Witam jestem nowa na forum , ale mimo mego wieku i tego że posiadam rodzinę,dzieci ,wnuki jestem bardzo samotna .To co teraz przezywam jest koszmarem ,nie rozumiem tego co się ze mną dzieje .Ale musiałabym opisać całe moje życie nie wiem tylko czy ktoś chciałby to czytać .po prostu muszę o tym komuś powiedzieć !! wychowywałam się w "chorej" rodzinie przez lata byłam krzywdzona ,byłam jedynym dzieckiem moich rodziców jednak nigdy nie zaznałam prawdziwej miłości rodzicielskiej , mama piła byłam wykorzystywana seksualnie za jej cichym przyzwoleniem ( wygodnie było mamie nie widziec tego co sie dzieje ) nie wiem czy dlatego że było jej wygodnie czy bała sie ojca tyrana który bił nas i męczył .Koszmar trwał całe lata awanturą nie było końca mimo że dobrze to ukrywali .Tak dobrnęłam do 17 urodzin i kolejny cios ciąża ,byłam zrozpaczona i samotna ukrywałam ciąże prawie do końca nikt nie zauwazył lub nie chciał widziec tego co sie ze mna dzieje a ja chciałam umrzec ,umrzeć ze wstydu i pohańbienia nie muszę chyba pisac że ciąża nie była wynikiem miłości tylko mojego udręczenia . Przetrwałam i to urodziłam i pokochałam to niewinne dziecko całym sercem koszmar trwał nadal ,była ponizana wyzywana ale i to przetrwałam .Mineło kilka lat takiego życia poznałam kogoś kto pokochał mine i moje dziecko wyszłam za mąż mimo niezadowolenia mego kata który nawet w dzień slubu powiedział mi że jestem dziwką dodam tylko że nigdy nawet przez chwile nie miałam innego chłopaka mój mąż był i nadal jest jedynym mężczyzną w moim życiu. I teraz ktoś by pomyslał , no teraz bedzie dobrze ....ale zawsze jest jakieś ale .. doczekalismy sie 3 dzieci jesteśmy razem na dobre i na złe mąż nie zna mojej przeszłości .albo nie zna jej do końca nigdy nie rozmawialiśmy o przeszłości . Rodzice nie zyja wybaczyłam im chyba to jakie pikło mi zgotowali, pogodziłam sie z tym .postanowiłam życ dla dzieci i męża starałam sie być najlepsza mamą pod słońcem moim dzieciom nigdy niczego nie brakowało a przede wszystkim nigdy nie brakowało im miłości ,szczerej rozmowy ,oddania , poświecenia , oddałam im cała siebie by nigdy nie czuły tego co ja ..samotności ..a teraz jestem samotna w domu pełnym ludzi ..dzieci i dwójki wspaniałych wnuków po prostu umieram po cichu i nikt nie może mi pomóc...Dlaczego ?
Podobne tematy
2 2014-01-23 20:28:07 Ostatnio edytowany przez mysterious_chocolate (2014-01-23 20:28:23)
Witam
Może wizyta u psychologa by pomogła?
może by pomogła ,zbieram sie do tej wizyty ale nie wieżę, że coś mnie jeszcze dobrego w zyciu czeka . po prostu wypaliłam się .próbowałam już rozmawiać z bliskimi o tym że jest mi zle ale nikt mnie nie rozumie ...przecież mam wszystko ..męża udane dzieci ,finansowo też nie najgorzej ...wiec czego chcesz ..masz wszystko ...i to prawda.... materialnie nic mi nie brak , czuję tylko ogromną pustkę i smutek.Przerosło mnie to .Dziękuję mysterious że przeczytałaś to co napisałam i zainteresowałaś sie moimi rozterkami
Pustkę i smutek związane z przeszłością?
Może nic nie da, jeśli twoje nastawienie będzie negatywne
Lepiej już pójść by chociaż spróbować z neutralnym podejściem. Możliwe, że potrzebujesz się pożądnie komuś wygadać, a psychologowi zawsze można. Do tego może pomóc zdiagnozować czy to zwykła handra czy depresja.
I mam dwa pytania: 1. Czy powiedziałaś kiedykolwiek komukolwiek o tym, co przeszłaś w młodości? 2. Jak długo trwa ten stan?
A wiec zacznę od tego , że absolutnie nie czuje tęsknoty za tym co przeżyłam , nie mam z tego okresu nawet jednego miłego wspomnienia ..żadnego ..nikt do końca nie zna mojej historii.Mój stan trwa od kilku miesięcy chociaż zmory przeszłości zatruwają moje życie od zawsze to dzielnie z nimi walczyłam .Z natury jestem pogodną i optymistycznie nastawioną osobą zawsze radziłam sobie sama ale chyba wyczerpałam swój zasób wytrzymałości ..po prostu już więcej nie mogę .Wiem że trafiłam do złego wątku wybaczcie że w tym miejscu opisałam moją historię ale po prostu trafiłam tu przypadkiem i nie potrafię tego wpisu przenieś do trafniejszego miejsca a na pisanie od nowa tego co mnie dręczy nie mam już siły.
ćma 63, Twój wątek przenoszę do odpowiedniego działu. Pozdrawiam serdecznie.
Dziękuję Wielokropku
Ćmo63, jest Ci źle, smutno, jesteś na granicy wytrzymałości. Usiłujesz powiedzieć o Twym stanie innym osobom w rodzinie, oni zaś nie rozumieją Ciebie. Nie rozumieją, bo nie znają prawdy, która teraz Ciebie dopadła. Prawdy, którą przez lata usiłowałaś zapomnieć, ukryć przed samą sobą. Rozumiem, że postawa "wytrzymania" pomagała Ci przeżyć okrucieństwa, teraz jednak, gdy jesteś bezpieczną, wracają. Może dość okłamywania siebie samej? Dość ukrywania kłębiących się emocji?
