Witajcie,
proszę o wsparcie i radę...Mam 27 lat i rok temu strzeliła mnie strzała Amora. Po prostu zobaczyłam mężczyznę i postanowiłam go poznać - musiałam, po prostu musiałam. Pół roku kombinowałam aż się udało. Kilka razy się spotkaliśmy - on wieczny chłopiec, nie myślący o przyszłości, z pasjami, chcący zwiedzać świat, poznawać nowe, zawsze uśmiechnięty, cholernie inteligentny, bezpośredni. Ja - podobna do niego tylko nieśmiała. Podczas naszych spotkań byłam strasznie spięta. Dawał znaki, że chciałby seksu, ale nie - nie udało się; pomimo ogromnych chęci powiedziałam nie. Kolejne pół roku ciszy - aż się odzywa - z serii "co tam?". Wiem, że pociągam go fizycznie; o dziwo zaprosił nawet na film - nie do kina - na film. Było miło, pośmialiśmy się i każdy wrócił do swojego domu. Doszliśmy do wniosku, że w Polsce nie mamy czego szukać i wyjeżdzamy (ale to tak bardziej na zasadzie żartu). Co kilka dni się odzywa - rozmowy przeplatane podtekstami. Moim marzeniem jest go mieć, ale na stałe. Jestem cierpliwa... Nie jestem na każde jego zawołanie; mam świadomość, że muszę go czymś zaskoczyć. Jak powinna zachować się kobieta, która chce rozkochać w sobie wiecznego chłopca, która chce być nie tylko pożądana fizycznie, ale też psychicznie? Czy seks jest dobrym wyjściem?
Na koniec wspomnę, że nasze historie są podobne tzn. jakieś 10 lat się mijamy - dwukrotnie mieliśmy razem studiować, mamy wspólnych znajomych, z którymi każdy wychodził na piwo, ale w innym czasie, bywamy w tych samych miastach, w tym samym czasie, jak idziemy do klubu to okazuje się, że byliśmy od siebie o kilkaset metrów. Jego odzew po pół roku dał mi nadzieję, bo szczerze przyznam, że nie ma już nocy, kiedy o nim "nie marzę" - to już przychodzi samoczynnie - zamykam oczy i bach, widzę go.