Witajcie,
zaplątałam się w niezręczną sytuację. Nawet nie wiem kiedy wszystko zabrnęło za daleko. Bo chyba zabrnęło.
Mój facet od samego początku był zaborczy i zazdrosny, przez co ja, mając dość dużą potrzebę wolności, musiałam ostro walczyć o swoje. Być może dlatego nie zauważyłam, że już nie mogę sobie poradzić z sytuacją. Wydawało mi się, że po prostu opieram się próbie kontrolowania mnie i wszystko co robię jest ok.
Problem jest taki, że mam przyjaciela, który po paru latach wyznał mi miłość. Powiedziałam więc, że jeżeli to mu pomoże to możemy od siebie odpocząć, ale zaprotestował. Stwierdził, że dla niego najważniejsza jest przyjaźń i że po prostu musiał mi to powiedzieć, bo inaczej byłby nie fair. Uznałam więc, że jestem wystarczająco dojrzała, aby przystać na taki układ. Od tego momentu wiedziałam, że muszę być bardzo uważna i reagować na wszystko co tylko wyda mi się czymś "za dużo". W jego przypadku utrudniał mi fakt, że jest typem kobieciarza i trudno wyczuć, czy to co mówi jest na serio, czy tak sobie palnął i powiedziałby to każdej dziewczynie. Z kolei ja jestem osobą z dużym dystansem do ludzi, ale jeszcze przed tym zanim powiedział, że mnie kocha, zaakceptowałam jego styl bycia, chociaż przyszło mi to z trudem.
No i tak sobie egzystowaliśmy. Mój facet był zazdrosny jak zwykle, przez co nie powiedziałam mu o tej całej sytuacji. Byłam wtedy autentycznie przekonana, że robię dobrze i że dam radę utrzymać relację z przyjacielem w granicach przyzwoitości. Z kolei mój przyjaciel, nie traktował granic tak poważnie jakbym tego chciała, a ja ciągłe go tłumaczyłam. Bo przecież jest zakochany, to mu ciężko. Bo ma taki styl bycia. Bo przyjaciele przecież mają swoją strefę intymności. Z czasem zaczęło być mi źle, bo nie wiedziałam, czy to, że przed chwilą dłużej mnie przytulił na pożegnanie, coś znaczyło, czy nie. Czy on się tak zachowywał też kiedyś, czy dopiero teraz. Teraz zaczynam mieć do niego żal, że nie myślał o mnie, o tym, że ja z kimś jestem, tylko robił to co chciał i czekał na moją reakcję. Np. pokazywał, że jest zazdrosny o mojego faceta, okazywał gniew kiedy mówiłam coś na jego temat. No ale ja zawsze potrafiłam wszystko wytłumaczyć.
W międzyczasie zaczęłam się oddalać emocjonalnie od swojego faceta. Wydawało mi się, że go nie interesuję, że mnie nie słucha. Zresztą mówiłam mu o tym, że nie jest dobrze, ale nic z tym nie zrobił. Było tak, że wpadliśmy w rutynę, wymienialiśmy się codziennie 5 minut suchymi faktami i każde szło przed telewizor. Rozmawialiśmy i doszliśmy do wniosku, że nie jest tak jak kiedyś, że jesteśmy dla siebie bardziej jak koledzy, ale będziemy nad tym pracować. Jak teraz patrzę na tą sytuację, to mam wrażenie, że być może mogłabym coś na to zaradzić, jeżeli nie angażowałabym się tak bardzo w relację z przyjacielem. Niestety mam taką wadę, że chcę każdego zadowolić.
