Z góry przepraszam za niezbyt mądrze brzmiący tytuł wątku, ale przychodziły mi do głowy jeszcze głupsze
więc stanęło na tym.
Zakładam wątek, bo jestem ciekawa Waszych opinii dotyczących problemu mojego kumpla, jak i po części mojego.
Jesteśmy właściwie w podobnej sytuacji - oboje w kilkuletnich związkach, naprawdę bardzo szczęśliwi, że znaleźliśmy odpowiednie osoby dla siebie (kumpel dodatkowo już zaręczony z dziewczyną). Dziewczyna jest naprawdę świetna- piękna, kobieca, świetnie gotuje, jest urocza, kochająca,rozpieszcza chłopaka - no miód malina.
Problem jest taki - chłopak jest z nią 3 lata, oboje mają ok. 23 lat, jest to jego pierwsza dziewczyna, pierwsza partnerka seksualna, wcześniej zaliczał raczej nieodwzajemnione miłości. Ona oczywiście na odwrót - miała już kogoś wcześniej, była w kilku związkach. I ostatnio przy szczerej rozmowie spytałam się go, czy nie uważa, że zaręczyny to trochę za wcześnie. Wyznał szczerze, że męczy go to, że np. nie wie, jak to jest uprawiać seks z kimś innym. Dodatkowo dochodzi fakt, że jego dziewczyna jakieś doświadczenia posiada, nie byli dla siebie pierwszymi partnerami, bo może wtedy łatwiej byłoby mu to "niewyszumienie" znieść. Zaznaczył, że nie bierze pod uwagę np. zdrady, czy rozstania po to, żeby się wyszaleć, nie potrafiłby żyć z wyrzutami sumienia, bo to naprawdę uczciwy i porządny chłopak.
Ja mam podobne odczucia - żałuję, że nie "szalałam" więcej. Sama też byłam dziewicą kiedy poznałam mojego chłopaka, męczyłam się też z zazdrością o jego przeszłość. Teraz nie męczy mnie zazdrość, a ciekawość i dodatkowo żal, że to już stracone, bo też nie biorę pod uwagę zdrady czy rozstania tylko po to, żeby spróbować seksu z kimś innym.
Z mojego punktu widzenia tego problemu nie da się rozwiązać, ale może ktoś czuje/myśli podobnie, jest w podobnej sytuacji? A może jednak widzicie wyjście z takiej sytuacji?