netkobietyWszystkie działy
Rozstanie, flirt, zdrada, rozwód

Szansa na powrót?

11 odpowiedzi3 069 wyświetleńzałożony przez jaina, 06.12.2013

Napisz odpowiedź
Dołącz do Forum Kobiet Netkobiety.pl! To miejsce zostało stworzone dla pełnoletnich, aktywnych i wyjątkowych kobiet, właśnie takich jak Ty! Otrzymasz tutaj wsparcie oraz porady użytkowniczek forum! Zobacz jak wiele nas łączy ...

Szukasz darmowej porady, wsparcia ? Nie zwlekaj zarejestruj się !!!


Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Szansa na powrót?

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Posty [ 12 ]

1

Temat: Szansa na powrót?

Zakładam swój wątek bo pilnie potrzebuję jakiejś porady albo wsparcia.

Byłam z chłopakiem 1,5 roku. Z początku była to miłość dziecinna, naiwna, piękna. Potem coraz dojrzalsza, coraz więcej kłótni, zaczęliśmy przeglądać na oczy że może jednak do siebie nie pasujemy? Ale wiem na pewno że kochamy się bardzo mocno. Zaczęliśmy myśleć poważnie o swojej wspólnej przyszłości, miała to być miłość "na zawsze", tak jak jego rodziców, którzy nieprzerwanie są ze sobą od jakichś 25 lat, od samego liceum... I oboje w siebie wierzyliśmy. Zawsze dawałam mu 100% z siebie, to ja się poświęcałam, inicjowałam spotkania, oddałam mu całe swoje serce, a on odwdzięczał się cichym, stabilnym uczuciem, lojalnością, szczerością, wsparciem i przyjaźnią...

Zawsze byliśmy jak papużki nierozłączki, chociaż nie zawsze szczęśliwi, było dużo wzlotów i upadków. Kilka kłótni kończyło się zerwaniem jednak zawsze po kilku dniach do siebie wracaliśmy, głównie z mojej inicjatywy. Mój najukochańszy ma bardzo trudny charakter. Jest niesamowicie zamknięty w sobie, kamufluje wszystkie emocje, nie mówi mi o swoich uczuciach, muszę się ich dopatrywać w gestach. Jest też niepoprawnym perfekcjonistą. Ma ogromną męską dumę, która idzie w parze z tym, że nigdy nie mówi o tym że go zraniłam, po kłótniach zawsze mówił "rób co chcesz, droga wolna", chociaż wiem że nie chciałby, abym odeszła. Przez ten jego perfekcjonizm, każda najmniejsza porażka kończy się depresją, co najmniej miesięcznym dołkiem.

I niestety w ostatnim czasie doświadczał tego dołku wyjątkowo intensywnie. Co spowodowało kryzys w naszym związku. Żadnego uczucia, żadnych spotkań. On zawsze mnie odtrąca kiedy miewa te swoje kryzysy z samym sobą, zawsze mówi że sam sobie poradzi i nie chce mnie w to wciągać (ALE NIGDY SOBIE Z ŻADNYM NIE PORADZIŁ). A im bardziej staram się mu pomóc, tym bardziej mnie odrzuca. Może byłam ostatnio trochę nachalna, ale on zażyczył sobie przerwy od związku żeby "ułożyć sobie życie". Potem był ciąg nieporozumień, bardzo poważnych ale nie będę ich teraz opisywać. W każdym razie zakończyło się to kolejną ostrą kłótnią, powiedzieliśmy sobie mnóstwo przykrych słów. O wiele za dużo. Dodam że przez jakieś 2 miesiące cały czas był kryzys i ta "niby-przerwa". Nasza kłótnia zakończyła się zerwaniem. Zawsze pierwsza go przepraszałam (on NIGDY nie mówi przepraszam, ale widzę zawsze w jego oczach ból, że mnie zranił, że żałuje... to brzmi trochę dziecinnie ale na prawdę jego oczy to odzwierciedlenie duszy), więc i tym razem chciałam wszystko naprawić, jednak on powiedział że to już definitywny koniec, że go zraniłam, że wie że on tez mnie zranił, ale że nie ma do czego wracać. On nie pierwszy raz powiedział takie rzeczy.

