Widzę jak niektóre użytkowniczki umiejętnie potrafią opisać swój problem. Ja niestety jestem w tym kiepska, a jeśli chodzi o zawirowania uczuciowe, to już w ogóle. Nie mam zwyczajnie nawyku mówienia o swoich problemach, no ale spróbuję.
Kilka miesięcy temu poznałam pewnego faceta. Fantastyczny człowiek. Na codzień mieszkamy w różnych miastach, ale studiujemy w jednym chociaż na różnych uczelniach, więc teoretycznie jest możliwość częstych spotkań. Jest to człowiek, który powoduje, że wcześniejsze jakieś zawody miłosne miały miejsce dlatego, że czekałam na ten ideał, który w końcu poznałam. Odkąd się poznaliśmy codziennie wymienialiśmy się wiadomościami. Nawet jego jakieś lakoniczne odpowiedzi spowodowane brakiem czasu, czy innym zajęciem powodowały u mnie uśmiech na twarzy. Odniosłam wrażenie, że mnie lubi. Tak po prostu. Potrafiłam go docenić, wyeksponować jego zalety, które według niego są czymś normalnym. Jednak w końcu zaczął się nowy rok akademicki. Dalej mieliśmy kontakt, tylko już nie tak nieprzerwany. W końcu on - przyszły inżynier, musi się bronić. Ja to rozumiałam. W końcu studia, spełnianie pasji i sporo obowiązków. Na szczęście udało nam się spotkać. Jak dla mnie było cudownie. Oczarował mnie na nowo jego światopogląd, który już znałam, obycie i kultura. Później wciąż mieliśmy ten kontakt, aż do pewnego momentu. Kilka wiadomości, kilka SMSów i koniec. Później znów wspomniałam coś ja i bez odzewu. Męczy mnie to trochę, bo w końcu zaczęło mi zależeć. Zdaję sobie sprawę z tego, że teraz jest bardzo zapracowany, ale czy wysłanie wiadomości raz na jakiś czas, to taki wysiłek? Najbardziej mi ciąży, że to nie jest osobą, która jak się coś nie spodoba zrywa kontakt z dnia na dzień. Jest to człowiek bardzo w porządku. Cała sytuacja gdzieś tam ciągle siedzi mi w głowie, bo jest inaczej niż kiedyś. Nie chcę odpuszczać, ale z drugiej strony, czy ma to sens? Ciągle z tęsknotą zerkam na ten telefon, czy na komunikator i z dnia na dzień moja nadzieja robi się co raz mniejsza. Oczywiście nie chcę mu lawinowo przypominać o swojej obecności. Nie chcę się narzucać, chociaż coś tam mu jeszcze nie tak dawno napisałam. Czy któraś z was miała podobną sytuację? Jeśli tak, to jak się potoczyło? Mam świaodmość, że nie dostanę profesjonalnej rady. W końcu nie ma dwóch takich samych osób. Jednak zdaje mi się, że to ciekawy temat do dyskusji.