Nie wiem dlaczego, ale nagle się obudziłam, kilka dni temu. Cały czas tłumiłam w sobie sytuację, udawałam, że nie robię nic złego, a chyba robię. Raz, że mój partner nie wie, że jestem zaangażowana z kimś innym tak silnie emocjonalnie. Wie, że bardzo często rozmawiamy i kilka innych rzeczy, ale nie to, że ta osoba wyznała mi miłość. Dwa, że przyjaciel też nie jest do końca fair, pomimo, że tym się miał kierować. Bo chyba nie jest? Fakt, że nie przekroczyliśmy fizycznej granicy (pocałunek, seks), ale i tak mi z tym źle. Trzy, że ja angażowałam się emocjonalnie z przyjacielem, kosztem własnego związku. W tym sensie, że mogłam bardziej się starać, więcej czasu poświęcać. A doprowadziłam do tego, że jak mam jakiś problem albo cos radosnego, to pierwszy na myśl przychodzi mi przyjaciel... Dalej staram się uciekać od problemu i siebie tłumaczyć. Może ktoś spojrzeć z boku na sytuację i sprowadzić na ziemię? Co mam robić?
Podobne tematy
Odpowiedz mi na zasadnicze pytanie- kochasz przjaciela? Dlaczego nie możecie byc razem?
3 2014-01-31 23:54:16 Ostatnio edytowany przez Mun1a (2014-01-31 23:59:42)
Myślę, że raczej jestem nim zauroczona. Po prostu uciekam od takich myśli, póki jestem w związku. Najpierw chciałabym zrobić co tylko mogę jeśli jest szansa go uratować. Ale takim postępowaniem jak teraz, że angażuję się emocjonalnie w związek z kimś innym. Chociaż paradoksalnie chciałam dobrze, z perspektywy czasu widzę, że robię tylko wszystkim krzywdę.
Jeżeli byłabym dość długo sama i się poukładała, to być może moglłabym spróbować stworzyć coś z przyjacielem. Nie wiem tylko czy bym chciała, bo kiedyś mnie "zostawił". Było ok, tylko czysta pryjaźń (nic nie dało się wyczuć) i nagle przestał się odzywać, rzekomo przez to, że zaczął coś do mnie czuć, o czym dowiedziałam się dużo później. Ale wtedy nie wiedziałam o co chodzi, po prostu bach- nie ma człowieka. Jakoś intuicyjnie coś mnie powstrzymuje. A może to przyzwyczajenie do takiego stanu rzeczy..
Zaborczy twój facet... jak nie macie ślubu ja bym pod pretekstem zazdrości uciekł do przyjaciela.
No jest zaborczy, ale wynika to u niego chyba z niskiego poczucia własnej wartości. I tak jest o wieeele lepiej, niż kiedyś. Tylko czy to dlatego, że stał się mniej zazdrosny, czy może dlatego, że już mu mniej zależy? ![]()
Ta sytuacja jest dla mnie trudna z tego względu, że mam tylko ich dwoje. Rodzina ozięłba emocjonalnie i wampiry energetyczne, ojciec alkoholik. Nigdy z nikim z rodziny nie mogłam porozmawiać o ważnych rzeczach, trudno mi znaleźć przyjaciół. Dlatego za wszelką cenę chciałam to jakoś utrzymać w ryzach, ale chyba się pogubiłam i ostatecznie poległam. Postanowiłam zrobić sobie od każdego z nich trochę przerwy i dojść do ładu z samą sobą: czego chcę, co jest dla mnie najważniejsze w związku. Jak postanowiłam tak zrobiłam, już jestem po rozmowach. Tylko, że przyjacielowi nie dawałam żadnej nadziei, że coś kiedyś ewentualnie może być. Po prostu póki nie mam wyklarowanej sytuacji z obecnym facetem nawet się nie zastanawiam co by było gdyby. Z kolei mój facet wie dalej tylko tyle, że mamy po prostu kryzys i się zastanawiamy czy dać sobie jeszcze jedną szansę. Jeżeli zostanę sama przez to, albo dojdę do wniosku, że żaden z nich nie jest odpowiedni, to na pewno wpadnę w depresję. Z depresją niestety mnie to spotkało już wcześniej, ale tylko ja o tym wiem (w sensie nie robiłam przyjacielowi i chłopakowi jakieś presji "nie zostawiaj mnie bo.."). No i teraz Wy.