Ale ja wiem że on w głębi nie jest zdecydowany, że mnie kocha... Oczywiście po tym zerwaniu napisaliśmy sobie jeszcze kilka przykrych smsów, ostatni był z jego strony i brzmiał mniej więcej abym się odczepiła i zajęła swoim życiem.

Sytuacja wygląda teraz poważnie a ja nigdy nie pogodzę się z tym zerwaniem i wciąż mam nadzieję na powrót. Wiem że ten zwiazek nadal ma jakieś malutkie szanse... Nie wiem tylko czy mam mu teraz dać spokój żeby sobie ułożył wszystko i zaczekać aż czas wyleczy rany?

Czy znowu się do niego odezwać i spróbować na spokojnie porozmawiać? To się wydaje oczywiste że powinnam dać mu spokój a co będzie to będzie, ale ja nie wytrzymam z myślą że przez taką przerwę, przez nieporozumienia nasze uczucie może się coraz bardziej zniszczyć... Dodam że teraz spokojna rozmowa nie wchodzi w grę, nie możemy sobie nic wytłumaczyć bo on odciął się ode mnie... Ten post jest już całkowicie wyprany z emocji bo całymi dniami płaczę i nie wstaję z łóżka, teraz mam chwilę kiedy mogę obiektywnie wszystko opisać...

2

Odp: Szansa na powrót?

Strasznie za nim tęsknię, nie umiem mu dać spokoju, cały czas o tym myślę sad

3 Ostatnio edytowany przez Jenka (2013-12-06 22:27:17)

Odp: Szansa na powrót?

Pomimo twoich najszczerszych chęci  moim zdaniem nie ma w tym związku żadnej przyszłości ponieważ zazwyczaj jak jest źle to potem gdy przyjdzie rutyna jest jeszcze gorzej,wiem to z doświadczenia ale to twój związek twoja wola sad 
Jego charakter wskazuje na typ samotnika, tacy ludzie niestety mają trudności w przywiązaniu się do drugiej osoby i za wiele tu nie zdziałasz. 
Przykro mi że napisałam coś co może cię tylko zasmucić sad

4

Odp: Szansa na powrót?

Jenka, masz trochę racji ale u nas wcześniej nie było tak źle. Byliśmy do siebie przywiązani. Zerwanie teraz to trochę szok dla mnie
Chociaż może trochę samą siebie oszukuję. Nie chcę od niego odchodzić bo go kocham takim jaki jest

5

Odp: Szansa na powrót?

Zrób jak Ci powiedział, zajmij się swoim życiem.

6

Odp: Szansa na powrót?

Jeśli nie umie mówić przepraszam, to przepraszam Cię ale niech się nauczy...

Druga rzecz, nie potraficie się dogadać we dwoje poszukajcie rozjemcy, sama do niego nie dotrzesz bo nie jesteś bezstronna. Przyda się osoba trzecia.

Ale radzę myśl o sobie nie o nim.

7

Odp: Szansa na powrót?

Trudne jest życie z człowiekiem, który nie potrafi rozmawiać o uczuciach, co go boli, jaki ma problem.
Mój z problemem tak się zamknął, że już od 2 miesięcy nie jesteśmy razem.
To tylko takie ciągłe przepychanki - pomyśl czy w każdej trudnej i kryzysowej sytuacji chcesz być "odstawiana na bok"? Bo tak to wygląda i tak będzie, a chyba nie na tym polega związek.
Nie ma czegoś takiego jak przerwa, odtrącanie - bo ma się problem.
Szczerze - kiepsko to widzę sad
pomyśl teraz o sobie i o tym, żeby odnaleźć spokój wewnętrzny,
kiedyś byłam w toksycznym 7-letnim związku - też myślałam, że nie dam rady - ale uwierz ze wszystkim "da się" radę. Trzeba tylko chcieć i zawalczyć o siebie.

8

Odp: Szansa na powrót?

