Witam wszystkich. Mam dość duży problem i pomyslałam że zwrócę się do was, bo już nie wiem sama co mam robić ![]()
Jestem z chłopakiem od 2 lat, od roku mieszkamy razem. Jednak dopiero od miesiaca jesteśmy na swoim. Wcześniej chłopak dokładał się do czynszu 150 zł. Jednak gdzieś w listopadzie powiedział że nie chce już mieszkać z moimi rodzicami i żebyśmy znaleźli mieszkanie.. Zapytałam jak sobie to wyobraża? Powiedziałam że ja nie dam rady utrzymać mieszkania. Dodam że ja zarabiam 900, on 2900. Powiedział że woli mieszkać sam ze mną i że będzie opłacał to mieszkanie. Pod koniec grudnia znaleźliśmy. No i jak to przeprowadzka na swoje- dużo rzeczy trzeba było kupić: niektóre meble, rzeczy do kuchni itd.. Wydaliśmy oboje dość dużo. 2 stycznia dostał swoją wypłatę i poszliśmy na zakupy. wydał 200 zł na jedzenie na praktycznie całe 3 tygodnie, i zatankował auto za 50 zł.. Po czym 5 stycznia przyszło do opłat,i pokłóciliśmy się bo nie chciał zapłacić za mieszkanie (470 zł), powiedział że wydał w tym miesiącu już dużo na umeblowanie, jedzenie itd (tak jakbym ja nic nie kupiła:/ ) i że myślał że ja mu przynajmniej dam połowe. Na to ja że przecież ustaliliśmy że to on opłaca mieszkanie, a razem dbamy o reszte. A on że myslał że jak tyle wyda to mu oddam połowe..
I w tym jest problem.. Całą swoja wypłate chciałby zachować dla siebie.. Ciągle musimy się wydatkami dzielić na pół.. jak ja go proszę np idz kup czekolade, to chce żebym mu na nią dała, bo to ja chce ją zjeść a nie on..
Tyle razy go prosiłam żebyśmy żyli jak każda para.. Połowe miesiąca za jego kase, połowe za moją.. czy coś w tym stylu. Zeby nie było ważne kto na co daje, mówiłam że przecież jak on opłaci mieszkanie a potem mu braknie to ja dostaje i zawsze jak mam to mu dam. Tylko to nie działa w drugą stronę.. nigdy nie dostałam od niego na chleb czy coś.. a jak dostałam to był 2 dni obrażony..
Czasami jest tak że on ma na koncie razem z oszczędnościami 5 tysięcy, a ja muszę pożyczyć od mamy żebyśmy mogli iść kupić obiad.. a on miesięcznie coś sobie oszczędza..
Inny przykład.. ja mam swoje auto, on swoje. jak mamy gdzieś jechać to z jego strony zawsze pada pytanie: bierzesz auto? i też się o to kłócimy bo chciałby jeżdzić ciagle moim autem, żebym ja tankowała, a jak on ma zabrać auto i zatankować to jest obrażony bo przecież on nie ma kasy a ja go wykorzystuje..
Ostatnio usłyszałam przy opłatach tego czynszu że ja całą kase z niego już wyciągłam i nie ma na ten czynsz.. (a wtedy wydał na NASZE zakupy te 200 zł
)
To też nie jest tak że musi mnie utrzymywać. bo jak byłam sama taka kasa mi wystarczała na utrzymanie siebie.. a skoro teraz jesteśmy razem to chyba nasze pieniądze są wspólne.. a on tak nie myśli..
Przepraszam że tak sypałam dokładnymi kwotami ale chciałam żeby wszystko było jasne..
Jakie jest z tego wyjście?
Podobne tematy
a skoro teraz jesteśmy razem to chyba nasze pieniądze są wspólne.. a on tak nie myśli..
Nie są wspólne. On zarabia sporo więcej, możecie się w każdej chwili rozstać, więc nie można tak do tego podchodzić. Nieformalny związek to jeszcze nie małżeństwo.
Jakie jest z tego wyjście?
Założyć konto wspólne, a jeżeli macie do siebie większe zaufanie to np.: jego konto do którego będziesz miała pełnomocnictwo i co miesiąc przelewajcie tam określoną kwotę na wspólne wydatki. Zakładając, że potrzebujecie np.: 1 200 PLN to on przelewa 800 PLN, a Ty 400 PLN lub tak jak ustalicie. Chodzi tylko o to, żeby się tych ustaleń trzymać. Z resztą kasy robicie co chcecie. Każdy może odkładać na swoje konto i zachować niezależność.
Skoro się zobowiązał to powinien się tego trzymać. Tak naprawdę takie rzeczy się ustala na początku. Istnieje możliwość, że chciał, żeby było inaczej, ale rodzice nim sterują, żeby nie dał się wykorzystać...
3 2014-01-08 13:28:27 Ostatnio edytowany przez 19klaudiaaaa91 (2014-01-08 13:32:27)
19klaudiaaaa91 napisał/a:a skoro teraz jesteśmy razem to chyba nasze pieniądze są wspólne.. a on tak nie myśli..
Nie są wspólne. On zarabia sporo więcej, możecie się w każdej chwili rozstać, więc nie można tak do tego podchodzić. Nieformalny związek to jeszcze nie małżeństwo.
19klaudiaaaa91 napisał/a:Jakie jest z tego wyjście?
Założyć konto wspólne, a jeżeli macie do siebie większe zaufanie to np.: jego konto do którego będziesz miała pełnomocnictwo i co miesiąc przelewajcie tam określoną kwotę na wspólne wydatki. Zakładając, że potrzebujecie np.: 1 200 PLN to on przelewa 800 PLN, a Ty 400 PLN lub tak jak ustalicie. Chodzi tylko o to, żeby się tych ustaleń trzymać. Z resztą kasy robicie co chcecie. Każdy może odkładać na swoje konto i zachować niezależność.
.
