tez na to, że ogarniesz to szybko. To cały proces, z emocjami nie wygrywa się tak ot.
Ale na pocieszenie powiem Ci, że wielu się udało. Masz męża, który jest przy Tobie i wspiera. Oby był na tyle silny i cierpliwy, żeby unieść ciężar tego co zrobił i wytrwał przy Tobie.
...dzieki Wam wszystkim-milo wiedziec ze sa jeszcze ludzie ktorzy bezinteresomnie chca pomoc, dodac otuchy...i znajda kojace bol i zrezygnowanie slowa! Niby nic a jednak tak wiele...
Trudno uwierzyc ze najblizsi zadaja bol a nieznajomi wspieraja- Boze czy ten swiat sie kreci w dobra strone???
Niunia, współczuję, ja też jeszcze się nie pozbierałam. Ale dochodzę już do etapu odsuwania od siebie bólu i myśli o tym, co się stało.Chciałam wybaczyć i zapomnieć, ale on ( mój mąż po 26 latach małż.) nie zrobił nic, żebym mogła wybaczyć i zapomnieć. Wręcz przeciwnie.Dlatego poczucie własnej wartości wzięło górę. nie jestem lalką tylko człowiekiem i nie służę do zabawy.Powiem ci jedno - nie myśl o tych latach spędzonych razem i nie wybaczaj mu z tego względu, to po zdradzie nie ma już znaczenia.Przemyśl sama, czy nadal naprawdę chcesz być z tym człowiekiem i słuchaj tylko siebie.Pozdrawiam.
To trudne, ale postaraj się jak najmniej analizować tą sytuację. Żyj bez analizy, bo nie ma ŻADNGO wytłumaczenia. Najgorzej jak człowiek stara się zrozumieć irracjonalność.
Czas naprawdę leczy rany tyle że to tak naprawdę ty musisz zdecydować czy będziesz umaiła z tym żyć.Nikt niestety ci nie poda złotego środka, niestety sama z czasem zobaczysz czy dasz rade.
Oh... tego nie zapomnisz, ale z czasem będziesz myślała o tym mniej i mniej. Mąż się stara, ale może Ty powinnaś sobie gdzieś wyjechać sama, odpocząć, dowartościować. Nie obwiniaj się o nic, masz prawo też by tego nie wybaczyć, bo jesteś człowiekiem.
Trzymam kciuki.
Dzieki za mile slowa i rady -ale ja nie chce byc bez niego (bez meza). O dowartosiowaniu wiem ale jakos nie umiem znalezc nic na swe "ego" i prawda jest taka ze naprawde szukam winy u siebie...wiem ze towszystko bez sensu...ciezko mi...
Bardzo dziekuje za ten "Link"(depresja-lekowa)-przeczytalam go chetnie- moze cos uda sie wprowdzic w zycie...moze cos sie zmieni na lepsze!!!
Nie ma za co dziękować, ten link to moja walka. Moja cięzka walka
...nauczyc sie zyc z mysla ze nie jest sie ta jedyna, ze po tyludziesieciu latach wspolnego zycia, udanego zycia- twoj partner ot tak sobie da sie wciagnac w romans- zamienia te wszystkie szczesliwe, wspolne lata na chwile z kims kogo prawie nie zna-dla kogos kto sam nie szanuje swego partnera...to jest straszne-mowi sie chwile zapomienia...przeciez jestesmy istotami z dusza, fantazja i uczuciem- wiec czemu z tego nie skozystac i choc troche pomyslec, nie ulec wszystkiemu- zycie to nie koncert zyczen ale mozna pogadac z partnerem na temat swych oczekiwan, tesknot, zachcianek ale i problemow-mi sie wydaje ze na wszystko jest sposob a juz we dwoje to nie ma rzeczy niemozliwych!!! Wiec musze sie jakos uchwycic tych slow i nauczyc zyc od nowa...ale to jeszcze nikle tego poczatki
chociaż moje dwa związki były nie udane, bo w pierwszym jak i w drugim wtrącały się teściowe
to żyję z nadzieją (matką głupich), że kiedyś z żoną, z tą która mnie będzie kochać a nie swoją mamusię,
usiądziemy na ławce, złapiemy się za ręce i będziemy sobie spoglądać w ciepłe słońce, i wspominać te miłe szczęśliwe chwile,
stwierdzimy, że zrobiliśmy dla siebie i daj Boże dzieci wszystko co byliśmy w stanie, i stwierdzimy, że już jesteśmy gotowi żeby przejść na drugą stronę Słońca
może warto powalczyć i wytrwać, w pełni przebaczyć i usiąść kiedyś właśnie na tej ławce, złapać się za ręce i spoglądać w to ciepłe Słońce
co do uczuć, nie jestem zwolennikiem trzymania w sobie, wolałbym się wykrzyczeć,
nawet do męża, żeby wiedział co czuję
ja robię to tutaj na tym Forum, ponieważ żona ma mnie głęboko w poważaniu, to jedyne miejsce gdzie mogę to robić
Pzdr wszystkich w toksycznych związkach
chociaż moje dwa związki były nie udane, bo w pierwszym jak i w drugim wtrącały się teściowe
to żyję z nadzieją (matką głupich), że kiedyś z żoną, z tą która mnie będzie kochać a nie swoją mamusię,
usiądziemy na ławce, złapiemy się za ręce i będziemy sobie spoglądać w ciepłe słońce, i wspominać te miłe szczęśliwe chwile,
stwierdzimy, że zrobiliśmy dla siebie i daj Boże dzieci wszystko co byliśmy w stanie, i stwierdzimy, że już jesteśmy gotowi żeby przejść na drugą stronę Słońcamoże warto powalczyć i wytrwać, w pełni przebaczyć i usiąść kiedyś właśnie na tej ławce, złapać się za ręce i spoglądać w to ciepłe Słońce
co do uczuć, nie jestem zwolennikiem trzymania w sobie, wolałbym się wykrzyczeć,
nawet do męża, żeby wiedział co czuję
ja robię to tutaj na tym Forum, ponieważ żona ma mnie głęboko w poważaniu, to jedyne miejsce gdzie mogę to robićPzdr wszystkich w toksycznych związkach
Jestem tutaj i tez tak "krzycze- niekrzyczac "-wiecejj czytam i zamieram ze zgrozy...czy to mozliwe ze tylu ludzi sie nawzajem rani (najgorsze ze tych najblizszych, jedynych, kochanych, ktorym zaufalismy-przeciez na ulicy nie widac tych "chodzacych nieszczesc")
Ja juz nie chce w tym grzebac, wywlekac na wierzch i pytac, pytac i pytac...choc i tak jeszcze nie jestem dosc silna i uodporniona na ten bol i mimo wielkiego wysilku ulegam i znow rozpatruje i pytam DLACZEGO???
...przykro ze Tobie tez w zyciu nie wychodzi...mam nadzije ze cos sie zmieni na lepsze i w Twoim zwiazku i umnie...bo jak by nie bylo jestesmy wszyscy w tej drodze do te j"lawki" z ta nadzieje ze usiadziemy na niej z naszym partnerem i bedziemy zadowoleni spogladac z duma i melancholia na minione, udane, spelnione zycie!!!!
może warto powalczyć i wytrwać, w pełni przebaczyć i usiąść kiedyś właśnie na tej ławce, złapać się za ręce i spoglądać w to ciepłe Słońce
To ta jedna z nielicznych rzeczy, ktora po zdradzie zatrzymala mnie przy mezu.
