piszę bo potrzebuję świeżego spojrzenia na sytuację...
byłam rok w związku, myślałam że to miłość mojego życia. Nigdy nie dał mi odczuć że jestem dla niego obojętna, codziennie dzwonił, widywaliśmy się w tygodniu, weekendy spędzaliśmy razem, zawsze gdzieś wychodziliśmy. Ja przedstawiłam go swojej rodzinie, on mnie swojej. Wspólne wakacje, wyjazdy, było prawie idealnie. No właśnie, prawie... on pochodzi z Lublina, co jakiś czas tam jeździł odwiedzić rodzinę i znajomych. Zawsze w tym czasie niepokoiłam się o niego, byłam zazdrosna. Tym bardziej że wiem że on był fajnym facetem i laski na niego lecą. A on tylko spędzał czas z kolegą, nie miałam powodów by nie wierzyć... Ale zazdrosna byłam, on o mnie nie. Mogłam wychodzić gdzie i kiedy chciałam, nie dopytywał o szczegóły. Wcześniej była cała masa esków, ostatnio jak mu napisałam że tęsknię (co prawda tuż po powrocie od niego), usłyszałam że go przytłaczam. Przytyłam 3 kg, on był kochany bo ćwiczył razem ze mną, biegał itp byle bym zrzuciła to co mam zrzucić. Kupił nawet wagę niedawno.
Ale od pewnego czasu coś się zaczęło psuć. Nie mieliśmy gdzie wychodzić w weekendy bo ja zaniedbałam swoich znajomych, miał mi przywieźć jedną rzecz na której mi zależało ale tego nie zrobił bo 11 grudnia w środę coś miał do załatwienia, w czwartek miał imprezę integracyjną, w piątek jechał do Lublina i wtedy się pokłóciliśmy. Ja mu zrobiłam straszną jazdę że nie przywiózł mi tej rzeczy, stwierdził że się nie będzie domyślał czy mi zależało czy nie... Prawie się rozstaliśmy. Jak mu napisałam że ze mną rozstaje się raz to się zastanowił i nie podjął tej decyzji... W ferworze złości podjęłam decyzję że skoro on nie ma czasu dla mnie to ja go nie będę mieć dla niego.... cały weekend się nie odzywał, w sobotę tylko napisałam mu eska, odpisał "wiedziałem że nie wytrzymasz nawet dwóch dni". W niedzielę wieczorem zadzwonił, popełniłam kolejny błąd bo wygarnęłam mu że z Lublina mógł wrócić wcześniej żeby się ze mną zobaczyć. A wtedy on że nigdy się nie domyśli czego ja chcę... 16 grudnia poniedziałek, wtorek, środę miałam wigilie pracowe, jednak we wtorek spotkanie mi wypadło. I znowu... że dlaczego nie zaproponuje spotkania we wtorek. Wtedy coś w nim pękło. Powiedział mi że kończymy, on potrzebuje czasu na zastanowienie się... We wtorek do niego przyjechałam, ale po swoje rzeczy. Spakował mi prawie wszystkie.Po tym męczyłam go strasznie eskami, to był najgorszy czas w moim życiu. Święta też. Odkryłam że zaczął pisać do dwóch dziewczyn eski - nie wiem o czym. Strasznie mnie to przytłaczało że znalazł sobie inne. Miał ze mną piekło. A powinnam przyjąć jego decyzję spokojnie i się nie odzywać... W wigilię jak do niego napisałam, dostałam odpowiedź że to koniec. Po tym cisza z mojej strony, odezwałam się dopiero na sylwestra. Zobaczyłam poprawę bo pisał że mną normalnie, wczoraj się spotkaliśmy, z mojej inicjatywy... Ale... powiedział mi że nie chce być w związku jak nie czuje że to jest na 100% to a on nie czuje... powiedział że mnie nie kocha i nie pokocha... że tuż po rostaniu zaczął się z kimś spotykać.... ale pozatym spotkanie przebiegło spokojnie..
później zrobiłam mu jazdę przez smsy że szczęścia nie buduje się na nieszczęściu innych, że napiszę do niej i powiem jakim jest prostakiem... na szczęście tego nie zrobiłam... dziś już się do mnie nie odzywa wcale ale go tak czy siak przeprosiłam za swoje zachowanie...
jak myślicie, czy jest szansa że zatęskni... mimo tego że jest inna... że jak całkiem dam mu spokój to czy jest szansa że będzie chciał wrócić, bo przed tymi kłótniami było naprawdę dobrze....
