netkobietyWszystkie działy
Nasza społeczność

Osoby porzucone z dnia na dzień.

3 odpowiedzi3 157 wyświetleńzałożony przez justyna1610, 03.02.2014

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Osoby porzucone z dnia na dzień.

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 4 ]

1 Ostatnio edytowany przez justyna1610 (2014-02-03 12:53:03)

Temat: Osoby porzucone z dnia na dzień.

Hej smile
Założyłam tą netkafejkę dla osób, które zostały porzucone przez swoich partnerów tak z dnia na dzień kiedy nic nie wskazywało na wypalenie uczuć itp.
Możecie się tutaj wyżalić, wyrzucić z siebie całą złość i napisać jak sobie radzicie w tych ciężkich chwilach, czy walczycie dalej o tą miłość, czy Wasi partnerzy/partnerki wrócili/ły?



Może ja zacznę. Porzucił mnie miesiąc temu mimo, że dzień przed planował zaręczyny ( nawet pytał o rozmiar pierścionka), więc nic nie wskazywało na to, że chce mnie zostawić, mówił, że jestem dla niego ogromnym szczęściem, do moich rodziców mówił, że taką dziewczynę jak ja to ze świecą szukać, do moich i jego znajomych mówił, że wreszcie trafił na cudowną kobietę, że nie chce mnie stracić.
Zadzwonił do mnie dzień po tym jak tak strasznie planował zaręczyny i normalnie rozmawialiśmy jak zwykle czule, po 3 godzinach zadzwonił znowu i powiedział, że to nie ma sensu według niego najpierw mówił, że jak ona wyjedzie do pracy za granicę na ciężarówki to będzie tylko gorzej bo nie będziemy się widywać, nie będziemy mieli jakiegokolwiek kontaktu ( dziwne bo jego tata często dzwoni do jego mamy i często gadają czy to na Skype, czy przez telefon), kiedy mu tłumaczyłam, że damy radę i przetrwamy to to powiedział, że zrywa bo się kłócimy przez rok...próbował mi wmówić, że przez rok ja mu robię kłótnie o bzdury ( według niego bzdurą było to, że zwracałam mu uwagę na zachowanie jego matki wobec niego, że chciałam żeby plany życiowe podejmował też ze mną, a nie tylko z matką i chłopakiem swojej siostry) kiedy mu powiedziałam, że kłótnie trwają tak naprawdę od 2-3 miesięcy to nic nie powiedział. Wydaje mi się, że duży wpływ na niego miała jego matka, kilku jego znajomych zauważyło, że ona ma na niego bardzo duży wpływ, traktuje go jak lokaja, przynieś wynieś pozamiataj, a ona księżniczka leży przed telewizorem albo siedzi przed komputerem. Z miłego i pomocnego chłopaka potrafiła zmienić go w chamskiego i mściwego.
Nie mamy od miesiąca w ogóle kontaktu, on się nie odzywa nic do mnie, przekreślił 2 lata w ciągu których działo się naprawdę dużo pięknych chwil, traktuje jak kompletnie obcą osobę kobietę, która była przy nim na dobre i na złe, która akceptowała go w całości, wciągnęła się w jego hobby, które uprawiała razem z nim, dbała o niego jak o własnego męża, pomagała mu w garażu ( wstyd się przyznać troszkę ale nawet pomagałam mu wnosić worki z węglem do piwnicy...).
Jedyne co mi powiedział na koniec to to, że chce być na razie sam i, że może kiedyś nasze drogi się skrzyżują...Teraz na fb pokazuje mi jak to mu świetnie beze mnie, deklaruje się do znajomych, że pojedzie na zawody z nimi ( szkoda, że mnie zabierał na te zawody tylko czasami i sam jeździł tylko czasami tłumacząc się, że nie ma za bardzo pieniędzy, a teraz ma kasę na zawody w każdym miesiącu i tu nie chodzi o to, że jego znajomi mnie nie lubili bo lubili mnie i to bardzo).
Co do radzenia sobie z całą sytuacją, mimo że minął już miesiąc jakoś ciężki mi jest sobie z tym poradzić. Jednego dnia jest dobrze, a kilka następnych dni tragicznie. Jakoś nadal nie potrafi do mnie dojść to, że nie jesteśmy razem. Czuję kompletną taką pustkę w sobie i jestem wkurzona, że kolejny mój związek rozpada się w taki sam sposób, przez telefon, bez konkretnego powodu i udawaniem, że się mnie nie zna. Boli mnie to bo było między Nami naprawdę cudownie mimo kłótni, ale one zdarzają się w każdym związku, zaufałam mu naprawdę bezgranicznie i wierzyłam, że jeśli mówi, że mnie nigdy nie zostawi to naprawdę mnie nigdy nie zostawi.

2

Odp: Osoby porzucone z dnia na dzień.

