netkobietyWszystkie działy
Psychologia kariery - moja kariera zawodowa

Zawód: SYN

24 odpowiedzi8 157 wyświetleńzałożony przez KGB, 21.04.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 25 ]

1 Ostatnio edytowany przez KGB (2013-04-21 09:47:56)

Temat: Zawód: SYN

Każdy z nas na pewno ma swoim otoczeniu takiego "zawodowca" który jeździ dobrym samochodem, ma apartament w centrum miasta, ciągle imprezuje i nie pracuje. No ale ma ojca, matkę którzy chętnie pielęgnują ( w każdym aspekcie ) swoją pociechę.

Kiedyś ktoś z moich bliskich powiedział: " Muszę zarabiać tak, aby moje dzieci nie musiały pracować" -  czy według was to dobra dewiza życiowa ?

Ja jestem zwolenniczką rozwoju osobistego, zawodowego i staram się tak wychowywać swoje dziecko, aby umiało pracować. Angażuję go do pracy w domu, ale także uczę pracy nad sobą, doskonalenia swoich umiejętności, a także pracy nad niedoskonałościami.
Chciałabym aby w wieku 20 lat był już całkowicie samodzielny. Ma zapewniony "start" - moja rola jest taka, aby wychować go w ten sposób żeby ten "start" umiał wykorzystać.
Uważam, że praca ( jakakolwiek) bardzo dużo wnosi do naszego życia, czemu świadomie odbierać to doświadczenie swoim dzieciom?

Jak wy uważacie?

I jeszcze kolejny aspekt, który mnie zastanawia i sama nie wiem co o tym myśleć.
Może przykład:
Ojciec pracuje w policji. Z góry zakłada, że syn także będzie policjantem. A tymczasem syn wcale nie ma na to ochoty, ma inne aspiracje, no ale z braku laku zaraz po szkole trafia do policji.

Pomijając fakt, że dzieciak robi coś, czego nie czuje. Moim zdaniem ojciec/matka powinni dać szansę dzieciakowi na obycie w rynku pracy.  Z góry zostało założone : budżetówka, stabilnie to po co ma się "obywać".

A może mieli rację? W dzisiejszych czasach jest tak trudno znaleźć pracę, może takie ułatwienie to dobra droga ?

Jak sądzicie ?

2

Odp: Zawód: SYN

Praca jest człowiekowi potrzebna; jakieś zajęcie, dzięki któremu nie tylko będzie się rozwijał, zajmował czas, ale i stanowił o sobie, by po prostu mógł być samodzielny i gdy rodzicom braknie sił, by to role mogły się nieco zamienić.
Cudnie, że są rodzice, którzy gotowi są wypruć wszystkie flaki by dziecku było lżej, ale po pierwsze oni wiecznie żyć nie będą, a to oznacza, że w pewnym momencie życia osierocą dziecko, które nie będzie wiedziało co ze sobą zrobić w życiu.
Odbiorą mu też możliwość pokierowania własnym losem; bo człowiek z fachem w ręku może kierować swoim losem niemalże dowolnie. Człowiek niesamodzielny- jest poddanym innych ludzi.

Moja koleżanka, która ma obecnie 11-letniego syna, a sama jest prawnikiem, również od ... dosłownie niemowlęctwa swego ukochanego, długo wyczekiwanego dziecka dąży do tego, by jej dziecko było maksymalnie samodzielne, nawet jeśli oznacza to coś, czego obecnie rodzice nie są w stanie przetrawić: łzy, porażki, niedostanie tego, co się chce.
Ona sama była osobą niezależną finansowo w wieku 21 lat i tak wychowuje dziecko, by również był jak najszybciej niezależny finansowo, oczywiście deklaruje dyskretne wsparcie.

