Witam Wszystkich,
Oto moja historia:
Jesteśmy z z mężem 8 lat po ślubie, razem aż 15 lat. Mamy dwójkę dzieci. Od jakiegoś czasu mieliśmy pewien kryzys w Małżeństwie, nie zaprzeczam, oddaliliśmy się od siebie, on coraz więcej pracował, miał dla nas coraz mniej czasu a ja przytłoczona codziennością i obowiązkami (wszystko w domu na mojej głowie, dziecko na początku podstawówki, drugie początek przedszkola plus praca na pełny etat) nie miałam często siły na konstruktywną rozmowę o 22-23 w nocy jak on wracał z pracy.
W pracy ma inny świat, młodych ludzi, rozwija firmę a "sukces" jest zawsze tuż za rogiem. Cieszyłam się, bo widziałam, że się realizuje i lubi pracę, ale teraz widzę że się całkowicie w niej zanurzył (i w nowym, młodszym towarzystwie) i my już nie jesteśmy dla niego atrakcyjni ![]()
Zawsze dobrze się rozumieliśmy i byliśmy dopasowani. Teraz on stwierdził, że ma inne priorytety i musi dążyć do marzeń, których nie może przy mnie spełnić. Strasznym egoista się stał...
1.5 tygodnia temu powiedział mi, że już mnie nie kocha, że mamy dwa różne światy i że poznał kogoś. Nie wiem kto to jest, choć się domyślam. Pracują razem, znają się max 2 miesiące i ta kobieta jest od niego sporo młodsza (myślę że jakieś min 5 lat).
W niedziele się wyprowadził z domu (na moją prośbę) i poszedł do matki - twierdzi, że nie ma planów na razie mieszkać z tą kobietą, przyjeżdża codziennie rano rozwieść dzieci do szkoły i przedszkola - razem jeździmy, twierdzi, że będzie przychodził do dzieci jak do tej pory - nie wiem na ile dotrzyma słowa...
Już się otrząsnęłam z pierwszego szoku, ale emocje są nadal ogromne. Żyję w odrętwieniu i smutku, myśli wciąż krążą wokół tematu. Widujemy się codziennie - nie ma między nami wrogości, rozmawiamy normalnie aczkolwiek tylko o dzieciach i pracy.
Teraz są dla mnie najważniejsze dzieci, szczególnie ze starsze wiele już rozumie, przeżywa i nie potrafi sobie poradzić z sytuacją (smutek, dopytywanie się co się dzieje i co będzie dalej itp...).
Mam wielkie wsparcie w mojej rodzinie i tylko dzięki nim udało mi się jakoś przetrwać. A niestety on mi przy wszystkim wbił nóż w serce zwalając wiele rzeczy na nią (chyba jakaś forma usprawiedliwiania sie???...)
Mam mętlik w głowie, mam nadzieję, że zrozumie, że nie warto zaprzepaszczać wszystkiego dla chwili. Na dzień dzisiejszy czuję, że nie mam szans z tą kobietą - on jest zauroczony i zakochany. Zresztą muszę być mocna dla dzieci i siebie samej. Przecież trzeba żyć...
Mam nadzieję, że to wszystko jest spowodowane chwilowym zauroczeniem wzmocnionym przez kryzys, który przechodziliśmy, a nie czymś głębszym.
Liczę na Wasze wsparcie i pomoc...