Ale ja nawet jeszcze nie chcę myśleć o sobie bo cały czas myślę o tym związku sad cały czas czekam aż on sie odezwie i dni się tak dłużą.... Kilka dni przed zerwaniem mówił że mu zalezy na naszym związku przez co ja tak szybko nie pozbędę się tej nadziei

9

Odp: Szansa na powrót?
jaina napisał/a:

Ale ja nawet jeszcze nie chcę myśleć o sobie bo cały czas myślę o tym związku sad cały czas czekam aż on sie odezwie i dni się tak dłużą.... Kilka dni przed zerwaniem mówił że mu zalezy na naszym związku przez co ja tak szybko nie pozbędę się tej nadziei

Daj sobie czas, takim ciągłym myśleniem tylko się wykończysz. Musisz o sobie myśleć, bo nikt tego za Ciebie nie zrobi.
Ja czekałam dwa miesiące aż mój M się odzewie... i się nie doczekałam. Też mówił przed samym końcem, że mu zależy. Były plany na całe życie.
Tak po prostu dzieje się w życiu sad
Po prostu trzeba to udźwignąć i napewno dasz radę smile

10

Odp: Szansa na powrót?
jaina napisał/a:

Zakładam swój wątek bo pilnie potrzebuję jakiejś porady albo wsparcia.

Byłam z chłopakiem 1,5 roku. Z początku była to miłość dziecinna, naiwna, piękna. Potem coraz dojrzalsza, coraz więcej kłótni, zaczęliśmy przeglądać na oczy że może jednak do siebie nie pasujemy? Ale wiem na pewno że kochamy się bardzo mocno. Zaczęliśmy myśleć poważnie o swojej wspólnej przyszłości, miała to być miłość "na zawsze", tak jak jego rodziców, którzy nieprzerwanie są ze sobą od jakichś 25 lat, od samego liceum... I oboje w siebie wierzyliśmy. Zawsze dawałam mu 100% z siebie, to ja się poświęcałam, inicjowałam spotkania, oddałam mu całe swoje serce, a on odwdzięczał się cichym, stabilnym uczuciem, lojalnością, szczerością, wsparciem i przyjaźnią...

Zawsze byliśmy jak papużki nierozłączki, chociaż nie zawsze szczęśliwi, było dużo wzlotów i upadków. Kilka kłótni kończyło się zerwaniem jednak zawsze po kilku dniach do siebie wracaliśmy, głównie z mojej inicjatywy. Mój najukochańszy ma bardzo trudny charakter. Jest niesamowicie zamknięty w sobie, kamufluje wszystkie emocje, nie mówi mi o swoich uczuciach, muszę się ich dopatrywać w gestach. Jest też niepoprawnym perfekcjonistą. Ma ogromną męską dumę, która idzie w parze z tym, że nigdy nie mówi o tym że go zraniłam, po kłótniach zawsze mówił "rób co chcesz, droga wolna", chociaż wiem że nie chciałby, abym odeszła. Przez ten jego perfekcjonizm, każda najmniejsza porażka kończy się depresją, co najmniej miesięcznym dołkiem.

I niestety w ostatnim czasie doświadczał tego dołku wyjątkowo intensywnie. Co spowodowało kryzys w naszym związku. Żadnego uczucia, żadnych spotkań. On zawsze mnie odtrąca kiedy miewa te swoje kryzysy z samym sobą, zawsze mówi że sam sobie poradzi i nie chce mnie w to wciągać (ALE NIGDY SOBIE Z ŻADNYM NIE PORADZIŁ). A im bardziej staram się mu pomóc, tym bardziej mnie odrzuca. Może byłam ostatnio trochę nachalna, ale on zażyczył sobie przerwy od związku żeby "ułożyć sobie życie". Potem był ciąg nieporozumień, bardzo poważnych ale nie będę ich teraz opisywać. W każdym razie zakończyło się to kolejną ostrą kłótnią, powiedzieliśmy sobie mnóstwo przykrych słów. O wiele za dużo. Dodam że przez jakieś 2 miesiące cały czas był kryzys i ta "niby-przerwa". Nasza kłótnia zakończyła się zerwaniem. Zawsze pierwsza go przepraszałam (on NIGDY nie mówi przepraszam, ale widzę zawsze w jego oczach ból, że mnie zranił, że żałuje... to brzmi trochę dziecinnie ale na prawdę jego oczy to odzwierciedlenie duszy), więc i tym razem chciałam wszystko naprawić, jednak on powiedział że to już definitywny koniec, że go zraniłam, że wie że on tez mnie zranił, ale że nie ma do czego wracać. On nie pierwszy raz powiedział takie rzeczy.

