Witam jestem tu nowa :-)
Jestem juz od roku z chlopakiem od paru miesiecy mieszkamy razem u mnie. Mam 19 lat on 21.
Nasi rodzice ie znaja lubia i raz na jakis czas wszyscy sie spotykamy.
Wiem ze on planuje zareczyny w najblizszym czasie bo duzo o tym rozmawialismy.
Strasznie mnie kocha ma wiele cierpliwosci dla mnie i traktuje mnie bardzo powaznie.
Poznalam go tuz przed moja depresja. Przedtem poznawalam chlopakow szukajac tego odpowiedialnego i zazwyczaj bylam zawiedziona bo zawsze chcialam miec chlopaka na stale ustabilizowanego dojrzalego a wszyscy wydawali mi sie dziecinni.
Pomogl mi walczyc z ta choroba byl ze mna ciagle. Jedyna mysla jaka chronila mnie pred zrobieniem sobie czegos glupiego byl wlasnie on.
Kiedy mnie poderwal nie bardzo przypadl ji do gustu ale ujelo mnie jego wnetrze.
Po jakims czasie spotykania zapytal mnie o to czy chce bys jego dziewczyna. Zgodzilam sie myslac sobie ze warto sprobowac.
Potem cos we mnie rozkwitlo rozkochalam sie w nim cieszylam naszym zwiazkiem cieszylam sie ze sie zdecydowalam. Chcialam spedzac z nim kazda chwile przytulac sie do niego i te pocalunki. Poza tym byl on moim pierwszym to jemu sie cala oddalam. Wszystko bylo swietne. Czesto wzruszalam sie patrzqc na niego.
On jest praktycznie idealny dla mnie. Czuly kochajavy swiata poza mna nie widzi chce mnie za zone i matke swoich dzieci. Mowi ze czekal nammnie i bedziemy zawsze. Spedza ze mna cale dniemrobi wszystko zebym byla szczesliwa obdarowuje d4obiazdami zabiera w rozne miejsca. Jest bardzo dojrzaly opiekunczy zaradny.
A mnie od jakiegos czasu dopadla watpliwosc czy to jest na pewno to.... w pierwszej chwilinwpadlam w rozpacz i panike jak to mozliwe ze ja joge miec jakies watpliwosci? Przeciez o takim partnerze zawsze marzylam...
Niestety mam mniejsza ochote na seks i igraszki chociaz ogolnie nie jestem typem kobiety jakos baaaardzo lubiacej seks, zaczyna draznic mnie jego osoba, troche mnie przytlacza nasz zwiazek zastanawiam sie czy ja go jeszcze kocham...zastanawiam sie tez czy moze z kims innym byloby moze lepiej ale z drugiej strony nie jerem typem dziewczyny ktora lata za chlopakami i samotnosci tez sie nie boje. Zazwyczaj wolalam posoedziec w domu ewentualnie z rodzinka niz zabawiac sie ze najomymi na imprezach...tomnie dla mnie.
Jak myslicie to jest kryzys jak w kazdym zwiazku? Nie zaszybko na niego tak po roku bycia razem?
Czy w kazdym zwiazku jest kiedys kryzys?
Czy ja go po prostu juz nie kocham? Warto przejsc ten okres i walczyc czy to juz oznacza koniec?
Zalezy mi na nim nie chce od razu tego konczyc to wartosciowy czlowiek kochany przyszlosciowy szkoda mi naszej relacji chcialabym znowu poczuc ze to na pewno ten ze to moj partner zyciowy.
Prosze o wasze zdanie!