Podobne tematy
nie, masz problem z emocjami, przelewaz potem gorycz na niego, nie mówisz wprost tego co chcesz a myslisz ze on sie domysli, bedzie w myslach czytał, bo ty od razu wiesz co on potrzebuje, a facet jest inny, nie domysli sie, nie ze mu nie zalezy, ale ma na bani inne rzeczy niz zgadywanie,
pozatym ja nawet gdyby mi zalezało na lasce gdyby robiła chore jazdy o wszysko dałabym sobie spokój, bo sie nie zmienisz, jak sie nie odezwie to jestes w stanie zburzyc spokój tej nowej dziewczynie, z zazdrosci i złosci, a co ona jest winna, ze jego dostała w komplecie z wybuchową eks, nawte nie wie o twoim istnieniu,
zrób cos z sobą kobieto, bo zatrujesz kazdy swój związek,
owszem, jak zamilkniesz to moze o tobie pomysli, ale raczej nie wróci, facecie nie chcą miec dymu
bo zostawił mnie z dnia na dzień, przez tel, nie odzywał się do mnie i dzień po rozstaniu miał już numer do tej nowej. Czyli już wcześniej coś musiał z nią kombinować....wiem że źle robiłam, właściwie wszystko od tych kłótni się zaczęło, mam jednak nadzieję że jak zatęskni to jednak się odezwie... nie da się zapomnieć przez 3 tyg, może jak dostanie czas to złe wspomnienia zapomni a zaczną wracać te dobre, a było ich naprawdę wiele... może zorientuje się że ta laska nie zastąpi mu mnie....
przedwczoraj jak się widzieliśmy to było naprawdę miło, w sumie nie rozmawialiśmy o związku tylko spotkaliśmy się porozmawiać tak po prostu... odniosłam wrażenie że jednak nie wszystko stracone, ale... za szybko chciałam go zmusić do podjęcia decyzji. Mówił że chce wszystko przemyśleć i żebym do wtorku się nie odzywała... ale niestety, wieczorem przed oczami stanęła mi ta nowa i.... wyszło jak wyszło....
na przeprosiny wczoraj napisałam mu coś takiego "tak naprawdę trudno jest nie spieprzyć czegoś, jeśli zostało się porzuconą. Nad takimi emocjami nie da się zapanować, zwłaszcza kiedy to prawdziwa miłość". Nie odpisał...
mam zamiar odbudować swój świat na nowo bez niego, poczekać, mam nadzieję że czas zagoi rany które mu zadawałam przez te 3 tyg....
Kazdy facet poczuł by się przytłoczony, napisałaś o tym, że zaniedbałaś swoich znajomych podejrzewam że cały wolny czas poświęcałaś jemu, i tego oczekiwałas z jego strony. Dlatego jego wyjazdy tak Ci się nie podobały, a że to skrzętnie ukrywałaś w końcu wybuchnęłaś i masz efekty. Chłopak poczuł się osaczony i rzeczywiście mógł. Te zdarzenia mogły mu to uświadomić, masz chyba w związku dość zaborczy charakter.
Nie obiecywałabym sobie zbyt wiele, faceci mogą wybaczyć wiele, ale ograniczanie ich swobody, przytłaczanie to dla niektórych zbyt wiele. Tym bardziej jeśli on już kontaktuję się z inną dziewczyną.
Napisałaś , że masz zamiar odbudować swój świat bez niego, więc zacznij to robić, nie licząc przy tym, że jeszcze ze sobą będziecie.
5 2014-01-04 11:13:58 Ostatnio edytowany przez adelell (2014-01-04 14:25:43)
ja go pytałam o tą dziewczynę... powiedziałam mu że jak dla niego cokolwiek znaczy to nie ma sensu się spotkać. Powiedział że absolutnie nic. I cały czas się wypierał że ona jest jakąś moją chorą wyobraźnią...
Mi się wydaje że poszukał sobie inną by jakoś sobie czas zająć. Nawet sylwestra nie spędzili razem...
On zna moją wartość, wie jaka jestem. Musiał mnie kochać skoro nawet tydzień przed tymi akcjami zaproponował mi wyjazd do Lublina, powiedział też że jego babcia pytała kiedy wnuki będą bo ona już doczekać się nie może..