Chce takiej starosci,
i takiego spojrzenia za siebie, za nas.
Wiem, ze gdybym nie podjela sie proby i nie dala mu szansy, o ktora tak walczyl, na tej lawce usiadlabym sama.
A nawet jesli zdarzyloby sie ze siedzialby tam ze mna jakis inny mezczyzna
to spojrzenie wstecz byloby niczym, zwyklym rzutem oka na tylko i wylacznie moje minione zycie, pokrojone na kawalki i etapy...
A ja chce zeby bylo jednym ciagiem, z jednym czlowiekiem, w jednej rodzinie, zeby bylo jedna historia.
Swoja droga, tak sie zastanawiam, czy wtedy, kiedy tak bedziemy sobie siedziec razem na tej laweczce,
bedziemy potrafili znowu sie zasmiac z naszego kiedys ulubionego dowcipu... jak to dziadek przy obiedzie nagle zaczal walic babke drewniana lyzka po glowie. - Za co ?! - krzyczy babka. - A bo jak se przypomne zes ty cnoty nie miala !...
moze sie jeszcze posmiejemy...
niuniamysza,mnie się wydaje, że powinnaś dać szansę mężowi, w końcu kazdy z nas ma prawo do błędu, a widać, że jemu zależy.Może to andropauza.Obca kobieta zainteresowała się nim, przypomniały mu się młode lata i żal za nimi, no i "z łóżka nie zepchnął "
Może to brutalne, ale faceci myslą raczej bardziej przyziemnie, niż my.Bo wiadomo, pochodzimy z różnych planet ![]()
MariuszS2006 napisał/a:może warto powalczyć i wytrwać, w pełni przebaczyć i usiąść kiedyś właśnie na tej ławce, złapać się za ręce i spoglądać w to ciepłe Słońce
To ta jedna z nielicznych rzeczy, ktora po zdradzie zatrzymala mnie przy mezu.
Chce takiej starosci,
i takiego spojrzenia za siebie, za nas.
Wiem, ze gdybym nie podjela sie proby i nie dala mu szansy, o ktora tak walczyl, na tej lawce usiadlabym sama.
A nawet jesli zdarzyloby sie ze siedzialby tam ze mna jakis inny mezczyzna
to spojrzenie wstecz byloby niczym, zwyklym rzutem oka na tylko i wylacznie moje minione zycie, pokrojone na kawalki i etapy...
A ja chce zeby bylo jednym ciagiem, z jednym czlowiekiem, w jednej rodzinie, zeby bylo jedna historia.Swoja droga, tak sie zastanawiam, czy wtedy, kiedy tak bedziemy sobie siedziec razem na tej laweczce,
bedziemy potrafili znowu sie zasmiac z naszego kiedys ulubionego dowcipu... jak to dziadek przy obiedzie nagle zaczal walic babke drewniana lyzka po glowie. - Za co ?! - krzyczy babka. - A bo jak se przypomne zes ty cnoty nie miala !...moze sie jeszcze posmiejemy...
zycze by Cie sie udalo dotrzec do tej lawki i to z tym jednym mezczyzna...w koncu bistt du eine gute Ehefrau:) i posmiac ...mnie tez jakos nie satysfakcjonuje odpowiedz ze na moim mezu swiat sie konczy...ze sa inni..przeciez my przezylismy razem przeszlo 30 lat w tym prawie 27 w malzenstwie. Gdyby nie te wszystkie dobre lata to by to nie mialo sensu-sex to przyjemny rzecz ale dla mnie nie konieczna do zycia...dl mnie licza sie inne wartosci a sex to tylko dodatek do tego wszystkiego- tez chce by to byla JEDNA HISTORIA!!!
niuniamysza,mnie się wydaje, że powinnaś dać szansę mężowi, w końcu kazdy z nas ma prawo do błędu, a widać, że jemu zależy.Może to andropauza.Obca kobieta zainteresowała się nim, przypomniały mu się młode lata i żal za nimi, no i "z łóżka nie zepchnął "
Może to brutalne, ale faceci myslą raczej bardziej przyziemnie, niż my.Bo wiadomo, pochodzimy z różnych planet
....staram sie, staram ale nie zawsze mi wychodzi by pomoc memu mezowi w tych staraniach- po prostu psychika robi swoje i ten cholerny zal ,zal za tamtym zyciem jest tak silny ze ciezko pokonac nastepny dzien. Ale jakos dzien po dniu idziemy do przodu, raz jest latwiej a raz strasznie
ale kto nie walczy ten juz przegral....
Kto nie walczy tej juz przegral!!!
tez chce by to byla JEDNA HISTORIA!!!
niunia, to juz wiesz czego chcesz ![]()
teraz pozostaje "tylko" pokonac bol... i do przodu ![]()
niuniamysza napisał/a:tez chce by to byla JEDNA HISTORIA!!!
niunia, to juz wiesz czego chcesz
teraz pozostaje "tylko" pokonac bol... i do przodu
Dzieki za mile slowa- to niby glupie ale wiedza ze takich ja jest wiele troche uspokaja ze sie nie jest samym w tym pomylonym zyciu....i chodzmy razem do przodu!!!
Kto nie walczy ten juz przegral!!!
wiedza ze takich ja jest wiele troche uspokaja ze sie nie jest samym w tym pomylonym zyciu....
dokladnie.
mi tez ta swiadomosc pomogla.
Na poczatku myslalam, ze to juz koniec swiata, mojego swiata i ze tylko mnie taka krzywda wielka spotkala.
I wiesz co niunia, mylsalam ze jest tylko jeden sposob na rozwiazanie tej sytuacji w ktorej sie znalazlam.
Pomoglo mi to forum i kobiety ktore postanowily dac szanse,
oraz walka mojego meza o nas, o mnie.
A nie mial latwo, uwierz;)
zreszata ta walka trwa nadal, tylko teraz jestem jeszcze ja troche w tej walce.
Z kazdym dniem jest mnie wiecej:)
niuniamysza napisał/a:wiedza ze takich ja jest wiele troche uspokaja ze sie nie jest samym w tym pomylonym zyciu....
dokladnie.
mi tez ta swiadomosc pomogla.
Na poczatku myslalam, ze to juz koniec swiata, mojego swiata i ze tylko mnie taka krzywda wielka spotkala.
I wiesz co niunia, mylsalam ze jest tylko jeden sposob na rozwiazanie tej sytuacji w ktorej sie znalazlam.
Pomoglo mi to forum i kobiety ktore postanowily dac szanse,
oraz walka mojego meza o nas, o mnie.
A nie mial latwo, uwierz;)zreszata ta walka trwa nadal, tylko teraz jestem jeszcze ja troche w tej walce.
Z kazdym dniem jest mnie wiecej:)
Dzieki za slowa nadziei.