Tak tylko on nie przeleje tych 800 bo powie ze juz przecież opłaca czynsz.. a wspolne mieszkanie to nie jest tylko czynsz.. Znam kilka par które żyją razem jeszcze bez ślubu.. I mają wspólną kasę.. ona mu da zawsze jak na coś potrzebuje i odwrotnie.. nie ma oddawania połowy.. Jej kasa 1-go dnia zostaje wydana na czynsz i bieżące wydatki do 15-go. a pożniej jego kasa.. i to jest normalne
My mieliśmy kiedyś jedno konto gdzie miesięcznie przelewaliśmy po 200 zł. i przez pół miesiąca za moje 200 kupował whisky, jakieś piwa co tylko chciał, a jak przyszła kolej na jego kase to ja nie mogłam nic kupić bo drogie...
za każdym razem jak stoimy w sklepie to pyta: jak to płacimy? Znowu ja płace..?
I tego chciałabym się pozbyć.. Stanąc w kolejce i żeby nie było różnicy czy ja zapłace czy on.. Ja jak mam to bez problemu zapłace i nie płacze potem że wydałam na zakupy np 100 zł, ale jak mi pod koniec miesiąca brakuje to on mi na nic nie da;/ a ja mu zawsze dam jak prosi..
Poza tym jak decydował się być ze mna, później zamieszkać to od początku wiedział ile zarabiam i mówiłam mu że nie chce mieszkać na swoim bo nie damy rady. A on się uparł.. wiedział co brał. a teraz to wygląda tak że ja bym miała za wszystko płacić, a on by sobie tylko odkładał..
Po drugie nie trzeba się oszukiwać żeby wiedzieć że 2900 miesięcznie to jest w cholere kasy i wiele ludzi zarabia mniej i samemu musi utrzymać rodzinę.. a on ma problemy z zapłaceniem czynszu za 470 bo raz zrobil zakupy...
Na najlepsze rozwiazanie juz jest za późno - należy PRZED zamieszkaniem razem ustalić kwestie finansowe. I jeśli nie podchodzicie do sprawy tak samo, to ustalić możliwie najbardziej szczególowo co i jak. Od tego powinniście byli zacząć rozmowy o przeprowadzce. I teraz do takich ustaleń powinno dość jak najprędzej.
Tak tylko on nie przeleje tych 800 bo powie ze juz przecież opłaca czynsz.. a wspolne mieszkanie to nie jest tylko czynsz..
OK, w takim razie niech przestanie opłacać sam czynsz, a partycypuje we wspólnym budżecie. Policzcie ile potrzeba na wszystkie opłaty i podzielcie to sprawiedliwie. Mam na myśli czynsz, rachunki, jedzenie - wszystko co trzeba wydać każdego miesiąca + mały bufor bezpieczeństwa.
Znam kilka par które żyją razem jeszcze bez ślubu.. I mają wspólną kasę.. ona mu da zawsze jak na coś potrzebuje i odwrotnie.. nie ma oddawania połowy.. Jej kasa 1-go dnia zostaje wydana na czynsz i bieżące wydatki do 15-go. a pożniej jego kasa.. i to jest normalne
Jasne, że normalne. Zależy jak się dogadają i ile zarabiają. Ja na całkowicie wspólny budżet, czyli wszystko do jednego wora nie zgodziłbym się. Chyba, że byłbym całkowicie pewny dziewczyny i zarabialibyśmy tyle, żeby na samo przeżycie wystarczyło. Chociaż pewnie chciałbym mieć jakieś zaskórniaki na innym koncie. Co innego dać jej np.: 300 PLN na nieplanowany wydatek, a co innego pozbyć się całej kasy i w razie rozstania czy utraty pracy zostać z niczym.
My mieliśmy kiedyś jedno konto gdzie miesięcznie przelewaliśmy po 200 zł. i przez pół miesiąca za moje 200 kupował whisky, jakieś piwa co tylko chciał, a jak przyszła kolej na jego kase to ja nie mogłam nic kupić bo drogie...
za każdym razem jak stoimy w sklepie to pyta: jak to płacimy? Znowu ja płace..?
Dziwi mnie, że chcesz z kimś takim być. Później może być jeszcze gorzej. Pewnie nie dorósł do założenia swojej rodziny.
I tego chciałabym się pozbyć.. Stanąc w kolejce i żeby nie było różnicy czy ja zapłace czy on.. Ja jak mam to bez problemu zapłace i nie płacze potem że wydałam na zakupy np 100 zł, ale jak mi pod koniec miesiąca brakuje to on mi na nic nie da;/ a ja mu zawsze dam jak prosi..
Wspólne konto jest o tyle fajne, że kontrolujecie swoje wydatki. Jak zabraknie to wiadomo, że trzeba dołożyć, ale chociaż widać ile się wydaje. A tak można wydać każde pieniądze.
Pozatym jak decydował się być ze mna, póżniej zamieszkać to od początku wiedział ile zarabiam i mówiłam mu że niechce mieszkać na swoim bo nie damy rady. A on się uparł.. wiedział co brał. a teraz to wygląda tak że ja bym miała za wszystko płacić, a on by sobie tylko odkładał..
Pewnie u mamy tak było ![]()
Po drugie nie trzeba się oszukiwać żeby wiedzieć że 2900 miesięcznie to jest w cholere kasy i wiele ludzi zarabia mniej i samemu musi utrzymać rodzinę.. a on ma problemy z zapłaceniem czynszu za 470 bo raz zrobil zakupy...
Przy takich pieniądzach spokojnie można się utrzymać we dwójkę i jeszcze co miesiąc coś odłożyć. Nawet gdyby miał pokrywać 75% kosztów to mu zostanie. Dziwi mnie takie podejście, ale może ten typ tak ma ![]()
Ja proponuje 50 na 50 % rozłożyć, ty dajesz 450 zł a on daje 1400 zł to daje wam 1850 zł za to zapłacić za mieszkanie, wyżywienie.
No cóż, może się facet obrażać, jeśli zarabia więcej to świetnie, ale wkońcu chce założyć rodzinę, czy tak sobie pogrywać. Ty masz mniej pieniędzy i nie może wymagać, abyś całą swoją pensję przeznaczała, tym bardziej jak jesteś kobietą. W związku nie ma moje, twoje, jest nasze.
