Witam,
czuję się podle i biję sie zmyślami czy mądrze zrobiłam poruszając z nim ten temat. Wczoraj rozmawiałam ze swoim chlopakiem o przyszłości. Ja mam lat 30 a on 27. Jesteśmy ze sobą 1,5 roku. Uważam, że po takim czasie dorośli ludzie powinni juz wiedzieć, jakie maja intencje wobec siebie. Kocham go, ale on wczoraj po rozmowie powiedział, że jego uczucia do mnie sa zaburzone...
Ja rozpoczęłam tą rozmowę. Zrobiłam to, ponieważ 3 mies temu tez podjęłam ten temat. Zapytałam wtedy czy planuje ze mna swoją przyszłość. Powiedział, że tak. Gdy zapytałam o szczegóły powiedział, że porozmawiamy gdy skończy szkolenie. Stało sie to pare dni temu.
Rozmowe zaczęłam od przypomnienia mu tego faktu. Podczas rozmowy wyszło, że on jeszcze o tym nie myślał i że dobrze mu tak jak jak jest. ja mówię, że mnie nie jest dobrze. Powiedziałam potem że ja nie mam tyle czasu. A on sie zapytał czy gdzieś wyjeżdżam... Byłam już zdenerwowana i wypaliłam, że nie będę wiecznie jego dziewczyną i wyszłam z auta... Jak przeszłam kawałek przyszło otrzeźwienie i doszłam, do wnioskuże nie tak powinna sie skonczyc ta rozmowa. On już odjechał więc zadzwoniłam do niego. Podziękowałam za miły wieczór i poprosiłam by wrocil. Powiedziałam mu ze to był impuls ze wyszłam. Gdy znów weszłam do jego auta poruszyłam temat wspólnego mieszkania bo też jakiś czas temu o tym rozmawialismy. Zapytałam, co sadzi na ten temat a on że jeszcze o tym nie myslał i że przemyśli to i da odpowiedz w Nowym Roku. Stwierdził, że albo to pomoże albo rozwali. Przyznałam mu rację.
Nie chcę, by myślał, że zależy mi tylko na ożenku dla samej zmaiany stanu cywilnego. Ale nie chce tez marnować lat na kogoś nieokreślonego. Kocham go i chciałabym właśnie z nim założyć rodzinę (żałuję że nie powiedziałam mu tego włąśnie, bo gotowy jest pomyśleć że mam zwykłe parcie na białą kieckę). Wiele osób pomyśli, że naciskam go. I on sam pewnie ma takie wrażenie. Boję się, że źle to rozegrałam i prędzej się ze mną rozstanie niż wejdziemy na inny etap...
Podobne tematy
2 2013-12-16 13:59:33 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-16 14:03:29)
Boję się, że źle to rozegrałam i prędzej się ze mną rozstanie niż wejdziemy na inny etap...
Odpowiadając opowiem może jak ja "miałam".
Tuż przed 30tką weszłam w związek z facetem starszym o 2 lata. Kiedy zaczynaliśmy się spotykać nie myślałam o ślubie, dzieciach i całej reszcie, po prostu byłam zakochana i nie zastanawiałam się zupełnie nad kierunkiem w jakim zmierzamy. Po roku, padła z jego strony deklaracja "chciałbym się z tobą ożenić" ja rozpromieniona cała w skowronkach on taki "szczerze zakochany". Zamieszkaliśmy razem po kolejnym roku, znalazłam pracę w jego miejscowości i ...... minął rok a nawet więcej i .....deklaracja pozostała deklaracją, dostałam pierścionek zaręczynowy na zasadzie "chciałaś" bo wróciłam do tematu sama - nie będę opisywała szczegółów bo to dość żenujące.
Znajomość się nie rozwijała, mieszkaliśmy razem i nic, zero planów na przyszłość, zero postępu, taki nierozwojowy związek, który w końcu zakończyłam, bo psychicznie mnie skończył.
Była mała przerwa i lizanie ran ale też samoanaliza, szczera i do bólu. Wynik był taki, chce ślubu, dzieci i całej tej "nudy" z tym związanej albo wolę być sama. Nie chcę być niczyją "wieczną narzeczoną", dla mnie ślub to takie bardzo poważne zobowiązanie, deklaracja, wspólne plany, nie impreza, suknia i inne duperele. Nie chciałam żyć w wolnym związku.
Spotkałam mojego obecnego męża, najpierw to była taka zwykła znajomość typu kino, spacer itd. Kiedy zorientowałam się, że facet ma maślane oczy kiedy na mnie patrzy a ja zaczęłam po woli też się angażować, postawiłam sprawę jasno - jeśli z fazy "znajomi" przejdziemy do fazy "para" to na końcu chcę ślubu, dzieci i wspólnego mieszkania. Nie będę wieczną narzeczoną, nie zamierzam spotykać się przez kolejne kilka lat - powód? - mam ponad trzydzieści lat i mój zegar biologiczny "tyka" jeśli nie jesteś gotowy na założenie rodziny to OK ale w takim wypadku nie ma mowy o spotykaniu się innym niż zwykłe koleżeńskie".
Nie uważam, żeby to było dziwne, raczej szczere i jasne do bólu albo facet dojrzał do założenia rodziny albo nie i raczej nie zastanawiałabym się nad jego uczuciami ale nad swoimi. Jeśli on nadal nie wie, czego chce w związku z tobą, to po co marnować czas? Kobieta ma go mniej a facet, który jest wiecznym dzieckiem to nie jest dobry partner do wspólnego życia.
Podsumowując uważam, że zrobiłaś dobrze, "albo-albo" ale przynajmniej nie będziesz tkwiła w niewiadomym
Jeśli facet się wycofa to znaczy, że tak naprawdę nie traktował się poważnie i nie kochał, przynajmniej nie zmarnujesz czasu na kogoś "nieokreślonego" - jak napisałaś ![]()
Będzie dobrze zobaczysz ![]()
Daj mu czas, max pół roku. On to musi przetrawić. Nie naciskaj go za bardzo. ale przypomnij mu, jeśli Cię kocha to przynajmniej na początku zaręczyny a później zaplanować datę ślubu choć cywilny. Bo śłub to poważne zobowiązanie wobec siebie nawzajem.
Dzieki Ci serdecznie za odpowiedź. Zastanawiam sie jeszcze nad zamieszkaniem z nim, aby sie "sprawdzić". Tylko boję się, że może byc tak jak i u Ciebie, że będzie to trwało latami a on i ak sie nie określi a ja strace masę czasu.
Witaj Mary_Jane
Bardzo dobrze Cię rozumiem. W tej chwili jestem w podobnej sytuacji. Ja mam 27 lat, mój partner 41, jesteśmy ze sobą już rok. Z tym tylko, że ten rok mieszkamy już razem, ja przeprowadziłam się dla niego do Warszawy (300 km od mojego rodzinnego miasta), wyrwałam się całkowicie z mojego naturalnego środowiska aby z nim być, z jego strony ze względów zawodowych przeprowadzenie się nie wchodziło w grę. Także mieszkamy razem, prowadzimy wspólne życie, znamy swoje wady i zalety z tego wynikające, znamy swoje przyzwyczajenia, nawyki. On jest po rozwodzie (będzie już 13 lat), ma też córkę z tego małżeństwa. Kiedyś na początku naszego bycia razem zadałam pytanie, czy będzie chciał mieć jeszcze dzieci, bo jestem w stanie zrozumieć że to nie musi być dla niego tak istotne jak dla mnie, osoby która dziecka jeszcze nie ma. Jako że były to dopiero początki, nie padły żadne deklaracje, co jest zrozumiałe. Od jakiegoś czasu jednak często o tym myślałam, że chciałabym żeby chociaż się oświadczył abym czuła się pewniejsza siebie, że traktuje mnie jako osobę z którą chce założyć rodzinę a nie tylko osobę która wypełnia mu dni. Też czuję już upływ czasu, nie chciałabym spędzić z kimś lat gdyby później miało się okazać, że nasza wizja przyszłości, w szczególności jeśli chodzi o dzieci się nie pokrywa... W przeciągu ostatnich 3 miesięcy gdy były różne ważne dla nas okazje, zawsze miałam cichą nadzieję, że może się oświadczy... Ale siedziałam cicho, nie chciałam nawet wspominać o tym aby nie pomyślał że chcę wywierać na niego presję, chciałam aby to była jego świadoma decyzja.