Tez sie staram - jak tylko moge ale jeszcze czesto przychodza momenty zwatpienia - i wtedy jestem znow sama , sama z tymi wszystkimi okropnymi myslami, bo nie chce mezowi tego wywlekac wiec zatapiam sie w swym "okropnym swiecie pytan: dlaczego , dlaczego, dlaczego...???Nawet do tego stopnia mnie to wyciencza, zniecheca ze jestem w stanie sie poddac, poddac siebie, nawet me zycie ktore wydaje mi sie nic nie warte bez tych WARTOSCI-
ktore byly podstawa w naszym zyciu przez tyledziesci lat. Nie wiem jak dlugo taki stan moze jeszcze trwac? Mnie sie wydaje ze to wszystko ma marny sens..i nie wiem jak dlugo bede jeszcze w stanie walczyc sama ze soba...
niunia, ja jestem 1,5 roku po zdradzie i wciaz jest ciezko.
I choc juz bywaja dni ze jest nawet dobrze to bywa tez zaje***cie zle.
Po tych lepszych dniach znowu lapie mega doly,
i popadam w cugi... jak alkoholik.
Wtedy nawet slonce wyglada jak czarna doopa... znikad nadziei...
Ja nie pytam siebie po cichutku - dlaczego ??????
Ja, kiedy jest mi tak bardzo zle i ciezko, krzycze mu prosto w twarz - NIE MIALES PRAWA MI TEGO ZROBIC !!!!!!
jeszcze nadal niestety tak bywa...
a mnie co byście doradzili? specjalnie założyłam tutaj konto bo już nie wiem co mam ze sobą zrobić. Przeczytałam parę postów, mężatek, matek zdradzanych i wydaje mi się jakby moja sytuacja była malutką błahostką, ale ta błahostka prawie do grobu mnie wpędziła...
Poznałam mojego byłego w pracy dokładnie 4 lata temu. Był wtedy w związku, miałam tego pełną świadomość ale odrazu zaznacze (aby uniknąc tekstów w stylu że to co zrobilam złego wrócilo do mnie) flirt "na maksa" zaczął się po tym jak juz wyznal ze nie jest szczesliwy w zwiazku i to wszystko zmierza do rozstania, do lozka poszlismy gdy już nie był z tamta, a przynajmniej ja tak myslałam.. Parą nieoficjalnie byliśmy ponad 3 lata, oficjalnie ponad 2. Nie chce się wdawać w szczegóły jak się miedzy nami układało ale wiadomo raz było lepiej, raz gorzej ale On był chorobliwie zazdrosny, dosłownie o wszystko. nie wiem czy jest sens opisywania jego chorych akcji, awantur zazdrośniczych itd ale sedno sprawy jest takie- 3 miesiące po naszej 3 rocznicy dowiedziałam się ze zdradza. Jak? W klubie spotkał go z kochanka przyjaciel rodziny. Był tel do mojego brata, nikt nic mi nie powiedział bo po 1 byl srodek nocy, po 2 chcieli zalatwic sprawe po ciuchu czyli obicie mordy i masz zniknąc. Nie udalo się, Były spotkał się ze mną na drugi dzien i przywitał slowami "musimy się rozstać bo cie zdradziłem". Swiat mi wtedy runął na głowę, nie wiedziałam ze to dopiero czubek "góry lodowej". Na drugi dzień tknięta złymi przecvzuciami zadzwonilam do jego eks, z która rozstał się jak poznał mnie i czego się dowiedzialam? Że od roku sa małżeństwem, a od paru miesięcy rodzicami małej dziewczynki, de facto imię ma takie jakie zawsze padało apropo rozmów o naszych dzieciach...szok, niedowierzanie, zaprzeczenie, lament, histeria towarzyszy mi codziennie choć minęło juz prawie 5 miesięcy. Powiedzcie mi co ja mam zroibc? mam dość kładzenia się spac i przeżywania tego koszmaru noc w noc, caly czas o tym myslę i nie moge uwierzyć; że za wszystko to co dla niego robilam tak mi się życie odwdzięczyło
(
Na początek załóż swój własny wątek. Kobiecie świat się sypie bo mąż ją zdradził, a ty w jej wątku szukasz porad co do byłego kochanka. A fuj.
przepraszam, myślałam, że tutaj też mogę. Nie kochanka, narzeczonego.. tzn on nim byl dla mnie, pierscionek pewnie dostałam zebym sie uciszyla.
'jeszcze raz przepraszam
Na początek załóż swój własny wątek. Kobiecie świat się sypie bo mąż ją zdradził, a ty w jej wątku szukasz porad co do byłego kochanka. A fuj.
....Nie ma problemu-ten moj swiat i tak sie wali a wlasciwie przygniata mnie do ziemi...aie innym tez nie latwo i szukaja WSZEDZIE POMOCY
przepraszam, myślałam, że tutaj też mogę. Nie kochanka, narzeczonego.. tzn on nim byl dla mnie, pierscionek pewnie dostałam zebym sie uciszyla.
'jeszcze raz przepraszam
Nie ma za co przepraszac. Jak juz wspomnialm wczesniej to kazdy szuka gdzie i jak moze pomocy..
Niestety jestem tak gleboko na "dnie" ze nie umiem sobie choc troche ulzyc i wytlumaczyc co i dlaczego sie stalo TAK w moim zyciu .Po wielu rozmowach z mezem za kazdym razem slysze ze nie bylo winny z mojej strony, ze to jego cos opetalo, ze naprawde nie wie dlaczego i ze bardzo zaluje...ale mnie to jakos nic nie uspakaja, nie pociesza, nie umie zlagodzic tego cholernego przytlaczajacego bolu i przywrocic wiary na lepsze jutro.... co Tobie doradzic tez nie wiem -mimo szczerych checi, sorry...
Dzis mija 10 miesiecy od kiedy wiem o zdradzie...to najgorszy czas w mym zyciu.
Milosc mieszana z blotem wypominania z mej strony-straszna mieszanka, wrecz zabojcza, trujaca!
Moja psychika jest w oplakanym stanie, zreszta cala jestem zaplakana. Bol okropny, ciagle mysli na ten sam temat i tysiace pytan. Nie ma dnia, moze nawet godziny zebym o tym nie myslala. To juz opsesja, paranoja...Jetem juz tak zmeczona zyciem ze duzo mi nie brakuje by wszystkiemu polozyc kres-maz jeszcze walczy i sie stara ale ja nie umiem z tego wyjsc i boje sie ze w ten sposob On mnie znienawidzi i sie podda...ja tego nie przezyje...
Dlaczego nie umiem sobie z tym poradzic?
niuniamysza twoje słowa to jeden wielki ból. Rozpacz przedziera przez każde słowo. Jest mi strasznie przykro z tego powodu.
Coś ciągle nie daje ci "zastartować" jak to określiłaś. Do tej pory nie odkryłaś co jest tego przyczyną?
Czy po odkryciu zdrady (mąż sam się przyznał?) mieliście taki czas, że byliście osobno, w sensie, że któreś z was się wyprowadziło? Jeśli nie miałaś dla siebie takiego czasu, to może warto go sobie dać? Może jakiś wyjazd na parę dni? Tylko ty sama byś mogła się uspokoić i zastanowić się nad tym co właściwie czujesz?
A może tą przyczyną jest po prostu fakt, że nie jesteś w stanie wybaczyć? Wiem, ze chcesz za wszelką cenę uratować to małżeństwo. Tylko czy rzeczywiście za cenę swojego zdrowia, uczuć jesteś w stanie ciągnąć to do końca życia?
