Nie wiem co mam napisać!!! Dzisiaj właśnie się dowiedziałam że mój mąż chce rozwodu.Mam 34 lata dwoje dzieci chłopca 9 lat i córeczkę 4 lata.Święta za pasem on w Sobotę zaplanował wyprowadzkę.No a ja.No cóż błagałam go żeby został śmieszne co??? Powiedział że na koniec mogła bym mieć trochę klasy pewnie ma rację.Jakieś 7 lat jesteśmy po ślubie a może normalnie było 2 może 3 lata reszta to syf!!! Boję się strasznie nie wiem jak ja to wszystko ogarnę emocjonalnie!!Zawszę czułam że jestem ta gorsza że to prze zemnie są te kłótnie ,wcale nie robię z siebie ofiary.A może nią jestem .Ofiara losu ;-))) I co dalej ???
Podobne tematy
Witaj, bardzo Ci współczuję. Nie wiele jednak piszesz o tej sytuacji, więc nie wiem do końca co pisać.
Trzymaj się. ![]()
Pozdrawiam.
Witam serdecznie,nie wiem od czego zacząć...Szukam pomocy a nikt nie potrafi mi pomoc,zabawne bo Ja zawsze pomogę gdy tylko ktoś o to poprosi,nie odwracam się na pięcie!Mam dwoje dzieci i męża który wykańcza mnie z dnia na dzień coraz bardziej,nie znam przyczyny...ale zadaje sobie pytanie dlaczego?co ja w życiu zrobilam takiego że najbliższa osoba zafundowala Mi takie zycie?Jest już coraz gorzej nie do wytrzymania...za dobroć odplaca sie zlem!!!Pare dni temu miałam wypadek samochodowy mężczyzna wjechal na czolowe na mnie gdzie jechalam z mama,mama mi bardzo pomaga poniewaz pilnuje Mi dzieci abym mogla studiowac.No i zaczelo sie...mame zabrali do szpitala..a maz w danej sytuacji pokazal swoje prawdziwe oblicze...wszystko leglo w gruzach zalamalam sie i nie umiem juz sobie poradzic...do szkoly nie mogę chodzic bo nie ma mi kto z dziecmi zostac,do mamy musze chodzic do szpitala bo ma tylko mnie!nie mam samochodu bo jest skasowane calkowicie,sama bardzo zle sie czuje fizycznie i psychicznie.Wszystkie papierkowe sprawy na mojej glowie dom dzieci szkola szpital sprzatanie gotowanie... maz ktory stwierdzil skoro on nie kierowal to musze sobie sama zalatwiac..bo on nie mial wypatku i nie wie jak to sie teraz robi,cytuje pierdole to!takie slowa uslyszalam,nawet odrobinki wsparcia dobrego slowa zainteresowania poprostu bycia przy mnie przy nadmiarze obowiazkow..i jeszcze czepianie sie o wszystko ze wszedzie mam kochankow,zkimkolwiek zamienie slowo to mam juz leki zeby przypatkiem cos mu sie nie spodobalo,ciagle zly zmeczony i lezacy przed telewizorem.Nic z siebie nie daje oprucz gnebienia nas psychicznie.Nas czyli dzieci.Nie interesuje go ze synek moze chce pic albo jest glodny albo trzeba mu zmienic pieluszke,nieinteresuje go corcia co ma zadane moze jej cos pomoge a moze tylko sie zainteresuje..niewazne ma to gdzies telewizor priorytet,a jak ide na zebranie do szkoly corci to wydzwania telefonem czy juz sie skonczylo bo nawet godziny nie potrafi z dziecmi spedzic!nigdzie nie chodzi z dziecmi nie spedza z nimi czasu nie interesuja go.to jest bardzo przykre.najgorsze w tym ze patrza na to i widza jak mna pomiata...jak wchodzi do domu to musi byc obiad,posprzatane,zakupy zrobine itd,zeby przypatkiem sie nie przemeczyl.nie jestem szczesliwa,codziennie placze wiedzac ze moge liczyc sama na siebie...tak bardzo chcialam miec dom dla moich dzieci jaki ja mialam..kochajacych rodzicow i cieplo oddanie milosc..niestety juz nie mam sily o to walczyc,codziennie jetem parterowana..przyjaciele sie wykruszyli bo nie mogli patrzec jak mnie zawsze traktowal po alkoholu a ja ze wstydu sie palilam...mam wrazenie ze wszystkie nieszczesia ustawily sie w kolejce do mnie!Rodzice nie moga sie na to patrzec,nie moga zrozumiec co z niego za czlowiek sie zrobil,wszystkiego nam zaluje a jak robi zakupy to tylko produkty dla siebie nie z mysla o dzieciach tylko takie ktore on lubi...jestem tak zmeczona,zalamana,nie wiem co robic czuje ze zblizam sie do konca...zabil we mnie uczucie ...kocham moje dzieci bo maja tylko mnie wiem ze musze byc silna dla nich bo kto jak nie ja o nie zadba..tatus mysli tylko o sobie,nawet telewizora nie moga ogladac jak jest w domu bo on oglada..zero kompromisu niczego!!!Ostatni nie wytrzymalam po wulgaryzmach w moim kierunku dalam mu w twarz myslalam ze sie ocknie,niestety pomylilam sie oddal i na dodatek z nawiaska!Proszę pomozcie co mam zrobic do kogo sie zwrocic bo jest coraz gorzej z dnia na dzien a nikt nie pali sie zeby poprostu wysluchac i pomoc zebym poczula ze nie jestem smieciem...nie umiem tak zyc,przygnebiona nerwowa placzaca to nie ja...wczesniej zawsze usmiech goscil na mojej twarzy.Dzieci sie ciesza ze tato jest w pracy bo mamy spokoj i ja tez-nienormalne...