3 Ostatnio edytowany przez HardVoman (2013-04-21 13:51:03)

Odp: Zawód: SYN

Ja poszłam do pierwszej pracy w wieku 15-stu lat. Wyprowadziłam się z domu pół roku po 18-tych urodzinach. Na wszystko co dzisiaj mam, zarobiłam ciężką, aczkolwiek uczciwą pracą, i jestem z tego dumna. Kiedy obserwuje swoich rówieśników, którzy nie koniecznie mają obrzydliwie bogatych rodziców, ale wystarcza im na wszystko, i jedyne czym mają się zająć to szkoła, zainteresowania i rozrywki, to nie zmieniłabym w życiu nic. Na takie doświadczenia i sukcesy, które mam obecnie, oni będą musieli pracować kilka lat, zapewne za kilka lat.

Podobnie jak poprzedniczki, chciałabym wychować swoje dzieci na samodzielnych, pracowitych, uczciwych ludzi, którzy szybko osiągną samodzielność. Może nie koniecznie tak szybko jak ja, ale chciałabym aby na przykład w liceum, poszły już do dorywczej pracy i zaczęły zarabiać na swoje wydatki. Praca uczy wartości pieniądza. Chciałabym, aby były świadome, ile trzeba się niekiedy natyrać, aby mieć 100zł, i chciałabym aby doznały tej rozpierającej człowieka satysfakcji, gdy te 100zł wyda się pożytecznie.

4 Ostatnio edytowany przez Bubuś (2013-04-22 14:15:04)

Odp: Zawód: SYN

Czytając tytuł wątku przypomniała mi się zabawna sytuacja, której byłam świadkiem.
Podczas jednego ze spotkań "biznesowych", z firmy została oddelegowana kilkuosobowa ekipa, której zadaniem było zachęcenie kontrahentów do współudziału w nowym projekcie.

Jako że kilka osób (w tym ja) było na takim spotkaniu po raz pierwszy, założyliśmy, że w ramach wstępu każdy coś o sobie powie. Imię, nazwisko, zakres obowiązków, w jakich sprawach się z nami kontaktować itp. Po "występie" dwóch osób, przyszła kolej na "prezesa", który notabene jest pierworodnym właściciela firmy wink Jego wypowiedź brzmiała mniej więcej tak :
"Witam, nazywam się Jan Kowalski, jestem synem szefa. Dziękuję".

Ciekawe, czy w cv można wpisać jako zawód wykonywany "syn szefa"  tongue

5

Odp: Zawód: SYN

"Witam, nazywam się Jan Kowalski, jestem synem szefa. Dziękuję".  - ja bym to odczytała tak:
""Witam, nazywam się Jan Kowalski, jestem synem szefa więc jestem nietykalny, zatem uważajcie z kim zadzieracie, bo ja tu z zasady nic robić nie muszę. Dziękuję".   big_smile

6

Odp: Zawód: SYN
KGB napisał/a:

Kiedyś ktoś z moich bliskich powiedział: " Muszę zarabiać tak aby moje dzieci nie musiały pracować" -  czy według was to dobra dewiza życiowa ?


Ojciec pracuje w policji. Z góry zakłada, że syn także będzie policjantem. A tymczasem syn wcale nie ma na to ochoty ma inne aspiracje no ale z braku laku zaraz po szkole trafia do policji.

Co do pierwszej kwestii.
Jeśli rodziców stać na utrzymanie dziecka/dzieci, tak aby nie musiały pracować zarobkowo PODCZAS EDUKACJI, to się z tym zgadzam.
Dla mnie jest ważne wykształcenie dzieci, zatem póki się uczą, nie muszą zarobkować. Gdyby się nie chciały uczyć to koniec z utrzymywaniem i do pracy.
Nie oznacza to jednak zwolnienia od prac domowych. Każde z moich dzieci ma stały zakres obowiązków plus czasem jakieś dodatkowe.
Jak się z tego wywiązują to już inna kwestia smile

Co do wyboru zawodu. Zdecydowanie jestem za pozostawieniem decyzji dzieciom.
Oczywiście, zważywszy na fakt w jak młodym wieku muszą decydować o przyszłości, można im dawać podpowiedzi, sugestie ale niczego nie narzucać.

7

Odp: Zawód: SYN

Luc, zgadzam się z Tobą.