A czy ta blokada jest też na wasza sferę fizyczną?
Aniaa34 ma racje...powinnaś wyjechać sama i przemyśleć swoje życie...wiem, że kochasz...ale czasami jak zostajemy sami uświadamiamy sobie, że samotność mniej boli niż bycie z osobą, która nas zraniła mimo, ze ja bardzo kochamy...tu już chodzi o Twój wewnętrzny spokój...nie każdy potrafi żyć ze świadomością zdrady...to już zależy od naszej silnej bądź słabej psychiki... ja nawet teraz tyle lat po rozwodzie jak spotykam przelotem ex to czuje wewnątrz ból... sam jego widok działa na mnie jak zapalnik... nie widzę to nie myślę i żyje szczęśliwa ![]()
Niunia poradzisz sobie ![]()
Twoje reakcje sa calkiem normalne w tej sytuacji, bedzie ich jeszcze wiele,
inne tez i nawet gorsze...
a Twoj maz jak Cie kocha to wytrzyma.
Potrzebiuesz jeszcze duzo czasu, nie mozesz dusic w sobie swojego zalu...
Twoj maz powinien zrozumiec w jakiej jestes sytuacji i pomoc Ci to przejsc,
a ze dlugo to trwa? ... ba, nie ma innej wspolnej drogi po zdradzie .
niuniamysza twoje słowa to jeden wielki ból. Rozpacz przedziera przez każde słowo. Jest mi strasznie przykro z tego powodu.
Coś ciągle nie daje ci "zastartować" jak to określiłaś. Do tej pory nie odkryłaś co jest tego przyczyną?
Czy po odkryciu zdrady (mąż sam się przyznał?) mieliście taki czas, że byliście osobno, w sensie, że któreś z was się wyprowadziło? Jeśli nie miałaś dla siebie takiego czasu, to może warto go sobie dać? Może jakiś wyjazd na parę dni? Tylko ty sama byś mogła się uspokoić i zastanowić się nad tym co właściwie czujesz?
A może tą przyczyną jest po prostu fakt, że nie jesteś w stanie wybaczyć? Wiem, ze chcesz za wszelką cenę uratować to małżeństwo. Tylko czy rzeczywiście za cenę swojego zdrowia, uczuć jesteś w stanie ciągnąć to do końca życia?
A czy ta blokada jest też na wasza sferę fizyczną?
Aniu34 mnie samej jest przykro za sama siebie- ze nie umiem skozystac z tej szansy ktora los postawil przedemna i mezem. Czy umiem wybaczyc? Wydaje mi sie ze tak - bo nie jestem zla...tylko strasznie smutna i zawiedziona...po tylu latach, szczesliwych latach...maz mowi ze niczego mu nie brakowalo w naszym zwiazku- sam nie ma wytlumaczenia- moze litosc i chec pomocy "tamtej"...???
Mnie jest ciezko i to bardzo ale mysl o opuszczeniu meza nawet nie przychodzi mi do glowy, po prostu lubie przy nim i z nim byc. Obojetnie czy jestem sama czy on jest przy mnie -te mysli sa i drecza tak samo...ale gdy on jest prawie przy mnie i przytuli i uspokoi, doda otuchy...ze to pokonamy, ze jeszcze bedziemy na 1000% ze soba szczesliwi-to na chwile mam znow wiare i chec do dalszego zycia- ale niestety po krotkim czasie znow ucisk w boku, brak tchu, metlik w glowie...
Co do zdrowia to juz jest "nadszarpniete" i to w paru miejscach-ale mnie sie wydaje ze TO WSZYSTKO jest warte naszego MY...obym tylko nie zawiodla..
W "odkryciu" zdrady "pomogla" corka, tzn. slyszala rozmowe taty z jakas pania i mi o tym powiedziala...ja z kolei zapytalam go czy ma jakies tajemnice przemna...i wtedy sam zaczal mowic...
Aniaa34 ma racje...powinnaś wyjechać sama i przemyśleć swoje życie...wiem, że kochasz...ale czasami jak zostajemy sami uświadamiamy sobie, że samotność mniej boli niż bycie z osobą, która nas zraniła mimo, ze ja bardzo kochamy...tu już chodzi o Twój wewnętrzny spokój...nie każdy potrafi żyć ze świadomością zdrady...to już zależy od naszej silnej bądź słabej psychiki... ja nawet teraz tyle lat po rozwodzie jak spotykam przelotem ex to czuje wewnątrz ból... sam jego widok działa na mnie jak zapalnik... nie widzę to nie myślę i żyje szczęśliwa
Neeli, Tobie tez dziekuje, ale jak juz napisalam Ani34- nie wyobrazam sobie zycia bez meza...
moze to moj blad ale po prostu nie umiem...
Szkoda ze tez musialas przez to przejsc...ale szczeze zycze Ci zycia w szczesciu!
Niunia poradzisz sobie
Twoje reakcje sa calkiem normalne w tej sytuacji, bedzie ich jeszcze wiele,
inne tez i nawet gorsze...a Twoj maz jak Cie kocha to wytrzyma.
Potrzebiuesz jeszcze duzo czasu, nie mozesz dusic w sobie swojego zalu...
Twoj maz powinien zrozumiec w jakiej jestes sytuacji i pomoc Ci to przejsc,
a ze dlugo to trwa? ... ba, nie ma innej wspolnej drogi po zdradzie .
Doonna-dzieki za zrozumienie i wsparcie...choc ciezko to staram uchwycic sie tej nadzei ze kiedys nam sie uda przejsc "calo" przez to pieklo
36 2014-04-30 10:12:19 Ostatnio edytowany przez ryba81 (2014-04-30 10:23:43)
niuniamysza
Przezyłam to rok temu a i teraz minimalnie wszystko wraca w najmniej oczekiwanych momentach.
Dałam /daliśmy nam druga szanse.
Podeszłam do zdrady jak do osoby.
"Zdrada" jest "osoba" która poznalam ale jej nie lubię, nie chce miec nic z nia doczynienia .
M. w pewnym momencie zaprzyjaźnił sie ze zdrada , był tak słabym człowiekiem ze uległ jej.
Ja - dzisiaj nie daje zdradzie satysfakcji ze kieruje moim życiem , moimi emocjami , nie jestem słaba. Za duza krzywdę mi zrobiła abym traciła teraz swój czas na dalsze jej analizowanie i zastanawianie sie.Nie rozmawiam już na ten temat , bo wszystko co miało być powiedziane zostało już powiedziane wielokrotnie, wiec szkoda mojej energii aby ja poświęcać zdradzie.
Zaakceptowałam ze takie "osoby" są wśród nas i tego nie zmienię ani czasu nie cofnę.
Zyje jeszcze teraźniejszością mój M robi plany na nasza wspólną przyszłość a ja pomagam mu tylko w realizacji tych planów .
niuniamyszka - dasz rade ![]()
niuniamyszka-bardzo Ci współczuję!
Musisz dać Sobie czas na żałobę ! Tak,tak-na żałobę po" poprzednim małżeństwie".
Bo w/g mnie nie ma już "tamtych" Was.
Musisz zacząć "nowy-stary"związek małżeński!
