Dłużnik a partner, to nowy wątek założony przeze mnie. Jak to widzicie, czy taka osoba ma możliwość poznania osoby do związku. Zakładając, że osoba taka jest ok. Tylko po prostu kryzys spowodował utratę płynności finansowej.
Czy jesteście w stanie zaakceptować takiego faceta czy kobietę i budować cudowne relacje.
Podobne tematy
Widzę, że bardzo trudny temat. No tak, takie osoby są spychane jako wykluczeni ze społeczeństwa. A to są ludzie większości na poziomie.
Widzę, że bardzo trudny temat. No tak, takie osoby są spychane jako wykluczeni ze społeczeństwa. A to są ludzie większości na poziomie.
Temat nie jest trudny, problem chyba jest w czymś innym... ![]()
Dłużnik a partner, to nowy wątek założony przezemnie. Jak to widzicie, czy taka osoba ma możliwość poznania osoby do związku. Zakładając, że osoba taka jest ok. Tylko po prostu kryzys spowodował utratę płynności finansowej.
Czy jesteście wstanie zaakceptować takiego faceta czy kobietę i budować cudowne relacje.
Oczywiście, że tak. Pieniądz to rzecz nabyta, raz jest, raz go nie ma. Jeśli partnerom zależy na sobie to takie problemy są do pokonania. Nie mówiąc już o tym, że i one zbliżają...
Paulo, w innym wątku twierdzisz, że kobiety za byle popaprańców się łapią w obawie przed samotnością, a tu wysnuwasz wniosek, że zadłużony facet to jeszcze gorsza kategoria niż popapraniec? ![]()
Temat nie jest trudny. Jest jedynie niejednoznaczny. Przecież dużo zależy od tego jak wielkie są te długi, w jaki sposób powstały, jakie dany mężczyzna ma do nich podejście. Są przecież tacy, którzy biorą kredyty na jakieś zbędne zabawki, chwilę później rzucają pracę, bo szef krzywo spojrzał, siedzą przed komputerem i grają całymi dniami w gierki narzekając na niesprawiedliwość losu... Są tacy, którzy w długach siedzą od zawsze, a jak prawie wylezą to pakują się w kolejne. I w końcu są osoby, którym chwilowo się nie układa, szukają rozwiązań, mają jakieś nowe pomysły. Z długami czy bez - facet wiecznie bez pracy, który uważa kredyt za jedyną formę finansowania swoich potrzeb, bierny, bez jakiejkolwiek wizji przyszłości, użalający się nad swoim losem - nie jest dobrym kandydatem na partnera.
Intercyza i pozamiatane. A jeśli naprawdę by mi na owej zadluzonej partnerce zależało, to jeszcze mógłbym jej w ten sposób pomoc ;-)
Paulo, w innym wątku twierdzisz, że kobiety za byle popaprańców się łapią w obawie przed samotnością, a tu wysnuwasz wniosek, że zadłużony facet to jeszcze gorsza kategoria niż popapraniec?
Temat nie jest trudny. Jest jedynie niejednoznaczny. Przecież dużo zależy od tego jak wielkie są te długi, w jaki sposób powstały, jakie dany mężczyzna ma do nich podejście. Są przecież tacy, którzy biorą kredyty na jakieś zbędne zabawki, chwilę później rzucają pracę, bo szef krzywo spojrzał, siedzą przed komputerem i grają całymi dniami w gierki narzekając na niesprawiedliwość losu... Są tacy, którzy w długach siedzą od zawsze, a jak prawie wylezą to pakują się w kolejne. I w końcu są osoby, którym chwilowo się nie układa, szukają rozwiązań, mają jakieś nowe pomysły. Z długami czy bez - facet wiecznie bez pracy, który uważa kredyt za jedyną formę finansowania swoich potrzeb, bierny, bez jakiejkolwiek wizji przyszłości, użalający się nad swoim losem - nie jest dobrym kandydatem na partnera.
Później coś Ci napiszę.
Intercyza nie rozwiązuje wszystkiego. Kiedy partner wiecznie siedzi w długach to trudno o poczucie bezpieczeństwa. W dodatku brak umiejętności poradzenia sobie z taką sytuacją może wpłynąć na postrzeganie tegoż partnera przez kobietę.
Może z męskiego punktu widzenia to wygląda inaczej, ale osobiście nie chciałabym mieć wizji, że przez najbliższe lata nie będę mogła mieć w facecie równorzędnego partnera w kwestiach finansowych. Że wszelkie ponadprogramowe wydatki będę musiała ponosić sama. Że na wspólne wakacje możemy pojechać, jeśli ja je w całości zasponsoruję. Na początku znajomości to zwykle nie przeszkadza, ale później staje się męczące. A wspólne mieszkanie? Pilnowanie czy na pewno na wszystko mam paragony, żeby mi komornik lodówki nie wyniósł?