Myślę, że ja też utrzymywałabym dzieci, póki by studiowały i podobnie sama jestem utrzymywana. Studiujesz? Masz przelew od mamy. Zmieniasz kierunek i masz parę miesięcy wolnego? Do pracy.
Dlaczego utrzymywałabym dzieci? Bo jeśli wahałyby się, czy iść na studia, czy nie, to nie chciałabym, żeby argumentem stało się, że muszą i pracować, i studiować. Dla mnie akurat studia są ważne, przyszłego zdobycia magistra nie uważam za koniec kariery naukowej i osiągnięcie celu, tylko raczej za początek, za coś oczywistego, nigdy nie miałam wątpliwości, czy na studia pójdę, więc nawet wizja jednoczesnej pracy by mnie od tego odstraszyła, jednak wiem, że nie każdy ma takie podejście i chociaż nie zmuszałabym dzieci do podjęcia studiów, to chciałabym im to ułatwić pod względem finansowym. Poza tym tak czy siak chyba rodzic ma obowiązek utrzymywać studiujące dziecko poza pewnymi wyjątkami (typu brak postępów w nauce, przeciąganie się zakończenia nauki w stos. do programu itd.).

Co do 2. kwestii, to już chyba zależy od dziecka, czy się na to zgodzi. Mama mi pozostawiała wolność wyboru, a tata przebąkiwał coś o medycynie albo prawie. A tu zdolna córeczka wywinęła mu taki numer, że bez pytania o zgodę poszła do... szkoły aktorskiej. Niby przebolał, ale kiedy poszłam na informatykę, był dużo bardziej zadowolony, mimo że to nie ta cudowna medycyna/prawo. A tu siup - córeczce się informatyka nie spodobała, postanowiła z niej zrezygnować i iść na lingwistykę. Problemem nie jest zmarnowany rok jednego kierunku, ale to, że... tatuś tak się chełpił córeczką na informatyce na UJ. Jak usłyszałam to wyjaśnienie, to po prostu się rozłączyłam, bo tłumaczyć można, ale jak zażalenia są tak idiotyczne, jak szpanowanie córką przed kolegami, mającymi dzieci na kierunkach typu socjologia bądź w ogóle niestudiujące, to szkoda słów.

8

Odp: Zawód: SYN
Eileen napisał/a:

Co do 2. kwestii, to już chyba zależy od dziecka, czy się na to zgodzi.

Faktycznie to zależy od dziecka.
Jedno się zgodzi z decyzją rodziców bo np. nie ma własnego pomysłu albo nie potrafi się postawić.
Mam takie przykłady w otoczeniu - dzieci studiujące prawo lub medycynę bo rodzice są prawnikami lub lekarzami.
Niektóre po czasie rezygnowały z tych studiów.

Mnie też "marzyło się" się któreś z moich dzieci pójdzie na medycynę (przydałoby się na stare lata smile ), ale żadne nie chciało. Nie namawiałam.

Inną jeszcze kwestią jest, że wybiera się też studia takie jak zawód rodziców, bo oni pomogą w przyszłości w tym zawodzie, co w przypadku np. studiów medycznych czy prawniczych może być cenne, choć niekonieczne.
Takie hm.. pragmatyczne podejście do sprawy.

Eileen jesteś Krakuską?

9

Odp: Zawód: SYN

Rodowitą nie. Przyjechałam na studia, a że kierunek do zmiany, to pewnie pomieszkam do okolic września.

Co najlepsze - mój ojciec nie jest lekarzem ani prawnikiem, a jakoś tak sobie to wymyślił i koniec. W sumie razem... ze swoją siostrą, która z prawem i medycyną też nic nie ma wspólnego. Po prostu - namawiali mnie i tyle. Z drugiej strony ojciec nie obrażał się na mnie, interesował się studiami itd., tylko nie był zachwycony i czasem sobie, ot tak, marudził, wiedząc, że i tak za wiele sobie z tego nie robię.