Nowy-bo na Twoich warunkach,
stary-bo męża już "znasz".
Trzymaj się-dasz radę!
Czas jest najlepszym lekarstwem na tego typu sprawy. Ale swoje przejść musisz. Można wybaczyć choć to wielka sztuka i nie każdy potrafi wybaczać. Ale zapomnieć się nie da. Zadra zostaje już na zawsze i spadek zaufania do takiej osoby również. Ale jeśli prawdziwie kochasz to sobie z tym poradzisz.
39 2014-04-30 22:40:31 Ostatnio edytowany przez Koryfeusz (2014-04-30 22:41:53)
Nie rozumiem jak można wybaczyć zdradę nie znam żadnego faceta co wybaczył zdradę jeśli jakiś jest niech tu koniecznie napisze.
niuniamysza
Przezyłam to rok temu a i teraz minimalnie wszystko wraca w najmniej oczekiwanych momentach.
Dałam /daliśmy nam druga szanse.Podeszłam do zdrady jak do osoby.
"Zdrada" jest "osoba" która poznalam ale jej nie lubię, nie chce miec nic z nia doczynienia .
M. w pewnym momencie zaprzyjaźnił sie ze zdrada , był tak słabym człowiekiem ze uległ jej.
Ja - dzisiaj nie daje zdradzie satysfakcji ze kieruje moim życiem , moimi emocjami , nie jestem słaba. Za duza krzywdę mi zrobiła abym traciła teraz swój czas na dalsze jej analizowanie i zastanawianie sie.Nie rozmawiam już na ten temat , bo wszystko co miało być powiedziane zostało już powiedziane wielokrotnie, wiec szkoda mojej energii aby ja poświęcać zdradzie.
Zaakceptowałam ze takie "osoby" są wśród nas i tego nie zmienię ani czasu nie cofnę.
Zyje jeszcze teraźniejszością mój M robi plany na nasza wspólną przyszłość a ja pomagam mu tylko w realizacji tych planów .
niuniamyszka - dasz rade
Ryba81-podziwiam Cie za TAKI tok myslenia....
Niestety jestem slaba psychicznie (ale nie zwasze tak bylo)-czuje sie tak jakby ukradziono i zniszczono tamta ja- tamte ja bylo mocne, kochane, doceniane, ufalo, bylo pomocne innym, chetnie doradzalo i bylo dla innych- po prostu czulam sie i staralam sie byc dobrym czlowiekiem a teraz nawet ze soba nie umiem sobie poradzic ale staramy sie z mezem i corkami powoli patrzec przed siebie-choc niestety wstecz tez zagladam i to mnie gubi.....ale kiedys, cos musi sie zmienic!!!
Dzieki-Tobie i mezowi tez zycze udanej przyszlosci!
Nie rozumiem jak można wybaczyć zdradę nie znam żadnego faceta co wybaczył zdradę jeśli jakiś jest niech tu koniecznie napisze.
jestem kobieta- i to kobieta ktora kochala i kocha i moze dlatego umiem wybaczyc- jedyne czego nie umiem zrozumiec to : dlaczego ludzie zdradzaja-dlaczego kochajacy czlowiek potrafi tak zranic drugiego czlowieka....
niuniamyszka-bardzo Ci współczuję!
Musisz dać Sobie czas na żałobę ! Tak,tak-na żałobę po" poprzednim małżeństwie".
Bo w/g mnie nie ma już "tamtych" Was.
Musisz zacząć "nowy-stary"związek małżeński!
Nowy-bo na Twoich warunkach,
stary-bo męża już "znasz".
Trzymaj się-dasz radę!
Zuza33-masz racje to naprawde zaloba-choc nie moge jej porownac do zaloby np. po rodzicach...-to jednak straszny raniacy smutek po stracie czegos cennego -najcenniejszego
Musimy zaczac od nowa......
Dzieki!
Czas jest najlepszym lekarstwem na tego typu sprawy. Ale swoje przejść musisz. Można wybaczyć choć to wielka sztuka i nie każdy potrafi wybaczać. Ale zapomnieć się nie da. Zadra zostaje już na zawsze i spadek zaufania do takiej osoby również. Ale jeśli prawdziwie kochasz to sobie z tym poradzisz.
Bialy kwiecie- wiem ze czas jest lekarstwem- gdybym umiala to najpierw cofnelabym czas by do tego nie doszlo(zdrady) a teraz gdybym umiala to przesunelabym ten czas do przodu nie zalujac ze cos przeocze- tylko wierzac ze bedzie lepiej, ze nie bedzie tak bolec, ze nie bede zadawac tych wielu meczacych pytan i ze znow zaufam mezowi i uwierze w NIEGO -ale nietety trzeba przez to przejsc samemu...mam nadzije ze mam w sobie jeszcze tyle tej wielkiej, prawdziwej milosci by stawic temu czola i jakos sobie poradzic
Serdecznie Ci dziekuje
44 2014-05-05 15:49:14 Ostatnio edytowany przez Koryfeusz (2014-05-05 15:51:26)
Ale on ciebie nie kocha to jest miłość jednostronna, on by na twoim miejscu pewnie ci tego nie wybaczył więc nie widzę sensu w wybaczaniu.
Teraz pytanie czy on kaja się pomaga ci bardziej niż dawniej wspiera jeśli nie to od razu go zostaw teraz liczysz się tylko ty i twoje ego.
Ale on ciebie nie kocha to jest miłość jednostronna, on by na twoim miejscu pewnie ci tego nie wybaczył więc nie widzę sensu w wybaczaniu.
Teraz pytanie czy on kaja się pomaga ci bardziej niż dawniej wspiera jeśli nie to od razu go zostaw teraz liczysz się tylko ty i twoje ego.
...mowi ze kocha, kochal zawsze -ze wtedy sie zapomnial...ze zaluje..
Ale widze i wiem ze On sie stara to wszystko wynagrodzic, wspiera, pomaga czynem i slowem...tylko ja nie umiem sobie poradzic ze swoja psychika, myslami-dlaczego to ciagle wraca? Dlaczego to jeszcze taaaak boli? Przeciez bylismy taaacy szczesliwi...
Gdy ide przez miasto, to az serce sciska -przeciez to nie mozliwe zeby mnie to spotkalo...a do tego mijajac innych ludzi -to ta mysl ze tylu wokolo poranionych, zawiedzinych daje jeszcze wiekszego dola....
Mowisz; liczysz sie tylko ty-ale:-ja bez niego to nie ja...
Nie ma co walczyc z soba pytanie czy on by tak walczyl o ciebie ?
Mozesz zawsze probowac dac mu powody do zazdrosci i zobaczyc czy sie rzeczywiscie stara bo jesli tak to musisz isc na terapie.
Niuniamysza ... bardzo dobrze rozumiem, o czym piszesz gdyż niestety i takie doświadczenie i wyzwanie od losu było również moim udziałem.
Ale przestrzegam Cię przed ujednolicaniem się z nim ... Ty to ciągle TY. Czy z nim czy bez niego.
Istniejesz jako niezależny, odrębny od niego byt.
Ty, to zawsze Ty Niuniamysza, bo jego obecność przy Tobie w żaden sposób Ciebie nie definiuje, ani nie określa.