A na spotkaniu mu wytłumaczyłam że moje zachowanie było stąd że nie mam zbyt dużego doświadczenia w rozstaniach, byłam w jednym poważnym związku ale wtedy sama po 6 latach zostawiłam osobę, więc ta sytuacja jest dla mnie nowością. Powiedziałam że przez ostatnie 3 tyg czułam się tak jakby umarła mi bliska osoba.... zrozumiał... tylko niepotrzebnie zepsułam wszystko wyrzutami w nocy po rozstaniu... a wiem że się wahał...
Wiem że go przytłaczałam, stąd jego decyzja. Ale łudzę się jeszcze że jednak stwierdzi że taką dziewczynę jak ja jest trudno poznać. Świetna praca, wygląd, teraz też figura, jak się nie psuło to było idealnie, właściwie o nic się nie kłóciliśmy... Mówił mi że jest ze mną szczęśliwy bo jestem wyjątkowa... co jakiś czas mi mówił że ładnie wyglądam, pytał dla kogo tak się szykuję jak mieliśmy jechać z rana do pracy... jak coś czuł to może będzie chciał jeszcze ze mną porozmawiać... po miesiącu odezwę się do niego, powiem że mogę mu przesłać zdjęcia z Malty (dysk mu padł i stracił wszystkie)... mi może emocje opadną i bańka pęknie, sądzę że jemu też. Może zobaczy że potrafię żyć własnym życiem, że jego przez ten czas nie zamęczałam swoją osobą to zrozumie.. A to co było złe, to ten czas ogarnie to mgłą niepamięci... Jak nadal coś będzie czuł to spotkamy się.... wyczytałam coś takiego w necie "kobieta po rozstaniu cierpi tydzień, mężczyzna po tygodniu uświadamia sobie to rozstanie"... tylko że do teraz ja nie dałam mu szansy sobie tego uświadomić... męczyłam bardzo... ale mam cichą nadzieję że sobie uświadomi co do mnie czuje po tym miesiącu ciszy...
nie wiem czy dam radę żyć dalej nie mając żadnej nadziei... muszę ją mieć... wiem że to była miłość mojego życia...
Tak Ci się tylko wydaje,że to miłość Twojego życia.... Za dwa miesiące inaczej już na to będziesz patrzeć..
Nie szukaj kontaktu z nim,odpuść.
Jeżeli on przemyśli waszą sytuacje i da Wam szanse,chociaż watpię niby chce przemyśleć a pisze z innymi laskami? Gdzie ta miłość ??? To musisz się zmienić bo jesteś trochę jak bluszcz który go oplatał i może go poddusiłaś??
Młoda jesteś,atrakcyjna jak piszesz znajdzie się ktoś nowy kto może pokocha prawdziwie?
byłam na dwóch, trzech randkach, przystojni, zainteresowani ale nie chciało mi się z nimi nawet rozmawiać na kawie.... cały czas mam przed oczami tylko jego.... to jest najgorsze. Znajomi mówią że on tak czy siak się odezwie jak uzmysłowi sobie co stracił. Mam nawet zakład, ja się nie odzywam, w ciągu miesiąca będzie od niego odzew... chcę walczyć ale nie wiem jak. Zawsze popełniam błędy bo... charakter też swój mam, zawsze wszystko zrobię nim pomyślę... wiem że jak ktoś się za bardzo stara to druga osoba tego nie docenia - tak już jest. Może jak się przestanę starać to on wróci... Ja wiem że go oplotłam w macki swojego uczucia, to był błąd. Chcę tylko by dał mi drugą szansę, inaczej bym to rozegrała....
Ja wiem,że Ty teraz dla niego byś wszystko zrobiła tylko pytanie czy warto?
Zakład masz? Nie obstawia się uczuć....
Ucz się cierpliwości...
Co to jest miesiąc? Sa faceci co po latach dopiero rozumieją swój błąd...
Pozwól mu odejść...żyj swoim życiem i niech będzie co ma być...
Ja wiem,że Ty teraz dla niego byś wszystko zrobiła tylko pytanie czy warto?
Zakład masz? Nie obstawia się uczuć....
Ucz się cierpliwości...
Co to jest miesiąc? Sa faceci co po latach dopiero rozumieją swój błąd...
Pozwól mu odejść...żyj swoim życiem i niech będzie co ma być...
ja właśnie tak zrobiłam, pozwoliłam odejść, chociaż jest bardzo ciężko, muszę mieć kontakt ze względu na dzieci
Jak się kocha to zawsze jest cieżko...