10

Odp: Zawód: SYN

Ja również jestem zdania, że praca jest potrzebna każdemu człowiekowi. Oczywiście jak ktoś ma zapewnione wszystko przez mamę i tatę i nie musi pracować, bo wszystko dostaje pod nos, no to - nie pracuje, lepiej się bawić. Ale gdzie potrzeba samorealizacji? Gdzie chęć zrobienia czegoś? Czy minimalizm i lenistwo są naprawdę tak silne u młodych ludzi, z rodzicami o zasobnych portfelach, że nie chcą one pracować albo zająć się czymś?

11

Odp: Zawód: SYN

Zgadzam się z wami, że praca bardzo ubogaca cżłowieka. Ale polemizowałabym z Eileen i luc w sprawie utrzymywania studenta smile Moim zdaniem student to juz dorosły człowiek i powinien umieć sobie zorganizowac środki przynajmniej na własne przyjemności. Oczywiście rodzice mogą pomagać, ale nie powinni już w pełni utrzymywać. Inna sprawa, że znalezienie pracy na studiach ułatwia późniejszy "pełny" start zawodowy, bo człowiek może się już pochwalić jakimś doświadczeniem. Poza tym praca w trakcie studiów przygotowuje do tzw "prawdziwego życia", bo nie zawsze można robic tylko jedno, a reszta załatwi się sama (w sensie: studiuję, a rodzice mnie utrzymują, karmią, opierają itd):) No i uczy organizacji czasu, tak, żeby zdązyć ze wszystkim.

12

Odp: Zawód: SYN

Ja od 19 roku życia pracuję, bo praca od początku była moją pasją.

Ale teraz czuję się już spełniona zawodowo i wcale nie uważam, że praca jest mi potrzebna do życia.

Teraz mam taki okres w życiu, że pracuje mniej, już się nie zaharowuje i czuje się szczęśliwsza chyba niż przedtem smile

Ale nie mam bogatych rodziców, po których odziedziczę fortunę, więc pewnie będę pracować do końca życia, ale gdybym nie musiała to bym nie pracowała.
Pisałabym bloga, lepiła garnki, podróżowała po świecie, działałabym w jakiejś fundacji. Nie uwierałoby mnie na pewno to, że nie pracuje.

I podobnie myślę o swoich dzieciach. Gdybym mogła dałabym im jak najwięcej, ale nie dam, bo nie mam, więc będą musiały pracować, chyba że wygrają w lotto wink
Ale gdyby nawet opływały w luksusach i nie musiały pracować, to nie sądzę, że byłyby na tyle mało ambitne i głupie, żeby nie mieć swoich pasji, którym się poświęcą. Można nie pracować, ale ciekawie i wartościowo żyć.

13

Odp: Zawód: SYN

Mi jeszcze daleko do macierzynstwa zapewne, ale ja np od 18stego roku zycia pracuje sama na swoje potrzeby, krzywda mi sie nie stala, podjelam sie pracy bo przy rozwodzie rodzicow z mama zostalysmy praktycznie z niczym oprocz dlugow. Teraz nasza sytuacja jest o niebo lepsza, ale czy to oznacza, ze mam spowrotem byc na utrzymaniu mamy? Nie wyobrazam sobie tego. Dlaczego?? Bo to ona pracuje na siebie, na remont swojego mieszkanka, na swoje potrzeby, na to, zeby cos miec, i ja robie to samo, ja zarabiam na swoje potrzeby, czy nawet na imprezy, na samochod, paliwo, rachunki za telefon itd itp. Faktem jednak jest, ze mama oplaca mieszkanie itd, poprostu nie chce mi pozwolic za to placic. Czasami kupi mi jakis ciuch, bo jak zobaczy w sklepie cos ladnego nie moze sie powstrzymac. Ale ja robie to samo dla mamy, czy tez dam jej pieniadze i powiem "idz kup sobie cos ladnego".

Wiadomo, nie chcialabym, zeby moje dzieci tez mialy taki moment w swoim zyciu, gdzie mimo checi i staran, zeby czasami nie bylo co jesc, ale chcialabym, zebym ja jako matka byla taka jak moja mama. Zeby wiedzialy, ze maja na siebie same robic, ale jak nie beda mialy to w miare mozliwosci pomoge. Jednak nawet majac jakas grubsza kase w zyciu bym nie kupila 18sto latkowi jakiegos najnowszego BMW czy Mercedesa, badz jakichs innych majetnych rzeczy. Moje dzieci beda musialy sobie na takie cos same zapracowac.