Dlatego bardzo dużo zależy od postawy faceta. Jeśli jego własne długi mu przeszkadzają i dokłada wszelkich starań, żeby sytuację wyprostować - ok, jest nadzieja. Ale jeśli nie robi w tym kierunku nic oprócz biadolenia - żadna wielka miłość ani intercyza tu nie pomogą...
Paulo, w innym wątku twierdzisz, że kobiety za byle popaprańców się łapią w obawie przed samotnością, a tu wysnuwasz wniosek, że zadłużony facet to jeszcze gorsza kategoria niż popapraniec?
Temat nie jest trudny. Jest jedynie niejednoznaczny. Przecież dużo zależy od tego jak wielkie są te długi, w jaki sposób powstały, jakie dany mężczyzna ma do nich podejście. Są przecież tacy, którzy biorą kredyty na jakieś zbędne zabawki, chwilę później rzucają pracę, bo szef krzywo spojrzał, siedzą przed komputerem i grają całymi dniami w gierki narzekając na niesprawiedliwość losu... Są tacy, którzy w długach siedzą od zawsze, a jak prawie wylezą to pakują się w kolejne. I w końcu są osoby, którym chwilowo się nie układa, szukają rozwiązań, mają jakieś nowe pomysły. Z długami czy bez - facet wiecznie bez pracy, który uważa kredyt za jedyną formę finansowania swoich potrzeb, bierny, bez jakiejkolwiek wizji przyszłości, użalający się nad swoim losem - nie jest dobrym kandydatem na partnera.
Vinnga osoba zadłużona to nie jest popapraniec a przynajmniej nie każdy. Osobą zadłużoną można bardzo sie szybko stać np: po przez stratę pracy. To dotyczy jak mężczyzny czy kobiety. Znam wiele przypadków, gdzie naprawdę było superowo w związku. Wspólne wakacje, piękne zakupy, kupno domu itd. czasem wymagało to wzięcia kredytu tak jak mieszkanie czy umeblowanie tego mieszkania. Naprawdę są różne historie. Niektórzy mieli duże firmy, które pod wpływem kryzysu splajtowały.
I ty uważasz takie osoby za popaprańców.
Popaprańcem mogę nazwać osobę, która brała kredyty i je przejadła, osoby nieodpowiedzialne pod tym względem, iż nie chciały spłacać a to też dyskusyjne.
Często bywa tak, że małżonek nie poczuwa się w żadnym wypadku, jeszcze obwinia partnera i ucieka a tak naprawdę dług sam się nie wziął, bo obydwoje podejmowali decyzję o zaciągnięciu długu, czasem bez podpisu danego współmałżonka, partnera.
Są oczywiście przypadki brania na hazard itd. to faktycznie jest patologia.
Masz rację tak jak napisałaś, bierze kompa i sie zwolnił a później płacze, ja to nazwę brak rozumu.
Co do darmozjadów to jest inna sprawa, leniuchów. A ile to kobiet jest, które nie chcą pracować, tłumacząc się, a najlepiej być na garnuszku faceta. Przecież czasem jego wynagrodzenie nie jest wstanie wszystkiego pokryć, no i bidula bierze kredyt. No i mamy krach, a kobieta zmyka, twierdząc nieudacznik. A ona, to co? Księżniczka na ziarnku grochu.
Oczywiście trzeba szukać rozwiązania takiej sytuacji.
Ale chodzi tu o uczucia? I gdzie ta miłość?
Mam czasem wrażenie, że ludzie się pobierają lub tworzą związki "na dobre" bo "na złe" to już NIE.
Kończąc według Ciebie to te osoby są skazane na samotność.
Intercyza i pozamiatane. A jeśli naprawdę by mi na owej zadluzonej partnerce zależało, to jeszcze mógłbym jej w ten sposób pomoc ;-)
Intercyza to jest rozwiązaniem jakimś ale nie do końca. Tu chodzi o to, czy są wstanie oboje sobie pomóc. Wesprzeć partnera w spłacie, znalezienia rozwiązania.
Paulo, przeczytaj jeszcze raz mój akapit o popaprańcach zanim będziesz się upierał, że ja tak nazywam osoby zadłużone
Nie wiem skąd wytrzepałeś twierdzenie, że wg mnie osoby z długami są skazane na samotność. Napisałam wyraźnie, że dużo (o ile nie wszystko) zależy od powodów zadłużenia i co dana osoba z własnymi długami robi.
