Witam was dobre duszki:D
Fajnie ze istnieje takiego typu forum gdzie mozna wyrzucic z siebie wszystkie negatywne emocje,nie pokój itp.i tym samym otrzymac pomoc.
Własnie-i Ja takiej pomocy na obecną chwile potrzebuje,dlaczego akurat tutaj szukam pomocy?a nie np wsród rodziny,znajomych?Poniewaz nie są obiektywni do pewnych sytuacji-spraw.
Więc mogłabym napisac duzo ale nie bede sie za bardzo rozpisywac bo to nie oto chodzi.
8 lat temu poznałam faceta na ogłoszeniu matrymonialnym- wolnego,bezzobowiązan,pracującego,dbającego o siebie,stanowczego,twardo stąpającego po ziemi itd.Oczywiscie tez posiada wady-uparty,mało wylewny w uczuciach (jesli mu zalezy,kocha, i jest zakochany to nie pokazuje tego bo nie lubi mówic o uczuciach jak sam kiedys stwierdził dla niego są wazne czyny a nie słowa) ok przyjełam to do wiadomosci i nie oczekiwałam od niego lawiny romantyzmu.
Ja kobieta która od zawsze musiała walczyc o swoje,która mogła polegac tylko na sobie zbudowała związek w którym pojawiło sie dziecko,niestety ze względu braku odpowiedzialnosci ojca dziecka związek umarł,i pojawił sie ktos o kim na wstepie napisałam. Najpierw czysta znajomosc,rozmowy o tym i o tamtym,pózniej zauroczenie i długie rozmowe telefoniczne az nadszedł stan zakochania (On pierwszy oswiadczył mi ze sie zakochał) i tym samym spotkan.
Mijały tygodnie-miesiące-i było super,bez kłótni,bez sporów-czuc było od niego to ciepło i to ze mu naprawde zalezy-akceptacja mojego dziecka przyszła mu bez trudu mozna rzecz ze stała sie dla niego równie wazna jak Ja-Mineły dwa lata więc postanowiłam wziąsc sprawy w swoje rece i porozmawiac z nim o nas-zaczełam moze trochę podchwytliwie naszą rozmowe pytając go czy dobrze mu z tym jak wraca po pracy do domu a tam nikt na niego nie czeka-nie ksztąta sie po kuchni-nie wita go od progu pytając"Kochanie jak było dzis w pracy-rozbierz sie zaraz Ci podam obiad itp"
Stwierdził ze fajnie by było ale on nie bedzie niczego zaczynał bez gruntu pod nogami-nie bardzo wiedziałam o co mu w tej kwesti chodzi moze oto ze sam mieszka w wynajetym mieszkaniu i nie ma swojego kąta.-Ja z dzieckiem równiez wynajmuje mieszkanie..Czas upływał ,związek sie rozwijał ,dziecko dorastało a my wciąz zylismy niby razem a jednak osobno-od tamtej rozmowy juz nie pytałam -nie nalegałam-czekałam az on cos zdecyduje-ale lata płyneły a my stalismy w tym samym miejscu w którym zaczynalismy-wieczorne rozmowy-spotkania.
I jak w kazdym związku po czasie pojawiły sie równiez kłótnie ale nie trwały one długo-jakies tam małe spory z którymi dawalismy sobie rade-
euforia zabójczej miłosci nieco opadła-wiadomo nie samą miłoscią człowiek zyje-kazde z nas ma swoje obowiązki-problemy dnia codziennego,i tak przetrwalismy razem a jednak osobno 8 lat.
Ale cała ta sytuacja zaczeła mnie powoli juz meczyc-stawałam sie rozstargniona psychicznie-chciałam czegos wiecej niz tylko spotkan -jakies deklaracji z jego strony-okreslenia sie co dalej-,więc pytałam wymagając od niego konkretnej odpowiedzi i za kazdym razem słyszałam "wszystko w swoim czasie"-Ale ostatnio cos poczułam ze cos sie dzieje tak jak by mnie odstawił na boczny tor-jakos juz nie czuje zeby mu zalezało mimo iz on twierdzi ze mu zalezy i ze kocha to Ja jednak tego nie czuje-więc postanowiłam nie czekac tylko z nim porozmawiac-
Rozmawiałam z nim wczoraj powiedziałam mu ze od pewnego czasu zasiał we mnie ziarenko nie pokoju-ze czuje ze cos sie dzieje i chciała bym wiedziec co"-ze jezeli juz mu nie zalezy"jezeli juz nie kocha"nawet jezeli pojawił sie ktos trzeci"albo jezeli chce odejsc to niech idzie a nie przeciaga tego bo to męczy"Stwierdził ze szukam dziury w całym-ze nie ma nikogo trzeciego-ze kocha i mu zalezy_Ale mnie to ani nie uspokojiło ani tez nie wystraczyło-Więc doszłam do wniosku ze albo teraz mu powiem co mnie boli albo dalej bede sie meczyc psychicznie czekając na cos co moze nigdy nie nastąpic-Wiec mu powiedziałam z stanowczoscią ze mówi ze kocha"zalezy mu a Ja tego nie czuje aby tak było-ze z chwilą gdy pojawia sie jakis problem miedzy nami to on sie odwraca plecami jak by to musiało tak byc-a przeciez związek nie polaga tylko na tym zeby przez 24h sie przytulac-całowac-i sobie słodzic bo z czasem moze człowieka od tego zemdlic i zwymiotowac tą całą miłosci-Dąrzyłam do tego aby mu wytłumaczyc ze nie chce go na siłe usidlic przy sobie-ze nie chce aby był zemną z przymusu"z przyzwyczajenia"i kochał mnie na siłe"Ale powinnismy czasami z soba porozmawiac wyjasnic sobie pewne rzeczy"sprawy"-bo zbyt wiele czasu i pracy włozyłam w ten związek aby od tak poprostu miec wszystko gdzies-i od tak odpuscic".Powiedziałam mu ze chce z jego strony aby mi sie okreslił co dalej-to nie musi byc dzis i juz teraz bo wiadomo ze to nie jest decyzja w 5 minut-chociaz miał na to az 8 długich lat"ze jezeli w dalszym ciagu nie poczuje ze mu zalezy to Ja odejde bo nie zamierzam zebrac o jego miłosc i zaangazowanie"-Nie odpowiedział mi nic na to-milczał .Nie wiem czy sie przestraszył ze faktycznie odejde bo pierwszy raz w sumie byłam wobec niego stanowcza -czy poprostu ma to gdzies co sie stanie dalej"
Chciała bym waszej rady-czekac az sobie to przemysli i poukłada?-czy zdystansowac sie wobec niego i tego związku?"
Waszym zdaniem po przeczytaniu mojego postu myslicie ze jemu naprawde jeszcze zalezy i chce ciągnąc ten związek bo sie tak samo zaangazował w to wszystko jak Ja"
Co mi radzicie?
Ale sie rozpisałam ale szczerze powiedziawszy to az mi lzej na duszy ze mogłam to wyrzucic z siebie:)
Cmokaski dla was :* czekam na wasze Opinie i rady:)