Oczywiscie, po cos ludzie pracuja, odkladaja, oszczedzaja. Ale gdzie jest w tym wszystkim rodzic?? Gdzie jego potrzeby?? Gdzie jego marzenia itd??

Znam przypadek, ze malzenstwo praktycznie zbankrutowalo, masa dlugow, kasy na zycie bardzo malo, ale jak corka sobie zazyczyla conversy za 250zl, zaraz je miala. Chce isc do fryzjera(wizyta 200zl) od razu ma zamawiana wizyte. Ale to, ze matka kombinuje codziennie co wlozyc do gara, sama u fryzjera nie byla ok3lat, i chodzila w porwanych spodniach, byleby jej corka miala, to uwazam za kolosalny blad. Bo mimo, ze mloda zaczela chciec szukac pracy na sezon(miesiac czasu, bo w sierpniu wybiera sie do anglii na miesiac) u nas jest bardzo ciezko o taka prace, zwlaszcza na miesiac...

14

Odp: Zawód: SYN

Ja myślę, że samo posiadanie rodziców którzy są stabilni finansowo jest już czymś.
Mój brat obraca się w kręgach ludzi bardzo zamożnych ( jeżdżą razem na wakacje, chodzili razem do szkoły)
kiedyś rozmowa zeszła na ich temat i powiedziałam, że tacy to się martwić o pracę nie muszą.
On stwierdził, że mylę się bardzo bo rodzice im kasy od tak nie dają i oni też pracują.
No ale jak przyszło co do czego to wyszło na to, że pracują, np na stażu u tatusia w firmie, jeśli dostali się na studia to w nagrodę dostali samochód, studiują w innym mieście ale w mieszkaniu przy siedzibie ojca firmy itp.
Mój brat na swoje wakacje, studia i inne przyjemności zarabia sam od 18 roku życia pracując w Anglii i dostając stypendium- fakt pomagają dziadkowie, ale w przeliczeniu na funty to żadna suma.
Czasem bywało tak, że dzięki niemu ja lub moja mama wychodziłyśmy z dość opresyjnej sytuacji.
I w takich chwilach widać, że fajnie jest liczyć na pomoc rodziców, bo dla młodego to zawsze poczucie bezpieczeństwa, że w razie W masz się do kogo zwrócić o pomoc.

15

Odp: Zawód: SYN

No cóż ja powiem tak. Uważam, że pewna pomoc jest dziecku potrzebna. Znam wiele przypadków, gdzie dziecko wciąż mieszka u rodziców, bo nie stać go na własne mieszkanie. W opozycji do tego są dzieci, których rodzice pomogli im wziąć przynajmniej kredyt na mieszkanie. Ostateczny efekt jest taki, że ta druga osoba szybciej się usamodzielnia, a przecież to właśnie jej rodzice coś "zasponsorowali". Nawet przy szukaniu partnera ta druga już ma plus, bo skoro ma mieszkanie, to jest "zaradna", a ta druga to "maminsynek". Z obserwacji mogę powiedzieć, że Ci, którym rodzice pomogli na starcie układają sobie dobrze życie, czują się spełnieni, a ci drudzy ciągle się borykają z podstawowymi problemami.

16

Odp: Zawód: SYN

Nie wiem czemu autorka tylko o synu napisała? A córka to może tak wiecznie wagarowac?

Wracając do tematu, fajnie byłoby byc rentierem. Kiedyś pracowałam jak szalona, teraz zwolniłam tempo, nie daję rady. Mąż jak ma za dużo wolnego, to świruje, ale też widzę początki zmęczenia takim tempem życia.

Co do studiów, to wszystko zależy jaki kierunek, uniwerek, polibuda. Czasami czytam jakieś rewelacje, jak to ktoś tam studiował dziennie i cho, cho, jak to on pracował, jakie doświadczenie ma. Zgodzę się z tym, jeśli to była Szkoła Złudzeń w Pcimiu Dolnym, jakaś dorywcza robota weekendowa, fuchy, to tak, ale nie praca etatowa.