Doskonale Cię rozumiem Justynko. Gdy byłem w Twoim wieku ( czyli 5 lat temu ), przechodziłem przez bardzo podobna historię. To była moja pierwsza dziewczyna i miłość jakiej nie przeżyłem nigdy wcześniej, ani później. Choć dzieliła nad spora odległość, potrafiliśmy korzystać z każdej nadarzającej się okazji do spotkań, a one były tak intensywne, że nieraz zasypialiśmy ze sobą ze zmęczenia... tylko po to by choć tych kilka minut być więcej ze sobą. Przez 2 lata związku czułem się w pełni szczęśliwy z nią i mieliśmy już wspólne plany na życie dalej. Jedyne co mnie hamowało to studia, które rozpocząłem nim ją poznałem. Chciałem je dokończyć i przeprowadzić się w pobliże jej. Niestety w pewnej chwili wszystko się zaczęło psuć i to dosłownie tak jak mówisz... z dnia na dzień. Na początku kompletnie nie wiedziałem dlaczego. Domyślałem się, że ma dość tej rozłąki, ale jednak nigdy wcześniej nie przezywaliśmy takiego kryzysu. Stała się dla mnie nagle bardzo niemiła, wręcz robiła wszystko by mnie jak najmocniej zranić.
Mieliśmy taki zwyczaj, że jak ona wracała ze szkoły, to zawsze w drodze powrotnej dzwoniła do mnie i rozmawialiśmy az dojdzie do domu, gdzie po krótkim ogarnięciu i obiedzie znowu łapaliśmy za telefon i tak do późnego wieczora. Tego szczególnego dnia gdy rozłączyliśmy się przed obiadem, powiedziała, że oddzwoni za godzinę. Minęły 2, 3, 4... bez żadnego znaku życia. To nie było podobne do niej. Gdy w końcu odebrała telefon, powiedziała mi, że jest własnie na rowerze ze znajomymi. Ja jednak wyraźnie słyszałem, że jedzie samochodem... Pierwszy raz od 2 lat okłamała mnie "prosto w twarz ". Zdenerwowałem się i wymusiłem na niej prawdę. Okazało się, że była z innym facetem, który zawiózł ja w ustronne miejsce i tam podrywał. Z każdym kolejnym dniem dowiadywałem się więcej. W końcu domyśliłem się kto to jest. Okazało się, że to chłopak do którego na sylwestra zadzwoniła z życzeniami. Żeby było to bardziej dobijające... ja sam ja namówiłem, by wybrała losowy numer z komórki i zadzwoniła z życzeniami. Miała jego numer, bo kiedyś odwoził ja i jej kuzynkę i na wszelki wypadek miały numer... Skontaktowałem się z nim i co się okazało? Moja dziewczyna powiedziała mu, że my już ze sobą nie jesteśmy i wyraźnie go uwodziła. On jednak gdy się dowiedział, że ja o tym nic nie wiem, to obiecał mi zerwać kontakt z nią. Tego dnia mieli się jeszcze spotkać, a on spełnić swoja obietnice wobec mnie. To były okropne godziny zwlekania i bezradności, bo nie mogłem od tak po prostu przejechać 500km jakie nas dzieliły w tej chwil. Pod wieczór napisał do mnie, że sprawa załatwiona... jednak nie do końca tak jakby chciał. Okazało się, że ona wprowadziła go do swojego własnego rodzinnego domu, przedstawiła swojej rodzinie... zaprowadziła na górę do swojego pokoju i tam usiadła mu na kolanach i zaczęła całować. On nie bronił się ( akurat jego rozumiem, bo była bardzo atrakcyjna ). Jednak gdy odchodził powiedział, że wszystko wie i to koniec znajomości. Ona wówczas spytała go czy chce być z nim... odmówił. Do dziś się dziwie, że facet potrafił się tak zachować, ale to prawda. Ona później nie wiedząc o tym, że mam z nim kontakt, odpowiedziała mi sama w szczegółach tą sytuację. Co gorsze... wyszło na to, że ja... jej własny facet musiał ja pocieszać, że dostała kosza od kochanka! Tego dnia zerwałem z nią i życie totalnie mi się rozsypało. Nie poddałem się jednak tak łatwo. Następnego dnia urwałem się ze studiów mimo, że sesja była w toku i pojechałem do niej, próbując jeszcze uratować związek. Przyjęła mnie bardzo chłodno, ale po kilku dniach wszystko wróciło do normy i myślałem, że rzeczywiście przetrwamy. W końcu brakowało jeszcze tylko kilku miesięcy i byłbym "wolny". Nic jednak takiego się nie stało. Po 2 tygodniach zadzwoniła do mnie i oznajmiła mi, że nie chce już ze mną być. Nie podała żadnego uzasadnienia swojej decyzji. Pozostawiła mnie z wizją jaką miałem przed oczami, gdy ostatni raz czule się żegnaliśmy i bez kompletnie żadnego uzasadnienia. Wpadłem wtedy w depresję i opadłem z sił. Po ponad 3 miesiącach walki o nią dzień w dzień po prostu zabrakło mi już sił. Miałem jeszcze nadzieję, że wrócimy do siebie, ale wystarczył 1 miesiąc i miała juz innego... Teraz, po 5 latach jest już jej mężem. I pomyśleć, że planowałem zaręczyny na miesiąc po tym jak się rozstaliśmy...

Żal w sercu był jeszcze przez 3 kolejne lata po rozstaniu, ale czas na prawdę leczy rany. Teraz nawet cieszę się, że jej się udało zdobyć swoje szczęście. Nie utrzymujemy ze sobą kontaktu, bo to rodziło tylko ból w naszych sercach. Nigdy jednak nie zapomnę jej słów: "miłość to nie wszystko". Wtedy tego nie rozumiałem, ale dziś po wielu doświadczeniach i bardziej racjonalnym podejściu do życia, wiem co miała na myśli.

3

Odp: Osoby porzucone z dnia na dzień.

Justynko,on nie wart Twoich łez.Nawet gdyby kiedyś chciał wrócić,nie daj się namówić.

Posty [ 4 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » NASZA SPOŁECZNOŚĆ » Osoby porzucone z dnia na dzień.

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026