Witam, jako że od pewnego czasu nie mogę sobie poradzić z własnymi myślami postanowiłam poszukać porad/wsparcia w internecie. Znalałam własnie to Wasze forum
czytając problemy innych, historie zaczęłam się zastanawiać czy sama nie napisac takiego o to watku, z wyżaleniem sie? własna historia? chyba wszystkim na raz ![]()
Zaczynając od poczatku, mam 23lata, jakieś 4 lata temu poznałam chłopaka, właściwie faceta 8 lat starszego, jak to zazwyczaj bywa zaczęła się wielka miłość, randki, byłam z nim 2lata. Na początku wszystko było idealne, nawet "pomieszkiwaliśmy"razem, jednak z upływem czasu zaczelam czuć ze to chyba nie to, on ciągle wspominał o wspolnym życiu rodzinie, przyszłosci, wszystko planowal na kolejne lata. Ja jednak chyba nie byłam na to gotowa, myśli o przyszłosci mnie przerażaly, chcialam życ teraźniejszościa, tym co jest, chyba przez to zaczęłam sie od niego świadomie odsuwać, aż powiedzilam że to nie ma sensu , sławny tekst "zostańmy przyjaciółmi"
On się na to zgodził, ponieważ naprawdę bardzo mnie kochał, mówił ze to miłość na całe życie i dawal po sobie to poznać. Niby sie rozstaliśmy , ale codziennie był u mnie po pracy, otaczał mnie, nie było dnia bez niego, a ja nie umialam go wyrzucić ze swojego życia, może było mi wygodnie? taka sytuacja była przez kolejny rok, pomimo tego że mówiłam mu że nie jesteśmy razem, on cały czas chciał być koło mnie. Okolo roku temu wyjechałam za granice, nasze codziennie widywanie skończyło się, zamieniło na codziennie telefony, smsy, skype po kilka godzin dziennie, pół roku temu poznałam innego chłopaka przez internet zaczęłam z nim pisać, olewajac byłego ktory i tak nie odpuszczal, kilka razy spotkalam sie z nowo poznanym kolega, mówiąc byłemu ze do spotkania nie doszło, że to nie jego sprawa. Kilka miesiecy temu jednak dowiedział sie że do spotkania doszlo, zaczał mi robic dziwne wyrzuty jakbysmy dalej byli razem, ja mu wtedy powiedzialam kilka ostrych słów że nigdy juz nie bedziemy razem, żeby w końcu sobie to uświadomił. Od tamtej pory kontakt się urwał. Nie odzywa się do dziś. A co ze mna? kogoś mi zabrakło w moim życiu, fascynacja nowo poznanym kolega mineła, a myśli o byłym stały sie codziennościa i tęsknota, od kilku dni non stop myśle i zastanawiam się czy postąpiłam słusznie. Dlaczego tęsknie, czy dopiero po straceniu czegoś doceniamy, że miało sie kogoś ważnego u boku? Czy to miłość? czy może tylko przyzwyczajenie? Co powinnam zrobić? na żadne z tych pytań nie umiem sobie odpowiedzieć. Mam cheć napisać do niego "spotkajmy sie" ale jednocznie nie chce robić mu nadzieji, żeby za miesiąc znow powiedzieć, że to nie ma sensu. Co Wy byście zrobili na moim miejscu? Co jeśli nigdy nie spotkam kogoś lepszego? a co jeśli nie umiem z nim być i za rok/dwa znów powiem, że to koniec?
Z góry przepraszam za składnie mojej wypowiedzi:) i dziękuje za jakiekolwiek odpowiedzi.