Ja to uważm jeszcze, że powinien Ci dać do gospodarowania 2000 zł a resztę zostawić dla siebie.
BO on pajacuje.
A potem się dziwić ze zdrada ![]()
Jeszcze jedno pytanie się nasuwa - wynajmujecie to mieszkanie czy to jego? Pytam, bo jest mowa o zakupie mebli, wyposażenia i czynszu co wskazuje na własne mieszkanie. Z początku wynika bardziej, że to wynajem.
witam
właśnie przeczytałam twoją historię i ja ci radzę porozmawiać konkretnie z twoim facetem.
normalnie w związku gdzie kobieta zarabia dużo mniej a facet więcej to jest tak:
sumujecie wasze zarobki
ty 900 facet 2900
razem macie 3800
z tego odliczacie opłatę na wynajem jakieś rachunki prąd woda i co tam jeszcze macie
odkładacie sobie na jedzenie jakąś tam kwotę i z tego robicie zakupy razem on ty ...dowolnie
jak chcecie to odkładacie na jakieś konto oszczędnościowe czy coś np. na czarną godzinę lub niespodziewane wydatki
zalewacie obydwa samochody za jakąś określoną kwotę
wiadomo że jeżeli jedno z was ma np. daleko do pracy to musi mieć więcej na paliwo niż drugie
ale jak jeździcie tylko trochę "po mieście" to po prostu ustalcie ile potrzebujecie.
i resztę pieniędzy które wam zostanie podzielcie między sobą tak żeby mieć też na jakieś swoje wydatki (waciki i te sprawy)
sprawa finansów jest bardzo ważna w związku zwłaszcza jeśli się nie układa i to bardzo
pomyśl może kiedyś w przyszłości w ogóle nie będziesz mieć własnych pieniędzy np. na wychowawczym
i ten twój facet będzie ci każdy grosz wydzielał ![]()
ten sposób co ja opisałam jest dla takich początkujących par które dopiero się uczą razem rządzić pieniędzmi
i poza tym osobiście uważam że jak się już razem mieszka to pieniądze są takie wspólne a nie moje i twoje
poza tym osobiście uważam że jak się już razem mieszka to pieniądze są takie wspólne a nie moje i twoje
W mojej pracy był kiedyś taki chłopak - przez półtora roku każda jego pensja szła na kapitalny remont domu jej rodziców, oczywiście remont robił on swoimi rękami, z kupował tylko materiały, niedługo po zakończeniu remontu się rozstali i został z niczym. Znam też historię gdzie to dziewczyna wszystkie pieniądze jakie dostała od rodziców na życiowy start (kilkadziesiąt tysięcy złotych) władowała w dom chłopaka, a później jak się rozstali to nic nie dostała. Nie jestem pewien, kiedy pieniądze powinny być wspólne, ale na pewno nie jest to moment wspólnego zamieszkania.
morena1984 napisał/a:poza tym osobiście uważam że jak się już razem mieszka to pieniądze są takie wspólne a nie moje i twoje
W mojej pracy był kiedyś taki chłopak - przez półtora roku każda jego pensja szła na kapitalny remont domu jej rodziców, oczywiście remont robił on swoimi rękami, z kupował tylko materiały, niedługo po zakończeniu remontu się rozstali i został z niczym. Znam też historię gdzie to dziewczyna wszystkie pieniądze jakie dostała od rodziców na życiowy start (kilkadziesiąt tysięcy złotych) władowała w dom chłopaka, a później jak się rozstali to nic nie dostała. Nie jestem pewien, kiedy pieniądze powinny być wspólne, ale na pewno nie jest to moment wspólnego zamieszkania.
Ale tu nie chodzi o to, że on ładuje w jej mieszkanie czy rodziców.
Wynajęli je razem, więc wspólne zagospodarowanie/tak bywa/, rachunki, wyżywienie etc. powinny być wspólne.
Nikt nikomu niczego nie funduje.
Autorko...i tak wytrwała jesteś.
morena1984 napisał/a:poza tym osobiście uważam że jak się już razem mieszka to pieniądze są takie wspólne a nie moje i twoje
W mojej pracy był kiedyś taki chłopak - przez półtora roku każda jego pensja szła na kapitalny remont domu jej rodziców, oczywiście remont robił on swoimi rękami, z kupował tylko materiały, niedługo po zakończeniu remontu się rozstali i został z niczym. Znam też historię gdzie to dziewczyna wszystkie pieniądze jakie dostała od rodziców na życiowy start (kilkadziesiąt tysięcy złotych) władowała w dom chłopaka, a później jak się rozstali to nic nie dostała. Nie jestem pewien, kiedy pieniądze powinny być wspólne, ale na pewno nie jest to moment wspólnego zamieszkania.
tylko mi chodzi o pieniądze które się zarabia i przeznacza na tzw. życie
sama osobiście nie inwestowałabym pieniędzy w czyjś dom do którego nie mam żadnych praw ![]()
poza tym moment wspólnego zamieszkania to chyba moment gdzie planuje się być razem i trzeba się nauczyć żyć w związku
a niestety w związkach trzeba też rozwiązać kwestie finansowe
chyba że po prostu wynajmują to mieszkanie jako współlokatorzy jak np. studenci
tylko mi chodzi o pieniądze które się zarabia i przeznacza na tzw. życie
(...)
chyba że po prostu wynajmują to mieszkanie jako współlokatorzy jak np. studenci
Nie wiem czy dobrze się rozumiemy. Moim zdaniem jak się zarabia więcej niż potrzeba na tzw. życie, czyli co miesiąc powstają oszczędności to nie należy się wyrzekać całkowicie swoich dochodów uwspólniając je natychmiast po wspólnym zamieszkaniu, bo nie wiadomo ile ten związek potrwa. Na początku zawsze wydaje się, że będzie trwał wiecznie, ale nie zawsze tak jest ![]()
morena1984 napisał/a:tylko mi chodzi o pieniądze które się zarabia i przeznacza na tzw. życie
(...)
