Jak w temacie, jestem z facetem 2 lata. Kochamy sie, czasami klocimy jak to w kazdym zwiazku. oboje mamy 24 lata... i jest jeden problem, czuje ze nie mamy nic wspolnego z soba....
Ja lubie podrozowac, zwiedzac, poznawac nowych ludzi i nie cierpie ogladac tv.
On domator, moze spedzic caly wkend w domu.... pracuje na pol etatu plus proboje rozkrecic wlasny biznes, a wiec przez wieszkosc dnia pracuje i tym tlumaczy ze nie ma czasu, albo jest smutny bo mu cos nie wyszlo.
A ja w tym czasie sie nie milosiernie nudze, bo wolalabym gdzies wyjsc itd itp.
Ostatnie wakacje, ktore tez byly naszymi pierwszymy wspolnymi ja wszystko planowalam. bylma podekstowana, a on mowil ze wszystko ode mnie zalezy, zebym ja ulozyla plan.... tak jak by mu te wakacje wisialy.... nie czulam zeby sie cieszyl razem ze mna.
Teraz coraz czesciej nachodza mnie mysli, ze to poprostu nie ma przyszlosci, z drugiej strony co jesli nie znajde nikogo tak kochanego i czulego?
Boje sie ze wprzyszlosci bedziemy sie czesciej klocic bo nie znajdziemy porozumienia.
Co byscie zrobily na moim miejscu? Zerwac czy byc? Nie raz mu mowilam, zeby on tez mowil co chce itd i zeby poswiecal mi wiecej czasu.... ale to jak grochem o sciane.
Raz juz z nim zerwalam, to on sie poplakal i mowil ze tak ciezko pracuje na nasza wspolna przyszlosc i ze mu jest przykro, ze tego nie widze....