Cześć, postanowiłem napisać ze swoim problemem na forum kobiecym, myśle że Wasz punkt widzenia mógłby mi bardzo pomóc. Prosze o wyrozumiałość i opinie. Mam 24 lata, dość atrakcyjny fizycznie i mam poukładane w głowie, niestety jestem nieśmiały jeżeli chodzi o kontakt z kobietami które mi się podobają. Ponad rok temu trafił mi się ciekawy przypadek. Dojeżdżam niemal codziennie do sąsiedniego miasta na uczelnie. Pewnego dnia przysiadła się do mnie a raczej siadła naprzeciwko mnie atrakcyjna dziewczyna, również nieśmiała. Nie wiem czy się sobie spodobaliśmy, ale ona była trochu nerwowa z mojego powodu, starała się nie patrzeć na mnie jednak gdy wychodziliśmy z budynku dworca jakby mimowolnie rzuciła do tyłu wzrokiem. Zabrakło mi wtedy śmiałości aby to kontynuować. Jak to mają nieśmiali w zwyczaju, wmówiłem sobie że pewnie jeszcze ją kiedyś spotkam i znajde się w dogodniejszej sytuacji aby zagadać.
I rzeczywiście w ciągu roku widywaliśmy się kilkakrotnie na peronie. Ona nigdy nie odpowiedziała na moje zachęty wzrokiem, natomiast gdy ja nie patrzyłem przyglądała mi się takim dziwnym poważnym wzrokiem. Gdy popatrzyłem wtedy szybko na nią, ona równie szybko przenosiła wzrok w innm kierunku. Zakochałem się w niej, tym trudniej przez to było mi z nią nawiązać kontakt. Gdy już byłem zdecydowany, traf chciał że ona albo szybkim krokiem docierała do przystanku i wsiadała w autobus, albo- co mocno mnie poruszyło- zobaczyłem ją kilkakrotnie z innymi mężczyznami (jak się potem okazało byli to zwykli koledzy, ona też mnie widywała gdy roześmiany rozmawiałem z koleżankami). Potem przyszły wakacje, kontakt się urwał, od nowego roku akademickiego już jej nie widywałem. Powoli też o niej zapominałem, zwłaszcza że odbierałem sygnały zainteresowania od niektórych koleżanek na uczelni.
Tu chciałbym napisac krótko o specyfice męskiej psychiki. Czy to macho czy nieśmiały facet, każdy lubi zdobywać. Mam fajną koleżankę, naprawdę bardzo atrakcyjna dziewczyna ale bardzo straciła w moich oczach gdy zbyt wyraźnie dawała mi do zrozumie że się jej podobam. To jak powinienem ją zdobywać, nie ona mnie.
W styczniu, po kilkunastu miesiącach od momentu, kiedy zobaczyłem dziewczynę moich marzeń, ona znowu się pojawiła. Spóźniona, wsiadła do pociągu rozglądając się za wolnym miejscem. Praktycznie wszystkie miejsca siedzące były zajęte, akurat koło mnie było wolne. Serce zaczęło mocniej bić, poznałem ją, dawne uczucie odżyło. Siedziała koło mnie, torebkę trzymała na udach. Celowo nie pisałem żadnych sms aby nie pomyslała sobie że z kimś jestem (zresztą kobieta chyba potrafi zauważyć, czy mężczyzna jest w związku czy jest singlem) ona też w sumie nic nie pisała, tylko zjadła coś bo pora była obiadowa, chwile pospała. Gdy ja spoglądałem dość długo przez szybę po lewej, czułem jej wzrok na mnie. Gdy obracałem głowę w prawo, pod pozorem sprawdzenia co tam widać w szybie po prawej, ona przerzucała wzrok na okno lub w innym kierunku. Wychodząc z pociągu zrobiła ten sam gest kiedy po raz pierwszy się widzieliśmy- rzuciła wzrokiem za siebie. Mogłem wtedy ją poznać, wokół był niestety tłum ludzi, a w dodatku znowu ta durnota w głowie, że kiedyś znowu ją spotkam wygrała.
Dzisiaj widzieliśmy się po raz kolejny. Ona stała z jakimś kolegą. Gdy się pojawiłem popatrzyła chwile na mnie, gdy po dojechaniu na przystanek schodziliśmy do przejścia również się na mnie popatrzyła a potem poszła blisko swojego kolegi na przystanek.
Zastanawia mnie ten jej poważny wzrok gdy na mnie patrzy. Gdy ja kiedyś w pociągu się jej przyglądałem, ona wiedziała o tym ale nigdy mi nie odpowiedziała wzrokiem. Może boi się że gdy mnie zachęci ja nie stanę na wysokości zadania, może jej nieśmiałość sprawia że nie może mi odpowiedzieć wzrokiem? Nigdy się do mnie nie uśmiechnęła, ja do niej w sumie również. Smutne, że oboje nie potrafimy wyrazić względem siebie czegoś wiecej, choć ja teraz jestem bardziej zdeterminowany, by ją poznać to nadal się boję jej reakcji i tego że odmówi.