chyba że po prostu wynajmują to mieszkanie jako współlokatorzy jak np. studenciNie wiem czy dobrze się rozumiemy. Moim zdaniem jak się zarabia więcej niż potrzeba na tzw. życie, czyli co miesiąc powstają oszczędności to nie należy się wyrzekać całkowicie swoich dochodów uwspólniając je natychmiast po wspólnym zamieszkaniu, bo nie wiadomo ile ten związek potrwa. Na początku zawsze wydaje się, że będzie trwał wiecznie, ale nie zawsze tak jest
Zgadzam się z wypowiedziami mariosha666 w tym wątku,podsuwa trafne,logiczne i rozsądne rozwiązania.Najlepszym rozwiązaniem w związku:małżeństwie,partnerstwie jest założenie dwóch kont wspólnych:na bieżące wydatki,pożywienie,zakup środków czystości,paliwa,jeśli ktoś posiada dzieci to wpłaty po ustaleniu wysokości środków powinny być wyższe,gdyż z tego konta należy zaspokoić potrzeby dziecka.Drugie konto oszczędnościowe powinno stanowić ewentualny substytut:ona i on wpłacają określoną miesięcznie kwotę pieniędzy.Reszta jeśli zostanie jest jego i jej na własne wydatki,na własnym koncie i druga strona nie ma interesu do tej kasy.Związek to biznes,a interes musi mieć dobrą księgowość
Autorko to żenujące kłócić się o pieniądze w związku.Kasa zabija miłość,która jak mówią jest bezinteresowna:)
marioosh666 napisał/a:Nie wiem czy dobrze się rozumiemy. Moim zdaniem jak się zarabia więcej niż potrzeba na tzw. życie, czyli co miesiąc powstają oszczędności to nie należy się wyrzekać całkowicie swoich dochodów uwspólniając je natychmiast po wspólnym zamieszkaniu, bo nie wiadomo ile ten związek potrwa. Na początku zawsze wydaje się, że będzie trwał wiecznie, ale nie zawsze tak jest
Zgadzam się z wypowiedziami mariosha666 w tym wątku,podsuwa trafne,logiczne i rozsądne rozwiązania.Najlepszym rozwiązaniem w związku:małżeństwie,partnerstwie jest założenie dwóch kont wspólnych:na bieżące wydatki,pożywienie,zakup środków czystości,paliwa,jeśli ktoś posiada dzieci to wpłaty po ustaleniu wysokości środków powinny być wyższe,gdyż z tego konta należy zaspokoić potrzeby dziecka.Drugie konto oszczędnościowe powinno stanowić ewentualny substytut:ona i on wpłacają określoną miesięcznie kwotę pieniędzy.Reszta jeśli zostanie jest jego i jej na własne wydatki,na własnym koncie i druga strona nie ma interesu do tej kasy.Związek to biznes,a interes musi mieć dobrą księgowość
Autorko to żenujące kłócić się o pieniądze w związku.Kasa zabija miłość,która jak mówią jest bezinteresowna:)
mam jeszcze takie pytanie z czystej ciekawości
jeżeli ona zarabia 900 zł a on 2900 to oni te kwoty na te dwa konta mają wpłacać w takiej samej wysokości?
bo dziewczyna wyraźnie pisze że jej nie starcza od wypłaty do wypłaty a za to on ma pieniądze na własnym koncie "do którego druga strona nie ma interesu "
16 2014-01-08 20:02:55 Ostatnio edytowany przez marioosh666 (2014-01-08 20:03:28)
jeżeli ona zarabia 900 zł a on 2900 to oni te kwoty na te dwa konta mają wpłacać w takiej samej wysokości?
Oczywiście, że nie. Wszystko jest to uzgodnienia, ale podstawą jest określenie jaka kwota jest potrzebna na życie i ustalenie po ile będą wpłacać. Dla przykładu wyjdzie 1 500 PLN, więc on może wpłacać 1 100 PLN, a ona 400 PLN. Chodzi tylko o to, żeby 1 800 PLN, które mu zostaną nie były od razu uwspólniane. Jak będzie trzeba zapłacić czynsz to płacą ze wspólnego. Gdyby on chciał kupić dobrą wódkę czy ona drogi kosmetyk to powinni zapłacić ze swojego o ile nie ustalą inaczej. Skoro to związek, a nie samo wspólne mieszkanie to powinien pomóc w razie potrzeby. Mimo wszystko warto, żeby miał swoje oszczędności.
bo dziewczyna wyraźnie pisze że jej nie starcza od wypłaty do wypłaty a za to on ma pieniądze na własnym koncie "do którego druga strona nie ma interesu "
Tutaj problem jest inny. Facet zachowuje się jakby nadal mieszkał z mamą, a nie z partnerką. Co jej to i jego, a co jego to ona nie może ruszyć.
P. S. Takie rozwiązanie jak opisałem ma jeszcze jeden duży plus. Dzisiaj on zarabia kilkukrotnie więcej co nie znaczy, że taki układ sił jest im zapisany do końca życia. W chwili gdy jej brakuje tzn. chciałaby więcej to ma motywację do tego, żeby się rozwijać zawodowo co zwiększy jej dochody w przyszłości. Gdyby miała dostęp do całej kasy to wyglądałoby to inaczej. Pytanie jaki związek chcą tworzyć. Jeżeli ma być partnerski to warto zrobić podział chociażby z tego powodu. Gdyby związek miał być konserwatywny z tradycyjnym podziałem ról, czyli on chce w przyszłości mieć żonę w domu z dziećmi to powinien w niedługim czasie udostępnić wszystko.
w końcu muszę się z tobą marioosh666 zgodzić w paru kwestiach ![]()
bo ja też jestem za oszczędzaniem i za tym żeby obydwie osoby w związku dokładały na tzw. "życie"
no i żeby oboje mieli swoje pieniądze na jakieś swoje wydatki
oraz z tym stwierdzeniem
Tutaj problem jest inny. Facet zachowuje się jakby nadal mieszkał z mamą, a nie z partnerką. Co jej to i jego, a co jego to ona nie może ruszyć.