Ale ja wiem że on w głębi nie jest zdecydowany, że mnie kocha... Oczywiście po tym zerwaniu napisaliśmy sobie jeszcze kilka przykrych smsów, ostatni był z jego strony i brzmiał mniej więcej abym się odczepiła i zajęła swoim życiem.

Sytuacja wygląda teraz poważnie a ja nigdy nie pogodzę się z tym zerwaniem i wciąż mam nadzieję na powrót. Wiem że ten zwiazek nadal ma jakieś malutkie szanse... Nie wiem tylko czy mam mu teraz dać spokój żeby sobie ułożył wszystko i zaczekać aż czas wyleczy rany?

Czy znowu się do niego odezwać i spróbować na spokojnie porozmawiać? To się wydaje oczywiste że powinnam dać mu spokój a co będzie to będzie, ale ja nie wytrzymam z myślą że przez taką przerwę, przez nieporozumienia nasze uczucie może się coraz bardziej zniszczyć... Dodam że teraz spokojna rozmowa nie wchodzi w grę, nie możemy sobie nic wytłumaczyć bo on odciął się ode mnie... Ten post jest już całkowicie wyprany z emocji bo całymi dniami płaczę i nie wstaję z łóżka, teraz mam chwilę kiedy mogę obiektywnie wszystko opisać...

Czy warto się ciągle ranić, a potem ewentualnie przepraszać - czy to coś daje? sama widzisz, że raczej nic. A może mogłabyś tak szczerze i od serca porozmawiać z nim,co się z nim dzieje?, bo to, że ma jakiś problem - to widać z Twojego postu.On sam z sobą nie może dojść do ładu, widocznie oczekuje pomocy, tylko wstydzi się o tym powiedzieć? spotkaj się z nim, spróbuj bez kłótni wyciągnąć z niego co się tylko da, niech się wreszcie otworzy, ale z drugiej strony powiedział, żebyś się odczepiła i zajęła swoim życiem - czy to nie oznacza definitywnego zerwania? Wiem, że to boli,bo każda taka sytuacja rani nasze serce, ale niestety musisz być twarda, bo jednak nikt nie zapewniał nas,że nasze życie będzie usłane samymi różami, różnie w życiu bywa,raz jest się na wozie,raz pod wozem, a róża chociaż piękny kwiat, też ma kolce.Przemyśl sobie jeszcze raz wszystko - czy warto tak się dręczyć wzajemnie? Przecież to wpływa na psychikę każdego, nikt nie jest ze skały,aby po nim takie rzeczy spływały jak po kaczce.Lepiej jakiś czas pocierpieć,aby potem móc zacząć żyć normalnym życiem.Pozdrawiam. smile, smile

11

Odp: Szansa na powrót?

Minęło już 5 dni a ja wciąż mam pokusę żeby do niego napisać i wszystko sobie wytłumaczyć... Już nie jestem na niego zła tylko tak tęsknię... Dni strasznie mi się dłużą i nie mam co ze sobą zrobić. Widziałam go dzisiaj wyglądał okropnie, worki pod oczami, zaniedbany i ogólnie nieszczęśliwy. Ciekawe czy tez za mną tęskni czy usilnie chce zapomnieć. Mam zamiar poprosić go o spotkanie w piątek, może jak mi kategorycznie powie że to koniec, to łatwiej się z tym pogodzę... Bo teraz takie nie wiadomo co (zerwał ze mną przez smsy) sad
Nie wiem już co mam robić sad Chyba nigdy się od tego nie uwolnię. Nawet nie chcę.

Posty [ 12 ]

Strony 1

Zaloguj się lub zarejestruj by napisać odpowiedź

Forum Kobiet » ROZSTANIE, FLIRT, ZDRADA, ROZWÓD » Szansa na powrót?

Twoja odpowiedź

Masz podobne doświadczenia? Zaloguj się albo załóż darmowe konto, żeby odpowiedzieć. Po drugiej stronie jest prawdziwa osoba.

DołączZaloguj się


Mapa strony - Archiwum | O forum | Poradnik | Prawdziwe historie | Kontakt | Regulamin | Polityka Prywatności



© www.netkobiety.pl 2007-2026