Znamy się 3 miesiące.. Poznaliśmy się na portalu randkowym. Poszło bardzo gładko, super nam się rozmawiało. Spotkaliśmy się kilka razy, tylko kilka, bo odległość między nami to 400 km.... Gdy jesteśmy razem, jest super, cudownie... Jak w rozłące - przez tel. - to ona jest chłodna, zimna, często się denerwuje, wahania nastrojów są normą - na wszystkim tym obrywam ja. Rzadko zdarza się jej dobry humor - bo dużo pracy, bo się nie wyspała i jest zmęczona... Nie powiedziałbym, że ona taka jest przy pierwszym miesiącu znajomości. Bo nawet przez głupi telefon rozmawiało się CUDOWNIE, o wszystkim, była taka słodka i miła. Teraz tego nie ma.
Czasem zwraca mi uwagę, że jestem za kochany dla niej, że nie potrafię tupnąć nogą i dostarczyć jej złych wrażeń. Że ona nie musi się o mnie starać, bo dostaje wszystko, że wie, że i tak napisze i zadzwonię, jak ona zrobi coś nie tak. A ja tak robię, bo na odległość bardzo łatwo jest zerwać, napisać, czy powiedzieć - nie widzi się nawet rozmówcy. Obiecywała, że nigdy by czegoś takiego nie zrobiła i nie zostawiła mnie, ale mimo wszystko, ze względu na tą odległość, mam wewnętrzny strach, że po którejś kłótni tak zrobi, bo zdarzają się kłótnie (w realu nie, w realu jest bardzo dobrze..), gdzie potrafi się rozłączyć i nie odzywać cały dzień.
Z początku była mną zafascynowana - dosłownie wszystkim. Mówiła, że jestem idealny, bez żadnych wad, że nie zasługuje na mnie. Jednak ostatnie 1,5 miesiąca to inna kobieta. Tłumaczy, że na początku zawsze jest tak różowo i starała pokazać się z jak najlepszej strony, a teraz dostaję rzeczywistość.
Ona mówi, ze jest beznadziejna, nie ma żadnych pasji, hobby. Tylko TV-praca-sen, czasem jakiś wypad ze znajomymi. Jest też pół roku po rozpadzie 3 letniego związku.
Czuję, że robię coś źle. Że niepotrzebnie pisze i dzwonie pierwszy, jak zdarzy się kłótnia, że powinienem raczej zignorować ją na dzień-dwa i czekać, aż sama zrozumie, że popełniła błąd i przeprosi.
Ostatnio mówiła, że jak jesteśmy razem, to jest super. Jak na odległość, to ją to dobija, jest chłodna, bo chce mnie zdystansować w razie, gdyby nam nie wyszło, żebym się nie załamał. Powiedziałem, żeby tak nie robiła, bo rani i nie ma w jej działaniu żadnego sensu. Przeprosiła. Od tego czasu rozmawia się trochę lepiej, ale ciągle jest taka "zwykła", nieczuła, bez żadnych fajerwerków, których był ogrom na początku.
Wczoraj się rozłączyła, bo powiedziała, że ją wkurzyłem i poszła spać. Właściwie sprowokowałem ją, bo wydarzyła się kłótnia, po której spytałem, czy między nami wszystko dobrze. Wtedy się zdenerwowała mówiąc, że zawsze po kłótniach pytam, czy wszystko jest w porządku i to strasznie ją irytuje. A ja po prostu nie wiem co siedzi w jej głowie. Wydaje się być stabilną personą, ale to w końcu kobieta o dużych wahaniach w nastroju. Ja sprowokowałem, ale ona w niewłaściwy sposób zareagowała... Powiedziała to z takim wyrzutem i złością... Sam nie wiem czy znowu się odzywać pierwszym, czy czekać na nią.
Może to śmiesznie wygląda. Sam nie sądziłem, że będę się spotykać z dziewczyną odległą o 400km raz-dwa razy w miesiącu, którą poznam na głupim portalu randkowym, na którym zarejestrowałem się z nudów i bardziej dla jaj. Z dziewczyną, która tak zakręciła mi w głowie.
Doradźcie coś dziewczęta.