zauważ że opisywany przeze mnie sposób gospodarowania pieniędzmi jest dla takich początkujących którzy dopiero się tego uczą
takie koło ratunkowe a co najlepsze przetestowane bo tak rozwiązały swoje sprawy finansowe para którą znam i gdzie ona też zarabiała mniej niż on i był problem z finansami.
ale niezależnie od różnic w naszych poglądach ![]()
myślę że zgodzisz się że autorka powinna usiąść i porozmawiać ze swoim partnerem
i omówić jak ma dalej wyglądać sprawa z ich finansami bo tak jak jest teraz to totalny niewypał
Dla mnie punktem honoru jest opłacić wszystkie ''konieczne'' rzeczy, typu czynsz, rachunki i podstawowe pierdoły typu papier w kiblu i chleb w kuchni.Kobieta sponsoruje ekstrawagancje w stylu wyszukane żarcie, białe wino, oregano i nowy dywanik w przedpokoju- na zasadzie jeśli chce.
Nie mowie, ze jest to jedynie słuszny model gospodarowania kasa; ale przy takiej degrengoladzie zarobkowej jak w przypadku autorki akurat tak.
Hej. Musicie, albo Ty musisz teraz oszczędzać, no i musisz prosić o pomoc rodziców..tak jak to mówił ktoś przed...że związek jest nieformalny i musicie sami rozstrzygać te kwestie...tak szczerze Ci powiem , że w ogóle masz szczęście że coś znaleźliście i tak szybko wam poszła przeprowadzka, uwierz mi , to już połowa sukcesu.
A mnie facet troche wyglada na sknerę..
Rozliczanie sie z kazdego grosza z bliską (teoretycznie) osobą? Słabo sobie wyobrazam dalsze pożycie...
21 2014-01-09 10:24:01 Ostatnio edytowany przez LeeBee (2014-01-09 10:26:48)
A mnie facet troche wyglada na sknerę..
Rozliczanie sie z kazdego grosza z bliską (teoretycznie) osobą? Słabo sobie wyobrazam dalsze pożycie...
Dla mnie też.
Dziewczyna była uczciwa przed przeprowadzką i mówiła, że nie stać jej na wynajęcie mieszkania, ale chłopak powiedział, że weźmie na siebie trudy utrzymania mieszkania, a teraz wylicza każdą złotówkę. Niefajnie.
Autorko to może wróć do rodziców dopóki nie zaczniesz zarabiać więcej. Niestety czasem w życiu tak jest, że nie dajemy sobie rady i wsparcie bliskich jest potrzebne, a Twój chłopak takim wsparciem z pewnością nie jest.
Ciekawe co by było gdybyś straciła pracę. Już to widzę.
I tu absolutnie nie chodzi o to, żeby tworzyć wspólne konta czy wszystkie pieniądze wrzucać do jednego wora i żeby chłopak nie mógł odkładać sobie pieniędzy. Problemem jest sposób w jaki temat traktuje. Nie widzi nic złego w swoim zachowaniu i nie szuka realnego rozwiązania.
Pewnie u mamy tak było
(
No cały czas tak jest.. Mama potrawi dziennie wydać po 200 300 zł na zachcianki męża i synów.. Ale daje rade bo ma dużo oszczędności..
Mieszkanie dostaliśmy z TBS, tzn jest ono na moją mamę. Mój jest tam też zameldowany, ale mimo to mieszkanie nasze na stałe nie jest.
Paulo 71 No pomysł jest dobry tylko że on jest na tyle takim sknerom że powie dlaczego ja daje tylko 450 a on az 1400, i znów ze jemu nie starczy itd..
To by się udało jeśli byśmy dawali po tyle samo, wtedy nie miałby pretensji ale póki co to niewykonalne
Pitagoras Takie podejście jest fajne, szczególnie gdy facet zarabia właśnie tak dużo.
Ja jednak nie oczekuję od niego że będzie sam za wszystko płacił cały miesiąc, a ja miałabym wydawać na pierdoły..
Mam wrażenie że on uważa, że zarabiam jednak za mało i cały czas mówi żebym zmieniła pracę, co prawda szukam jej i mam umówionych kilka rozmów. Tylko co z tego.. zarobię więcej to więcej wydam na jego pierdołki a sytuacja się nie zmieni...
Na początku naszego związku, szliśmy ze spaceru i akurat nie miałam portfela przy sobie i poprosiłam żeby mi pożyczył 3 zł na tabletki. a on powiedział nie musisz oddawać przecież od teraz nasze pieniądze są wspólne.. To czemu tak się zmieniło to jego podejście?
No pomysł jest dobry tylko że on jest na tyle takim sknerom że powie dlaczego ja daje tylko 450 a on az 1400, i znów ze jemu nie starczy itd..
To by się udało jeśli byśmy dawali po tyle samo, wtedy nie miałby pretensji ale póki co to niewykonalne
W takim razie powinien się zdecydować czego chce od życia. Jak sobie wymyślił, żeby iść na swoje, a wiedział jaka jest Twoja sytuacja finansowa to powinien ponieść konsekwencje. Postaw sprawę jasno.
Mam wrażenie że on uważa, że zarabiam jednak za mało i cały czas mówi żebym zmieniła pracę, co prawda szukam jej i mam umówionych kilka rozmów. Tylko co z tego.. zarobię więcej to więcej wydam na jego pierdołki a sytuacja się nie zmieni...
Dlatego dobrze już teraz to ustalić. Zarabiać na pewno będziesz więcej. Kwestia czasu, a on nie powinien się rzucać, bo o ile nie ma nadzwyczajnych kwalifikacji to dobrze płatną pracę może stracić.
Na początku naszego związku, szliśmy ze spaceru i akurat nie miałam portfela przy sobie i poprosiłam żeby mi pożyczył 3 zł na tabletki. a on powiedział nei musisz oddawać przecież od teraz nasze pieniądze są wspólne.. To czemu tak się zmieniło to jego podejście?