Trochę ponad tydzień temu mieliśmy solidną kłótnię, gotowa byłam pakować swoje podstawowe rzeczy i jechać do domu. W trakcie awantury wywiązała się rozmowa na temat tego, że on coraz częściej zagląda do wózków, wyobraża sobie jakby to było gdybyśmy razem spacerowali z maleństwem czy widzieć mnie z dzieckiem i mieć świadomość że to jego. Podobno o takich swoich zamiarach rozmawiał już z rodzicami, ze znajomymi z pracy... Z nimi a nie ze mną, bo to co powie wśród znajomych wpadnie a niedługo wypadnie z głowy, a u mnie wzbudziłoby nadzieje... Pytanie czy do posiadania dziecka potrzebny by mi był ślub.... Czy wystarczy mi jedno dziecko... Prawdę powiedziawszy czuję się podle. Gdyby ta kłótnia zakończyła się tylko wyjaśnieniem nagromadzonych problemów a za jakiś czas gdy byłoby spokojnie miała miejsce rozmowa o jego planach pewnie bym się cieszyła.... Po tej kłótni nie było ani jednej rozmowy na ten temat, ani na ten ani na żaden inny związany z przyszłością. Ciężko jest mi ocenić czy to rzeczywiście jego pragnienia, mam nadzieję że tak bo sam stwierdził że lata lecą i nie chciałby długo z tym czekać, a dziecko trzeba przecież jeszcze wychować, czy wtedy chęć załagodzenia mojego zdenerwowania i obawa przed wyjazdem... Kocham go, ale jest mi coraz ciężej, brak mi pewności siebie, odczuwam niedosyt bliskości...
Powiedział, że pomyśli o obu sprawach, czyli o zmianie charakteru znajomości i o mieszkaniu. O mieszkaniu da mi odpowiedź po nowym roku...
W moim związku istotna role odgrywa też jego zawód i zachowania z tym związane. Chodzi o to, że pracuje jko "klawisz". I rodzina jego najbliższa, czyli bracia i rodzice, co z nimi mieszkają czasem maja go dość przez jego ostre i szorstkie zachowania. Do mnie też taki bywa.
8 2013-12-16 14:32:21 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-16 14:34:59)
Zastanawiam sie jeszcze nad zamieszkaniem z nim, aby sie "sprawdzić". Tylko boję się, że może byc tak jak i u Ciebie, że będzie to trwało latami a on i ak sie nie określi a ja strace masę czasu.
Najlepsza decyzja to była ta o wspólnym zamieszkaniu, bo przynajmniej miałam okazję zobaczyć jaki jest z zderzeniu z problemami dnia codziennego.
Druga dobra to była ta rozmowa o przyszłości, nie oczekiwałam podania konkretnej daty ale określenia choć w przybliżeniu co dalej, kiedy ślub, dzieci i cała reszta. Powiedziałam, że jeśli nie jest na to gotowy, to proszę żeby się wyprowadził i ... po dwudniowym namyśle tak właśnie zrobił. To było najlepsze co od niego dostałam ![]()
Powiedział, że pomyśli o obu sprawach, czyli o zmianie charakteru znajomości i o mieszkaniu. O mieszkaniu da mi odpowiedź po nowym roku...
No to pozostaje ci poczekać, dobrze że nie kilka miesięcy ale kilka tygodni
Czasem lepiej się rozstać niż tkwić w związku bez przyszłości, rozmowy na ten temat są ważne, bo określenie wspólnych priorytetów to fundament związku. Czasem bywa tak, że się zakochujemy w kimś z kim nam zupełnie nie po drodze, łudzimy się, oszukujemy a efekt jest żaden czyli dokładnie taki sam teraz jak za rok, więc lepiej wcześniej się dogadać ![]()
Większym niż samo rozstanie dramatem jest tkwienie w kiepskim związku bez przyszłości i oszukiwanie samej siebie, że tak właśnie wygląda szczęście.
Trzymam kciuki za twoje szczęście ![]()
Dziwi mnie jego postawa, bo nawet na poczatku znajomości był bardziej skłonny do mówienia o wspólnej przyszłości niz teraz. Sam mi kiedyś powiedział, że jestem starsza i nie mam tyle czasu co on. A teraz kiedy czekam na te deklaracje to nagle nie jest gotowy...
Dziwi mnie jego postawa, bo nawet na poczatku znajomości był bardziej skłonny do mówienia o wspólnej przyszłości niz teraz. Sam mi kiedyś powiedział, że jestem starsza i nie mam tyle czasu co on. A teraz kiedy czekam na te deklaracje to nagle nie jest gotowy...
Bo na początku to była tylko bajka dla grzecznych dziewczynek, teraz to już realna deklaracja a nie jakaś wizja i trzeba się określić jasno. Tutaj zaczynają się schody bo on nagle nie wie czy to "to" czy nie "to" ![]()
Poczekaj kilka tygodni ale być może decyzję co dalej będziesz musiała podjąć sama i co wtedy? Jaka ona będzie? Zapytaj siebie, czy to ten facet z którym chcesz mieć dzieci, czy będzie przy tobie jak na ziemię spadnie księżyc, jak zachorujesz na raka i będziesz łysa i nieładna, czy gdybyś poleciała do Australii służbowo i zabłądziła to on po ciebie przyleci?
pomyśl.....
Ja chodziłam 5 lat z facetem zanim mi się oświadczył i to też nie było tak jak ja sobie to wyobrażałam, nasz ślub został przyśpieszony z powodu nie planowanej ciąży. Mój obecnie mąż w ciągu paru tygodni bardzo szybko dojrzał do ślubu i to tego że będzię ojcem, czasami myślę o tym czy zrobił to bo naprawdę mnie kocha czy z powodu dziecka. Trochę żałuje że nie byłam bardziej stanowcza zanim jeszcze zaszłam w ciąże, czyli nie postawiłam mu ultimatum albo ślub albo koniec. Doskonale wiem jak takie rozmowy o ślubie i wspólnej przyszłości mogą być przykre i jak bardzo to boli. Dlatego myśle że dobrze robisz mówiąc swojemu chłopakowi czego Ty oczekujesz od życia i od niego, rozstanie z nim nakłoni go wreszcie do myślenia o waszym związku.
12 2013-12-16 15:34:13 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-16 15:35:53)
Mój obecnie mąż w ciągu paru tygodni bardzo szybko dojrzał do ślubu i to tego że będzię ojcem, czasami myślę o tym czy zrobił to bo naprawdę mnie kocha czy z powodu dziecka.