Nie ma co walczyc z soba pytanie czy on by tak walczyl o ciebie ?
Mozesz zawsze probowac dac mu powody do zazdrosci i zobaczyc czy sie rzeczywiscie stara bo jesli tak to musisz isc na terapie.
Znam go tyle lat...myslala ze znam na wylot a jednak tak mnie zawiodl!
Jednak wydajemi sie ze gdyby nie on to -teraz mnie juz by tu nie bylo...ze to on walczy teraz za nas dwoje...
Co do powodow do zazdrosci-to nic dla mnie,( mnie niczego we wygladzie i intelekcie nie brakuje,
teraz wyjatkowo wyciszona, zamyslona, smutna....ale kiedys "pepek" towyrzystwa-przeciwnosc terazniejszosci...
Niuniamysza ... bardzo dobrze rozumiem, o czym piszesz gdyż niestety i takie doświadczenie i wyzwanie od losu było również moim udziałem.
Ale przestrzegam Cię przed ujednolicaniem się z nim ... Ty to ciągle TY. Czy z nim czy bez niego.
Istniejesz jako niezależny, odrębny od niego byt.
Ty, to zawsze Ty Niuniamysza, bo jego obecność przy Tobie w żaden sposób Ciebie nie definiuje, ani nie określa.
IsaBella77, szkoda ze tez musialas to przezyc.
Nie jestem od niego zalezna finansowo lub w inny matarialny sposob-ale po prostu jestesmy razem tyle, tyle lat, przez wiele przeszlismy razem. Mielismy fajne, szczesliwe zycie ale tez sporo zyciowych przeszkod:choroby, smierc, wypadki...naprawde nas nic nie oszczedzilo ale dawalismy wszystkiemu rade -ale we dwoje-jak jeden mur, jeden dla drugiego. Bylismy prawie nierozloczni- przez to bylismy naprawde "jednoscia". Dlatego jest On czescia mnie...moze kiedys po dluzszymm czasie bede to wszystko widziec inaczej -naucze sie byc soba:)
Spodziewalabym sie wszystkiego ale nie tego co mi zrobil...wiem wszyscy tak mowia...ale teraz juz wiem- nie bylo NIC co mozna byloby zrobic z mej strony by temu zapobiec. Po wielu pytaniach, rozmowach, analizach,odpowiedzi dlaczego nie ma do dzisiaj. To juz chyba zostanie bez odpowiedzi....
Nie wiem czy ta odpowiedz by mi cos dala, cos zmienila-naprawde nie wiem???Prawda jest ze wolalabym niektorych rzeczy nie wiedziec-zaoszczedzic samej sobie bolu. Ale pytalam, borowalam no to wiem....Tylko Bog mi swiadkiem co czuje...
Wiem ze niczego nie da sie cofnac, zmienic przeszlosci ale wiedza ze ta inna kobieta zyje sobie dalej tak w zaklamaniu, zyrujac na czyjejs litosci- jak gdyby nigdy nic-z nalepka biednej, przez los ciezko doswiadczonej kobiety i wdowy-opowiadajac jak jej ciezko bez kochanego meza, jak ona to przezywa itp-to mnie tez boli-choc nie powinno mnie to interesowac...dobrze ze dzieli nas dosc spora odleglosc od siebie ale i tak w jakis sposob mnie to rani- ale na to tez nic nie poradze, musze nauczyc sie joks z tym wszystkim zyc....ale JAK???
51 2014-05-07 14:54:23 Ostatnio edytowany przez Monia778 (2014-05-07 14:55:16)
Specjalnie się zarejestrowałam żeby ostrzec przed pochopnym wybaczaniem, kiedyś wybaczyłam on sobie z tego nic nei robił choć niby przepraszał, po 3 miesiącach mówił żebym zapomniała. znówale po 2 latach gdy tak się zdarzyło iż pocałowałam innego on mnie wyrzucił a wcześniej dotkliwie pobił.
Nie ma co wybaczać tylko naiwny wybacza.
Specjalnie się zarejestrowałam żeby ostrzec przed pochopnym wybaczaniem, kiedyś wybaczyłam on sobie z tego nic nei robił choć niby przepraszał, po 3 miesiącach mówił żebym zapomniała. znówale po 2 latach gdy tak się zdarzyło iż pocałowałam innego on mnie wyrzucił a wcześniej dotkliwie pobił.
Nie ma co wybaczać tylko naiwny wybacza.
Monia778
szkoda ze Ci sie nie udalo. Co do rekoczynow to naprawde straszne upokorzenie dla Ciebie- przynajmniej to zostalo mi zaoszczedzone!
Moze i jestem naiwna bo przebaczylam ale to jest mie tego warte...
Ja postanowilam zaryzykowac i przebaczylam i choc jest mi strasznie ciezko to chce wierzyc ze nam sie uda...ze maz zrozumial swoj blad i chce go naprawic...zbyt dlugo bylismy szczesliwi ze soba by to tak wszystko oddac...i sie poddac. Wiem ze juz nigdy nie bedzie tak jak bylo, ze zanim tak naprawde znow zaufam to minie wiele czasu ale mimo to chce sprobowac.
Zawsze w zyciu radzilam sobie dobrze, od kiedy maz mnie zdradzil ( prawie rok) nie umiem tak naprawde sie pozbierasc i dnalezc samej siebie. Wszystko jest jakies inne, na wiele rzeczy patrze calkiem inaczej i tak naprawde sama nie wiem czego chce-oprocz tego ze chce sprobowac nowego zycia z mezem jeszcze raz!!! Na razie wszystko jest tak nowe, nieznane...niepewne-dla mnie, bo maz wierzy mocno ze musi nam sie udac... ze nam sie uda na pewno...Ja ciagle to bardzo przezywam, cierpie, wypominam-choc sama wiem ze NIC mi-- nam to nie da...ale nie umie nad tym zapanowac!?
Ostatnio bardzo mnie przytlacza mysl, mysl o tej "drugiej"-Jak juz wspomnialam jej maz byl chory w szpitalu, gdy ona znalazla sobie pocieszyciela w mym mezu i tak sie z nim pocieszala nawet w ich lozku az do jego smierci (2 tygodnie pozniej tamten umarl) i potem jeszcze dwa razy spotkali sie z moim mezem az w koncu wyszla zdrada na wierzch. Ale tylko u nas w domu. Ona zyje dosc daleko od nas, ma dwoch synow-( nikt u niej nic nie wie- zyje jako "ciezko doswiadczona przez los wdowa, pelna bolu i tesknoty za swym mezem) Nie wiem dlaczego zobaczylam na jej portal w internecie- nie mam slow..... ciagle powtarzaja sie tam chasla typu: odszedl moj najukochanszy maz..., jak strasznie ona za nim teskni....ze uczmy sie kochac ludzi bo tak szybko odchodza...i jeszcze pare takich podobnych...Nie umiem o tym zapomniec, ciagle mi sie to przedstawia przed oczami i tylko ciezko pohamowuje sama siebie by jej czegos nie napisac:::DLACZEGO NIE KOCHALS JAK GO MIALAS???? Jak mozna byc tak zaklamanym, czy ona naprawde nie ma sumienia, nie ma wstydu????Ale jakos moja ambicja na to nie pozwala, by sie znizyc do jej poziomu by jej to napisac- Wiec pisze o tym tutaj, by choc troche sobie ulzyc. Jak o tym WSZYSTKIM zapomniec???