Bardzo możliwe, że ktoś z rodziny nim steruje i przestrzega, żeby nie dał się wykorzystywać. Jeżeli tak jest to możesz go z tego wyleczyć. Moim zdaniem w przypadku takiej zmiany to jedyna opcja.
Ja tam moze wyjde na sknere ale u mnie jest odwrotna sytuacja - ja zarabiam ponad 1000zl wiecej niz maz, ale nie uwazam abym musiala partnerowi cos dawac, na rachunki skladamy sie po polowie, jak wypada cos dodatkowego to ja place ale nie mam z tym problemu jesli jest to sporadycznie. Kazdy ma inny poglad na kase a mnie zawsze w domu uczono ze to co kazdy zarabia to jest jego, rodzice nie dzielili sie kasa w malzenstwie. Takie rzeczy to sie ustala jako pierwsze przed wspolnym zamieszkanie, aby kazdy wiedzial na czym stoi, nie mozna wymaga od kogos aby dawal nam kase tylko dlatego ze my z nim jestesmy, dla mnie to dziwne, ale jak mowie kazdy zostal inaczej wychowany.
@Tegan, wszystko zależy od tego ile się zarabia i jaka jest dysproporcja w dochodach. Wiadomo, że łatwiej dzielić duże kwoty ![]()
"nie mozna wymaga od kogos aby dawal nam kase tylko dlatego ze my z nim jestesmy"
A dla mnie z kolei takie podejście jest megadziwne. Związek, małżeństwo to wspólnota, także majątkowa. Co, jeśli jest duża dysproporcja w dochodach? Gdy np. ona jest nauczycielką i nie zarabia więcej niż 2000, a on jest dobrym informatykiem i zarabia kilkanaście tysięcy? To co wtedy, facet sam jedzie na wakacje na Karaiby i sam chodzi do drogich restauracji, a ona to co najwyżej jeździ sobie sama nad pobliskie jezioro i chodzi do KFC? A co, gdy jedna osoba straci pracę, pójdzie na macierzyńskie, zachoruje - wtedy partner/ka powinien się wypiąć i kazać pożyczać od rodziców? XD Bez sensu, dla mnie to układ dwojga współlokatorów, którzy w dodatku za bardzo się nie lubią (bo lubianemu koledze to nawet można czasami postawić piwo, obiad, seans w kinie).
Uważam, że wspólne dzielenie życia polega także na dzieleniu się swoimi finansami. I oczywiście absolutnie wykluczam tu wszelkie żerowanie na partnerze, bo w zdrowym związku jest to nie do pomyślenia.
Autorko, Twój chłopak to dzieciak. Nie dorósł do wspólnego życia. Pogadaj z nim na spokojnie, spróbujcie wypracować jakiś kompromis. Jeśli nadal nic się nie zmieni, wracaj do rodziców. Nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Koleś może jeszcze dojrzeje, a może nie.
"nie mozna wymaga od kogos aby dawal nam kase tylko dlatego ze my z nim jestesmy"
A dla mnie z kolei takie podejście jest megadziwne. Związek, małżeństwo to wspólnota, także majątkowa. Co, jeśli jest duża dysproporcja w dochodach? Gdy np. ona jest nauczycielką i nie zarabia więcej niż 2000, a on jest dobrym informatykiem i zarabia kilkanaście tysięcy? To co wtedy, facet sam jedzie na wakacje na Karaiby i sam chodzi do drogich restauracji, a ona to co najwyżej jeździ sobie sama nad pobliskie jezioro i chodzi do KFC? A co, gdy jedna osoba straci pracę, pójdzie na macierzyńskie, zachoruje - wtedy partner/ka powinien się wypiąć i kazać pożyczać od rodziców? XD Bez sensu, dla mnie to układ dwojga współlokatorów, którzy w dodatku za bardzo się nie lubią (bo lubianemu koledze to nawet można czasami postawić piwo, obiad, seans w kinie).
Uważam, że wspólne dzielenie życia polega także na dzieleniu się swoimi finansami. I oczywiście absolutnie wykluczam tu wszelkie żerowanie na partnerze, bo w zdrowym związku jest to nie do pomyślenia.Autorko, Twój chłopak to dzieciak. Nie dorósł do wspólnego życia. Pogadaj z nim na spokojnie, spróbujcie wypracować jakiś kompromis. Jeśli nadal nic się nie zmieni, wracaj do rodziców. Nie ma sensu walczyć z wiatrakami. Koleś może jeszcze dojrzeje, a może nie.
Hm.. Z nim sie nie da pogadać na spokojnie.. Ja mu wytlumacze o co mi chodzi, on tego nawet nie przemyśli i już zaczyna krzyczeć że nie mam racji.. Taki już jest.. Jeszcze nigdy nie usiedliśmy i nie pogadaliśmy aby wypracować jakiś kompromis.. Zawsze konczy się kłótnią.. bo niby chce od niego wycisnąc kase:/
A pracy raczej nie straci.. bo to żołnierz ;/
A pracy raczej nie straci.. bo to żołnierz ;/
Nie te czasy... Od kilku lat dają kontrakty na czas określony. Jak się kończy to mogą nie przedłużyć i tyle zostaje z żołnierza.
Klaudia szczerze czemu sie nie wyprowadzisz z powrotem do rodzicow? Ciebie najnormalniej na swiecie nie stac na zycie z nim, na tych warunkach.
jeżeli twój facet nie chce z tobą rozmawiać na ten temat i poszukać jakiegoś wyjścia z sytuacji to chyba rzeczywiście dla ciebie lepiej
byłoby wrócić do rodziców
a ponadto zastanów się czy facet który głupiej czekolady nie potrafi ci kupić jest na pewno dla ciebie ?
19klaudiaaaa91 daj sobie spokój z gościem - z tej mąki nie będzie chlebka.
Powiedz mu zwyczajnie, bez większych pretensji i kłótni, że nie stać cie na życie z nim, i że wyprowadzasz się do rodziców. Może wtedy oprzytomnieje, skoro twierdzisz, że żadne dialogi nie poskutkują.