Zresztą co to kogo obchodzi, że studenta ktoś utrzymuje. Nie wyciąga na to z mojej kieszeni, więc o co chodzi?

17

Odp: Zawód: SYN
chaber05 napisał/a:

Co do studiów, to wszystko zależy jaki kierunek, uniwerek, polibuda. Czasami czytam jakieś rewelacje, jak to ktoś tam studiował dziennie i cho, cho, jak to on pracował, jakie doświadczenie ma. Zgodzę się z tym, jeśli to była Szkoła Złudzeń w Pcimiu Dolnym, jakaś dorywcza robota weekendowa, fuchy, to tak, ale nie praca etatowa.

E tam.
Etatowa w fabryce albo w biurze od 8 do 17 to faktycznie może byłoby trudno.
Ale ja studiowałam dziennie na UW (ponoć najlepszy uniwerek w kraju, a nie jakaś szkoła w Pcimiu Dolnym smile) i pracowałam od początku studiów jako dziennikarz. Codziennie. Nie wiem jak gdzie indziej, ale u nas był system punktowy, samemu się zapisywało na określone zajęcia w dany dzień o danej porze i jak się dobrze zakręciłaś, to mogłaś sobie wszystkie zajęcia wrzucić na dwa dni albo rano iść na zajęcia, a od 13-tej codziennie mieć wolne i do wieczora już być dyspozycyjnym w pracy.
Da się? Da.
Dzięki temu kończąc studia dzienne miałam już 5 lat doświadczenia w cv... i w głowie smile

Ale wcale nie uważam że każdy tak musi czy powinien. Każdy niech robi jak chce. Ja wcale nie musiałam pracować tak wcześnie, rodzice daliby mi kase na utrzymanie się na studiach, ale chciałam pracować, bo to lubiłam i od liceum wiedziałam, że to chce robić.
Z perspektywy czasu myślę, że mogłam sobie trochę odpuścić i pożyć trochę bardziej po studencku wink... za to teraz zwolniłam obroty i sobie to odbijam big_smile
Ale tak naprawdę to nic bym nie zmieniła... cieszę się, że tak wcześnie zaczynałam, bo jak widzę jak się przewijają przez różne redakcje ludzie z mojego rocznika, którzy dopiero zaczynają, uczą się, są na jakichś dziwnych 'stażach', liczą na bóg wie co jak przychodzą, a okazuje się, że nie jest tak łatwo i nie będzie, bo im się później w tym zawodzie zaczyna tym gorzej, to czuję satysfakcje, że jestem o kilka lat do przodu...
I zastanawiam się gdzie oni byli wtedy, kiedy ja już pracowałam? imprezowali? studiowali? siedzieli grzecznie na wykładach? okej, spoko, tylko co im to dało?
W wielu zawodach liczy się przede wszystkim praktyka, a nie piątki w indeksie.

18

Odp: Zawód: SYN

Ale mi wstyd, miało byc ho, ho. Nawet dziennikarka mnie nie poprawiła.

Szarlot, dlatego pisałam: zależy od kierunku. Inżynierkowie jak zaczynają rano, tak kończą późnym wieczorem. Córka prawnika, który mnie reprezentował poszła w ślady ojca. Po pierwszym roku na UJ wygląda jak cień.

Nie pracowac jest źle, ale wszyscy zdążymy się tym przywilejem nacieszyc do 67 roku życia ( no może niektórzy krócej).
Coś mi się też zdaje, że bardziej kobietom o to chodzi, że facet musi zarabiac. Stąd tytuł pijący do płci męskiej.

19

Odp: Zawód: SYN
chaber05 napisał/a:

Coś mi się też zdaje, że bardziej kobietom o to chodzi, że facet musi zarabiac. Stąd tytuł pijący do płci męskiej.

Oj no chyba o to chodziło w tym przekazie podprogowym wink
Wczoraj też sobie o tym pomyślałam, że przecież równie dobrze może być "zawód: córka". I wychodzi na to samo.