Może nie powinnam się wypowiadać bo jestem mloda, ale Niuniamysza rozmawiałaś z mężem o tym jak sie czujesz? Może potrzebujesz Jego wsparcia? Może powinnaś z Nim jeszcze raz o tym porozmawiac zapłakać Mu w rękaw, uderzyć Go, nakrzyczeć, że jak mógł Ci to zrobić, czasem takie coś pomaga, wyrzucenie z siebie wszystkiego, wiem co mówię dusiłam w sobie smutek po rozstaniu z pierwsza miłością, długi związek prawie 3 lata i trafiłam przez to do psychologa bo hm można napisać, że"gniłam" od środka, to bylo straszne, teraz mojemu obecnemu mężczyźnie mówię o wszystkim i jest mi z tym dobrze a On przynajmniej wie co jest nie tak lub co w nim kocham.
Zawsze w zyciu radzilam sobie dobrze, od kiedy maz mnie zdradzil ( prawie rok) nie umiem tak naprawde sie pozbierasc i dnalezc samej siebie. Wszystko jest jakies inne, na wiele rzeczy patrze calkiem inaczej i tak naprawde sama nie wiem czego chce-oprocz tego ze chce sprobowac nowego zycia z mezem jeszcze raz!!! Na razie wszystko jest tak nowe, nieznane...niepewne-dla mnie, bo maz wierzy mocno ze musi nam sie udac... ze nam sie uda na pewno...Ja ciagle to bardzo przezywam, cierpie, wypominam-choc sama wiem ze NIC mi-- nam to nie da...ale nie umie nad tym zapanowac!?
Ostatnio bardzo mnie przytlacza mysl, mysl o tej "drugiej"-Jak juz wspomnialam jej maz byl chory w szpitalu, gdy ona znalazla sobie pocieszyciela w mym mezu i tak sie z nim pocieszala nawet w ich lozku az do jego smierci (2 tygodnie pozniej tamten umarl) i potem jeszcze dwa razy spotkali sie z moim mezem az w koncu wyszla zdrada na wierzch. Ale tylko u nas w domu. Ona zyje dosc daleko od nas, ma dwoch synow-( nikt u niej nic nie wie- zyje jako "ciezko doswiadczona przez los wdowa, pelna bolu i tesknoty za swym mezem) Nie wiem dlaczego zobaczylam na jej portal w internecie- nie mam slow..... ciagle powtarzaja sie tam chasla typu: odszedl moj najukochanszy maz..., jak strasznie ona za nim teskni....ze uczmy sie kochac ludzi bo tak szybko odchodza...i jeszcze pare takich podobnych...Nie umiem o tym zapomniec, ciagle mi sie to przedstawia przed oczami i tylko ciezko pohamowuje sama siebie by jej czegos nie napisac:::DLACZEGO NIE KOCHALS JAK GO MIALAS???? Jak mozna byc tak zaklamanym, czy ona naprawde nie ma sumienia, nie ma wstydu????Ale jakos moja ambicja na to nie pozwala, by sie znizyc do jej poziomu by jej to napisac- Wiec pisze o tym tutaj, by choc troche sobie ulzyc. Jak o tym WSZYSTKIM zapomniec???
Myślisz, że ona tyle poświęca Tobie myśli co Ty jej? Warto?
Dla mnie kobiety takiego pokroju nie są warte tego by im poświęcać swoje myśli.
Nie interesuj się co u niej - nie jest to Ci do niczego potrzebne.
Może patrzysz na to tak, że ona ma się świetnie, a Ty cierpisz?
Cierpisz i cierpieć będziesz, daj czasowi czas. A potem wszystko się zmieni.
Jesteś dopiero rok po, ja po 3 latach dopiero emocjonalnie się uspokoiłam. Powiada się, że 3 lata - to ten okres na ogarnięcie się z przeszłością. U mnie tak było - potrzebowałam 3 lat, a potem jak ręką odjął.
Ps. Tego nie da się zapomnieć. Ale da się tak przewartościować swoje życie, że zdrada nie będzie rządziła naszym życiem.
56 2014-05-13 22:26:22 Ostatnio edytowany przez Mazgaj (2014-05-13 22:26:33)
On też moralny a że zdradził b że doskonale wiedział iż ona ma umierającego męża to taka wyzwisko męska bawidamek. Ja nie wiem jak można wybaczyć coś co się dowiedziało przez przypadek co innego jeden wybryk a co innego romansik....
Czy on by ci wybaczył gdybyś w ciągu 3-4 lat też zaliczyła taką wpadkę bo to możliwe sadząc po twoim stanie ? ![]()
Nie wiem czy powinnam się wypowiadać, bo pewnie mogłabyś być moją mamą, biorąc pod uwagę wiek, ale chciałam wyrazić smutek.. smutek, że czytając Twoją historię nie zdziwiłam się. Usłyszałam od swojej mamy i innych, z pokolenia wyżej, że faceci prawie zawsze zdradzają.. właśnie po X latach małżeństwa. Przykłady można by mnożyć na około... Przeraża mnie to, w perspektywnei ewentualnego małżeństwa...
Natomiast co do szukania pomocy... to zastanawia mnie czy szukałaś pomocy u psychologa czy u psychoterapeuty? Bo to dwie różne bajki.. Takie rzeczy sie przerabia czasem nawet miesiącami na terapii. Powinno się przynajmniej. Przerobienie tego to chyba jedyna opcja na "normalne" życie. Tyle moge powiedzieć, na podstawie moich kompetencji. Ale generalnie przepraszam, że w ogóle ośmieliłam się wypowiedzieć, bo domniemam, żeprzeżywasz jakiś koszmar, o którym nie mam pojęcia.. życzę wszystkiego dobrego, z serca.
Nie rozumiem jak można wybaczyć zdradę nie znam żadnego faceta co wybaczył zdradę jeśli jakiś jest niech tu koniecznie napisze.
znam faceta nie jednego, który wybaczył zdradę...
żyją dzisiaj z tymi kobietami i są bardzo szczęśliwi
mężczyźni też są zdradzani i ...wybaczają, różnica jest tylko taka, że stanowczo rzadziej o tym mówią niż kobiety...
Koryfeusz napisał/a:Nie rozumiem jak można wybaczyć zdradę nie znam żadnego faceta co wybaczył zdradę jeśli jakiś jest niech tu koniecznie napisze.
znam faceta nie jednego, który wybaczył zdradę...
żyją dzisiaj z tymi kobietami i są bardzo szczęśliwimężczyźni też są zdradzani i ...wybaczają, różnica jest tylko taka, że stanowczo rzadziej o tym mówią niż kobiety...
Szczegolnie rzadziej na kobiecym Forum.
I ja znam zdradzonych i wybaczajacych, plec nie ma znaczenia,
kazdy jest inny.
