Hej ![]()
Założyłam tą netkafejkę dla osób, które zostały porzucone przez swoich partnerów tak z dnia na dzień kiedy nic nie wskazywało na wypalenie uczuć itp.
Możecie się tutaj wyżalić, wyrzucić z siebie całą złość i napisać jak sobie radzicie w tych ciężkich chwilach, czy walczycie dalej o tą miłość, czy Wasi partnerzy/partnerki wrócili/ły?
Może ja zacznę. Porzucił mnie miesiąc temu mimo, że dzień przed planował zaręczyny ( nawet pytał o rozmiar pierścionka), więc nic nie wskazywało na to, że chce mnie zostawić, mówił, że jestem dla niego ogromnym szczęściem, do moich rodziców mówił, że taką dziewczynę jak ja to ze świecą szukać, do moich i jego znajomych mówił, że wreszcie trafił na cudowną kobietę, że nie chce mnie stracić.
Zadzwonił do mnie dzień po tym jak tak strasznie planował zaręczyny i normalnie rozmawialiśmy jak zwykle czule, po 3 godzinach zadzwonił znowu i powiedział, że to nie ma sensu według niego najpierw mówił, że jak ona wyjedzie do pracy za granicę na ciężarówki to będzie tylko gorzej bo nie będziemy się widywać, nie będziemy mieli jakiegokolwiek kontaktu ( dziwne bo jego tata często dzwoni do jego mamy i często gadają czy to na Skype, czy przez telefon), kiedy mu tłumaczyłam, że damy radę i przetrwamy to to powiedział, że zrywa bo się kłócimy przez rok...próbował mi wmówić, że przez rok ja mu robię kłótnie o bzdury ( według niego bzdurą było to, że zwracałam mu uwagę na zachowanie jego matki wobec niego, że chciałam żeby plany życiowe podejmował też ze mną, a nie tylko z matką i chłopakiem swojej siostry) kiedy mu powiedziałam, że kłótnie trwają tak naprawdę od 2-3 miesięcy to nic nie powiedział. Wydaje mi się, że duży wpływ na niego miała jego matka, kilku jego znajomych zauważyło, że ona ma na niego bardzo duży wpływ, traktuje go jak lokaja, przynieś wynieś pozamiataj, a ona księżniczka leży przed telewizorem albo siedzi przed komputerem. Z miłego i pomocnego chłopaka potrafiła zmienić go w chamskiego i mściwego.
Nie mamy od miesiąca w ogóle kontaktu, on się nie odzywa nic do mnie, przekreślił 2 lata w ciągu których działo się naprawdę dużo pięknych chwil, traktuje jak kompletnie obcą osobę kobietę, która była przy nim na dobre i na złe, która akceptowała go w całości, wciągnęła się w jego hobby, które uprawiała razem z nim, dbała o niego jak o własnego męża, pomagała mu w garażu ( wstyd się przyznać troszkę ale nawet pomagałam mu wnosić worki z węglem do piwnicy...).
Jedyne co mi powiedział na koniec to to, że chce być na razie sam i, że może kiedyś nasze drogi się skrzyżują...Teraz na fb pokazuje mi jak to mu świetnie beze mnie, deklaruje się do znajomych, że pojedzie na zawody z nimi ( szkoda, że mnie zabierał na te zawody tylko czasami i sam jeździł tylko czasami tłumacząc się, że nie ma za bardzo pieniędzy, a teraz ma kasę na zawody w każdym miesiącu i tu nie chodzi o to, że jego znajomi mnie nie lubili bo lubili mnie i to bardzo).
Co do radzenia sobie z całą sytuacją, mimo że minął już miesiąc jakoś ciężki mi jest sobie z tym poradzić. Jednego dnia jest dobrze, a kilka następnych dni tragicznie. Jakoś nadal nie potrafi do mnie dojść to, że nie jesteśmy razem. Czuję kompletną taką pustkę w sobie i jestem wkurzona, że kolejny mój związek rozpada się w taki sam sposób, przez telefon, bez konkretnego powodu i udawaniem, że się mnie nie zna. Boli mnie to bo było między Nami naprawdę cudownie mimo kłótni, ale one zdarzają się w każdym związku, zaufałam mu naprawdę bezgranicznie i wierzyłam, że jeśli mówi, że mnie nigdy nie zostawi to naprawdę mnie nigdy nie zostawi.