Sposobem na poradzenie sobie z trudnymi i ukrywanymi emocjami jest własna terapia pod okiem dobrego psychoterapeuty.
Witam czy możesz podać swojego mejla ćma 63 , prosze ja tez mialam podobnie ,
Gizo może kiedyś odważę sie by podać Ci mojego mejla na razie wybacz ale nie mogę .
Myślę, że Wielokropek bardzo dobrze Ci radzi
Psycholog nie gryzie(a jeśli nawet to mu oddaj i idź do lepszego)
Trzymam kciuki, bo wiem, że czasem bardzo trudno się w czymś przełamać, mimo to wierzę, że dasz sobie radę ![]()
Trzymaj się cieplutko
Dziękuję Wam moi drodzy że próbujecie mnie zrozumieć i pomóc to dla mnie bardzo ważne .Sprawa z psychoterapeutą wygląda już trochę gorzej niestety mieszkam w niewielkiej miejscowości i nie mam takiej możliwości , nie mam tez nikogo z kim mogłabym porozmawiać .Zapytacie pewno dlaczego ...już tłumaczę .. jak mam teraz po latach powiedzieć komuś bliskiemu że całe życie kłamałam ..opowiadałam swoim dzieciom że dziadkowie to dobrzy ludzie nie chciałam by moje dzieci wiedziały o tym co mnie spotkało z ich strony ..nie chciałam uczyć ich nienawiści ..pragnęłam by kochały i były kochane tym bardziej że dla moich dzieci byli dobrymi dziadkami pielęgnowałam w nich i nadal to robię miłość do bliskich . Jak mam to teraz zmienić ??
13 2014-01-27 12:12:21 Ostatnio edytowany przez pinkpiwonia (2014-01-27 12:19:01)
Hallo
Cma, dobrze robisz piszac tu.
Czesto trzeba po prostu te wszystkie trucizny "wy*rzyg*ac", zeby doznac ulgi.
Pisanie tutaj to tez pewna forma terapii, moim zdaniem bardzo cenna.
Wielu skrzywdzonym, latwiej sie otworzyc piszac, bo na konfrontacje i rozmowy brak im sily.
Pisz, pisz wszystko co mozesz i chcesz z siebie wyrzucic, jestes tu anonimowa i mozliwe ze otrzymasz cenne rady i wsparcie.
Ja tez borykam sie z paroma upiorami, probowalam poruszac te tematy u moich bliskich ale albo czulam sie niezrozumiana i zalowalam moich wynurzen, albo dochodzilo do eskalacji po ktorych wcale nie bylo latwiej. Teraz o moich upiorach nie rozmawiam juz z tymi ktorzy je stworzyli , ubieram maske i dobrze jest ! Czasami naprawde nie warto, bo sprawcy po latach swietnie opanowali metode pomniejszania i wypierania.
Dlugo szukalam lekarstwa na moja chora dusze i dzisiaj moge powiedziec ze znalazlam.
Oczywiscie nie stalo sie to nagle, byl to proces ktory trwa. Krotko napisze, zebys zrozumiala, uleczylam swoje wewnetrzne dziecko, nie pozwole go juz nigdy skrzywdzic, i do teraz otrzymuje ono ode mnie wszystko co potrzebuje aby byc szczesliwe.
Jesli chodzo o Twoja sytuacje, wydaje mi sie , ze nie wszystkie zmiany sa dobre...mimo dobrych zamiarow- bywaja przeciez i zmiany na gorsze. Odkrywajac przed doroslymi juz dziecmi "tajemnice" z twojego dziecinstwa zniszczysz za jednym zamachem piekny obraz dziadkow ,ktory sama latami malowalas.A tym samym byc moze i caly "porzadek swiata". I nikt nie da ci gwarancji ze bedzie lepiej... ale na pewno inaczej !
Przemysl , CO warto zmienic i czy bedziesz miala sile zeby ten remont przeprowadzic.
Wiadomo,rodzice a dziadkowie to dwie ROZNE role, a ludzie sie z wiekiem zmieniaja ...
14 2014-01-27 14:01:35 Ostatnio edytowany przez ćma 63 (2014-01-27 14:06:25)
Masz racje Pinkpiwonio to, że mogę tak anonimowo wygadać się tu przynosi mi ogromną ulgę .nie chcę i nie mogę niszczyć moim własnym dzieciom świata .Ale właśnie to dziecko we mnie wyje .. płacze bo nie może chyba zrozumieć dlaczego tak zostało skrzywdzone ..sama nie rozumiem siebie ..jestem samotna ..i zle mi gdy moje własne dzieci nie doceniają tego co tak łatwo im przychodzi chcę wtedy wykrzyczeć im jak są niewdzięczni i jak mnie ranią choć wiem że to co mnie spotkało to nie ich wina .Masz również racje,że ludzie sie zmieniają ,moi rodzice z wiekiem też sie zmienili ale niestety dla mnie było już za pózno ..opiekowałam sie nimi do śmierci oboje byli ciężko chorzy (udar ) i inne przypadłaści doprowadziły do tego że byli jak małe dzieci .(pieluchy)Było mi bardzo ciężko ,gdy umarli oboje płakałam ..sama nie wiem za czym ...chyba za tym ,że skończył sie pewien etap w moim życiu ,że nigdy nie bedę juz dzieckiem ,że nigdy juz nie zdarzy mi się takie zwyczajne dzieciństwo o jakim zawsze marzyłam .Wybaczyłam im wszystko myslałam ,że to mi pomoże niestety to nie pomaga nie potrafię z tym walczyc nie potrafie nawet tego co mnie męczy nazwac ..poprostu jest mi tak strasznie zle.