Mam nadzieję, że dobrze robię?
Jesteś bardzo madrą kobietą, myślę że postępujesz własciwie. Czasami warto wyrażenie "za wszelką cenę" zastąpić "w zgodzie z samym sobą", mimo bólu jaki to za sobą niesie. Masz obok siebie dwóch wartościowych facetów. Myślę że z upływem czasu oni nadal będą przy Tobie, pytanie tylko jakie relacje powstaną miedzy wami? Mam nadzieję że rozdział Twojego życia, w który wkradła się depresja jest już definitywnie zakonczony. Życzę Ci szczęścia.
Nie powinnaś tak żyć, że facet jest celem i sensem życia. Przeczytaj "dlaczego mężczyźni kochają zołzy" -- można pobrać w pdf-ie z sieci.
Hm, dla mnie tak teoretycznie, to nie ma sensu przyjaźń, gdy jedno jest tak zaangażowane emocjonalnie, więc uważam, że najlepiej zerwać znajomość w takim wypadku. Jednak rozumiem, chcesz mieć z nim kontakt, to ode mnie taka rada, żebyś po prostu ustaliła z przyjacielem jakieś granice, których nie będziecie przekraczać. To dlatego, żebyś nie myślała potem czy zrobił za dużo. To czy będzie respektował te reguły pokaże Ci też czy on respektuje to, że nie będziecie parą czy nie. Jeśli nie będzie tego szanował, to ciężko dalej widzę Waszą przyjaźń, bo widzisz, wtedy rodzić to będzie kłótnie, nie będziecie już tak swobodnie czuć się w swoim towarzystwie- właściwie to już się nie czujecie. A skoro przyjaciel jest tak zaborczo zazdrosny, gdy mówisz o chłopaku, to nie wróży to też dobrze. Niby zapewnia, że wystarcza mu przyjaźń, ale nie wygląda na to. Poza tym jak trzeba, to ochłodź te relacje, poświęcaj mniej czasu, bo teraz priorytetem jest naprawa Twojego związku. Sama piszesz, że chciałabyś chociaż spróbować go naprawić.
Rozmawiajcie, starajcie się wrócić do tego co lubiliście robić razem. Teraz to powinno być na liście "najważniejsze", a tak jak mówisz trochę bardziej poświęcałaś czas ostatnio przyjacielowi, przez co mógł ucierpieć też Twój związek. No i jeszcze jedno: napisałaś, że starasz się zadowolić wszystkich. Teraz pomyśl czy warto. Moim zdaniem nie, bo ważne też są osobiste potrzeby, a Ty próbując zadowolić wszystkich wokół zapominasz o sobie, porzuć ten perfekcjonizm, bo tak mi to wygląda. Ci, którzy będą chcieli przy Tobie zostać, to zostaną. Wiesz, ja też mam niewiele znajomych, ale ostatnio jakby grono trochę rosło- to nie jest akurat takie istotne, ale właśnie dzieje się tak najbardziej, gdy staram się być wyluzowana, to naprawdę wiele daje. A postawą taką, że chcesz zadowolić wszystkich prędzej przyciągniesz ludzi, którzy będą chcieli Cię wykorzystać. Myślisz, że np jakbyś straciła przyjaciela, to zostaniesz sama, a to nieprawda, bo jak zaczniesz do tego podchodzić tak z dystansem, nie będziesz się tak tym martwić, to prędzej właśnie poznasz osoby, w których towarzystwie będziesz czuć się świetnie ![]()
Witaj.
Zaciekawil mnie ten wątek. Jestem w życiu dużo dalej dlatego chcę zabrać głos.
Piszesz że przyjaciel to kobieciarz.Zakochał się bo mimo tego że jesteś tak blisko nie ulegasz?
To duże wyzwanie dla niego, inspiracja, podziw co będzie jak się poddasz? Jak wygra rywalizacjęo Ciebie?