20

Odp: Zawód: SYN
chaber05 napisał/a:

Nie wiem czemu autorka tylko o synu napisała? A córka to może tak wiecznie wagarowac?

Wracając do tematu, fajnie byłoby byc rentierem. Kiedyś pracowałam jak szalona, teraz zwolniłam tempo, nie daję rady. Mąż jak ma za dużo wolnego, to świruje, ale też widzę początki zmęczenia takim tempem życia.

Co do studiów, to wszystko zależy jaki kierunek, uniwerek, polibuda. Czasami czytam jakieś rewelacje, jak to ktoś tam studiował dziennie i cho, cho, jak to on pracował, jakie doświadczenie ma. Zgodzę się z tym, jeśli to była Szkoła Złudzeń w Pcimiu Dolnym, jakaś dorywcza robota weekendowa, fuchy, to tak, ale nie praca etatowa.

Zresztą co to kogo obchodzi, że studenta ktoś utrzymuje. Nie wyciąga na to z mojej kieszeni, więc o co chodzi?

Czy ja wiem, czy nie z Twojej? Jak student jest wiecznym studentem po 25 roku życia i jest zarejestrowany jako bezrobotny, to też z Twojej kieszeni.

21 Ostatnio edytowany przez chaber05 (2013-05-13 08:15:55)

Odp: Zawód: SYN

Jeśli bezrobotny to znaczy, że studiuje zaocznie. Czyli wyciąga kasę, bo bezrobotny, a nie tylko student. Nie znam żadnego wiecznego studenta studiów zaocznych, czyli płatnych. Opiekunko13, coś Ci się pomyliło.

Nadal uważam, że kobiety na tym forum bardzo chcą żeby facet się nie marnował ( jego kasa zwłaszcza) i zarabiał. Palą się do tego strasznie! No jak może taki trzydziestolatek mieszkac z mamusią, miec kasę, wydawac na swoje przyjemności, a nie na kobietę. Mieszkanie musi miec już swoje, ewentualnie wynajmowac. Rodzinę powinien zakładac, kobietę utrzymywac, egoista jeden! Już my wiemy jak zagospodarowac kasę i czas faceta!

Kobieta to co innego. Ona może mieszkac u mamusi i tatusia, nikt jej nad uchem nie brzęczy, że pępowiną z rodzicami uwiązana.

22

Odp: Zawód: SYN

Macie rację, powinnam wziąć SYN w cudzysłów. Kwestia tyczy się również córek smile

23

Odp: Zawód: SYN
chaber05 napisał/a:

Jeśli bezrobotny to znaczy, że studiuje zaocznie. Czyli wyciąga kasę, bo bezrobotny, a nie tylko student. Nie znam żadnego wiecznego studenta studiów zaocznych, czyli płatnych. Opiekunko13, coś Ci się pomyliło.

Nadal uważam, że kobiety na tym forum bardzo chcą żeby facet się nie marnował ( jego kasa zwłaszcza) i zarabiał. Palą się do tego strasznie! No jak może taki trzydziestolatek mieszkac z mamusią, miec kasę, wydawac na swoje przyjemności, a nie na kobietę. Mieszkanie musi miec już swoje, ewentualnie wynajmowac. Rodzinę powinien zakładac, kobietę utrzymywac, egoista jeden! Już my wiemy jak zagospodarowac kasę i czas faceta!

Kobieta to co innego. Ona może mieszkac u mamusi i tatusia, nikt jej nad uchem nie brzęczy, że pępowiną z rodzicami uwiązana.

To ze Ty nie znasz, nie znaczy że mi się pomyliło. Takich jest wielu.

24

Odp: Zawód: SYN

To się tyczy nie tylko mężczyzn ale też kobiet. Tylko że wydaje mi się, że z kobietami jest takie trochę większe przyzwolenie. w każdym razie ja bym nie chciała aby moje dziecko było w taki sposób wychowane, to jest zwyczajne upośledzenie człowieka.

Posty [ 25 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026