Witam.
Jestem w momencie mojego życia, kiedy jest mi naprawdę ciężko i niekoniecznie wiem co to jest, nie wiem czy potrzebuję pomocy kogoś z zewnątrz czy mogę poradzić sobie z tym sama. Może zacznę od początku, rok temu miałam (nieudaną) operację, na tyle nieudaną że jak po pół roku miałam chodzić, tak jeszcze do grudnia było z tym kiepsko, więc mój lekarz postanowił spróbować jeszcze raz i w listopadzie miałam drugą operację po której nie mogłam obciążać nogi do tej pory i nie będę mogła jeszcze przez miesiąc, jeżeli dobrze pójdzie. Po pierwszej operacji przez kilka tygodni było w porządku. Potem zaczęłam mieć stany kiedy przez całą noc płakałam, albo ni z tego, ni z owego zaczynałam płakać i wychodzić z pomieszczenia w którym siedziałam z rodziną i dobijały mnie bardzo małe rzeczy. Takie płacze co jakiś czas miewam już od dawna, jakiś dwóch latach, ale nie w takim nasileniu jak przez ostatnie parę miesięcy i dzieje się to coraz częściej, jestem w momencie mojego życia zastanawiam się czy będę jeszcze kiedykolwiek szczęśliwa. Przy tym towarzyszy mi zobojętnienie, kiedy jestem z mamą i ona bulwersuje się ceną czegoś - Ja mam to gdzieś. To nie jest tak że nie cieszę się z czegoś, są momenty kiedy jak np. coś dostanę jestem szczęśliwa, ale nie mam w sobie takiego szczęścia... Codziennego, nie bawią mnie małe rzeczy. W weekendy najchętniej siedziałabym cały dzień w piżamie. W tygodniu ubieram się tylko dlatego że mam szkołę - Do której wróciłam od listopada dopiero tydzień temu, bo moja mama wyrzuciła mnie z domu siłą. Nie wiem co się ze mną dzieję, jakoś nie potrafię się zmobilizować żeby coś zrobić. Jako że mam dość poważne problemy z wagą staram się trzymać dietę i ćwiczyć, ale są momenty kiedy i tego nie robię (po wizycie u lekarza od którego ponownie z tego powodu wychodzę z płaczem.), bo moja waga stoi w miejscu to mnie naprawdę dołuje. - Z drugiej strony powinnam uważać to za coś dobrego po jak miałam w przeszłości takie sytuacje bardzo tyłam. Reasumując czuję się na większość rzeczy obojętna, łatwo tracę motywację i to mnie dodatkowo dołuję, wiem co powinnam robić, ale nie widzę w tym zbyt dużego sensu.
Nie bardzo wiem co się dzieje, miał może ktoś taką sytuację lub wie co to może być?
1 2014-01-25 22:36:00 Ostatnio edytowany przez Leeahlee (2014-01-25 22:36:33)
Podobne tematy
Możesz mieć depresję. Spróbuj poszukać psychologa w twojej okolicy, jeśli mieszkasz w większym mieście, to na pewno jest tam poradnia psychologiczna, a wizyty są darmowe. A rozmawiałaś z rodzicami na temat swoich objawów? Może warto by to zrobić?
Musisz przede wszystkim uświadomić sobie, co jest główną przyczyną Twoich emocji i zachowania, dotrzeć do źródła, by poznać, z czym sobie nie radzisz.
Oczywiście, że możesz spróbować zrobić to sama, możesz się wspierać osobami bliskimi lub zdecydować się na pomoc specjalisty. Dobrze jednak zacząć od przyjrzenia się problemowi i rozłożeniu go na czynniki pierwsze.
Jak wyglądało Twoje życie przed operacją? Jak sama operacja i etap rehabilitacji wpłynęły na Twoją codzienność?
Tak, to bardzo wygląda jak depresja.
Nie warto tracić na to czasu, idź po pomoc.
Do psychologa poleca się udać.
Możesz mieć depresję. Spróbuj poszukać psychologa w twojej okolicy, jeśli mieszkasz w większym mieście, to na pewno jest tam poradnia psychologiczna, a wizyty są darmowe. A rozmawiałaś z rodzicami na temat swoich objawów? Może warto by to zrobić?
Mieszkam w dość sporym mieście, aczkolwiek z psychologiem jest tak że ten do którego miałabym się udać jest w mieście oddalonym o godzinę, a wizyta właśnie niekoniecznie darmowa. Oni wiedzą, nawet jeżeli sama nie mówię widzą że coś jest nie tak.