A nie czujesz się kochana, zaopiekowana? Nie jesteś szczęśliwa? Zastanawianie się po fakcie raczej niczego nie wnosi
Odpuść sobie bo hormony ciążowe i tak dadzą się wam we znaki.
Dlatego uważam, że rozmowy na poważne tematy powinny odbywać się przed ślubem, ja z moim mężem dużo rozmawialiśmy i chociaż pobraliśmy się rok i dwa miesiące po poznaniu się - albo coś koło tego a zamieszkaliśmy w trzy miesiące po po poznaniu się - czyli dość szybko jak dla mnie, to wiedziałam że mamy wspólne spojrzenie na wiele spraw i że w podstawowych kwestiach typu, dom, dzieci, pieniądze, zawsze się zgodzimy.
Ps. tyle, że ja w momencie ślubu miałam już ponad trzydzieści lat i wiedziałam, że czego chcę a czego nie chcę ![]()
Mary_Jane83 napisał/a:Dziwi mnie jego postawa, bo nawet na poczatku znajomości był bardziej skłonny do mówienia o wspólnej przyszłości niz teraz. Sam mi kiedyś powiedział, że jestem starsza i nie mam tyle czasu co on. A teraz kiedy czekam na te deklaracje to nagle nie jest gotowy...
Bo na początku to była tylko bajka dla grzecznych dziewczynek, teraz to już realna deklaracja a nie jakaś wizja i trzeba się określić jasno. Tutaj zaczynają się schody bo on nagle nie wie czy to "to" czy nie "to"
Poczekaj kilka tygodni ale być może decyzję co dalej będziesz musiała podjąć sama i co wtedy? Jaka ona będzie? Zapytaj siebie, czy to ten facet z którym chcesz mieć dzieci, czy będzie przy tobie jak na ziemię spadnie księżyc, jak zachorujesz na raka i będziesz łysa i nieładna, czy gdybyś poleciała do Australii służbowo i zabłądziła to on po ciebie przyleci?
pomyśl.....
O! To, to. Bardzo ważne przemyślenia. I jeśli nie jesteś pewna, to znaczy, ze to nie ten.
Postanowiłam, że poczekam jeszcze jakiś czas. Szczególnie do nowego roku, do decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Może i fakt, że półtora roku to za szybko...
Postanowiłam, że poczekam jeszcze jakiś czas. Szczególnie do nowego roku, do decyzji o wspólnym zamieszkaniu. Może i fakt, że półtora roku to za szybko...
Może Twój partner boi się odpowiedzialności ? A może po prostu nie jest gotowy na ten poważny krok !? Czy półtora roku związku to za szybko na podjęcie takiej decyzji? Myślę , że nie...Mój partner jest o rok starszy od Twojego i oświadczył mi się po pół roku znajomości
Odmówiłam ... Po niecałych 14 m-cach związku zaszłam w ciążę... Teraz jest moim narzeczonym ![]()
Mary_Jane83 napisał/a:Boję się, że źle to rozegrałam i prędzej się ze mną rozstanie niż wejdziemy na inny etap...
Odpowiadając opowiem może jak ja "miałam".
Tuż przed 30tką weszłam w związek z facetem starszym o 2 lata. Kiedy zaczynaliśmy się spotykać nie myślałam o ślubie, dzieciach i całej reszcie, po prostu byłam zakochana i nie zastanawiałam się zupełnie nad kierunkiem w jakim zmierzamy. Po roku, padła z jego strony deklaracja "chciałbym się z tobą ożenić" ja rozpromieniona cała w skowronkach on taki "szczerze zakochany". Zamieszkaliśmy razem po kolejnym roku, znalazłam pracę w jego miejscowości i ...... minął rok a nawet więcej i .....deklaracja pozostała deklaracją, dostałam pierścionek zaręczynowy na zasadzie "chciałaś" bo wróciłam do tematu sama - nie będę opisywała szczegółów bo to dość żenujące.
Znajomość się nie rozwijała, mieszkaliśmy razem i nic, zero planów na przyszłość, zero postępu, taki nierozwojowy związek, który w końcu zakończyłam, bo psychicznie mnie skończył.
Była mała przerwa i lizanie ran ale też samoanaliza, szczera i do bólu. Wynik był taki, chce ślubu, dzieci i całej tej "nudy" z tym związanej albo wolę być sama. Nie chcę być niczyją "wieczną narzeczoną", dla mnie ślub to takie bardzo poważne zobowiązanie, deklaracja, wspólne plany, nie impreza, suknia i inne duperele. Nie chciałam żyć w wolnym związku.
Spotkałam mojego obecnego męża, najpierw to była taka zwykła znajomość typu kino, spacer itd. Kiedy zorientowałam się, że facet ma maślane oczy kiedy na mnie patrzy a ja zaczęłam po woli też się angażować, postawiłam sprawę jasno - jeśli z fazy "znajomi" przejdziemy do fazy "para" to na końcu chcę ślubu, dzieci i wspólnego mieszkania. Nie będę wieczną narzeczoną, nie zamierzam spotykać się przez kolejne kilka lat - powód? - mam ponad trzydzieści lat i mój zegar biologiczny "tyka" jeśli nie jesteś gotowy na założenie rodziny to OK ale w takim wypadku nie ma mowy o spotykaniu się innym niż zwykłe koleżeńskie".Nie uważam, żeby to było dziwne, raczej szczere i jasne do bólu albo facet dojrzał do założenia rodziny albo nie i raczej nie zastanawiałabym się nad jego uczuciami ale nad swoimi. Jeśli on nadal nie wie, czego chce w związku z tobą, to po co marnować czas? Kobieta ma go mniej a facet, który jest wiecznym dzieckiem to nie jest dobry partner do wspólnego życia.
Podsumowując uważam, że zrobiłaś dobrze, "albo-albo" ale przynajmniej nie będziesz tkwiła w niewiadomym
Jeśli facet się wycofa to znaczy, że tak naprawdę nie traktował się poważnie i nie kochał, przynajmniej nie zmarnujesz czasu na kogoś "nieokreślonego" - jak napisałaś
Będzie dobrze zobaczysz
Zgadzam się w całej rozciągłości. Ja np uważam tak, jestem młoda, mam czas, 22 lata, więc jestem z moim blisko 5 lat, ale jeszcze trochę mogę poczekać na ślub itp. Jednak oczywiście też nie pozwalam, by wszystko stało w miejscu
Jednak, gdybym była blisko 30stki, to też na pewno chciałabym, by facet szybciej się określił, tak w obrębie rok, dwóch lat, bo jednak w tym wieku zazwyczaj już nie tylko, że czas u kobiety tyka, ale też generalnie jest się bardziej zazwyczaj dojrzałą do ślubu niż w wieku 20paru lat. A facet jak nie jest gotowy, jak chce czekać wiele lat albo ślubu nigdy nie chce, a my tak, to po prostu szkoda na niego naszego czasu. Także dobrze zrobiłaś i nie daj sobie nikomu wmówić, że jest inaczej. Jakby on próbował odwracać kota ogonem, że go przymuszasz lub masz parcie na białą suknię, to po prostu nie słuchaj tego, bo to moim zdaniem nie jest reakcja dojrzałego faceta. W ogóle jego tekst "Gdzieś wyjeżdżasz" brzmi dla mnie jak lekceważenie Ciebie i Twoich potrzeb. Wydaje mi się, że to niedojrzałe, sam sposób rozmowy i to jak Ciebie zbywał. Nawet jak nie jest teraz gotowy na ślub, to mógł sobie odpuścić mówienie takich rzeczy. Dla mnie to po prostu lekceważące.