Osobiście nie widzę przeciwwskazań do wiązania się z facetem/kobietą, którzy wpadli w długi z powodu jakiś chwilowych niepowodzeń. O ile całokształt osoby jest zaradny, chce wyjść z tej pogmatwanej sytuacji i ROBI coś, żeby się z kłopotów wydostać.
Gdzie uczucie? Uważam, że miłość jest przereklamowana. Żeby miłość się narodziła to dana osoba musi nas pociągać, musi spełniać pewne wyznaczniki. Osobiście mam alergię na biadolenie. Więc jeśli facet ma długi, żadnego pomysłu jak z nich wyjść i jego głównym zajęciem jest narzekanie na niedobry los - najzwyczajniej w świecie nie mogłabym się w takim zakochać. Jeśli natomiast poznaję super faceta z problemami finansowymi, widzę, że te problemy to nie jest wynik jego idiotycznego postępowania - nie widzę powodu, dla którego miałabym nie dać danej relacji szansy. Ale...z pewną dozą nieufności. Bo problemy finansowe to jeden z czynników, które potrafią zakatrupić największą miłość.
To zależy czy partner raz przez jakąś głupotę wpadł w długi czy po prostu jest nieodpowiedzialny i ciągle pakuje sie w takie sytuacje.
Vinnga no to cię poznałem jaka jesteś. ALe nie będę o tym pisał.
Ja też nie wysunąłem że osoba zadłużona jest gorszym popaprańcem!
Problemy finansowe to jedno a uczucia to drugie. No ale według ciebie taki gość u ciebie nie ma szans, choć masz namiastkę litości nad takim biedakiem.
Chcę Cię uświadomić, że ktoś może mieć dług 1000 zł a drugi 100 razy więcej.
Czyli mogę stwierdzić stanowczo, że osoba z zadłużeniem a zwłaszcza dużym to może pomażyć o partnerze. (komornika to raczej nie ma nikt z kwota 1000 zł a raczej x 20 przynajmniej)
Mogę jeszcze ogłosić, że takich osób jest w Polsce 4 000 000. Osobiście znam różne przypadki, więc temat mi jest bardzo znany, ale chciałem się dowiedzieć, czy osoba bez zobowiązania finansowego jest wstanie obdażyć uczuciem. ALe chyba jednak NIE.
Vinnga no to cię poznałem jaka jesteś. ALe nie będę o tym pisał.
Ja też nie wysunąłem że osoba zadłużona jest gorszym popaprańcem!
Problemy finansowe to jedno a uczucia to drugie. No ale według ciebie taki gość u ciebie nie ma szans, choć masz namiastkę litości nad takim biedakiem.
Chcę Cię uświadomić, że ktoś może mieć dług 1000 zł a drugi 100 razy więcej.
Czyli mogę stwierdzić stanowczo, że osoba z zadłużeniem a zwłaszcza dużym to może pomażyć o partnerze. (komornika to raczej nie ma nikt z kwota 1000 zł a raczej x 20 przynajmniej)
Mogę jeszcze ogłosić, że takich osób jest w Polsce 4 000 000. Osobiście znam różne przypadki, więc temat mi jest bardzo znany, ale chciałem się dowiedzieć, czy osoba bez zobowiązania finansowego jest wstanie obdażyć uczuciem. ALe chyba jednak NIE.
Chyba lubisz uogólniać:) Myślę, że tu głównie chodzi o odpowiedzialność partnera, tym jak sobie radzi lub nie radzi ze spłatą tych długów. Ja w wieku 23 lat niestety nie pchałabym się w związek z facetem, który ma duże długi. Miłość miłością, ale ja też bardzo racjonalnie podchodzę to kwestji związków, a tym samym swojej przyszłości.
paulo71 napisał/a:Vinnga no to cię poznałem jaka jesteś. ALe nie będę o tym pisał.
Ja też nie wysunąłem że osoba zadłużona jest gorszym popaprańcem!
Problemy finansowe to jedno a uczucia to drugie. No ale według ciebie taki gość u ciebie nie ma szans, choć masz namiastkę litości nad takim biedakiem.
Chcę Cię uświadomić, że ktoś może mieć dług 1000 zł a drugi 100 razy więcej.
