Witam was... jak cholernie duży problem. Od lat zmagam się z depresją. Było lepiej, raz gorzej ale jakoś było. Kiedy życie przygniatało mnie do ziemi zdecydowałam się na leczenie farmakologiczne - byłam u psychiatry - bo psycholog szczerze mówiąc wg mnie nic nie pomaga. Nie mam z kim porozmawiać o problemach, o braku chęci do czegokolwiek. Jestem na studiach zaocznych, muszę naprawdę dużo 'wysiłku' włożyć by się zmobilizować do otworzenia książek. Mimo to jestem piątkową uczennicą. Mieszkam w małej miejscowości z mamą. Brat się wyprowadził, ojciec nas i moją mamę zostawił gdy chodziłam jeszcze do podstawówki i do dziś zmienia kobiety jak rękawiczki. Myślę że od tego zdarzenia się zaczęło. Starałam się radzić sobie, nie mówić o swoich uczuciach nikomu w szczególności mamie - bo i tak wiele przeżyła. jednak z czasem zauważyłam że ja również silnie to przeżyłam. Starałam się 'pocieszyc' mając chłopaka. Każdy mnie zostawiał, każdy mnie zdradzał. Na nowo musiałam przeżywać to samo. Utrzymywałam kontakt z ojcem bardzo długo i go chciałam bronić. Może dlatego że chciałam go usprawiedliwić żeby rzeczywistość nie była aż tak dołująca? Jak na nas to wpłynęło: mama - spędza całe doby w pracy, rzadko się widujemy. Brat - utrzymuje kontakt z mamą ale wyprowadził się do dużego miasta gdzie ja studiuję Ja - postanowiłam iść na zaoczne i opiekować się w pewien sposób domem i psem. Tak naprawde nie chciałam mamy z tym wszystkim zostawić. Mam chłopaka z którym się widuje dość czesto ale na 2-3 h. Daje mi poczucie bezpieczenstwa, troszczy sie o mnie, jest starszy o 8 lat. Całe dnie siedzę sama i widzę że depresja powraca. Aktualnie nie pracuje. Powinnam się uczyc ale cholernie trudno mi do czegokolwiek sie zmobilizowac. Ćwiczę od pewnego czasu, ale także bez uśmiechu na twarzy tylko stało się to dla mnie "przykrym obowiązkiem" i jedynym zajęciem po którym mimo bólu mięśni jakoś podtrzymuje uśmiech na twarzy. Psychotropy które brałam odstawiłam po miesiącu. Życie na fazie mnie nie kręci. Chciałabym jakoś sobie pomóc bez leków i latania do psychiatry. Nie wiem co robić. Czasem chciałabym się dowiedzieć że robie cos przydatnego, cos co lubie , znalezc cos - bez skutku. Wszyscy znajomi wyjechali do wielkich miast. Jestem tu sama. W czterech scianach. Dołuję się każdą chwilą...
Jest ktoś kto miałby jakiś sposób na to? Żyć mi się nie chce.
Podobne tematy
Psychiatry nie polecam. Zapisują jedynie mało skuteczne lekarstwa. Polecam psychoterapię indywidualną bądź grupową dla określenia przyczyn depresji. Pacjenci często nie są refleksyjni i nie potrafią szczerze opisać przyczyn swoich problemów, które znają. Otwierają się dopiero przy psychoterapii, często po dłuższym czasie. Dlatego właśnie jest ona niezbędna.
Psychiatry nie polecam. Zapisują jedynie mało skuteczne lekarstwa. Polecam psychoterapię indywidualną bądź grupową dla określenia przyczyn depresji. Pacjenci często nie są refleksyjni i nie potrafią szczerze opisać przyczyn swoich problemów, które znają. Otwierają się dopiero przy psychoterapii, często po dłuższym czasie. Dlatego właśnie jest ona niezbędna.
całkowicie się zgadzam, nie ma co czekać aż samo przejdzie, szybciej i skuteczniej będzie wykonać parę telefonów i umówić się na wizytę, a najlepiej wybrać się osobiście - wychodzenie z domu dobrze robi na stany depresyjne (o ile nie są tak zaawansowane że wyjście z domu napawa lękiem).