Pozdrawiam ![]()
nie postawiłam mu ultimatum albo ślub albo koniec.
żenada; ile warte są takie wymuszone oświadczyny..?
Kaska_03 napisał/a:nie postawiłam mu ultimatum albo ślub albo koniec.
żenada; ile warte są takie wymuszone oświadczyny..?
To zależy. Znam przypadek, gdzie gdziewczyna tak postawiła sprawę. Może nie dosłownie tymi słowami, ale powiedziała czego chce, czego oczekuje i określiła się bardzo wyraźnie, dała do zrozumienia, że on jest jej wybrankiem. Dała rok czasu na przemyślenia i była zwarta i gotowa po tym roku odejść jeśli deklaracja nie padnie. Facet miał sobie przemyśleć czy chce ją za żonę, czy jednak nie. Chciał, miał czas, miał wszystkie dane i musiał tylko (albo AŻ) podjąć decyzję.
pitagoras napisał/a:Kaska_03 napisał/a:nie postawiłam mu ultimatum albo ślub albo koniec.
żenada; ile warte są takie wymuszone oświadczyny..?
To zależy. Znam przypadek, gdzie gdziewczyna tak postawiła sprawę. Może nie dosłownie tymi słowami, ale powiedziała czego chce, czego oczekuje i określiła się bardzo wyraźnie, dała do zrozumienia, że on jest jej wybrankiem. Dała rok czasu na przemyślenia i była zwarta i gotowa po tym roku odejść jeśli deklaracja nie padnie. Facet miał sobie przemyśleć czy chce ją za żonę, czy jednak nie. Chciał, miał czas, miał wszystkie dane i musiał tylko (albo AŻ) podjąć decyzję.
Kazda sytuacja jest inna, ale jakby mi kobieta oświadczyła ze jest skłonna zakończyć związek z powodu braku zaręczyn to bym uznał ze dla niej ten związek jest GXXX wart i sam jej podziękował niezależnie od uczuć i wcześniejszych nadziei.
20 2013-12-16 21:32:51 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-16 21:38:23)
Kaska_03 napisał/a:nie postawiłam mu ultimatum albo ślub albo koniec.
żenada; ile warte są takie wymuszone oświadczyny..?
Nic nie warte, znam z autopsji, czym kończy się podpytywanie o pierścionek
ale tu nie chodzi o wymuszenie decyzji o ślubie ale o ustalenie kierunku rozwoju znajomości. Moja koleżanka była kilka lat z facetem, który chciał mieszkać oddzielnie, spotykać się od czasu do czasu i niczego więcej nie oczekiwał, ona chciała ślubu, domu i dzieci - nie było im razem "po drodze" - taka rozmowa pozwoliła określić się i zdecydować o rozstaniu
Nie postawiłam facet pod ścianą, żeby coś wymusić ale na początku powiedziałam jasno w jakiej roli widzę siebie u jego boku, to był czas na zweryfikowanie naszych oczekiwań i podjęcie decyzji - spotykamy się bo chcemy tego samego albo się rozstajemy bo mamy inne priorytety ![]()
Dla mnie rozstanie nie było dramatem, dramatem byłoby pozostawanie w związku z kimś kto nie widzi naszej wspólnej przyszłości razem.
Kazda sytuacja jest inna, ale jakby mi kobieta oświadczyła ze jest skłonna zakończyć związek z powodu braku zaręczyn to bym uznał ze dla niej ten związek jest GXXX wart i sam jej podziękował niezależnie od uczuć i wcześniejszych nadziei.
No a załóżmy, że maci po 30 lat, spotykasz się z dziewczyną ponad trzy lata, mieszkacie razem i ciągle "stoicie" w tym samym punkcie, nie macie mebli, bo wystarczają ci pudełka kartonowe, nie inwestujecie w sprzęty domowe bo nie czujesz takiej potrzeby, nie rozmawiacie o przyszłości bo dobrze jest jak jest, łączy was łóżko i deklaracja "kocham cię" za którą nie idzie kompletnie nic. Czy taki związek z kobietą byłby satysfakcjonujący? Czy nie oczekiwałbyś rozwoju sytuacji?
Jedną z podstawowych składowych związku, tfu, udanego związku jest wspólny plan na przyszłość oparty na wspólnych priorytetach. Mary Jane, mam wrażenie, że Ty wiesz czego chcesz, pytanie czy Twój chłopak chce tego samego? A jeśli Wasze wizje dramatycznie się różnią?
Moim zdaniem warto o tym rozmawiać, może niekoniecznie stawiając ultimatum, ale po to aby spróbować znaleźć złoty środek, albo, jeśli to okaże się nie możliwe, móc rozejść się w poszukiwaniu kogoś z kim będzie nam bardziej po drodze.
Powiedział, że pomyśli o obu sprawach, czyli o zmianie charakteru znajomości i o mieszkaniu. O mieszkaniu da mi odpowiedź po nowym roku...
Powiedziałabym że chyba mamcie różne oczekiwania co do związku i prawdopodobnie tracicie razem czas. Teraz o się namyśla a ty masz grzecznie czekać aż on zdecyduje czy przeszłaś do następnego etapu? Trochę żenujące, że musisz wymuszać na nim takie decyzje. Ty jesteś gotowa na poważny związek, on widać nie.
Ty jesteś gotowa na poważny związek, on widać nie.
Skąd taki wniosek? Rownie dobrze można uznać ze parcie panny na ślub oznacza niedojrzałość, a ostrożność chłopaka poważne podejście do sprawy...
24 2013-12-16 23:39:01 Ostatnio edytowany przez PodPseudonimem (2013-12-16 23:40:26)
PodPseudonimem napisał/a:Ty jesteś gotowa na poważny związek, on widać nie.
Skąd taki wniosek? Rownie dobrze można uznać ze parcie panny na ślub oznacza niedojrzałość, a ostrożność chłopaka poważne podejście do sprawy...
Nie zgadzam się z tobą, w wieku trzydziestu lat po półtora roku powinno się już wiedzieć czego się chce, czy wystarczą ci randki czy chcesz być z tym kimś na stałe, czy nie. Autorka ma sprecyzowane oczekiwania jak widzę. W końcu ile się mozna bujać po knajpach, w końcu się dojrzewa do poważnego związku
powinno się już wiedzieć czego się chce
Owszem.Ale powinno się tez wiedzieć co się może. Zmora naszej rzeczywistości są śluby na chybcika bez żadnego zaplecza logistycznego. Wspólne mieszkanie na strychu u teściów na zasadzie ''później się coś pomyśli''.A potem są dramaty...
I tu niestety często winnymi są właśnie niecierpliwe kobiety, które ''są gotowe i wiedza czego chcą''-jak to się fajnie nazywa.Nie wiem, jak wygląda sprawa w sytuacji autorki, bo nie wspomniała o tym słowem. Ale najważniejsze ze chce i czuje się gotowa.Super.
PodPseudonimem napisał/a:powinno się już wiedzieć czego się chce
Owszem.Ale powinno się tez wiedzieć co się może. Zmora naszej rzeczywistości są śluby na chybcika bez żadnego zaplecza logistycznego. Wspólne mieszkanie na strychu u teściów na zasadzie ''później się coś pomyśli''.A potem są dramaty...