Czyli mogę stwierdzić stanowczo, że osoba z zadłużeniem a zwłaszcza dużym to może pomażyć o partnerze. (komornika to raczej nie ma nikt z kwota 1000 zł a raczej x 20 przynajmniej)
Mogę jeszcze ogłosić, że takich osób jest w Polsce 4 000 000. Osobiście znam różne przypadki, więc temat mi jest bardzo znany, ale chciałem się dowiedzieć, czy osoba bez zobowiązania finansowego jest wstanie obdażyć uczuciem. ALe chyba jednak NIE.Chyba lubisz uogólniać:) Myślę, że tu głównie chodzi o odpowiedzialność partnera, tym jak sobie radzi lub nie radzi ze spłatą tych długów. Ja w wieku 23 lat niestety nie pchałabym się w związek z facetem, który ma duże długi. Miłość miłością, ale ja też bardzo racjonalnie podchodzę to kwestji związków, a tym samym swojej przyszłości.
No oczywiście żebyś się nie pchała, bo po pierwsze jesteś młoda, to duza odpowiedzialność.
Po drugie to tak wygląda:
Jak masz kasę to jestem z tobą, jak Ci jej braknie to spadaj.
Jeśli chodzi o radzenie sobie, to wszystko zależy od wysokości zadłużenia i możliwości dłużnika. A nie jego niechcenia.
Wiesz ile młodych małżeństw ma kłopoty finansowe. Przecież pobierali się bez problemów finansowych.
Dlatego mężczyźni stają się powoli oziębli, traktują kobiety przedmiotowo bo zobaczyli wnich harpie, wampirów finansowych, traktujących faceta jak Bankomat.
TO może brzmi ostro, ale tak jest. To jest też czynnik jeden z wielu rozpadających się związków.
Nie jedna dłużniczka też do mnie pisze co ma zrobić i jak sobie poradzić z takim problemem: wiek 23 lata.
No oczywiście żebyś się nie pchała, bo po pierwsze jesteś młoda, to duza odpowiedzialność.
Po drugie to tak wygląda:
Jak masz kasę to jestem z tobą, jak Ci jej braknie to spadaj.
Jeśli chodzi o radzenie sobie, to wszystko zależy od wysokości zadłużenia i możliwości dłużnika. A nie jego niechcenia.
Wiesz ile młodych małżeństw ma kłopoty finansowe. Przecież pobierali się bez problemów finansowych.
Dlatego mężczyźni stają się powoli oziębli, traktują kobiety przedmiotowo bo zobaczyli wnich harpie, wampirów finansowych, traktujących faceta jak Bankomat.
TO może brzmi ostro, ale tak jest. To jest też czynnik jeden z wielu rozpadających się związków.
Nie jedna dłużniczka też do mnie pisze co ma zrobić i jak sobie poradzić z takim problemem: wiek 23 lata.
Ale znów uogólniasz! Nie każda kobieta jest z facetem dla pieniędzy. Na świecie jest też wiele kobiet, które mają jakieś ambicje, pracują
i nie chcą być niczyimi utrzymankami. Ja też cenię sobie niezależnośc finansową. Związki rozpadają się z róznych przyczyn - złe dopasowanie, zdrada, nałogi, przemoc, inne priorytety zyciowe.
paulo71 napisał/a:No oczywiście żebyś się nie pchała, bo po pierwsze jesteś młoda, to duza odpowiedzialność.
Po drugie to tak wygląda:
Jak masz kasę to jestem z tobą, jak Ci jej braknie to spadaj.
Jeśli chodzi o radzenie sobie, to wszystko zależy od wysokości zadłużenia i możliwości dłużnika. A nie jego niechcenia.
Wiesz ile młodych małżeństw ma kłopoty finansowe. Przecież pobierali się bez problemów finansowych.
Dlatego mężczyźni stają się powoli oziębli, traktują kobiety przedmiotowo bo zobaczyli wnich harpie, wampirów finansowych, traktujących faceta jak Bankomat.
TO może brzmi ostro, ale tak jest. To jest też czynnik jeden z wielu rozpadających się związków.
Nie jedna dłużniczka też do mnie pisze co ma zrobić i jak sobie poradzić z takim problemem: wiek 23 lata.Ale znów uogólniasz! Nie każda kobieta jest z facetem dla pieniędzy. Na świecie jest też wiele kobiet, które mają jakieś ambicje, pracują
i nie chcą być niczyimi utrzymankami. Ja też cenię sobie niezależnośc finansową. Związki rozpadają się z róznych przyczyn - złe dopasowanie, zdrada, nałogi, przemoc, inne priorytety zyciowe.
No właśnie,nie każda jest dla pieniędzy. Więc nie powinno być to przeszkodą, ale jednak jest inaczej. I to nie chodzi o uogólnianie.
Panowie a co wy o tym myślicie.