Ja tu widze inny problem. Ona z gostkiem ustalila jasno co i jak tylko jemu cos sie nie chce swojej czesci umowy dotrzymac.
Nie widze tu zadnej przyszlosci bo on wiecznie sie bedzie probowal wykrecic od placenia niczym skapy dzieciak...
Dokładnie prześledziłam cały wątek, padło tu co najmniej kilka naprawdę rozsądnych rozwiązań, problem w tym, że jeśli nie potraficie prowadzić ze sobą konstruktywnego dialogu, to nie dojdziecie do porozumienie. Nie tylko w tej kwestii, ale i w każdej innej, która pojawi się po drodze, a co do której Wasze zdania będą się rozmijać.
Szczerze? Umiejętność rozmowy jest podstawą każdego zdrowego związku, bez tego nie ma mowy o partnerstwie. U Was za to widzę faceta bezkomromisowego i oczekujęcego podporządkowania się jego roli i kobietę, która nie potrafi do niego dotrzeć.
Im dalej brnęłam w wątek, tym pewniejsza byłam swojej ostatecznej rady: wróć do rodziców. Przedtem jednak dokładnie wyjaśnij przyczyny tej decyzji, on zdecydowanie musi być ich w pełni świadomy.
Sama widzisz, że Wasze ustalenia są wiążące tylko dla jednej strony, a słowa drugiej zupełnie nie mają pokrycia w czynach.
Ale być może w przeszłości zdarzały się już sytuacje, po których on nauczył się, że mu wolno?
"nie mozna wymaga od kogos aby dawal nam kase tylko dlatego ze my z nim jestesmy"
A dla mnie z kolei takie podejście jest megadziwne. Związek, małżeństwo to wspólnota, także majątkowa. Co, jeśli jest duża dysproporcja w dochodach? Gdy np. ona jest nauczycielką i nie zarabia więcej niż 2000, a on jest dobrym informatykiem i zarabia kilkanaście tysięcy? To co wtedy, facet sam jedzie na wakacje na Karaiby i sam chodzi do drogich restauracji, a ona to co najwyżej jeździ sobie sama nad pobliskie jezioro i chodzi do KFC? A co, gdy jedna osoba straci pracę, pójdzie na macierzyńskie, zachoruje - wtedy partner/ka powinien się wypiąć i kazać pożyczać od rodziców? XD Bez sensu, dla mnie to układ dwojga współlokatorów, którzy w dodatku za bardzo się nie lubią (bo lubianemu koledze to nawet można czasami postawić piwo, obiad, seans w kinie).
Uważam, że wspólne dzielenie życia polega także na dzieleniu się swoimi finansami. I oczywiście absolutnie wykluczam tu wszelkie żerowanie na partnerze, bo w zdrowym związku jest to nie do pomyślenia.
Wiesz to jest kwestia podejscia, ja nawet jakby moj maz zarabial 20tys a ja 2 tys. to nie mialabym czelnosci WYMAGAC od niego aby dawal mi jakakolwiek kase. Nie mamy prawa wymagac, ktos moze chciec nam postawic wakacje, czekolade czy kino, ale mnie nauczono ze moje pieniadze sa moje i nikt nie ma prawa wymagac abym mu cos dawala. Na wakacje mozna jechac razem nawet jak jest duza dysproporcja w zarobkach ale chodzi o to zeby ten kto "stawia" chcial to zrobic, bo wcale nie musi.
Co do autorki to takze radze wyprowadzke do rodzicow skoro w tak podstawowych kwestiach sie nie możecie dogadać, dziwne że była jakaś umowa a jedna strona jej przestrzega a druga nie.
Dziękuję wszystkim za rady.
Wiem że najmądrzejszym rozwiązaniem byłby powrót do rodziców, tylko jak zwykle łatwiej powiedzieć niż zrobić.
Spróbuję jakoś z nim jeszcze pogadać. Jeśli taka sama sytuacja zdarzy się w przyszłym miesiącu i nie będzie chciał zapłacić tego czynszu to chyba nie będę miała wyjścia jak sie wyprowadzić. Może to mu da coś do myślenia..
A jak nie zrobi to na nim wrażenia to znaczy że mimo tych 2 lat razem- nie był dla mnie. ![]()
Spróbuję jakoś z nim jeszcze pogadać. Jeśli taka sama sytuacja zdarzy się w przyszłym miesiącu i nie będzie chciał zapłacić tego czynszu to chyba nie będę miała wyjścia jak sie wyprowadzić.
Sugerowałbym najpierw wyprowadzkę a potem to ew. ON ma próbować pogadać.
Zapodana przez Ciebie kolejność zapewne spowoduje chwilowa zmianę, a po kilku tygodniach powrót do punktu wyjścia.
A mnie zastanawia jeszcze jedna sprawa. Jak z zarobków 900 zeta można utrzymać samochód?
no tak, bo w tej sprawie to jest akurat najważniejsze...
Dzisiaj też miałam dosyć dziwną sytuację. Przypadła na mnie kolej z robieniem zakupów. Oczywiście mieliśmy jechać też moim autem, jednak nigdzie nie mogłam znaleść kluczyków. Okazało się że zapomniałam ich i zostały w domu u dziadka. Zapytałam więc czy pojechalibyśmy jego autem.. na co on zrobił mi dziką awanturę że ciągle jedziemy jego autem, ze ja go mialam utrzymywac jak dostane wypłatę, że go naciągam. Probowałam pogadać , że to tylko 2 km.. że to wyjątek i że przecież nie specjalnie zostawiłam te klucze.. Mimo próśb i tak musiałam biegnąć do dziadka po te klucze, bo on powiedział że swojego auta nie ruszy bo teraz ja mam wydawać na benzyne:// Przegiął i to mocno, a wyszło na to że to i tak moja wina, że to ja go zdenerwowałam i chodził obrażony cały dzień, a na zakupach musiałam go gonić po całym sklepie żeby ze mną chodził...
Na taka głupotę już chyba nie ma rady...
Na taka głupotę już chyba nie ma rady...