I tu niestety często winnymi są właśnie niecierpliwe kobiety, które ''są gotowe i wiedza czego chcą''-jak to się fajnie nazywa.Nie wiem, jak wygląda sprawa w sytuacji autorki, bo nie wspomniała o tym słowem. Ale najważniejsze ze chce i czuje się gotowa.Super.
zakładam że trzydziestolatka jest samodzielna i zaplecze logistyczne ma, a śluby bo jesteśmy tak zakochani a co będzie to będzie to raczej domena "małolatów". Raczej osoby trzydziestoletniej nie podejrzewam o taki infantylizm, choć mogę się mylić niestety ![]()
Autorko, napiszesz o tym coś więcej?
zakładam że trzydziestolatka jest samodzielna i zaplecze logistyczne ma, a śluby bo jesteśmy tak zakochani a co będzie to będzie to raczej domena "małolatów".
Jak dla mnie o dojrzałości nie świadczy wiek wyrażony liczbowo, ale właśnie sytuacja życiowa. Dwudziestolatka która zakosztowała pracy i życia na swoim jest bez porównania ''starsza'' od dwudziestopięcioletniej studentki dotowanej przez rodziców. Również wspólny staż wynoszący półtora roku to bardzo mało- w sytuacji gdy spotkania maja charakter sporadycznych randek.Jakby dobrze policzyć to wyjdzie pewnie miesiąc bycia razem ''non stop''.Albo i nie.
Mam ten sam problem. Chociaż ja już raz miałam męża i wiem jak tradycyjne małżeństwo wygląda, i to absolutnie nie dla mnie.
Ale teraz jest inaczej mam fantastycznego faceta i bardzoooo chcę być jego żona. Ale kobiecie nie wypada się oświadczyć. Więc próbuje metoda małych kroczków. Mieszkamy razem, mamy wspólną sypialnię, ale ja nie tego oczekuję. I np, przechodzimy obok sklepu z sukniami ślubnymi, a ja tam zaglądam w szybę i mówię że na nasz ślub, to wybiorę..o tę. Albo całkiem ,,przypadkiem'' łapię welon na weselu. Żeby już inni mieli pretekst żeby mówić ,,a kiedy wasze wesele''. Chociaż staram się nie narzucać, nic na siłę. To on musi się oświadczyć z własnej nieprzymuszonej woli. Tylko wtedy będziecie szczęśliwi. Ale wg mnie faceta trzeba przyzwyczajać do roli męża. I postarać się o to żeby tę rolę polubił i się odnalazł w nowej sytuacji w której ma żonę. Dużo domeną każdego związku jest wolność i zaufanie!
Nie obraź się, ale po 1,5 roku razem spotykania się i bycia ze sobą naciskasz na chłopa żeby się określił, bo Ty nie masz czasu i zegar Ci tyka, okej Twoje obawy są zrozumiałe, ale nie bądź egoistką i pozwól Mu samemu na podjęcie decyzji..co Ci po wymuszonych zaręczynach, po wymuszonym zamieszkaniu razem..to się kupy nie trzyma. Prawda jest taka, że powinnaś się cieszyć że masz kogoś, kto Cię kocha, a druga sprawa jeśli byście się teraz rozstali to co ? Znajdziesz kogoś na szybko, bo Ci zegar tyka? Będziesz wtedy wymagała po pół roku żeby się zaręczył i z Tobą mieszkał? Troszkę otrzeźwiej w swoich myślach. Facet naciskany ma mętlik w glowie i przez naciskanie wcale nie ułatwiasz mu tego nad czym może i wcześniej myślał a nie mówił tego głośno, daj temu iść swoim rytmem. Przecież 1,5 roku to nie jest tak długo...dziewczyny się żalą,że faceci mimo 5 lat stażu się nie zaręczają, a Ty 1,5 roku ? Zachowujesz się troszkę jak desperatka, nie obraź się, bo nie po to to piszę, ale przejrzyj troszkę na oczka i zacznij myśleć racjonalnie. Nikogo się nie zmusi, jeśli nie będzie chciał, a jeśli zmusi to nie będzie szczere, co jak sądzę na pewno nie będzie dla Ciebie satysfakcjonujące.
30 2013-12-17 10:47:06 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-17 10:49:36)
Jak dla mnie o dojrzałości nie świadczy wiek wyrażony liczbowo, ale właśnie sytuacja życiowa. Dwudziestolatka która zakosztowała pracy i życia na swoim jest bez porównania ''starsza'' od dwudziestopięcioletniej studentki dotowanej przez rodziców. Również wspólny staż wynoszący półtora roku to bardzo mało- w sytuacji gdy spotkania maja charakter sporadycznych randek.Jakby dobrze policzyć to wyjdzie pewnie miesiąc bycia razem ''non stop''.Albo i nie.
Pitagoras do tablicy! ![]()
Zgadzam się z tobą, że ślub na szybko, bez zaplecza materialnego jest zmorą naszych czasów. Ustosunkuj się proszę do mojej sytuacji ![]()
Ja 32 lata on 34, dobra praca, od ponad trzech lat razem. Własne mieszkanie, wspólne mieszkanie ponad rok. Deklaracje, że ja jestem tą jedyną i.... życie na kartonach, zero mebli, zero sprzętów domowych. Reagował alergicznie wręcz na moje próby namówienia go do kupienia czegokolwiek, nawet łóżka, wystarczał mu materac dmuchany.....Staliśmy w miejscu, sytuacja zupełnie się nie rozwijała. Nie było kompletnie żadnych planów na "za rok". I co? Miałam tkwić w takim nie wiadomo czym? Postawiłam go pod ścianą, oczekuję konkretnej deklaracji o ślubie, za rok, 8 miesięcy tak w przybliżeniu, zakupu mebli, telewizora, łóżka, remontu - bo pomalowałam sama i to musiało wystarczyć i tak mnie opieprzył bo po co w ogóle? Taka sytuacja przedziwna, niby pełnia szczęścia ale jakoś nie miało to przełożenia na czyny.
Twoim zdaniem źle, że zaczęłam rozmowę? Źle że "naciskałam" biedaka?
Miałam nadzieję, na konkretne decyzje gdzieś w głębi serca ale jako realistka doskonale wiedziałam, że jest już "pozamiatane" facet nie chce zakładać ze mną rodziny. Trezba było tylko głośno to powiedzieć i.... stało się, to była najlepsza decyzja mojego życia ![]()
Dlatego uważam, że na takie tematy trzeba rozmawiać, jeśli jakies konkretne argumenty (brak stałej pracy, mieszkania itd) przemawiają za tym, że trzeba ze ślubem poczekać - ok, ale jeśli facet nie jest gotowy, waha się i ucieka od nawet rozmowy na ten temat to.....ja bym dała sobie spokój z takim gościem ![]()
Nie obraź się, ale po 1,5 roku razem spotykania się i bycia ze sobą naciskasz na chłopa żeby się określił, bo Ty nie masz czasu i zegar Ci tyka, okej Twoje obawy są zrozumiałe, ale nie bądź egoistką i pozwól Mu samemu na podjęcie decyzji..co Ci po wymuszonych zaręczynach, po wymuszonym zamieszkaniu razem..to się kupy nie trzyma. Prawda jest taka, że powinnaś się cieszyć że masz kogoś, kto Cię kocha, a druga sprawa jeśli byście się teraz rozstali to co ? Znajdziesz kogoś na szybko, bo Ci zegar tyka? Będziesz wtedy wymagała po pół roku żeby się zaręczył i z Tobą mieszkał? Troszkę otrzeźwiej w swoich myślach. Facet naciskany ma mętlik w glowie i przez naciskanie wcale nie ułatwiasz mu tego nad czym może i wcześniej myślał a nie mówił tego głośno, daj temu iść swoim rytmem. Przecież 1,5 roku to nie jest tak długo...dziewczyny się żalą,że faceci mimo 5 lat stażu się nie zaręczają, a Ty 1,5 roku ? Zachowujesz się troszkę jak desperatka, nie obraź się, bo nie po to to piszę, ale przejrzyj troszkę na oczka i zacznij myśleć racjonalnie. Nikogo się nie zmusi, jeśli nie będzie chciał, a jeśli zmusi to nie będzie szczere, co jak sądzę na pewno nie będzie dla Ciebie satysfakcjonujące.