Ona zadłużona albo biedna jak mysz kościelna. Wziąć taką pod skrzydła, czy sobie darować. A może nią tylko się pobawić i zostawić. Okrutne dla kobiety i przykre.
Averna napisał/a:paulo71 napisał/a:No oczywiście żebyś się nie pchała, bo po pierwsze jesteś młoda, to duza odpowiedzialność.
Po drugie to tak wygląda:
Jak masz kasę to jestem z tobą, jak Ci jej braknie to spadaj.
Jeśli chodzi o radzenie sobie, to wszystko zależy od wysokości zadłużenia i możliwości dłużnika. A nie jego niechcenia.
Wiesz ile młodych małżeństw ma kłopoty finansowe. Przecież pobierali się bez problemów finansowych.
Dlatego mężczyźni stają się powoli oziębli, traktują kobiety przedmiotowo bo zobaczyli wnich harpie, wampirów finansowych, traktujących faceta jak Bankomat.
TO może brzmi ostro, ale tak jest. To jest też czynnik jeden z wielu rozpadających się związków.
Nie jedna dłużniczka też do mnie pisze co ma zrobić i jak sobie poradzić z takim problemem: wiek 23 lata.Ale znów uogólniasz! Nie każda kobieta jest z facetem dla pieniędzy. Na świecie jest też wiele kobiet, które mają jakieś ambicje, pracują
i nie chcą być niczyimi utrzymankami. Ja też cenię sobie niezależnośc finansową. Związki rozpadają się z róznych przyczyn - złe dopasowanie, zdrada, nałogi, przemoc, inne priorytety zyciowe.No właśnie,nie każda jest dla pieniędzy. Więc nie powinno być to przeszkodą, ale jednak jest inaczej. I to nie chodzi o uogólnianie.
No ale przecież nie będę sobie chleba od ust odbierała żeby być z facetem z długami. To jest zupełnie inna sprawa. Dla mnie długi faceta sa przeszkodą,a do materialistek nie należe, po prostu chce wieść godne życie a nie ze swoich dochodów spłacać długi faceta i go utrzymywać. Jestem za równouprawnieniem
Panowie a co wy o tym myślicie.
Ona zadłużona albo biedna jak mysz kościelna. Wziąć taką pod skrzydła, czy sobie darować. A może nią tylko się pobawić i zostawić. Okrutne dla kobiety i przykre.
Jestem z facetem starszym od siebie o 8 lat, wieć jestesmy na różnych etapach w życiu. On się już czegoś tam dorobił ja studiuję, pracuje i dopiero zaczynam się dorabiać. Czy to znaczy, że jestem biedna jak mysz kościelna i że facet powinien mnie zostawić albo tylko sie mną zabawić? Dla Ciebie wszystko jest czarne albo białe, a w rzeczywistości wyglada to jednak inaczej i problemy są bardziej złożone.
paulo71 napisał/a:Averna napisał/a:Ale znów uogólniasz! Nie każda kobieta jest z facetem dla pieniędzy. Na świecie jest też wiele kobiet, które mają jakieś ambicje, pracują
i nie chcą być niczyimi utrzymankami. Ja też cenię sobie niezależnośc finansową. Związki rozpadają się z róznych przyczyn - złe dopasowanie, zdrada, nałogi, przemoc, inne priorytety zyciowe.No właśnie,nie każda jest dla pieniędzy. Więc nie powinno być to przeszkodą, ale jednak jest inaczej. I to nie chodzi o uogólnianie.
No ale przecież nie będę sobie chleba od ust odbierała żeby być z facetem z długami. To jest zupełnie inna sprawa. Dla mnie długi faceta sa przeszkodą,a do materialistek nie należe, po prostu chce wieść godne życie a nie ze swoich dochodów spłacać długi faceta i go utrzymywać. Jestem za równouprawnieniem
A czy ja napisałem, ze masz spłacać jego długi. Nie , nawet nie powinnaś.
Mam nadzieję, że się nie znajdziesz w takiej sytuacji. bo wtedy będziesz musiała się do mnie zgłosić o poradę a co gorsza o pomoc.
Ja też jestem za równouprawnieniem. Więc małżonkowie powinni zobowiązywać się spłacić długi swoich mężów czy żon, partnerów, a przynajmniej im pomóc w spłacie.
Oczywiście, to tylko Pobożne życzenia, tych niewiast czy facetów zostawionych z problemem.
Paulo, brałam Cię za myślącego faceta, ale Ty za wszelką cenę usiłujesz mnie przekonać, że się myliłam.
Czy Ty w ogóle czytasz co się do Ciebie pisze? A jeśli czytasz to czy próbujesz zrozumieć treść?
