Ukończyłam 25 rok życia, jestem osobą czynnie uprawiającą sport. Nie wyobrażam sobie dnia bez ćwiczeń...
Taki już mam styl i sposób na życie.
W czym problem?
A no w tym, że mój facet śmie twierdzić, że jestem chuda... Słowo chuda doprowadza mnie do szału !!!
Idziemy ulicą, przechodzi obok nas kobieta lekko puszysta i słyszę "mogłaby się za siebie zabrać, nie podobają mi się takie grube bleee" oglądamy tv występuje w programie kobieta z wypompowanymi cycami ubrana tak, że wyzywa z kilometra i słyszę " zajebista, kobiece kształty itp" Ubieram się na fitness lub sięgam po hantelki w mieszkaniu słyszę " nie będziesz mi się podobała taka wypakowana, straszne są takie umięśnione brzuchy" ręce opadają po prostu...
Sportu nie uprawiam od wczoraj, chodzę do dietetyka mam przypisaną odpowiednią dietę i staram się jej przestrzegać. Nie jestem wypakowana ani też nie mam mięśni jak po sterydach. Po prostu mam sylwetkę Fit, mam 170cm wzrostu i niemal proporcjonalną wagę( brakuje mi paru kg ale nie mam niedowagi !)
Na co dzień pracuję w dużej korporacji gdzie czasami moja praca opiera się na siedzeniu za biurkiem. Po całym dniu relaks dają mi właśnie ćwiczenia. Jestem optymistką i osobą pełną życia, ale gdy słyszę, że jestem chuda to po prostu nie mogę... nie mogę bo mnie to boli. To jaka ja do C*uja mam być ??! ;/
Moje główne pytanie dotyczące tego wątka brzmi: to ze mną czy z nim jest coś nie tak ?