Jak ważny dla Ciebie jest przyjaciel? Czy możesz go pokochać?
Myśl o sobie nie o innych. Jaki wpływ ma to na Ciebie?
Obwiniasz się? O relacje? Za to nie jesteś sama odpowiedzialna. Czujesz się źle bo emocjonalnie jesteś bliżej z przyjacielem?
Twój facet i zazdrość. To uczucie buduje ścianę między Wami. To będzie wkrótce gruby mur.
Bez szczerości, zaufania nie ma nic. Nie ma związku bo nie ma fundamentu.
Obydwoje nie czujecie bezpieczeństwa, byle sprzeczki przewróca wszystko do góry nogami.
Stąd twa niepewność, dylematy. Już zaczynasz się plątac w pytaniach jak w sieci. Chcesz dobrze ale Cię to ogranicza.
Chcesz budować z partnere- zacznij od początku. Albo przyjmie Cię całą albo będziesz rezygnować z siebie. Chorobliwa zazdrość to więzienie. Nie lecząc jej a poddając jej wymyslom bedziecie żyli obok siebie jak obcyludzie.
Sama niewiele tu zrobisz. Do tanga trzeba dwojga.
Życzę trafnego wyboru. Wiem jak Ci teraz trudno.
truskaweczka19: przyjaciel kiedyś był tak zazdrosny, teraz już albo nie jest albo tego tak bardzo nie pokazuje. Nawet jakby się nauczył nic nie pokazywać, to po prostu mnie to boli. Ja wiele razy mu mówiłam, że nie dałabym rady na jego miejscu. Normalnie tortury. Chciałam go jakoś zniechęcić do siebie, kilka razy wychodziłam z propozycją zdystansowania się, gadania rzadziej, ale potem nie byłam konsekwentna i w zasadzie to pewnie tylko bardziej szkodziło. Zachęcałam go, żeby pogadał z daną dziewczyną, albo udawałam, że nie jest dla mnie wcale tak ważny, chociaż serce mi pękało. Jakiś czas temu on chciał się zdystansować, jak to nazwał "od wszystkiego" i widzę, że się coś zmieniło. Ja tego samego dnia miałam akurat porozmawiać ze swoim facetem, że musimy coś postanowić. Nie wiedziałam co się dzieje, wszystko się wali jednego dnia. Z jednej strony chcę szczęścia przyjaciela, a z drugiej strony panicznie boję się, że go stracę. Pat.
Co do mojego związku.. On od wielu lat nie powiedział, że mnie kocha. Jak się go o to zapytałam, to powiedział, że nie wie czy mnie kocha. Ale, że to bardziej zależy od mnie. Pół roku temu chciał, że mną zerwać, ale postanowiliśmy jeszcze spróbować. Ale kurcze, jakoś nikt się nie stara. Aktualnie, z racji zawodu, jesteśmy rodzieleni dodatkowo przez 700 km, co tylko pogłębia problemy. Jeżeli postanowimy dać sobie tą ostatnią szansę, to będę musiała tam pojechać. Oprócz ewentualnych komplikacji w kontakcie z przyjacielem, to nie mam nic do stracenia.
Masz rację, mam już prawie 28 na karku, a dopiero miesiąc temu mnie olśniło- ważne w moim życiu jest to czego ja chcę.
Gary: przeczytałam połowę książki. Jak narazie można to streścić do: szanuj się + kilka uwag odnośnie tego w czym faceci się różnią od kobiet. Mam koleżankę, która wydawała się kierować takimi zasadami, ale wiało sztucznością na km. Trzeba się autentycznie szanować, wtedy większość tych zachowań wychodzi naturalnie.