Noale zdajesz sobie sprawę, że rozmawiamy o ludziach 30 letnich? Ma się cieszyć, że kogoś ma i siedzieć cicho? To dopiero jest desperacja! Jak się rozstaną to ma większe prawdopodobieństwo na znalezienie kogoś odpowiedniego niż teraz.
A facet to ma straszliwy mętlik w głowie, o tak! Ma, jak tu dalej pociągnąć bez deklaracji i rozejrzeć się za kimś innym tylko żeby ta pierwsza nie widziała.
Widać jak na dłoni, że facet się wykręca jak tylko może, bo mu stan kawalerski pewnie odpowiada tylko nie ma tyle odwagi, żeby to przyznać, bo mu dziewucha ucieknie i co on podyma? Znowu trzeba będzie się starać...
ja tak jak kolezanka kikla postow wyzej, dekaracja byla ponad rok temu, rok temu w walentynki mialam zostac narzeczona a za nastepny rok slub. i do tej pory nie ma ani oswiadczyn ani slubu ktory podobno mial byc.. tez rozmawialam o tym ale wiecznie slysze ze nie mamy na to kasy i ze on musi zmienic prace a juz prawie poltora roku pracuje tam gdzie pracowal.. nie chce naciskac bo go kocham ale tez juz jestem zazenowana taka sytuacja. dobrzez zrobilas ze postawilas go w takiej sytuacji albo-albo .. ja bym nie miala na tyle odwagi
ja tak jak kolezanka kikla postow wyzej, dekaracja byla ponad rok temu, rok temu w walentynki mialam zostac narzeczona a za nastepny rok slub. i do tej pory nie ma ani oswiadczyn ani slubu ktory podobno mial byc.. tez rozmawialam o tym ale wiecznie slysze ze nie mamy na to kasy i ze on musi zmienic prace a juz prawie poltora roku pracuje tam gdzie pracowal.. nie chce naciskac bo go kocham ale tez juz jestem zazenowana taka sytuacja. dobrzez zrobilas ze postawilas go w takiej sytuacji albo-albo .. ja bym nie miala na tyle odwagi
A lat, to ile panienka ma i jej wybranek?
To że jestem w ciąży to nie znaczy że nie myśle racjonalnie, małe sprostowanie po 5 latach chcialam wiedziec jaka przyszłość mnie czeka, czy facet którego kocham chce tego samego co ja czyli wspólnego życia i wspólnych problemów, wspólnie dążenie do celów takich jak własne mieszkanie. Dopytywanie sie o zaręczyny i ślub pewnie że jest żenujące, tylko dlaczego facet pozwala na to? czy wieczne randki i miłe spotkania to wszystko czego oczekują od kobiety?
czy wieczne randki i miłe spotkania to wszystko czego oczekują od kobiety?
Niektórym to wystarcza.
Dlatego uważam, że na takie tematy trzeba rozmawiać, jeśli jakies konkretne argumenty (brak stałej pracy, mieszkania itd) przemawiają za tym, że trzeba ze ślubem poczekać - ok, ale jeśli facet nie jest gotowy, waha się i ucieka od nawet rozmowy na ten temat to.....ja bym dała sobie spokój z takim gościem
Mnie trochę dziwi to zapatrzenie na instytucje ślubu. Jak gość chce ślubu- to od razu gwarancja, ze do końca życia będzie super bajkowo?A jak się nie pali to dupek...No sorry.
Niedawno świadkowałem takiej sytuacji, ale w odwrotnej formie: chłopakowi się paliło, a dziewczynie nie.Ale własnie po natrętnym zrzędzeniu stwierdziła ze ''może mu podpisać ten papier, skoro to takie ważne''.Nie minęło pól roku i oboje podpisywali kolejny- rozwód. Ot, taki folklor.
Mnie trochę dziwi to zapatrzenie na instytucje ślubu. Jak gość chce ślubu- to od razu gwarancja, ze do końca życia będzie super bajkowo?A jak się nie pali to dupek...No sorry.
Niedawno świadkowałem takiej sytuacji, ale w odwrotnej formie: chłopakowi się paliło, a dziewczynie nie.Ale własnie po natrętnym zrzędzeniu stwierdziła ze ''może mu podpisać ten papier, skoro to takie ważne''.Nie minęło pól roku i oboje podpisywali kolejny- rozwód. Ot, taki folklor.
Właśnie o tym mówimy o przedyskutowaniu tematu "przed". Gdyby szczerze porozmawiali i ona powiedziała, że nie jest pewna, nie chce ślubu i nie widzi ich związku w przyszłości, nie byłoby durnych decyzji. Ślub nie jest gwarancją szczęścia ale jego brak również nie. Wszystko zależy od stopnia dopasowania, wspólnych priorytetów i pomysłu na życie. Trzeba szczerze rozmawiać i umieć odejść jeśli nie jesteśmy w związku szczęśliwi. Tymczasem wiele kobiet desperacko, trzyma się jednego faceta, bo może inny już się nie trafi, bo boją się samotności, bo wierzą że "zmienią" żabę w księcia.
Faceci o których piszą dziewczyny są wygodni "jest jak jest i jest dobrze", nie jest to sytuacja rozwojowa, dziewczyny nie są zadowolone, chciałyby konkretów a tych nie ma, dlatego nie czują się ważne i kochane, nie wiedzą czego się spodziewać.
Chodzi o to żeby już na początku obie strony wiedziały czego oczekują na wzajem od siebie i życia. Nie potrafię tego jaśniej określić ![]()
38 2013-12-18 00:10:41 Ostatnio edytowany przez Leeahlee (2013-12-18 00:13:31)
Sarcia_M napisał/a:ja tak jak kolezanka kikla postow wyzej, dekaracja byla ponad rok temu, rok temu w walentynki mialam zostac narzeczona a za nastepny rok slub. i do tej pory nie ma ani oswiadczyn ani slubu ktory podobno mial byc.. tez rozmawialam o tym ale wiecznie slysze ze nie mamy na to kasy i ze on musi zmienic prace a juz prawie poltora roku pracuje tam gdzie pracowal.. nie chce naciskac bo go kocham ale tez juz jestem zazenowana taka sytuacja. dobrzez zrobilas ze postawilas go w takiej sytuacji albo-albo .. ja bym nie miala na tyle odwagi
A lat, to ile panienka ma i jej wybranek?