Zapewne sam należysz do tych rzekomych 4 mln osób w Polsce, wymyśliłeś sobie, że zadłużone osoby nie mogą znaleźć partnera i widzisz tylko te zdania (lub ich urywki), które potwierdzają Twoją teorię. Stąd te emocjonalne reakcje i wybiórcza ślepota na słowo pisane.
Ja też nie wysunąłem że osoba zadłużona jest gorszym popaprańcem!
Od tej pory używam wyłącznie zdań pojedynczych. Widzę, że sensu zdań złożonych nie rozumiesz.
Problemy finansowe to jedno a uczucia to drugie. No ale według ciebie taki gość u ciebie nie ma szans, choć masz namiastkę litości nad takim biedakiem.
Problemy finansowe mogą zabić uczucia. Tylko tyle napisałam. Facet z długami i odpowiednim podejściem do sytuacji ma u mnie szanse. To też napisałam. Może zechcesz przeczytać całość?
Chcę Cię uświadomić, że ktoś może mieć dług 1000 zł a drugi 100 razy więcej.
Chcę Cię uświadomić, że już w pierwszym poście napisałam, że istotna jest wysokość długu. Sorry, nie uściśliłam. 1000zł to dla mnie nie jest żaden dług. Nic, co można spłacić z jednej wypłaty nie traktuję jak zadłużenie.
Czyli mogę stwierdzić stanowczo, że osoba z zadłużeniem a zwłaszcza dużym to może pomażyć o partnerze.
Ciekawe skąd wytrzasnąłeś argumenty na poparcie swojej tezy? Takie, że Cię już STANOWCZO przekonały? Po co założyłeś w ogóle ten wątek, skoro Ty i tak wiesz swoje, niezależnie od tego co mówią rozmówcy?
ale chciałem się dowiedzieć, czy osoba bez zobowiązania finansowego jest wstanie obdażyć uczuciem. ALe chyba jednak NIE.
Nie? W takim razie ja ze swoim facetem bez uczuć jestem. Skoro go przygarnęłam w wersji z długami... Z litości, prawda?
Jak masz kasę to jestem z tobą, jak Ci jej braknie to spadaj.
Możliwe, że jakiś procent kobiet ma takie podejście. Ale większy procent myśli w bardziej złożony sposób.
Jeśli chodzi o radzenie sobie, to wszystko zależy od wysokości zadłużenia i możliwości dłużnika. A nie jego niechcenia.
Ale ja (i nie tylko ja) mówiłam o tych, którym się nie chce. Ale w związek, w którym długi przerastają możliwości dłużnika faktycznie bym się nie angażowała.
Wiesz ile młodych małżeństw ma kłopoty finansowe. Przecież pobierali się bez problemów finansowych.
Ale Ty założyłeś chyba temat o nawiązywaniu znajomości z zadłużonymi osobami, nie o pojawieniu się długów w małżeństwie?
Kiedy długi pojawiają się już w trakcie trwania związku to jest to zupełnie inna sytuacja niż pakowanie się w związek z facetem, który ma wielkie długi i nic z nich nie ubywa.
Dlatego mężczyźni stają się powoli oziębli, traktują kobiety przedmiotowo bo zobaczyli wnich harpie, wampirów finansowych, traktujących faceta jak Bankomat.
Zakładam, że kobieta nie jest utrzymanką faceta. Jest samowystarczalna i niezależna. Nie traktuje faceta jak bankomat, bo nie ma takiej potrzeby. W takiej sytuacji mężczyzna nie ma prawa zobaczyć w kobiecie wampira finansowego.
TO może brzmi ostro, ale tak jest. To jest też czynnik jeden z wielu rozpadających się związków.
(...)
No właśnie,nie każda jest dla pieniędzy. Więc nie powinno być to przeszkodą, ale jednak jest inaczej. I to nie chodzi o uogólnianie.
Stwierdzenie, że osoba z długami nie ma szans na związek jest właśnie idiotycznym uogólnieniem. Znam wiele par, które przez krótszy lub dłuższy czas borykały się z problemami finansowymi. I są ze sobą szczęśliwe. Sama jestem w takim związku. Jeśli zakładasz już jakiś wątek to DYSKUTUJ. Ja, w rozmowie z Tobą, mam wrażenie jakbym rzucała grochem o ścianę.
Edit:
Z wrażenia nie zauważyłam perełki:
A czy ja napisałem, ze masz spłacać jego długi. Nie , nawet nie powinnaś.
Mam nadzieję, że się nie znajdziesz w takiej sytuacji. bo wtedy będziesz musiała się do mnie zgłosić o poradę a co gorsza o pomoc.