Mnie też było cieżko...ale po ostatniej rozmowie coś odeszło...
Smutek,żal,nadzieja...
Zrozumiałam tak naprawdę,że nigdy mnie nie kochał,nigdy nie był dobry i traktował jak trzeba..
Zamknęłam rozdział mojego życia w sylwestra i chcę,wierze że nowy rok będzie dobry! ![]()
A ja teraz jestem na etapie, że mi na nim zależy ale z drugiej strony go nienawidzę.
Nienawidzę za to co mi zrobił, i mam ochotę mu coś napisać żeby mu w pięty weszło.
Ale czy warto zniżać się do jego poziomu?
Chyba nie.
Ja też mu pozwoliłam odejść, nie odzywam się. To od niego pierwszego jest zawsze kontakt.
Ja się nie zamierzam pierwsza odzywać, bo z jakiej racji.
Już nie mówiąc, że mój eks zostawił mnie w najgorszej sytuacji. Bez pracy, bez kasy itd...
i nawet się nie zapyta czy mi czegoś nie potrzeba...Żałosne.
ja jestem na etapie że siebie obwiniam za rozpad tego związku....
odszedł bo miał mnie dość, ma pocieszycielkę, nie mogę tego przeżyć...
Nie możesz tak myślec!!!!
Wina zawsze jest po obu stronach,czasem jedno ponosi jej wiecej drugie mniej ale zawsze obie strony!
Odszedł im szybciej to zaakceptujesz tym lepiej!
Chcesz teraz żebrać o uczucia ?
Jeżeli sobie z tym nie radzisz idź do psychologa pogadaj otwórz się ale nie obwiniaj!!!
ja jestem na etapie że siebie obwiniam za rozpad tego związku....
odszedł bo miał mnie dość, ma pocieszycielkę, nie mogę tego przeżyć...
No właśnie, nie możesz tak myśleć!
KarolinaW dobrze napisała.
Nie obwiniaj się bo to nie ma sensu a jeszcze przez to zwariujesz.
Ma pocieszycielkę na chwilę, może taki jest jego sposób na radzenie sobie ze stratą.
Jedni piją, drudzy chodzą na imprezy a inni znajdują pocieszycielki.
Jednak w wiekszości przypadków to wszystko jest raczej chwilowe.
15 2014-01-05 15:29:49 Ostatnio edytowany przez adelell (2014-01-05 15:37:15)
już żebrałam, efektu nie było...
moja wina, za bardzo go naciskałam, przytyłam w związku, może jakbym była bardziej obojętna to jemu bardziej by zależało...po prostu za bardzo chciałam i dlatego padło wszystko... mam nadzieję że on jednak uświadomi sobie że jednak mnie kocha... bo musiał coś czuć skoro mówił mi takie rzeczy, był zawsze szczery, musiał się do mnie przywiązać... sam mówił że w ostatni czas też jemu jest ciężko... nie rozumiem....łatwiej powiedzieć "nie kocham", "nic nie będzie jak dawniej" zamiast zawalczyć o ten związek....
Życzę Tobie,żeby sie obudził...
Proszę jednak nie żyj nadzieja bo to tylko przedłuża stan w jakim jesteś...
Żyj i staraj się nie myśleć...co ma być to będzie...
.łatwiej powiedzieć "nie kocham", "nic nie będzie jak dawniej" zamiast zawalczyć o ten związek....
niestety ja też tego nie rozumiem, mój mi powiedział to samo.
Ja zawsze się starałam, zabiegałam o niego,a on co tak sobie najnormalniej w świecie przekreślił
kilka lat wspólnego życia.
Wie co robił źle a nie umie bądź nie chce tego zmienić...i to boli, że nie zawalczył, że nie walczy o to co między nami było.
No ale powiedział
,że nie kocha...to o co ma walczyć ?
Chore jest jak pisze,że kocha i nic z tym nie robi bo łatwiej jest uciec...
Zazdroszczę Wam,że była jasność u mnie tego zabrakło bo sam nie wiedział czego chce...
bo go męczyłam, miał mnie dość... kocham go strasznie, chcę się obudzić i stwierdzić że to tylko był sen...
w poprzednim związku też facet powiedział że mnie nie kocha, po miesiącu był odzew, 6 lat razem, świata poza mną nie widział....