A czy to tak naprawdę ważne ile mają lat? Tutaj wiek nie jest miernikiem gotowości. Moi rodzice pobrali się kiedy moja mama miała 18 lat, a mój tato 19. Wcześniej nie mieszkali razem, oboje byli "na garnuszku rodziców." Dopiero po ślubie zamieszkali razem, poradzili sobie i do tej pory są małżeństwem, już 32 lata, jak każdy mieli swoje wzloty i upadki, ale naprawiali sytuacje, a nie od razu pędzili do urzędu podpisywać papierek rozwodowy. I co? Są zdania że czekanie ze ślubem po pięć lat nie jest dobre, ba są zdania że wspólne mieszkanie przed ślubem niszczy związek. Moje zdanie jest takie że mają dużo racji, bo po co brać ślub skoro żyjecie jak małżeństwo? Po co facet ma się oświadczać skoro ma w domu kochankę, która wypierze, wyprasuje i ugotuje obiad? Ba to nawet lepsza sytuacja, bo łatwiej może ją wymienić jak się nią znudzi.
Tutaj do wszystkiego kluczem jest rozmowa. Mój facet wiedział jak wyglądają moje poglądy na ten temat zanim jeszcze wszedł w ten związek i nie rozumiem jak można być z kimś i nie rozmawiać na takie tematy jak właśnie ślub, dzieci, wychowanie dzieci, wyobrażenia co do wspólnego życia, plany na przyszłość i tak dalej. W końcu o to chodzi w związku i narzeczeństwu żeby się dobrze poznać przed ślubem, a nie rozmawiać nie wiadomo o czym, albo czuć się głupio w takich tematach, albo o zgrozo w ogóle nie rozmawiać na poważne tematy.
Po co facet ma się oświadczać skoro ma w domu kochankę, która wypierze, wyprasuje i ugotuje obiad? Ba to nawet lepsza sytuacja, bo łatwiej może ją wymienić jak się nią znudzi.
...z cyklu: ślub jako sposób na załatwienie gratisowej dziwki i służącej. Poglądy ciekawe jak ortografia autorki.
40 2013-12-18 10:02:48 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-18 10:03:44)
Leeahlee napisał/a:Po co facet ma się oświadczać skoro ma w domu kochankę, która wypierze, wyprasuje i ugotuje obiad? Ba to nawet lepsza sytuacja, bo łatwiej może ją wymienić jak się nią znudzi.
...z cyklu: ślub jako sposób na załatwienie gratisowej dziwki i służącej. Poglądy ciekawe jak ortografia autorki.
Pitagoras jako umysł ściśle ścisły nie rozumie sfery uczuciowej, emocjonalnej kobiet
Ręce mi opadły!
Nie mówimy o ślubie jako leku na wszystko ale o szczerej rozmowie, planach na przyszłość i ustaleniach jak chcielibyśmy żeby wyglądało nasze życie w przyszłości. Obie strony powinny sobie to jasno nakreślić i umieć odejść jeśli nie idą wspólną drogą ![]()
Próbujemy ci powiedzieć, że rozmawianie o ślubie, dzieciach i całej reszcie z mężczyzną, z którym wiążemy naszą przyszłość nie jest nietaktem, nikt nie zmusza nikogo do włażenia w czarną dziurę przyszłości.
Prosimy tylko, by mężczyźni potrafili zdobyć się na szczerość i jak całkiem dorośli ludzie przyznawali się do tego, że nie są gotowi do zakładania rodziny i innych poważnych deklaracji z tym związanych. Dali kobiecie wolność, a nie łudzili, że kiedyś w przyszłości bliżej nieokreślonej może, może .......
Zrozumiał Pitagoras i inni faceci czy nadal nie??!! ![]()
Ps. mam nadzieję, że nie czepisz się ortografii, mam za sobą mało przespaną noc i dwoje maluchów na głowie, bądź łaskawy proszę ![]()
Leeahlee napisał/a:Po co facet ma się oświadczać skoro ma w domu kochankę, która wypierze, wyprasuje i ugotuje obiad? Ba to nawet lepsza sytuacja, bo łatwiej może ją wymienić jak się nią znudzi.
...z cyklu: ślub jako sposób na załatwienie gratisowej dziwki i służącej. Poglądy ciekawe jak ortografia autorki.
Hej, facet hamuj się!!!
Te Twoje poglądy, są z cyklu rozmów facetów z pod "budki z piwem".
A błędów ortograficznych się nie doczytałam. Możesz wskazać?
Ślub jest legalizacją związku, ma swoją podstawę prawną.
W przypadku traktowania żony jako, cytuję:"gratisowej dziwki i służącej", jej roszczenia są uwzględniane, kochanki NIE.
Ogólnie do dziewcząt/kobiet: nie zgadzajcie się na rolę narzucaną Wam przez swoich partnerów, jako towarzyszek związku bez określenia się, co do przyszłościowego jego charakteru.
Tu nie rozpatrujemy' miłości nastolatków', tylko dorosłych i dojrzałych osób.
Każda ze stron związku ma prawo wiedzieć, na czym 'stoi', ale najczęściej domagają się/chcą wiedzieć to kobiety, na co wskazują opisywane historie na forum.
Trudno się dziwić i potępiać ich dążność do legalizacji związku.
A oporność partnerów staje się coraz częstsza, z przyczyn takich jak: niedojrzałość pomimo dojrzałego wieku, wygodnictwo, egoizm, a pewnie i
strach przed......nową drogą życia(?)
Próbujemy ci powiedzieć, że rozmawianie o ślubie, dzieciach i całej reszcie z mężczyzną, z którym wiążemy naszą przyszłość nie jest nietaktem,
Nie jest nietaktem, ale jest bezsensem: jak facet ma coś do zaoferowania, to powie sam z siebie i nie trzeba tego z niego wyciągać na chama.A jak nie ma, to będzie zwodził. A wiecie same, ze kobieta bardzo łatwo wierzy w różne ściemy; zwłaszcza w te, w które chce uwierzyć.
43 2013-12-18 21:12:04 Ostatnio edytowany przez Joga (2013-12-18 21:14:26)
Nie jest nietaktem, ale jest bezsensem: jak facet ma coś do zaoferowania, to powie sam z siebie i nie trzeba tego z niego wyciągać na chama.A jak nie ma, to będzie zwodził. A wiecie same, ze kobieta bardzo łatwo wierzy w różne ściemy; zwłaszcza w te, w które chce uwierzyć.
Złote słowa Pitagorasa dla wszystkich zakochanych kobiet
Przynajmniej tutaj się zgadzamy!
Uciekajcie od niezdecydowanych nieszczęśników traktujących rozmowy o wspólnej przyszłości jak wyrok do odsiadki w Alcatraz!!!! ![]()
44 2013-12-26 14:48:10 Ostatnio edytowany przez Leeahlee (2013-12-26 14:51:24)
Leeahlee napisał/a:Po co facet ma się oświadczać skoro ma w domu kochankę, która wypierze, wyprasuje i ugotuje obiad? Ba to nawet lepsza sytuacja, bo łatwiej może ją wymienić jak się nią znudzi.
...z cyklu: ślub jako sposób na załatwienie gratisowej dziwki i służącej. Poglądy ciekawe jak ortografia autorki.
A co jest nie tak z moją ortografią? Co jak co, ale z ortografią nie mam problemów. Jak Pan (najwidoczniej) nie miał żadnych konkretnych argumentów, aby "podważyć" moją wypowiedź lub się z nią nie zgodzić, lepiej było w ogóle się nie odzywać niż czepiać czegoś niezwiązanego z tematem. - Nawet gdyby moja ortografia była nie taka jak trzeba to nie jest przestępstwo.