Ja też jestem za równouprawnieniem. Więc małżonkowie powinni zobowiązywać się spłacić długi swoich mężów czy żon, partnerów, a przynajmniej im pomóc w spłacie.
Oczywiście, to tylko Pobożne życzenia, tych niewiast czy facetów zostawionych z problemem.
Najpierw piszesz, że dziewczyna nie powinna spłacać długów swojego potencjalnego partnera, później piszesz, że małżonkowie powinni spłacać wzajemnie swoje długi, że wiele osób zostaje z problemem samych. Chyba się trochę motasz.
Mogłabym być z takim facetem. Tylko ważne, by widział swoje błędy, by miał nocne postanowienie tego już nie robić, by spłacał długi i nie robił kolejnych. No bo są różni ludzie, niektórzy mają długi, ale coś z tym robią i z takim facetem jak najbardziej bym mogła być, ale jeśli np by miał długi, ale brałby kolejne itp, np byłby hazardzistą, nie chciał nic z tym zrobić, to chyba oczywiste, że nie chciałabym z nim być. Także wszystko zależy od człowieka i sytuacji. Jak dla mnie, w spłacaniu długów mogłabym pomóc, jakbym miała możliwość, ale pomóc, a nie spłacać np za faceta, czasem dołożyć, a nie np wykładać wszystko. No i jak mówię musiałby przy tym rozumieć swoje błędy, a nie np "Pomóż mi w spłacie, ale potem znowu narobię długów, bo nic nie zrozumiałem z tej historii". Oczywiście facet na pewno wprost by tak nie powiedział (:P), ale po prostu to widać czy ktoś z tego wyciągnął lekcję czy nie i nadal będzie robił długi, dlatego to zdanie to taka metafora.
Dla mnie oczywistym jest, że pieniądze nie są AŻ tak ważne, więc myślę, że dla wielu facetów nie byłoby problemem, że kobieta jest biedna czy może zarabia, ale mniej od nich, tak samo dla kobiet nie jest to problemem jak facet nie jest bogaty czy też mniej zarabia. To już nie te czasy, że kobieta zawsze prawie siedziała w domu i zajmowała się domem, nie miała pracy zawodowej. Teraz większość kobiet pracuje i też często sporo zarabiają. Dlatego tym bardziej to czy partner sporo zarabia, czy utrzyma rodzinę jest dla nich mniej ważne, bo też zarabiają, więc utrzymanie rodziny nie spoczywa tylko na jego barkach.
Do Winnga
?Paulo, brałam Cię za myślącego faceta, ale Ty za wszelką cenę usiłujesz mnie przekonać, że się myliłam.? Ja na siłę ciebie nie przekonuję i jestem myślącym facetem. Nie obrażaj mnie.
?Czy Ty w ogóle czytasz co się do Ciebie pisze? A jeśli czytasz to czy próbujesz zrozumieć treść??
Czytam i rozumiem, albo siebie nie możemy jakoś złapać nić porozumienia.
?Zapewne sam należysz do tych rzekomych 4 mln osób w Polsce, wymyśliłeś sobie, że zadłużone osoby nie mogą znaleźć partnera i widzisz tylko te zdania (lub ich urywki), które potwierdzają Twoją teorię. Stąd te emocjonalne reakcje i wybiórcza ślepota na słowo pisane.?
Nic sobie nie wymyśliłem, tylko zapytałem się czy jest wstanie być z taką osobą
?Czy należę do tych osób? Tak, należę i się wcale nie przejmuje tym, bo pieniądze to rzecz nabyta. Pieniądze dzisiaj są , jutro nie ma i na odwrót.
?Chcę Cię uświadomić, że już w pierwszym poście napisałam, że istotna jest wysokość długu. Sorry, nie uściśliłam. 1000zł to dla mnie nie jest żaden dług. Nic, co można spłacić z jednej wypłaty nie traktuję jak zadłużenie.?
To według ciebie 1000 zł to nie jest dług, to musisz dużo zarabiać. Nie ważne jaka jest wysokość, dług to dług. Nawet ratowałem osoby, które miały 2000 zł takiego długu niby dwie wypłaty, aby sobie nie odebrały życia. Bo i takie przypadki są.
?Po co założyłeś w ogóle ten wątek, skoro Ty i tak wiesz swoje, niezależnie od tego co mówią rozmówcy?? Napisałem wyżej.
Ja napisałem - ale chciałem się dowiedzieć, czy osoba bez zobowiązania finansowego jest wstanie obdarzyć uczuciem. ALe chyba jednak NIE.