Patrycj0422: Dzieki. Też mam nadzieję, że będzie dobrze. Chcę po prostu być fair. Z depresją zmagam się w różnych momentach, to nie był jeden etap. Jestem po prostu takim typem, że muszę się zastanawiać "co jest normalne?" i dochodzić do wielu rzeczy z trudem, a ludzie wychowani w atmosferze miłośći i poszanownia dla ich osoby mają to już na starcie.
czy jestem?:
Pierwsze pytanie ode mnie: jesteś dużo dalej w sensie ogólnych doświadczeń, czy w Twoim życiu zdarzyło się coś podobnego? Jeżeli tak, to jak się skończyło?
Zastanawiałam się już dawniej nad tym co teraz przeczytałam w wiadomości od Ciebie. Wydaje mi się, że mogę go nazwać kobieciarzem, bo po prostu nie znam nikogo, kto by go przewyższał w podejściu do kobiet. Nawet jak kobieta go pierwszy raz zobaczy i pomyśli "co ten gościu ode mnie chce, niech spada", to za 15 minut widzę jak chichocze i bawi się własami
Wiele razy mi mówił, że jest bardzo wybredny, ale jak się zakocha to go to trzyma.
Myślę, że zakochał się bo jak to określił "nikt go nigdy tak dobrze nie poznał i nie rozumie". Bo podobam się mu z charakteru. Stwierdził, że zmieniły mu się nawet preferencje odnośnie wyglądu np. lubił przykładowo blade, rude z piegami, teraz woli blondynki z brązowymi oczami. I może właśnie jestem dla niego takim wyzwaniem, bo musiałby się bardzo postarać. A jeżeli tak to bałabym się najbardziej tego, że jak uzna, że nie wygra, to poszuka innego celu. A co jeśli właśnie wygra i też poszuka nowego celu? Jednocześnie mówi, że on w jakimś sensie nie chce, żeby mój związek się rozpadł, bo wtedy byłabym nieszczęśliwa.
Np kiedyś strasznie mnię męczył, żebym go odwiedziła (mieszka 500 km dalej), pobyła u niego itd. Jak teraz mówię, że zmienia mi się życie, że związek mi się wali, że w zasadzie jestem wolna i nic mnie nie trzyma tutaj gdzie jestem, to mówi "przyjedź do mnie". Jak się pytam, ale o co mu chodzi, w jakim sensie, to widzę panikę w oczach:D Zaczyna się mieszać, że nie myślał nad tym, że oczywiście chciałby, żebym przyjechała "tam";) Od jakiegoś czasu mam problem ze znalezieniem porządnej pracy, wpadłam w marazam, ale to oczywiste, że nie pozwoliłabym na to, żeby mnie przyjaciel utrzymywał. Ani w żadnym wypadku nie wychodzę z założenia "za pół roku ślub, za półtora dziecko".
Jak ważny jest dla mnie? Ogromnie ważny. Zastanawiam się czy nie najważniejszy. Chyba mogłabym go pokochać, o ile już nie kocham. Po prostu się przed tym bronię, póki nie dojdę do tego czy coś jeszcze da się wykrzesać z mojego związku. Z przyjacielem mogę zatracić się w rozmowie, rozmawiać godzinami. Zdarzyło nam się rozmawiać 20 godzin bez przerwy. Z facetem.. godzinę. Przyjaciel zaspokoja mnie intelektualnie, mój facet to olewa, mówi, że jest zmęczony. No i fakt, mój facet ciężko pracuje, myśli o przyszłości, ale mam wrażenie, że jego praca jest dla niego na pierwszym miejscu.
Jaki to ma na mnie wpływ: hm.. jestem rozdarta, nie wiem w którą stronę iść. Czy serca, czy rozumu. Czy serca i rozumu, ale wtedy będę dalej stała w miejscu tak jak teraz.
Obwiniam siebie. Ale tutaj każdy ma swój własny wkład. Mój facet o mnie nie dba mentalnie, mój przyjaciel o mnie za bardzo dba, ja dbam za bardzo o przyjaciela, a za mało o faceta (albo przyjamniej mogłabym spróbować bardziej). Czuję się źle emocjonalnie dlatego, że nie zobaczyłam w którym momencie relacja z przyjacielem stała się dla mnie ważniejsza (czasowo, emocjonalnie) od relacji z facetem.