Musisz przede wszystkim uświadomić sobie, co jest główną przyczyną Twoich emocji i zachowania, dotrzeć do źródła, by poznać, z czym sobie nie radzisz.
Oczywiście, że możesz spróbować zrobić to sama, możesz się wspierać osobami bliskimi lub zdecydować się na pomoc specjalisty. Dobrze jednak zacząć od przyjrzenia się problemowi i rozłożeniu go na czynniki pierwsze.Jak wyglądało Twoje życie przed operacją? Jak sama operacja i etap rehabilitacji wpłynęły na Twoją codzienność?
Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, chyba wiele rzeczy się na to składa, a w moim życiu było wiele sytuacji, które się na mnie odbijają do tej pory, być może to jest wina tego że mam słabą psychikę, ale nie wiem. Nie mam zbyt wielu bliskich osób - Rodziny nie chcę martwić, a przyjaciół nie mam, ponieważ jestem bardzo zamknięta w sobie, ponoć sama odpycham od siebie ludzi.
Cóż różnic było całkiem sporo, teraz po prostu przez 90% procent mojego czasu siedzę w domu, bo nie bardzo mam inne wyjście.
Tak, to bardzo wygląda jak depresja.
Nie warto tracić na to czasu, idź po pomoc.
Do psychologa poleca się udać.
Pierwszą wizytę będę miała w prawdopodobnie w przyszłym miesiącu, aczkolwiek wolałabym poradzić sobie z tym sama...
dorota.f napisał/a:Musisz przede wszystkim uświadomić sobie, co jest główną przyczyną Twoich emocji i zachowania, dotrzeć do źródła, by poznać, z czym sobie nie radzisz.
Oczywiście, że możesz spróbować zrobić to sama, możesz się wspierać osobami bliskimi lub zdecydować się na pomoc specjalisty. Dobrze jednak zacząć od przyjrzenia się problemowi i rozłożeniu go na czynniki pierwsze.
Jak wyglądało Twoje życie przed operacją? Jak sama operacja i etap rehabilitacji wpłynęły na Twoją codzienność?Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, chyba wiele rzeczy się na to składa, a w moim życiu było wiele sytuacji, które się na mnie odbijają do tej pory, być może to jest wina tego że mam słabą psychikę, ale nie wiem.
Musisz wiedzieć, że jak pójdziesz do psychologa, to pierwsze rozmowy właśnie będą polegały na drążeniu tematu.
Zawsze jest jakaś przyczyna. Być może jeśli ją odnajdziesz, uda Ci się powoli wrócić do równowagi.
Tylko pytanie, czy Ty taką równowagę miałaś przed problemami zdrowotnymi? Czy już wtedy miałaś kompleksy i problemy?
Bo problem w Twojej głowie mógł powstać znacznie wcześniej, a upadek na zdrowiu i operacje tylko go powiększyły.
Musisz sobie pomyśleć o tych wszystkich sytuacjach, które się do tej pory na Tobie odbijają.
Dlaczego mają aż tak duży wpływ na obecny Twój stan? Może jest coś, co mogło by to zmienić? Może wystarczy z kimś o tym pogadać, coś wyjaśnić, sprawdzić, zakończyć?
Nie mam zbyt wielu bliskich osób - Rodziny nie chcę martwić,
Błąd. Ty ich nie masz martwić, tylko Ty im masz mówić, co się z Tobą dzieje. Zmartwienie będzie ich ewentualną reakcją, choć myślę, że wystarczająco są zatroskani, bo wiedzą, co się dzieje.
przyjaciół nie mam, ponieważ jestem bardzo zamknięta w sobie, ponoć sama odpycham od siebie ludzi.
To powinien być jeden z Twoich głównych celi. Znaleźć jakąś bratnią duszę. Nie trzeba być mega przebojowym, żeby to uczynić.
Kto Ci powiedział, że odpychasz od siebie ludzi? Czy zgadasz się z tą opinią?
Cóż różnic było całkiem sporo, teraz po prostu przez 90% procent mojego czasu siedzę w domu, bo nie bardzo mam inne wyjście.
Z jakiego dokładnie powodu siedzisz w domu? Bo nie masz się z kim spotkać, czy bo nie możesz się samodzielnie poruszać?
Leeahlee napisał/a:dorota.f napisał/a:Musisz przede wszystkim uświadomić sobie, co jest główną przyczyną Twoich emocji i zachowania, dotrzeć do źródła, by poznać, z czym sobie nie radzisz.