?Nie? W takim razie ja ze swoim facetem bez uczuć jestem. Skoro go przygarnęłam w wersji z długami... Z litości, prawda??
Ja nie wiem czy przygarnęłaś sobie faceta z długami czy bez, jak na razie piszesz, że nie związałabyś się z takim facetem a przynajmniej jak by do tego podchodził laicko. A tu później napisałaś, że jednak przygarnęłaś faceta z długami. ?Sama jestem w takim związku.? Cieszę się, iż jesteś ok. i dałaś mu szanse, mało spotyka się takich osób.
?Ale ja (i nie tylko ja) mówiłam o tych, którym się nie chce. Ale w związek, w którym długi przerastają możliwości dłużnika faktycznie bym się nie angażowała.?
Ja cię rozumiem pod tym względem. Tylko zrozum mnie, że dług może być naprawdę nie wielki a może przerastać taką osobę. Dla jednego sto tysięcy to pikuś a dla innego dziesięć tysięcy to już wielka tragedia.
Napisałem - Dlatego mężczyźni stają się powoli oziębli, traktują kobiety przedmiotowo bo zobaczyli w nich harpie, wampirów finansowych, traktujących faceta jak Bankomat.
?Zakładam, że kobieta nie jest utrzymanką faceta. Jest samowystarczalna i niezależna. Nie traktuje faceta jak bankomat, bo nie ma takiej potrzeby.?
Tutaj się mylisz, są kobiety, którym ciągle jest mało, i facet dwoi się i troi aby było super a ona jeśli pracuje to nie znaczy że nie jest wampirem finansowym. Wysysa kasę a później zostawia, jeszcze jest dobrze jak tylko facet nie ma długu. Mogę przytoczyć przykład.
Paweł i tu nie o mnie chodzi, brał kredyty na siebie, bo pracował a jego żona prowadziła firmę. Ze względu na łatwiejsze załatwienie kredytu oczywiście pomagał żonie i je zaciągał. Któregoś dnia niestety został zwolniony z pracy a kredyty były na niego. To zamiast zacisnąć pasa i znaleźć rozwiązanie, to żona powiedziała mu ?Twoje długi nie moje i spadaj? To jest typowy wampir finansowy. Mógłbym podać wiele przykładów, ale nie będę się rozpisywał.
?Znam wiele par, które przez krótszy lub dłuższy czas borykały się z problemami finansowymi. I są ze sobą szczęśliwe.?
To dobrze iż sobie poradziły takie pary, czyli żadne nie uciekło, jeśli ci wierzyć co napisałaś, ale wierzę.
?Najpierw piszesz, że dziewczyna nie powinna spłacać długów swojego potencjalnego partnera, później piszesz, że małżonkowie powinni spłacać wzajemnie swoje długi, że wiele osób zostaje z problemem samych. Chyba się trochę motasz.?
Nic się nie motam dziewczyno.
Uważam, że jeśli taka osoba związałaby się z dłużnikiem , to jej nie wolno spłacać zadłużenia, gdyż dłużnik staje się leniem do spłaty i myśli "w końcu mam partnera, który za mnie spłaci."
Może pomóc w rożny sposób, ale nie spłacając takich zadłużeń.
24 2013-12-29 02:43:03 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2013-12-29 09:04:49)
Truskaweczko, życie pokazuje coś innego. Dobrze to opisałaś, ze można pomóc ale nie spłacać. Takie powinny być relacje.
25 2013-12-29 03:03:42 Ostatnio edytowany przez Jozefina (2013-12-29 03:06:19)
Paulo dlaczego Truskaweczke za jej tekst chwalisz a juz z Winnga ktora w sumie pisze to samo dyskutujesz?
A poza tym, Twoje pierwotne pytanie traktowalo raczej o mozliwosci znalezienia partnera w momencie gdy ktos ma dlug.
Dłużnik a partner, to nowy wątek założony przezemnie. Jak to widzicie, czy taka osoba ma możliwość poznania osoby do związku. Zakładając, że osoba taka jest ok. Tylko po prostu kryzys spowodował utratę płynności finansowej.
Czy jesteście wstanie zaakceptować takiego faceta czy kobietę i budować cudowne relacje. - Wiec na tak zadane pytanie odpowiedz brzmi tak, taka osoba ma mozliwosc poznania osoby do zwiazku, i mozna z nia zbudowac cudowne relacje.
26 2013-12-29 10:13:11 Ostatnio edytowany przez paulo71 (2013-12-29 18:03:33)
Wiedzę, że skromne zainteresowanie tym tematem.
Proszę moderatora o zamknięcie tego wątku.