Witam wszystkich, opiszę Wam pokrótce moją sytuację i proszę Was o szczere porady. Kilka miesięcy temu poznałam na jednym z portali społecznościowych sympatycznego i przystojnego, 12 lat starszego ode mnie mężczyznę, który jest Włochem i mieszka w Rzymie. Z racji tego, że znam dobrze ten język zaczęliśmy pisać i rozmawiać codziennie przez wiele godzin. On był bez pracy, przygotowywał się do ważnych egzaminów zawodowych, dzięki którym miał szansę na podjęcie pracy w wymarzonym zawodzie. Wspierałam go podczas egzaminów jak mogłam, niestety nie zdał i nie dostał wymarzonej pracy. Bardzo się to na nim odbiło, ale cały czas mieliśmy świetny kontakt, a on podjął dorywczą pracę. Po 3, 4 miesiącach codziennego kontaktu zaproponowałam mu spotkanie. Powiedział, że nie może z rodzinnych powodów. Dalej ze sobą pisaliśmy i rozmawialiśmy, oboje wyznaliśmy sobie że coś do siebie czujemy i zależy nam na sobie.
Po jakimś czasie znowu zaproponowałam, że do niego przylecę do Rzymu, a on znowu coś wymyślił i odmówił. Powtórzyło się to jeszcze dwa razy. Wtedy poprosiłam go, aby mi szczerze napisał dlaczego nie chce się ze mną spotkać. On odpisał, że do mnie nie przyleci bo go na to nie stać, a nie chce abym ja do niego leciała. Po tej wiadomości zaczął wyraźnie ograniczać naszą znajomość. Przestał do mnie pisać pierwszy, odpisywał zdawkowo. Bardzo to przeżyłam, bo zaangażowałam się w tą znajomość mimo że nigdy się nie widzieliśmy. Wyznałam mu, że zależy mi na nim ale on odpisał że w tym momencie może mi zaoferować tylko przyjaźń i nic więcej.
Nie kontaktowaliśmy się aż miesiąc. W Wigilię wysłałam mu życzenia świąteczne, odpisał mi i podziękował. Po kilku dniach wysłałam mu wiadomość z zapytaniem co słychać. Bardzo ucieszył się, że do niego napisałam. Odpisał, że będzie miał znowu egzaminy do tej jego wymarzonej pracy, że ma dwa marzenia, aby zdobyć pracę i abym ja mogła być w jego życiu. Zaskoczył mnie tym wyznaniem. Podał mi termin swoich egzaminów i obiecał, że pozostaniemy w kontakcie. W Sylwestra mi napisał, że dziękuje za to że jestem częścią jego życia i że daję mu szczęście .
2 tygodnie później w dzień przed jego egzaminami życzyłam mu szczęścia. Podziękował mi i obiecał, że mnie poinformuje jak mu poszło. Minął tydzień, nie poinformował mnie. Napisałam do niego, zapytałam co u niego słychać, taktownie nie poruszyłam tematu jego pracy. Odpisał mi zdawkowo, że wszystko ok i zapytał co u mnie. Słowem nie wspomniał, czy dostał pracę czy też nie. Dlatego wywnioskowałam, że jej nie dostał i o nic się go nie pytałam.
Jakiś czas później chciałam go sprawdzić i napisałam, że mam bilety do Rzymu na luty i czy mógłby mi polecić jakieś ciekawe miejsca które warto zwiedzić. Odpisał od razu, wymienił parę miejsc i zapytał kiedy chcę dokładnie przylecieć. Napisałam mu datę, odpisał że się cieszy, ale nie wspomniał o spotkaniu i zakończył rozmowę. Nie odzywał się kilka dni. Napisałam dziś do niego wprost, czy jak już będę w Rzymie tego i tego dnia to czy się spotkamy. Odpisał, że tak. Gdy zapytałam o szczegóły naszego spotkania to odpisał, abym się nie martwiła i że wszystko ustalimy jak już nadejdzie ten dzień po czym życzył mi dobrej nocy i zakończył rozmowę.
Nie mam jeszcze tych biletów do Rzymu, znalazłam fajną i niedrogą ofertę weekendu w Rzymie. Zastanawiam się poważnie, czy tam lecieć i spróbować się z nim spotkać. Zdaję sobie sprawę, że może coś wymyślić i nie przyjść na spotkanie ze mną. Z drugiej strony kusi mnie niesamowicie, aby tam polecieć i się przekonać, czy przyjdzie na spotkanie czy nie. Mam zaoszczędzone pieniądze, więc nie będzie dla mnie problemem zapłacić za bilety na samolot i hotel. Jednak, czy to nie jest szaleństwo lecieć taki kawał drogi, tylko po to aby się z kimś spotkać kto tak naprawdę może tego nie chcieć? Jak Wam się wydaje?