Hej a wiec zacznę od tego jestem mama prawie dwu letniej córeczki , nie pracuje, studiuje weekendowo, Mieszkam z chłopakiem -ojcem dziecka. Wszystko zaczęło sie od ciąży. Chlopak zostawił mnie na kilka miesięcy bo musiał sie wybawić wychulac opanował sie w ostatnim miesiącu ciazy, wróciliśmy do siebie i było ok. Mala sie urodziła. Pierwsze 3-4 miesiące bylo w porzadku jakos dawałam rade. Potem wyprowadziliśmy sie od mojej mamy na wynajem. Wtedy sie pozmieniało Chłopak stal sie opryskliwy,wredny niby mówił ze mnie kocha, przytulał sie, kochaliśmy sie itp ale nie potrafilam z nim rozmawiac o codziennych sprawach, o moich problemach. Mniej pomagał mi przy dziecku,czasem potrafil wypominać to ze ja nie pracuje ( tzn nie dokładam sie do budżetu itp. ) zaczęłam go nie nawidziec. Wszystkim do okola mówiłam ze go nie kocham ze odejdę jednak nie robiłam do tego byly ciągle kłótnie afery moj płacz i wkręcanie sobie ze to moja wina ze mam depresje po porodzie itp. Byl nawet pomysl bym poszla do psychologa jednak znajdowalam sobie zawsze wymówki aby nie isc. No i tak lecialy miesiace. Potem bylo troche lepiej niby miedzy nami sie ukladalo jednak ja ciagle czulam opór do niego. Nie mialam ochoty na seks z nim, na spedzanie czasu itp często jest tak ze sie zmuszam no ale bylo w miare z moim stanem psychicznym po kilku miesiacach znow wrocilo to samo placz, klotnie moje rozdraznienie wszystko mnie wkurzalo przedewszystkim w NIM. czesto odbijalo sie to na dziecku
i tak w kolko pare miesiecy lepiej a potem znowu zle. tak jak by moja psycha co kilka miesiecy musiala sie restartowac. No i na dzien dzisiejszy znow powrocily te zle stany emocjonalne. Jestem poddenerwowana, wszystko mnie drazni, nie mam na nic ochoty, Ale najbardziej drazni mnie ten caly zwiazek. Obwiniam go ze przez niego sie nie usmiecham ciagle placze itp Kiedys bylam inna otwarta pelna zycia. Myslalam ze jak pojde na studia troche do ludzi to sie zmieni, poczatkowo myslalam ze tak jest ale chyba to tylko zludzenie. Drazni mnie to ze nie wyniesie talerza, ze rozpycha sie w lozku no wszystko co z nim zwiazane...i teraz pytanie mam jakies stany depresyjne czy poprostu nie kocham faceta i widze go tylko w wadach. ??? Mogla bym tu jeszcze wiele pisac o nim np to ze wysmial mnie kiedy oznajmilam ze chce sie uczyc, ze mowi ze jestem leniem itp. I to wszystko mnie do niego zraza ALe oczywiscie ja tez oddaje kontratak i tez mu dogaduje i tak sie ranimy nawzajem. OSOBISCIE UWAZAM ZE GDYBYŚMY SIE ROZSTALI MOJ STAN PSYCHICZNY BY SIE POLEPSZYL. JEDNAK NA CHWILE OBECNA NIE MAM GDZIE ISC.JESTEM BEZ PRACY, BEZ MIESZKANIA, DO MAMY JUZ WROCIC NIE MOGE. Moj problem jest typowy dla wiekszosci kobiet ??? Czy moze to ze mna jest cos nie tak
((
Podobne tematy