Niuniamysza, jesli czujesz, ze maz sie naprawde stara
daj mu szanse, na jedna szanse napewno zasluzyl
i nie martw sie, przestanie bolec ![]()
60 2014-05-14 17:10:22 Ostatnio edytowany przez Mazgaj (2014-05-14 17:12:36)
Ale po co w ogóle wybaczać romans taka osoba jest zatruta na całe życie podobnie jak alkoholik, co innego choćby jakby się sam przyznał. A co innego samemu odkryć i to jeszcze skrzywdzić umierającego człowieka przecież to maksimum cynizmu. Gorzej by było gdyby zdradził z siostrą czy matką mam nadzieję że wtedy byś nie wybaczyła.
Poza tym ze zdradzającymi jest na ogół tak że sami zdają sobie z tego sprawę iż by nie potrafili wybaczyć tak jest bez względu na płeć.
niuniamysza napisał/a:Myślisz, że ona tyle poświęca Tobie myśli co Ty jej? Warto?
Dla mnie kobiety takiego pokroju nie są warte tego by im poświęcać swoje myśli.
Nie interesuj się co u niej - nie jest to Ci do niczego potrzebne.
Może patrzysz na to tak, że ona ma się świetnie, a Ty cierpisz?
Cierpisz i cierpieć będziesz, daj czasowi czas. A potem wszystko się zmieni.
Jesteś dopiero rok po, ja po 3 latach dopiero emocjonalnie się uspokoiłam. Powiada się, że 3 lata - to ten okres na ogarnięcie się z przeszłością. U mnie tak było - potrzebowałam 3 lat, a potem jak ręką odjął.Ps. Tego nie da się zapomnieć. Ale da się tak przewartościować swoje życie, że zdrada nie będzie rządziła naszym życiem.
Ps. Tego nie da się zapomnieć. Ale da się tak przewartościować swoje życie, że zdrada nie będzie rządziła naszym życiem.
smallangel-masz racje i ja to tez wiem, to jest poprostu ponizajace i godne pozalowania-co robie...nie poznaje samej siebie-taka nigdy nie bylam...Boze zeby ten okropny czas w mym zyciu juz minal...jak Ty to przetrwalas???????
Nie wiem czy powinnam się wypowiadać, bo pewnie mogłabyś być moją mamą, biorąc pod uwagę wiek, ale chciałam wyrazić smutek.. smutek, że czytając Twoją historię nie zdziwiłam się. Usłyszałam od swojej mamy i innych, z pokolenia wyżej, że faceci prawie zawsze zdradzają.. właśnie po X latach małżeństwa. Przykłady można by mnożyć na około... Przeraża mnie to, w perspektywnei ewentualnego małżeństwa...
Natomiast co do szukania pomocy... to zastanawia mnie czy szukałaś pomocy u psychologa czy u psychoterapeuty? Bo to dwie różne bajki.. Takie rzeczy sie przerabia czasem nawet miesiącami na terapii. Powinno się przynajmniej. Przerobienie tego to chyba jedyna opcja na "normalne" życie. Tyle moge powiedzieć, na podstawie moich kompetencji. Ale generalnie przepraszam, że w ogóle ośmieliłam się wypowiedzieć, bo domniemam, żeprzeżywasz jakiś koszmar, o którym nie mam pojęcia.. życzę wszystkiego dobrego, z serca.
Hi,freud'ova-tutaj wiek nie gra roli...napisac moze kazdy. Sama widzisz ze tez masz na ten smutny temat cos do powiedzenia.
Ta moja historie przerabialam z psychooterapeutami i psychiatra tez...a z mezem przerabiam do dzis....zyje z dnia na dzien i czekam az w koncu cos w mej psychice zaskoczy, zmieni i poluzuje...
A Tobie freud'ova dziekuje za mile slowa! I zycze bys w Twym mlodym zyciu i wogole NIGDY nie musiala sama tego przezyc!!!
Ale po co w ogóle wybaczać romans taka osoba jest zatruta na całe życie podobnie jak alkoholik, co innego choćby jakby się sam przyznał. A co innego samemu odkryć i to jeszcze skrzywdzić umierającego człowieka przecież to maksimum cynizmu. Gorzej by było gdyby zdradził z siostrą czy matką mam nadzieję że wtedy byś nie wybaczyła.
Poza tym ze zdradzającymi jest na ogół tak że sami zdają sobie z tego sprawę iż by nie potrafili wybaczyć tak jest bez względu na płeć.
wiesz Mazgaj kiedys tez na temat zdrady myslalam inaczej-choc nie znalam bezposrednio nikogo z bliskich ktorzy by ja przezyli...nigdy sie nie zastanawialam nad scenariuszem i odpowiedziami co bym zrobila GDYBY...takiej opcji nigdy we mnie nie bylo. Nawet w mej dosc bujnej fantazji bym o tym nie pomyslala a jednak trafilo wlasnie mnie!
Mazgaj Ty masz racje ta zdrada byla z najnizszej polki-ale nasze cale zycie zycie rodzinne i me uczucie do meza bylo i jest zbyt cenne by je tak po prostu wyrzucic na strate,,,maz sie stara i widzi ten blad-przynajmniej tak mysle i chce w to uwierzyc.
Nie wiem czy jeszcze COS moze mnie wiecej zranic niz to co mi zrobil-wiec biore to ryzyko i zmagam sie z sama soba z dnia na dzien...
Koryfeusz napisał/a:Nie rozumiem jak można wybaczyć zdradę nie znam żadnego faceta co wybaczył zdradę jeśli jakiś jest niech tu koniecznie napisze.
znam faceta nie jednego, który wybaczył zdradę...
żyją dzisiaj z tymi kobietami i są bardzo szczęśliwimężczyźni też są zdradzani i ...wybaczają, różnica jest tylko taka, że stanowczo rzadziej o tym mówią niż kobiety...
In_ka mam nadzieje i to ogromna ze tez kiedys bedziemy z mezem nalezec do tej grupki ktorej sie udalao!!!!
in_ka napisał/a:Koryfeusz napisał/a:Nie rozumiem jak można wybaczyć zdradę nie znam żadnego faceta co wybaczył zdradę jeśli jakiś jest niech tu koniecznie napisze.
znam faceta nie jednego, który wybaczył zdradę...
żyją dzisiaj z tymi kobietami i są bardzo szczęśliwimężczyźni też są zdradzani i ...wybaczają, różnica jest tylko taka, że stanowczo rzadziej o tym mówią niż kobiety...
Szczegolnie rzadziej na kobiecym Forum.
I ja znam zdradzonych i wybaczajacych, plec nie ma znaczenia,
kazdy jest inny.Niuniamysza, jesli czujesz, ze maz sie naprawde stara
daj mu szanse, na jedna szanse napewno zasluzyli nie martw sie, przestanie bolec
Doonna- maz sie stara-przynajmniej tak mi sie wydaje ze teraz to co mowi i robi jest prawdziwe i szczere...dlatego trzymam sie tej nadziei i daje te szanse- mielismy naprawfe szczesliwe i udane zycie, byl dobrym kochajacym mezem i super ojcem wogole jest dobrym czlowiekiem -dlatego zasluzyl na cos jeszcze a nie tylko KONIEC... Zdaje sobie sprawe ze zrobil cos wstretnego, ponizajacego cos co zostanie miedzy nami na zawsze-czy cos jeszcze gorszego w zyciu moze mnie spotkac?
Dlatego dzieki Ci za slowa wsparcia...niby nic a jednak taaaak wiele