Gary i nie tylko ty kierowanie sie ta ksiazka jest do d...y ze tak powiem , wcale to nie poprawia nic. NIe na wszystich bedzie to dziakalo i wogole wiec nuiech ckazdy bedzie soba a nie sie sztucznie zachowywal jak z ksiazki. Ogolnie to jak by cos mialo byc wiecej z przyjacielem to by doszlo do czegos wiecej , ogolnie nie powinno sie tak czesto spotykac z przyjaciolmi plci przeciwnej zwlaszca wolnych lub zakochanych , moze on probuje cie yez w ten sposob zdobyc jak piszesz ze to taki typ. Powinnas sie skupic na wlasnym zwiazku chyba ze sie cos popsulo i dlatego zangazowalas sie w znajomosc z przyjacielem. Zastanow sie czy kochasz swojego faceta , sproboj ograniczyc spotkania z przyjacielem i sprawdzic czy da sie cos poprawic w waszym zwiazkiu jak nie to zakoncz to. Nie wiem czy twoj facet stal sie gorszy czy ty sie odsunelas emicjonalnuei on sie zmienil w stosunku do ciebie.
Jestem dalej w latach i doświadczeniu. Nie znam ani Twego faceta ani przyjaciela. Nie powiem kogo wybrać.
Zadałam Ci pytania abyś szukała odpowiedzi. Czuję jakbyś miała wyrzuty co do chłopaka . Czy to znaczy że chcesz próbować z przyjacielem? Czy przyjaciel jest względem Ciebie uczciwy?
Czujesz że zdradzasz emocjonalnie? Nawet nie możesz o tym rozmawiać z partnerem*? O tym pisałam...
Nie dowiesz się póki nie spróbujesz. Gdyby w związku było ok nie było by pewnie dylematu.
Pytasz czy miałam podobnie? Nie zupelnie.
Wiem tyko jak źle robi zazdrość w związku.
Nie zamęczaj sie pytaniami które nie dotyczą tylko Ciebie.
Masz sekret który Cię dręczy. Masz go ze strachu. Czy zawsze tak będzie?
Przyjaciel Cię nie oskarża ale czy jest prawdziwym przyjacielem?
W związku dwoje ludzi musi sobie ufać. Bez tego jest trudno.
Powinnas szczerze porozmawiać.serce i rozum : )
Hm, to może Twój związek jest taki przechodzony? No wiesz, było zauroczenie, było fajnie, ale jednak to minęło, nie przerodziło się np w głębszą miłość. Jest taka możliwość. Piszesz, że mówi, że nie wie, że Cię kocha, że to zależy od Ciebie, ale w jakim sensie od Ciebie? Jak w sensie, że oddaliliście się od siebie, to rozumiem, ale jeśli naprawdę Cię nie kocha, to ciężko będzie coś tu zbierać. Inaczej jeśli nie jest pewny właśnie przez to oddalenie się. Zapytaj się swojego partnera tak szczerze czy chce ratować ten związek. Piszesz, że pół roku temu chciał zerwać, mogę zapytać z jakiego powodu? Mówisz, że chcesz walczyć, ale żeby było to możliwe, to partner też powinien chcieć, dlatego "zalecam" rozmowę czy on też chce ratować związek. Wtedy jakiś sens to może mieć, inaczej moim zdaniem nie.
14 2014-02-03 05:20:23 Ostatnio edytowany przez Mun1a (2014-02-03 18:53:30)
Mar3: Ta książka wcale nie jest taka głupia. Ja dostrzegłam parę błędów jakie popełniałam. Np. czasem się hamowałam przed jakąś reakcją (bo chciałam być zbyt dobra), a w zasadzie czkawką mi się to odbiło. Sztuczność odpada, ale można zauważyć przynajmniej, że niektóre zachowania wcale nie są złe, tylko np. narzucono je nam stereotypowo w procesie wychowania (np. faceci nie płaczą).
