Jak chce gdzies isc sobie sama np do fryzjera czy polazic po sklepie to nie mam wiekszego problemu z mezem ktory w pelni uradowany ze nie musi mi towarzyszyc zostawia mnie w spokoju swietym I nie dobija mi sie przez komorke czy inne urzadzenia.
Z chwila kiedy do tego samego fryzjera czy sklepu wybieram sie z kolezankami I jasno mu mowie ze to nasze babskie sprawy i on ma sie sam soba zajac, najlepiej tak przez wieksza czesc dnia bo ja bede zajeta to po okolo 3 godz I 7 minutach jak w banku mam wiadomosc na phonie. "Co robisz? Gdzie jestes? Przyjechac moze do was?"
No jasne gwiazdy!!
Zeby bylo smieszniej to wlasnie wtedy wszystkie te co poszly sie pieknic albo wyrzucac gotowke na nowe ciuchy/buty/kosmetyki dostajemy wiadomosci w tym samym czasie.
Ostatnio siedzimy juz w samochodzie jeszcze na parkingu ale juz z zamiarem powrotu i wszystkie 4 komorki prawie ze jednoczesnie brzecza... "Gdzie jestes? Co robicie? Przyjechac moze?" Kumpela walnela wlasnie taki tekst..." No, bo smycz sie juz zwija"
Jak probuje meza do centrum wyciagnac to wrecz musze go przekupywac. Jak sie do tego centrum wybieram z kolezankami I zakazem kontaktowania sie ze mna to nagle jest to jedyne miejsce na ziemi w ktorym on chce byc.
Czy to tylko my 4 takie cos mamy czy wy tez zauwazylyscie cos takiego?