Ja też bym chciała się obudzić, bo czuję się jak w jakimś koszmarze.
Najgorsze są wieczory.
Teraz właśnie złapałam dół myśląc o nim i o tym wszystkim, że to być może już nigdy nie wróci... ;(
ale to strasznie boli. Szkoda, ze nie da się wykasować pamięci.
No ale powiedział
,że nie kocha...to o co ma walczyć ?
Chore jest jak pisze,że kocha i nic z tym nie robi bo łatwiej jest uciec...
Zazdroszczę Wam,że była jasność u mnie tego zabrakło bo sam nie wiedział czego chce...
Ja nie jestem w pełni pewna czy on jest pewien tego co mówi.
Naprawdę. I nie tylko ja odniosłam takie wrażenie.
A co jeżeli mu się wydaje, że tak jest?
Miał mnie non stop, miał wszystko...a może jak odczuje co stracił, wtedy zrozumie, że kocha...
w końcu chyba są takie sytuacje w życiu, że ktoś zerwał a potem uświadomił sobie co stracił...
ja wczoraj wyszłam na imprezę, babski wieczór, dyskoteka...
też się brzydzę innymi, jak wczoraj próbowali mnie poderwać to centralnie mówiłam - rozstałam się niedawno, uciekaj bo tylko Cię skrzywdzę...
KoralinaW napisał/a:No ale powiedział
,że nie kocha...to o co ma walczyć ?
Chore jest jak pisze,że kocha i nic z tym nie robi bo łatwiej jest uciec...
Zazdroszczę Wam,że była jasność u mnie tego zabrakło bo sam nie wiedział czego chce...Ja nie jestem w pełni pewna czy on jest pewien tego co mówi.
Naprawdę. I nie tylko ja odniosłam takie wrażenie.
A co jeżeli mu się wydaje, że tak jest?
Miał mnie non stop, miał wszystko...a może jak odczuje co stracił, wtedy zrozumie, że kocha...
w końcu chyba są takie sytuacje w życiu, że ktoś zerwał a potem uświadomił sobie co stracił...
dlatego ja żyję nadzieją, mała bo mała ale chwytam się jej jak diabeł duszy...
jeżeli tylko pojawi się szansa, zawalczę o ten związek, mimo tego że za to co mi zrobił to nie powinnam....
Najgorsze jest właśnie żyć nadzieją bo ona może nie nadejść...
Ale z drugiej strony ona choć trochę pomaga.
Pokomplikowane to wszystko. Ale widzę, że im więcej czasu upływa jak nie jesteśmy razem to chyba mi ciężej...zwłaszcza po tym jak go wczoraj zobaczyłam, wszystko wróciło.
niestety muszę Cię zasmucić ale będzie jeszcze gorzej. No chyba że szybko sobie uświadomi że mu źle bez Ciebie...
ja się nie odzywam do swojego ex od piątku, strasznie ciężko mi jest zwłaszcza że on milczy i mam wrażenie że ma mnie gdzieś... że wokół niego krąży ta jego pocieszycielka...że sama siebie oszukuję, że nie ma na co czekać... że on po prostu był zauroczony i na prawdę stwierdził że to nie to... że się z nią spotyka a o mnie szybko zapomni...
A może już zapomniał ?
Kochana wiem jak Ci cieżko... Ale nadzieja jest najgorsza...bo ciagle czekasz i się łudzisz nie idziesz dalej,stoisz w miejscu!
Staraj się wypełniać sobie czas... Żeby nie myślec poczytaj książki...pomaga..
Jesteś młodą osobą trafisz na tego właściwego zobaczysz...
KarolinaW, masz absolutną rację...
dziękuję wszystkim za słowa otuchy, trzeba żyć dalej ![]()
28 2014-01-11 19:22:59 Ostatnio edytowany przez adelell (2014-01-11 19:32:29)
i nadzszedł moment zawachania... wszystko wróciło... najgorsze jest poczucie winy że to ja go osaczyłam i dlatego się wycofał.... nie odzywamy się tydzień, telefon milczy...
za radą zaczęłam myśleć o sobie, zapisałam sie na angielski, ćwiczę, dbam o sobie co skutkuje zainteresowaniem płci przeciwnej w pracy... ale co z tego skoro oni to nie on... tak pragnę by jednak zatęsknił, by zrozumiał że darzy mnie uczuciem i się odezwał...mam straszną ochotę do niego napisać...