Co do pierwszej części to jeżeli swoją partnerkę/żonę nazywasz "gratisową dziwką" to naprawdę, szczerze jej współczuję i należą jej się przeprosiny, ale wnioskując po tym braku szacunku obecność partnerki w Twoim życiu jest według mnie dość wątpliwa. Żaden mężczyzna nie powie czegoś takiego o kobiecie będąc w związku, chyba że prawdziwy cham. Seks nie jest pustym doświadczeniem w związku, jeżeli tak do niego podchodzisz to naprawdę. Co do sprzątaczki to cóż... Jeżeli kobieta sobie pozwala to ma, u mnie by to nie wypaliło, więc Twoje założenie jest całkowicie mylne.
Nie jest nietaktem, ale jest bezsensem: jak facet ma coś do zaoferowania, to powie sam z siebie i nie trzeba tego z niego wyciągać na chama.A jak nie ma, to będzie zwodził. A wiecie same, ze kobieta bardzo łatwo wierzy w różne ściemy; zwłaszcza w te, w które chce uwierzyć.
Niekoniecznie, facetom jest wygodniej zostawiać sobie wyjście awaryjne, dlatego trzeba rozmawiać, mówić czego oczekuje i jedna strona i druga. A nie że potem wychodzą różne dziwne historie pt. :Ona oczekuje ślubu, on wolnego związku/bez zobowiązań."
Uciekajcie od niezdecydowanych nieszczęśników traktujących rozmowy o wspólnej przyszłości jak wyrok do odsiadki w Alcatraz!!!!
Dokładnie. ![]()
Witam,
Jestem w bardzo podobnej sytuacji, mam 29 lat, mój partner o rok więcej. Pod koniec października doszło między nami do rozmowy na poważne tematy. Z jego strony jest brak jakichkolwiek deklaracji, ogólnie szukał pretekstów podważających zasadność małżeństwa (brak własnego domu, niechęć do ślubu kościelnego itp). Niestety istnieje pewien szkopuł: żyjemy w konkubinacie i to jest najgorsza rzecz jaką może sobie zrobić kobieta. Tak jak wcześniej ktoś napisał- kobieta daje, a g.... dostaje!!! Żyjemy ze sobą od 1.5 roku, on ma wszystko, więc nie ma żadnej motywacji żeby to zmienić. Wszystkim kobietom, które przeczytają ten post radzę nigdy nie zamieszkiwać przed ślubem razem, no ew. już jako narzeczona na kilka miesięcy przed. Ja ewidentnie wtopiłam...
Trochę żałuje że nie byłam bardziej stanowcza zanim jeszcze zaszłam w ciąże, czyli nie postawiłam mu ultimatum albo ślub albo koniec.
Takie ultimatum to brak szacunku względem siebie, drugiej osoby i zwykła podłość. Coś na zasadzie - nie ważne czy mnie kochasz czy nie, masz zobowiązać się, że będziesz ze mną do końca życia, jeżeli tego nie zrobisz to odchodzę, bo czas spędzony z tobą nie jest dla mnie nic wart. Gorsze jest tylko łapanie na brzuch.
I co? Miałam tkwić w takim nie wiadomo czym? (...) Źle że "naciskałam" biedaka?
Źle, bo to mogło wpłynąć na jego decyzję. Mógł się zgodzić na ślub ze względu na stały dostęp do seksu, darmowe gotowanie, sprzątanie, pranie i inne korzyści, które miał z tego związku. Po ślubie mogłyby się pojawić dzieci, które nie dostałyby tego co powinny dostać od kochających się rodziców, a nawet mogłyby niepotrzebnie doświadczyć bólu i cierpienia rozwodu, bo mamusia nie miała odwagi wziąć odpowiedzialności za swoje życie. Co Ci po jego deklaracji? Nie chcesz takiego życia jakie masz z nim to odchodzisz i jak on Cię nie przekona, że warto zmienić decyzje to nie wracasz.
I co? Są zdania że czekanie ze ślubem po pięć lat nie jest dobre, ba są zdania że wspólne mieszkanie przed ślubem niszczy związek. Moje zdanie jest takie że mają dużo racji, bo po co brać ślub skoro żyjecie jak małżeństwo? Po co facet ma się oświadczać skoro ma w domu kochankę, która wypierze, wyprasuje i ugotuje obiad? Ba to nawet lepsza sytuacja, bo łatwiej może ją wymienić jak się nią znudzi.
Widziałem badania na temat mieszkania razem przed ślubem. Kluczowy dla wpływu na szczęście i satysfakcję z małżeństwa jest cel tego wspólnego mieszkania. Inaczej jeżeli to wynika z chęci lepszego poznania się, inaczej jeżeli chce się spędzać więcej czasu razem, a jeszcze inaczej jeżeli to ma być próba...
Niestety istnieje pewien szkopuł: żyjemy w konkubinacie i to jest najgorsza rzecz jaką może sobie zrobić kobieta. Tak jak wcześniej ktoś napisał- kobieta daje, a g.... dostaje!!! Żyjemy ze sobą od 1.5 roku, on ma wszystko, więc nie ma żadnej motywacji żeby to zmienić.
Po części masz rację, ale świadomy facet po upewnieniu się, że to odpowiednia osoba oświadczy się. Dlaczego skoro wszystko dostał przed ślubem? Żeby nie odeszła
Po ślubie też można się rozstać, ale robi się to dużo ostrożniej. Nie ma, że coś nie pasuje i za kilka dni dziewczyna się wyprowadza.
Hej u mnie jest ta sama sytuacja. Związek ponad 2 lata, wspólne mieszkanie razem od 1,5 roku i zero zaręczyn. Więc znam ten ból jak człowiek tkwi w takim niepewnym związku. Chciałabym tez jakąs deklaracje a nie tylko obietnice i puste słowa. Widocznie teraz nie spieszą się z tym mezczyzni...
A czy facet powinien jakoś przygotować dziewczynę do zaręczyn , chodzi mi o jakąś rozmowę żeby zaświtało jej w głowie że coś takiego planuję czy może iść na żywioł i wziąć ją z zaskoczenia ? Jeszcze jedno czy powinienem poinformować moich rodziców że planuje coś takiego i kiedy to ma następić, czy powiedzieć im już po zaręczynach ?
Nie wiem może nie rozumiem tego aż tak bardzo ale czy myślicie że naciskanie mężczyzny do oświadczyn i ślubu przyniesie dobry rezultat? Znam bardzo wiele związków które zalegalizowały się właśnie pod wpływem presji (jednej ze stron albo rodziców)- żaden z nich nie przetrwał długo.
Jak ludzie chcą być ze sobą to są, jak chcą się żenić to się żenią.
Jeśli byłabym z facetem jakiś czas i wyznając mu to co czuję i planuję wobec niego on by nic nie zrobił z tym faktem przez jakiś czas, odeszłabym. Oczywiście mówię o asertywnym wyrażeniu swoich potrzeb a nie szantażach, płaczach, panikach i groźbach.
To nie jest miłe dopraszać się o rozmowy na ten temat, ale wymuszenia też są bez sensu jak ktoś wcześniej wspomniał. Tego muszą chcieć dwie strony. Z drugiej strony ludzie, którzy odwlekają rozmowy i robią uniki typu 'pogadamy za x lat' raczej już do rozmowy nie wracają i jest to też egoistyczne- ja nie chce, ja mam jeszcze czas, a to, że partner oczekuje jakiejś deklaracji- podkreślam deklaracji, nie od razu ślub, kasa i dzieci, to ma gdzieś... Kompromis- tylko tyle i aż tyle, inaczej tego nie widzę.