Dziwi mnie, że jeszcze z nim jesteś
Tu nie chodzi już o tę kasę, ale o szacunek. On go nie ma...
Dzisiaj też miałam dosyć dziwną sytuację. Przypadła na mnie kolej z robieniem zakupów. Oczywiście mieliśmy jechać też moim autem, jednak nigdzie nie mogłam znaleść kluczyków. Okazało się że zapomniałam ich i zostały w domu u dziadka. Zapytałam więc czy pojechalibyśmy jego autem.. na co on zrobił mi dziką awanturę że ciągle jedziemy jego autem, ze ja go mialam utrzymywac jak dostane wypłatę, że go naciągam. Probowałam pogadać , że to tylko 2 km.. że to wyjątek i że przecież nie specjalnie zostawiłam te klucze.. Mimo próśb i tak musiałam biegnąć do dziadka po te klucze, bo on powiedział że swojego auta nie ruszy bo teraz ja mam wydawać na benzyne:// Przegiął i to mocno, a wyszło na to że to i tak moja wina, że to ja go zdenerwowałam i chodził obrażony cały dzień, a na zakupach musiałam go gonić po całym sklepie żeby ze mną chodził...
Na taka głupotę już chyba nie ma rady...
Współczuję.......
Co Ty z tym człowiek w ogóle robisz????
Chyba sobie z nas żartujesz co? I co Ty jeszcze z nim robisz? Lubisz to czy jak?
Klaudia jednoznacznie zalicza się do grupy kobiet spod szyldu ''im mocniej bijesz, tym bardziej kocha.''
Ten watek to jakaś kpina.
Klaudia jednoznacznie zalicza się do grupy kobiet spod szyldu ''im mocniej bijesz, tym bardziej kocha.''
Ten watek to jakaś kpina.
A jeśli ty kogoś kochasz to też tak poprostu z dnia na dzień możesz wszystko zostawić i odejść?
Wiem że to zachowanie objawia się brakiem szacunku do mnie.. ale zawsze trzyma mnie to, że są też te dobre dni i że ciężko będzie bez neigo dlatego wolalabym zrobić wszystko żeby było lepiej..
pitagoras napisał/a:Klaudia jednoznacznie zalicza się do grupy kobiet spod szyldu ''im mocniej bijesz, tym bardziej kocha.''
Ten watek to jakaś kpina.A jeśli ty kogoś kochasz to też tak poprostu z dnia na dzień możesz wszystko zostawić i odejść?
Wiem że to zachowanie objawia się brakiem szacunku do mnie.. ale zawsze trzyma mnie to, że są też te dobre dni i że ciężko będzie bez neigo dlatego wolalabym zrobić wszystko żeby było lepiej..
Klaudia Pitagoras ma racje ten wätek to jakas kpina
Szczerze to niewiem co ty chcesz od nas uslyszec , wszytscy ci zadaja pytanie co ty z nim jeszcze robisz?.
Niewiem poco watek zostal wogole zalozony skoro ty nie przyjmujesz pomocy od forumowiczow.
Na twoim miejscu bym sie wyprowadzila i zadnych rozmow nie przeprowadzala, koles przegina a ty sie cieszysz jak sczerbaty na suchara.
Ciezko bedzie bez niego ?? - no niewiem w jakim sensie bo narazie to masz tylko przez niego stres z kasa i wiecej cie to kosztuje niz to warte, wiec chyba jednak bedzie ci lzej a nie ciezej
Zastanow sie
19klaudiaaaa91 napisał/a:pitagoras napisał/a:Klaudia jednoznacznie zalicza się do grupy kobiet spod szyldu ''im mocniej bijesz, tym bardziej kocha.''
Ten watek to jakaś kpina.A jeśli ty kogoś kochasz to też tak poprostu z dnia na dzień możesz wszystko zostawić i odejść?
Wiem że to zachowanie objawia się brakiem szacunku do mnie.. ale zawsze trzyma mnie to, że są też te dobre dni i że ciężko będzie bez neigo dlatego wolalabym zrobić wszystko żeby było lepiej..Klaudia Pitagoras ma racje ten wätek to jakas kpina
Szczerze to niewiem co ty chcesz od nas uslyszec , wszytscy ci zadaja pytanie co ty z nim jeszcze robisz?.
Niewiem poco watek zostal wogole zalozony skoro ty nie przyjmujesz pomocy od forumowiczow.
Na twoim miejscu bym sie wyprowadzila i zadnych rozmow nie przeprowadzala, koles przegina a ty sie cieszysz jak sczerbaty na suchara.
Ciezko bedzie bez niego ?? - no niewiem w jakim sensie bo narazie to masz tylko przez niego stres z kasa i wiecej cie to kosztuje niz to warte, wiec chyba jednak bedzie ci lzej a nie ciezej
Zastanow sie
Gdybym nie potrzebowała pomocy od forumowiczów to by mnie tu nie było, wszystkie rady są przeze mnie przemyślane i cieszę się że są osoby które odpowiedziały i chcą mi pomóc..
Wszystkie posty dały mi dużo do myślenia, ale to nie jest tak że wszyscy mi napiszą: wyprowadź się.. ja się spakuję i wyprowadzę bo ludzie tutaj mi tak powiedzieli..
Napewno muszę coś zrobić z tą sytuacją i wypowiedzi tutaj mi w tym pomogły. także i tak dziękuję ![]()
wolalabym zrobić wszystko żeby było lepiej..
Nic nie rozumiesz.
To nie Ty masz cokolwiek robić, żeby było lepiej. To on ma coś do poukładania. Ale dzięki temu, że obchodzisz się z nim jak z jajeczkiem, zwisa mu to, że coś jest bardzo nie tak. I tak będzie, dopóki się nie wyprowadzisz. Nie stać Cię, on Ci nie pomaga, umowa była inna, to się wyprowadzasz.
On wtedy będzie się mógł wykazać. I tylko o to chodzi. Zrozumie, zacznie coś zmieniać - zostajesz z nim. Będzie miał to gdzieś / stwierdzi, że robisz mu na złość / zwali całą winę na Ciebie - odchodzisz.
Simple.