Oczywiście, że możesz spróbować zrobić to sama, możesz się wspierać osobami bliskimi lub zdecydować się na pomoc specjalisty. Dobrze jednak zacząć od przyjrzenia się problemowi i rozłożeniu go na czynniki pierwsze.
Jak wyglądało Twoje życie przed operacją? Jak sama operacja i etap rehabilitacji wpłynęły na Twoją codzienność?Szczerze mówiąc nie mam pojęcia, chyba wiele rzeczy się na to składa, a w moim życiu było wiele sytuacji, które się na mnie odbijają do tej pory, być może to jest wina tego że mam słabą psychikę, ale nie wiem.
Musisz wiedzieć, że jak pójdziesz do psychologa, to pierwsze rozmowy właśnie będą polegały na drążeniu tematu.
Zawsze jest jakaś przyczyna. Być może jeśli ją odnajdziesz, uda Ci się powoli wrócić do równowagi.
Tylko pytanie, czy Ty taką równowagę miałaś przed problemami zdrowotnymi? Czy już wtedy miałaś kompleksy i problemy?
Bo problem w Twojej głowie mógł powstać znacznie wcześniej, a upadek na zdrowiu i operacje tylko go powiększyły.Musisz sobie pomyśleć o tych wszystkich sytuacjach, które się do tej pory na Tobie odbijają.
Dlaczego mają aż tak duży wpływ na obecny Twój stan? Może jest coś, co mogło by to zmienić? Może wystarczy z kimś o tym pogadać, coś wyjaśnić, sprawdzić, zakończyć?Leeahlee napisał/a:Nie mam zbyt wielu bliskich osób - Rodziny nie chcę martwić,
Błąd. Ty ich nie masz martwić, tylko Ty im masz mówić, co się z Tobą dzieje. Zmartwienie będzie ich ewentualną reakcją, choć myślę, że wystarczająco są zatroskani, bo wiedzą, co się dzieje.
Leeahlee napisał/a:przyjaciół nie mam, ponieważ jestem bardzo zamknięta w sobie, ponoć sama odpycham od siebie ludzi.
To powinien być jeden z Twoich głównych celi. Znaleźć jakąś bratnią duszę. Nie trzeba być mega przebojowym, żeby to uczynić.
Kto Ci powiedział, że odpychasz od siebie ludzi? Czy zgadasz się z tą opinią?Leeahlee napisał/a:Cóż różnic było całkiem sporo, teraz po prostu przez 90% procent mojego czasu siedzę w domu, bo nie bardzo mam inne wyjście.
Z jakiego dokładnie powodu siedzisz w domu? Bo nie masz się z kim spotkać, czy bo nie możesz się samodzielnie poruszać?
W podstawówce byłam bardzo, ale to bardzo "prześladowana" i wtedy zaczęły się moje kompleksy i nie tylko one, później w następnej szkole na końcu też miałam problemy z kilkoma "koleżankami" z klasy i to jeszcze nasiliło to, a teraz jak siedzę w domu i mam więcej czasu.
Raczej nie sądzę żeby rozmowa czy coś z tych rzeczy miało pomóc, bo to nie są niedokończone sprawy.
Prawda jest taka że sami wiedzą, a takie rozmowy nie są konieczne i ja wiem co oni powiedzą i oni co ja, tą rozmowę mamy już za sobą, a ponowne razy to już bezsensowne martwienie, a wałkowanie tematu nic nie da.
Próbowałam, starałam się, ale zawsze mi nie wychodzi, ostatnio moja siostra gadała z moją koleżanką z którą starałam się zaprzyjaźnić stwierdziła że jestem jakaś dziwna. - Właśnie tak to wygląda, zawsze kończy się na tym że jestem tym "głupim dziwadłem". Mam jedną koleżankę, która nazywa się moją przyjaciółką, ale ona nie bardzo ma czas na spotkania, a ja szczerze mówiąc nie chcę się na siłę wpychać z butami w jej życie.
W jakiś stopniu na pewno tak, wiele ludzi już mi pokazało dlaczego lepiej pozostawać w swoim "comfort zone"
I z jednego powodu i z drugiego, na tą chwilę wyjście z domu to dla mnie wyprawa, a nawet nie ma dla kogo się starać i kończy się to tak że pozostaje w swoim łóżku.
Przepraszam że tak późno, starałam się odpisać kilka razy, ale zawsze komputer mi się wyłączał i musiałam zaczynać od początku.