Mój facet chyba zawsze taki był, pomijając fazę zakochania.
Czy jestem?: Nie oczekuję, że ktoś mi powie co robić. Bezstronna opinia jest bardzo pomocna. Pytania przemyślę. Nie wiem też czy oczekiwałaś wg odpowiedzi na poprzednie.
Truskaweczka19: nie myślałam nad tym ?przechodzeniem?.. Ode mnie to zależy w takim sensie, że to ja mam decydować czego chcę, a on się dostosuje.. Wiem, że dziwne, ale odbierałam to jako bezwarunkową miłość
Oczywiście ta próba odejścia jakiś czas temu, była wyłamaniem się od reguły i do końca nie wiem co mam o tym myśleć. Bo żył sobie tak jak zawsze i nagle mu zaczęło nie pasować to jaka jestem (np., że dużo narzekam). Ale jakoś pogadaliśmy i postanowiliśmy jeszcze spróbować. Patologicznie walczę o różne rzeczy, więc i tutaj chociaż miałam wielką ochotę dać mu odejść, to postanowiłam jeszcze się postarać. Jest dobrym człowiekiem, widać, że zależy mu na moim dobru (czy będziemy razem czy nie). Zaradny, zorganizowany, uczynny, porządny itd.
Jak ostatnim razem rozmawialiśmy to stanęło na tym, że może to nie ma wg sensu. Może jednak mielibyśmy jeszcze siłę spróbować ostatni raz. On nie ma raczej nic do stracenia, oprócz tego, że zbyt przejmuje się ewentualnymi wydatkami związanymi z moim przyjazdem. Wiem, że pieniądze to dla niego szczególna wartość i że praca jest ciężka, ale jako można stawiać na jednej szali ostatnią szansę pracy nad danym związkiem, a na drugiej dłuższy czas pracy zarobkowej w danym miejscu (pomijając to, że ja też mam ręce i to nie dwie lewe). Nie wiem ile wg niego jestem warta, czy jego dwie pensje, a może trzy.. WTF?
Mun1a
Te pytania kierowałam do Ciebie nie po to żeby poznać odpowiedź na nie. Same sobie musimy odpowiadać na pytania. Są dość osobiste, a i nie o spowiedź tu chodzi:).
Najgorzej jak się człowiek zacznie zastanawiać co i dlaczego. Często kobiety dorabiają sobie różne ideologie podczas gdy panowie nie rozpamiętują tak naszych zachowań.
Mam wrażenie że szybciej facetom przychodzi podjęcie decyzji na podstawie zewnętrznych odczytywanych skojarzeń. Dla nas decyzje są jakby bardziej emocjonalne. To często nie upraszcza nam wzajemnego zrozumienia.
Oby obydwie relacje były prawdziwe a podejście uczciwe. Łatwiej będzie znaleźć wówczas właściwą odpowiedź.
muna1 - ja nie mowie ze calkiem glupia ale trzeba tez madrze podchodzcioc do niej , nie wiem o co chodzi z tym hamowaniem sie i byciem za dobrtym nie dalas przykladu ale co do stereotypow czy wogole jak z tym ze faceci nie placza to nie trzeba ksiazek ani nic zeby to wiedziec ze facet tez czlowiek ma uczucia i potrafi plakac tez go mozna zranic. NIe trzeba sluchacco kto inny mowi czy sie slyszy tyl;ko byc soba obserwowac innych ludzi. To tak samo jak z tym gonieniem kroliczka ciekaw jestem jak do tego podchodzisz ?? bo ja sie z tym nie zgadzam ja lubie konkrety wiedziec na czym sie stoi i ja jestem zawsze soba od poczatku znajomosci wiec sie nie zmeiniam pozniej. Zreszta starania nawet pozniej moga byc wieksze i wogole to druha strona tez musi cos okazywac bo jednostronnie sie starac nie da sie na dulga mete jak sie widzi ze druyga osoba nic nie robi.